Strona główna O blogu Moje książki Regulamin Kontakt Współpraca Księga gości Wersja mobilna
Polecam

Moja książka
'Moje Wypieki i Desery
na każdą okazję'

już w sprzedaży!

Notes na własne przepisy!

Aplikacja Moje Wypieki
na iPhone'a lub Androida

Przepis dnia
Kategorie
przelicznik kulinarny
przelicznik foremek
Ostatnie komentarze
Ostatnie wpisy
Newsletter
RSS
    wpisów    komentarzy
Archiwum
Gości online: 1318

wtorek, 04 września 2012

Bardzo mi miło zaprosić Was dzisiaj na konkurs z szefkuchni.pl :-)

Nasz sklep jest dla tych, którzy cenią sobie użyteczność, trwałość oraz łatwość użycia akcesoriów kuchennych, ale także tych, którzy w kuchni szukają zabawy i przyjemności. Sklep szefkuchni.pl posiada w swojej ofercie produkty takich marek jak Zeal, Kilo, W&M Bartleet oraz Laguiole. Różnorodność naszej oferty potwierdza fakt, że oferujemy Państwu produkty wykonane z najwyższej jakości silikonu, melaminy, stali nierdzewnej oraz białej porcelany. Wszystkie nasze produkty pomogą Państwu nie tylko bezproblemowo przygotować dania, ale także wniosą wiele koloru i radości do Państwa kuchni. Różnorodność produktów oraz duży wybór niezbędnych akcesoriów sprawi, że gotowanie od teraz będzie czystą przyjemnością :-).

Na czym polega konkurs?

Należy odpowiedzieć na pytanie: jaki domowy wypiek z dzieciństwa (słodki lub wytrawny) możecie nazwać najlepszym? W opisie można podać smak, zapach, wygląd oraz wspomnienia, które z tym domowym wypiekiem się nam kojarzą. Dodatkowo - należy wskazać produkt ze sklepu www.szefkuchni.pl [podać link do tego produktu], który przydałby się do przygotowania tego wypieku.

Odpowiedź na pytanie konkursowe należy zamieścić na stronie mojewypieki.com, pod postem konkursowym. W konkursie mogą brać udział tylko osoby zarejestrowane na stronie mojewypieki.com (zalogowane). Jeśli nie posiadasz jeszcze konta na mojewypieki.com - możesz je założyć tutaj.

Czekają na Was piękne nagrody!

 

Nagroda za zajęcie 1 miejsca:

podłużna blacha do tarty z wyjmowanym dnem

oraz

przesiewacz do mąki i cukru

 

Nagroda za zajęcie 2 miejsca:

silikonowa foremka do ciasta serce

oraz

kuleczki obciążające ciasto

 

Nagroda za zajęcie 3 miejsca:

silikonowa forma do ciasta

oraz

nóż do serwowania tortu

 

Konkurs trwa już od teraz do 10 września (poniedziałku) włącznie.

Należy również zapoznać się z regulaminem konkursu.

 

Życzymy powodzenia!

szefkuchni.pl i Dorota (Moje Wypieki)

Wydrukuj:
  Oceń: 
Ten post nie został jeszcze oceniony.
Kategoria: Konkursy
Zobacz także:
...i dalsza część zdjęć oraz sonda...
...i dalsza część zdjęć oraz sonda...
Konkurs z Szefem Kuchni - domowe wypieki naszego dzieciństwa!
Konkurs z Szefem Kuchni - domowe wypieki naszego dzieciństwa!
Konkurs z nową książką Julii Child!
Konkurs z nową książką Julii Child!
Dodaj komentarz:
Pozostało znaków: 5000 
*  
Przepisz znaki z obrazka:


Komentarze (506)
1 | 2    
lifka812  (zobacz profil)
28.01.2013 20:05 odpowiedz
Mój smak dzieciństwa jest tylko jeden.Doskonale pamiętam pyszny kogel-mogel robiony przez ukochanego tatę.Był doskonale utarty, tatko był niezastąpiony nawet najlepszy mikser nigdy mu nie dorówna. Puszysty lekki deser i dwa smaki do wyboru zwykły lub z odrobiną kakao PYCHA!!!
I wystarczył kubek ,łyzeczka ,nóż tylko do rozbicia jajek i ręce taty ,które nie pozostawiły ani jednego kryształku cukru nie roztartego.Dziękuję :-)
neverland  (zobacz profil)
10.09.2012 23:53 odpowiedz
Gdy byłam dzieckiem, mój udział w pieczeniu ciast ograniczał się zwykle do znalezienia odpowiedniego przepisu i późniejszej obserwacji mamy przy pracy. Gdy byłam nieco starsza, odmierzałam mamie odpowiednie ilości, próbując pojąć, ile to właściwie jest "na oko".
Moja mama kochała i piekła głównie proste ciasta, ale zdarzało się jej pokusić na nieco bardziej wyszukane - zwykle jednak była rozczarowana ogromem pracy i "nie aż tak zachwycającym" efektem.
Ale kiedyś, w znanym Paniom "Poradniku Domowym" mama znalazła przepis na sernik - delikatna serowa masa, spulchniona jajkami i śmietanką na kruchym, jasnym spodzie i z kakaowym wierzchem. Udał się i był pyszny, został z nami na zawsze. Sernik kapitański - bardzo nam przypadła do gustu ta nazwa, przywodząca na myśl dalekie podróże, żagle wypełnione wiatrem, nieznane porty, pirackie wygłupy...
Nie potrafię nawet zliczyć, ileż to razy sernik ten pojawiał się na naszym stole, zanim, po wielu latach, wyciągając przepis z szuflady, odkryłam, że sernik w istocie zwał się kapłańskim - o tak, bardziej wyrafinowanie ale mimo wszystko, nie wiedzieć czemu, mniej szlachetnie - dlatego dla nas pozostał do dziś kapitańskim.
Był to również pierwszy wypiek, przy wykonaniu, którego spotkałam się z technologią:) tarcia kruchego, zmrożonego ciasta, stąd nieodzowna do jego wykonania jest tarka, taka jak ta: http://szefkuchni.pl/duza-tarka-piramidka-stal-nierdzewna-p-357.html.
Dacquoise  (zobacz profil)
10.09.2012 22:54 odpowiedz
Szczerze mówiąc w moim domu rodzinnym nie było tradycji wypieków. Mama gotowała (i robi to nadal!) pysznie, ale wszelkie „wypiekowe” czynności nie były jej konikiem. Najlepiej pamiętam tradycję co niedzielnego zakupu strucli serowej, jakże smacznej, ale jednak nie domowej.
To moja babcia rozpieszczała mnie i pozostałych wnuków przeróżnymi ciastami. Był i keks, i sztandarowy sernik, bez którego nie mogły odbyć się urodziny babci czy święta Bożego Narodzenia, ale osobiście jako wspomnienie z dzieciństwa najbardziej powraca do mnie murzynek – jedno z tych ciast, które swoją prostotą sprawiają, że są najsmaczniejsze. Mocno czekoladowy, wilgotny zawsze tak akurat, z rodzynkami w środku, zwieńczony polewą czekoladową, którą uwielbiałam wyjadać palcem jeszcze gdy porządnie nie zastygła.
Gdy sama rozpoczęłam kuchenną przygodę, wiele razy piekłam murzynka, ale zawsze w nim czegoś brakowało. To chyba dowód na to, jak działa magia słodkich dziecięcych wspomnień…
Aby usprawnić przygotowanie tego ciasta, ze sklepu wybrałam http://szefkuchni.pl/elastyczny-noz-do-rozprowadzania-kremow-p-121.html, wówczas polewa będzie gładka niczym tafla na jeziorze...

Gość: doran
10.09.2012 22:29 odpowiedz
Z krakowskiego mieszkania na zielony skwer nad Wisłą nie było daleko - wystarczyło zejść po schodach i wyjść z domu. Potem obok szkoły, skręcić i iść wzdłuż szpaleru drzew mijając zatopioną w trawie studnię. Do tej pory przechodząc koło niej pamiętam tamtą historię i zapach ciasta. Czując ten zapach przypominam sobie tę historię. Wrotki, niespodziewany deszcz, wyścig z siostrą. Rozbite kolano, płacz i wcześniejszy powrót do domu ze spaceru z Tatą. W domu otulający zapach ciasta i jeszcze ciepły kawałek szarlotki na pocieszenie. Wyjątkowo przed obiadem. To była (jest) mistrzowska szarlotka z delikatną pianką i kruszonką oprószoną migdałowymi płatkami. Mama piekła ciasto w prostokątnej formie ale podawała zawsze na kwadratowym białym talerzu z niebieskim kwiatowym wzorkiem. Kroiła na kwadratowe kawałki. Myślę, że kwadratowa forma silikonowa http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ułatwiłaby jej zadanie :)
ciasteczko  (zobacz profil)
10.09.2012 22:25 odpowiedz
Ktoś może powie, że to zbyt proste, może mało twórcze lub oryginalne...bardzo możliwe. Jednakże chyba całe życie będę wspominać przygotowywanie a potem wcinanie andrutów przełożonych masą krówkową/kajmakową. Jest to absolutny HIT mojego dzieciństwa! Nigdy nie zapomnę tego smaku kiedy z braćmi wyciągaliśmy andrut z lodówki (bo najlepszy zimny) i krojąc sobie paseczki zajadaliśmy póki nas brzuchy nie rozbolały. Bo ta mała słodycz wprost rozpływa się w ustach.
A ile było zabawy jak z rodzeństwem i mamą robiliśmy wafle co chwila wyjadając palcami masę krówkową z puszki :) Jedno jest pewne było pysznie!!! :D

Jeśli chodzi o sprzęt kuchenny, który nadał by się do sporządzenia tej pyszności to z pewnością nóż, którym możnaby rozsmarowywać masę na waflach:
http://szefkuchni.pl/noz-do-masla-czerwony-p-957.html

Och, ale to piękne wspomnienia, chyba musze zrobić jutro te wafle i poczuć jeszcze raz ten sam smak w ustach :D
10.09.2012 22:17 odpowiedz
Mam 29 lat i od prawie 3 jestem uzależniona. Od blogów kulinarnych, wypróbowywania nowych przepisów, szukania nieznanych mi dotąd połączeń smakowych. Moi rodzice często zastanawiają się po kim to mam, bo jak zgodnie twierdzą, na pewno nie wyniosłam pasji do gotowania z domu rodzinnego. Fakt. Oboje ciężko pracowali i gotowanie było tylko po to, aby dzieci nie biegały głodne. Miało być szybko, tanio i prosto.
Ale jest jeden taki obrazek z dzieciństwa... Kuchnia w naszym małym mieszkaniu, za oknem ciemno, grudzień. Wszyscy jesteśmy razem, mama wydaje polecenia, ja z siostrą czekamy na kruszonkę ,a tato siedzi z wielką glinianą miską na kolanach i szpatułką podobną do tej: http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html , tyle że drewnianą, wyrabia drożdżowe ciasto. Pachnie wanilią, my dzieciaki mamy rumieńce na policzkach od nagrzewającego się piekarnika, a tato pokazuje nam po czym poznać, czy ciasto jest już dobrze zagniecione. Mówi się, że szczęście to tak naprawdę tylko pojedyncze chwile. To był właśnie taki moment.
Z perspektywy czasu wiem, że to nie mógł zawsze być grudzień, pewnie czasami za oknem świeciło słońce, a miska, cóż... stoi nadal na szafie u rodziców i rozmiar ma co najmniej standardowy. Lecz jakie to ma znaczenie ... ? Wszak dzieciństwo to nie zdjęcie cyfrowe, ale takie wywołane z kliszy, trochę nieostre, z przekłamanymi kolorami. Takie, do którego się wraca po zapadnięciu zmroku w zimowe wieczory.
skarbonka  (zobacz profil)
10.09.2012 22:07 odpowiedz
Nie pamiętam dobrze mojego dzieciństwa, nie pamiętam zabawek, bajek, nie pamiętam jak spędzłam czas z kuzynami abo dziećmi z sąsiedztwa. Nie pamiętam, nie wiem dlaczego, nie wiem czy to dobrze czy źle.
Przypominają mi się jedynie zapachy i smaki. Proste składniki, ale za to jaki efekt, ta naturalność dalej mnie zachwyca. Chociaż tak na prawdę doceniam ją dopiero teraz.
Koktajl z truskawek - jego picie z grubego ceramicznego kubka to była jakby ceremonia. Klasyczne ciasto z jabłkami, oczekiwanie na pierwszy kawałek było tak trudne gdy w całym domu roznosił się zapach cynamonu. Ciasto drożdżowe starszej sąsiadki, jego tekstura, zachwyt po każdym kęsie.
Jednak gdybym miała wybrać ten jeden najważniejszy wypiek byłaby to karpatka. Ciasto, które jako mała dziewczynka nazwałam "ziemniaczkami", dalej tak nazywamy z mamą. Później jego kształt, za każdym razem inny, zadziwiał mnie. Przepyszny krem, ze sprawdzonego przepisu mamy. Dla mnie ideał. Zawsze było jej za mało.
Pamiętam gdy podczas przygotowywania starałyśmy się wybrać z miski każdą odrobinkę cista, teraz wiem, że wystarczyłby jeden gadżet (http://szefkuchni.pl/skrobaczka-do-miski-p-145.html) by tego problemu uniknąć ;)
Hmm, powspominałam trochę a w lodówce mam, na szczęście, wszystkie składniki na ciasto kruche, na stole jabłka z sadu... Idę zrobić jabłecznik! :)
10.09.2012 21:36 odpowiedz
Smaki dzieciństwa są różne. Ile dzieci, tyle wspomnień smakowych. Siedząc teraz i próbując wybrać najlepszy smak dzieciństwa, wracam myślami kilkanaście lat wstecz. Widzę kilkuletnią Asię, która nie odstępowała Mamy na krok. Siadała na swoim królewskim krzesełku w kuchni i obserwowała poczynania kulinarne Mamy. Jako jedynaczka, mój głos był bardzo znaczący w kuchni, Tata się nie liczył, bo był w mniejszości;). Mama bardzo lubiła i nadal lubi piec słodkości. Teraz obie wymieniamy się nowymi przepisami i próbujemy samodzielnie stworzyć to, co druga poleciła. Jednak nie o tym mowa! Po biciu się w myślach, co mam wybrać, padło na MURZYNKA! Ten smak najbardziej mi przypomina beztroskie dzieciństwo, które stworzyła mi Mama. Przez całe dzieciństwo byłam przekonana, że Mama zanurza w cieście czekoladę. Jednak, kiedy z obserwatora, awansowałam na pomocnika, wiedziałam już, że to nie czekolada, ale kakao sprawia, że mogę ciasto wyjadać w formie płynnej. Do dzisiaj tak robię (właśnie włożyłam murzynka do piekarnika ). Gdy Mama łączyła pierwsze składniki i rozpływały się pod wpływem temperatury, kręciłam się wokół kuchenki, by wdychać czekoladowe zapasy i mając nadzieję, że gdy Mama odwróci się na moment, będę mogła zanurzyć palec w gorącej mazi i ze smakiem oblizać. Najchętniej bym wyjadała łyżką zawartość garnka, gdybym tylko mogła. Gdy maź się chłodziła w misce z zimną wodą, kilkakrotnie odwiedzałam wannę, pod pretekstem, by sprawdzić, czy wszystko jest OK. z ciastem .Po pełnym napięciu czekaniu na gotowość płynu kakaowego, Mama szykowała http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html i dodawała brakujące produkty, mieszając dokładnie http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-szpatulka-p-119.html. Po stwierdzeniu, że wszystko jest dobrze wymieszane, Mama pozwalała mi spróbować, czy ze smakiem jest wszystko dobrze. A ja z uśmiechem na twarzy oblizywałam usta i zanurzałam łyżeczkę w kakaowym cieście, by rozpływać się nad przepysznie słodkim smakiem, który wypełniał buzię. Do dziś pamiętam, jak czekałam w kolejce, by oblizać miskę po cieście, gdy Mama wykładała na http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html. Maź smakowała kakaem i mąką. Kilka razy próbowałam włożyć głowę do miski podczas wyjadania resztek, ale się nie zmieściła. Chociaż i tak próbowałam dalej! Ciasto było już w piekarniku i 30minut czekania. Mama sprawdzała raz po raz http://szefkuchni.pl/patyczek-do-sprawdzania-ciasta-serce-p-255.html , czy z konsystencji płynnej zrobiła się stała. Natomiast ja przynosiłam sobie poduszkę i siadałam przed piekarnikiem, by wszystko mieć pod kontrolą. Za każdym razem, gdy Mama otwierała piekarnik, w mieszkaniu roznosił się słodki zapach murzynka. Na samą myśl, aż ślinianki szybciej pracują. Tata wracając w pracy, czuł na korytarzu zapach słodkiego kakaa i polewy czekoladowej, którą Mama sama robiła, rozpuszczając czekoladę z odrobiną mleka . Mniam! Gdy minęło programowe 30minut, Mama wyciągała ciasto http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-ludzik-p-190.html i przenosiła na ozdobny talerz, by porządnie to wyglądało. Następnie kroiła na równe trzy kawałki http://szefkuchni.pl/noz-do-krojenia-serwowania-ciasta-ciemnorozowy-p-899.html i serowała nam na talerzyki, byśmy w końcu mogli posmakować słodkiego szaleństwa dla podniebienia. Właśnie wyciągnęłam swoje ciasto, posmakowane i jest dobre. Nie tak pyszne jak Mamy, ale Kuba jest zadowolony!:). Nie obyło się bez strat, zdążyłam się poparzyć, ale żyję i zadawalam się murzynkiem. Uśmiecham się na same wspomnienia przygotowania, krzątaniny kuchenne i ukochanej Mamy, która uczyniła ze zwykłego pieczenia, prawdziwą przeprawę przez przeszkody!
10.09.2012 21:11 odpowiedz
wypiek, który pamiętam z dzieciństwa jest autorstwa mojej babci - domowa prostokątna "pizza" na grubym drożdżowym spodzie, z czerwoną papryką, podsmażoną cebulką, pieczarkami i żółtym serem w plastrach. najpiękniejszy w tym był czas oczekiwania na wyjęcie z piekarnika wypełniony aromatem pieczonych warzyw i bąbelkującego sera.
do przygotowania pizzy przydatna byłaby prostokątna forma http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html by wypiek miał perfekcyjny równy kształt.
krejzikuki  (zobacz profil)
10.09.2012 21:09 odpowiedz
Pamiętam jak dzisiaj niedzielne popołudnia gdy mama przygotowywała ciasto na kołaczki. Ciasto po wyrobieniu musiało wypłynąć na powierzchnię wody, w której się znajdowało przez jakiś czas - dla mnie i mojej siostry były to niemiłosiernie ciągnące się minuty :-) Jednak wycinanie radełkiem kawałków ciasta, czy nakładanie dżemu albo budyniu było wtedy dla nas prawdziwą frajdą! Zawsze piekłyśmy po kilka blach, dlatego takie silikonowe maty http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html byłyby dla nas wybawieniem. Dzieciństwo minęło (stanowczo zbyt szybko!), ale symbol niedzieli w moim domu nigdy się nie zmieni :-)
marysbieg  (zobacz profil)
10.09.2012 21:06 odpowiedz
Długo zastanawiałam się, który z domowych smakołyków, łakoci, wypieków jest tym "naj" i doszłam do wniosku, że ten którego zapach roznosił się jeszcze przed drzwiami wejściowymi do domu, wodząc za nos do kuchni. Moja mama była i jest mistrzem drożdżowych wypieków, a takie właśnie bułeczki z jagodami obsypane kruszonką do tej pory zmieniają nas (już dorosłych) w dzieci gdy za każdym razem ignorujemy ostrzeżenie "poczekajcie aż wystygną, bo będą Was boleć brzuchy". A żeby się mniej przypalały i przyklejały do blachy to zaradziłaby silikonowa mata do pieczenia (http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html).
10.09.2012 20:54 odpowiedz
Gdy myślę o najlepszym wypieku z mojego dzieciństwa, przed oczami widzę jagodzianki mojej mamy. Kiedy byłam mała, co roku w początkach lipca wybieraliśmy się całą rodziną do lasu na jagody. Po powrocie było lepienie pierogów z jagodami oraz wyczekiwane przeze mnie przez cały rok pieczenie jagodzianek. Nigdy nie zapomnę tych chwil gdy razem z siostrą kucałyśmy w kuchni, obserwując jak w piekarniku podłużne bułki jagodowe rosną i rumienią się. Zapach pieczonego ciasta drożdżowego rozchodził się po całym domu. Czasem jagodzianki pękały, a ciemny i słodki sok jagodowy wylewał się i przywierał do blachy, powodując trudne do usunięcia plamy. Teraz mycie po pieczeniu ułatwia zastosowanie nieprzywieralnej tacki – siatki (http://szefkuchni.pl/nieprzywieralna-tacka-siatka-24-37-cm-p-513.html, http://szefkuchni.pl/nieprzywieralna-tacka-siatka-33-40-cm-p-512.html). W tamtych czasach konieczne było długotrwałe namaczanie i szorowanie blaszek po każdym pieczeniu. Najtrudniejsze było wyczekiwanie, aż jagodzianki wystygną i nałożony na nie lukier zastygnie – zawsze ten czas przeciągał się dla mnie w całe godziny… Jednak smak połączenia drożdżowego ciasta i świeżych owoców jagód wynagradzał moje „cierpienia”.
Tradycja rodzinnego pieczenia jagodzianek przetrwała do dzisiaj. I mimo iż uwielbiam piec, przygotowanie słodkich bułek z jagodami zawsze pozostawiam mojej mamie – potrafi je zrobić najlepiej na świecie.
p_aulin_a  (zobacz profil)
10.09.2012 20:42 odpowiedz
Smak który do dziś kojarzy mi się z domem- proste- tartaletki z masą śmietankowo-nutellową:)! Do ich upieczenia z pewnością przydadzą się- http://szefkuchni.pl/kuleczki-obciazajace-ciasto-700g-p-542.html
julaa99  (zobacz profil)
10.09.2012 20:17 odpowiedz
Tych dni trudno zapomnieć,
truskawkowego zapachu wspomnień,
gdy na targ jechało się z mamą,
by kupić truskawki do ciasta z pianą.
Najpyszniejsze ciasto na świecie,
to takie, gdzie głównym składnikiem jest miłość i serce.
Takie właśnie mama piekła,
o zapachu rozkoszy nieba.
Ciasto kruche, owoce, kruszonkę i pianę,
przydałoby się wyłożyć na silikonową formę.
http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html



colorfulhead  (zobacz profil)
10.09.2012 19:48 odpowiedz
W domu zawsze gotowała mama. Tata zrobił obiad tylko raz. Wystarczyło, żebyśmy wszyscy zapamiętali go aż do teraz. W kuchni pachniało rozgrzanym piekarnikiem aa my z niecierpliwością czekaliśmy, aż tata wyciągnie blachę. Na każdy talerz trafiło gorące, parujące zawiniątko z ciasta francuskiego. Gdy się je rozkroiło ze środka wypłynął roztopiony żółty ser, który otaczał zwykłą, prostą... parówkę. Wszystko to polane keczupem pozostało w naszych głowach jako najlepszy obiad dzieciństwa. Tak jak mówiłam - tata zrobił obiad tylko raz, dlatego to danie nigdy więcej nie wróciło na stół. Może warto przypomnieć o nim rodzicom...? Pamiętam jeszcze, że nie obyło się bez oparzonych tacinych palców, dlatego przydałyby mu się silikonowe łapki ze sklepu szefkuchni.pl http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-p-191.html :D
kbartosz  (zobacz profil)
10.09.2012 19:37 odpowiedz
Zapomniałam dołączyć linka!
Zdecydowanie do wypieku potrzeba miski :) Taka - http://szefkuchni.pl/kubek-do-mieszania-ciasta-20-cm-p-44.html sprawdziłaby się idealnie!

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim wszystkiego dobrego!
kbartosz  (zobacz profil)
10.09.2012 19:36 odpowiedz
Z dzieciństwem kojarzy mi się najbardziej murzynek mojej mamy! Uwielbiałam kiedy go piekła! Mięciutki, wilgotny, delikatny, oblany pyszną czekoladową polewą! Zawsze jedzony paluchami, na samym końcu jadłam to co najlepsze kawałek ciasta z polewą czekoladową, która rozpuszczała się zostawiając ubrudzone paluchy, które można było jeszcze oblizywać! Zapach pieczonego murzynka pozwala wrócić pamięcią do chwil najpiękniejszych z dzieciństwa! Chwil kiedy beztrosko biegaliśmy od rana do wieczora po dworzu. Chwil kiedy w sierpniowe południe przy świecącym słońcu padał ciepły deszcz, chwil kiedy ściągaliśmy buty i biegaliśmy boso po trawie! Chwil kiedy można było wrócić do domu, zobaczyć mamę w kuchni, zostać przez nią przytulonym i ucałowanym w czoło! Dla mnie murzynek to synonim szczęścia i miłości! Synonim matczynej miłości i ciepła domowego ogniska!
10.09.2012 19:17 odpowiedz
Jako dziecko często zostawałam z babcią, bo mama długo pracowała. Bardzo lubiłam ten czas, moja babcia opowiadała mi historie "jak ona była młoda", czytała wiersze (Mickiewicza, do tej pory potrafię wyrecytować połowę "powrotu taty" :)) i oczywiście gotowała dla mnie- uwielbiałam jej frytki z kotletem mielonym- wszystko zawsze przygotowywała sama i tylko jedną rzecz ze mną gotowała- zupę zacierkową. Siadałyśmy przy stole, ona obierała warzywa, ja wrzucałam je do garnka i "dokładnie szorowałam" rączkami, babcia kładła zupę na kuchenkę i kiedy zupa się gotowała, my robiłyśmy zacierki, tzn. babcia zacierki, a ja kotki, pierścionki, serduszka i kwiatki, ludki i wszystko co mi przyszło do głowy. Kiedy wszytskie moje ciastowe dzieła ugotowane w zupie, babcia łowiła je łyżką i czajmowało jej to dużo czasu, pewnie gdyby miała taką łyżkę-cedzak ( http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-lyzka-cedzak-p-118.html ) wszystko poszłoby zdecydowanie sprawniej. Zupa zawsze była pyszna!

PS: Pani Doroto, dziękuję za ten konkurs (i nawet jeśli nie wygram) to dzięki Pani przypominałam sobie jak fajnie było być dzieckiem, gotującym dzieckiem- jutro na obiad będzie zacierkowa!

Pozdrawiam
Kasia
kasia1987  (zobacz profil)
10.09.2012 18:24 odpowiedz
Mnie czasy dzieciństwa kojarzą się niezmiennie z dwoma ciastami - szarlotką mamy oraz ciastem drożdżowym babci. Mama piekła swoją szarlotkę zawsze na sobotę i niedzielę, i to co tydzień. Ale bez względu na częstotliwość jej występowania każdy z domowników czekał z niecierpliwością na ciasto, które nigdy się nie nudziło i smakowało zawsze jak najlepszy tort świata. Bo też to nie była zwykła szarlotka, lecz szarlotka od serca. Mama sama ją stworzyła, a ja dziś kontynuuję tradycję jej wypieku. Jabłka - starte i obowiązkowe przesmażane z cukrem oraz z galaretką - tworzyły niezapomniany duet z cynamonem. Na warstwie jabłek kolorowo mieniała się natomiast ubita na puch śmietana z białek z dodatkiem owocowego kisielu. Wszystko zaś pokrywało starte w figlarne prążki kruche ciasto. Nierzadko bywało, że szarlotka nie mieściła się w blasze! Szarlotka mamy już zawsze będzie występować w moim osobistym segregatorze z przepisami pod nazwą "Szarlotka Jadzi":) W jej przygotowaniu z pewnością pomocna będzie tarka z pojemnikiem i dozownikiem: http://szefkuchni.pl/tarka-pojemnikiem-dozownikiem-p-91.html pomoże przy tarciu jabłek oraz kruchego ciasta, no i sprawi, że obędzie się bez bałaganu:) A drożdżowe ciasto babci wyrabiane jej ręką na makowiec czy drożdżówkę z owocami i kruszonką zawsze najlepiej będzie smakowało w postaci jeszcze surowej, ukradkowo wykradane spod lnianej ściereczki, pod którą wyrastało:)
10.09.2012 17:45 odpowiedz
Z niecierpliwością czekałam na tę chwilę - mąka biała jak cukier puder, myliła mi się z nim za każdym razem, kiedy to nadchodziło moje wielkie zadanie - lukrowanie. Babcia nigdy się nie złościła - uśmiechała się ciepło ze słowami: popróbuj przed dodaniem.. Jej sprawne ręce szybko przesiewały mąkę, dodawały jajka, ugniatały orzechy, migdały. Na górnej półeczce leżały Skarby Smaku i Zapachu - tak je nazywała. Wtedy myślałam że kardamon, wanilia i cynamon są cenniejsze od złota, brylantów i rubinów. Mogłabym przysiąc, że po ich dodaniu misa z ciastem zaczynała skrzyć jak najcenniejszy kruszec. W dodatku pachnący słodkim cukierkiem, za sprawą czarnych drobinek - lodami waniliowymi, cynamonu - ciepłym piernikiem..Kiedy już, już myslałam że nic więcej dodawac nie będziemy - babcia z uśmiechem wyjmowała czekoladę. No tego już za wiele! Ja najpierw muszę spróbowac - czekolady oczywiście .. :)
Ps. dziś wiem że to ja byłam sprawca za małej jej ilości w cieście..
Babcia sprytnie sięgała po tajemną broń - ciepłe mleko zmieszane z kakao. Nadrabiałyśmy zaległości! Jeszcze tylko szczypta soli.. Ach, bo zapomnimy! - mówiła - rodzynki! .. Cały dom pachniał korzennym ciastem, a moja mentorka jawiła mi się jako najznakomitsza cydotwórczyni. Wydawało mi się wówczas, że potrafi stworzyć coś z niczego - i tak tez było. Z kilku składników tworzyło się - w moim mniemaniu - arcydzieło. Pachniało słodyczą, ciepłem, uroczo drażniło nozdrza małej dziewczynki, niecierpliwie czekającej na wyjęcie tego cuda z piecyka.
Jeszcze chwila, uważaj bo się oparzysz - to ja zaglądałam co chwilę przez szybkę.
Nastała chwila wyjmowania foremek - "bez pracy nie ma kołaczy" , tak mówiła. A że foremki były stare, ciężkie, metalowe - trochę się napracowałyśmy. "Trzeba było posmarować większą ilością masła" - cicho mruczała pod nosem, a ja notowałam w pamięci, żeby nastepnym razem zabłysnąć tajemna wiedzą przypominająca o "posmarowaniu większą ilością masła" - czego? Foremek oczywiście, ale wówczas tego jeszcze nie wiedziałam.
Nastała chwila lukrowania. Babcia od tego momentu pozwalała mi samej stworzyć 'coś z niczego'. Tworzyłam zatem. Mąka plus woda. Próbuję - krzywię się z obrzydzeniem. "Mówiłam żebyś najpierw próbowała" - uśmiecha się do mnie i podaje słoiczek z właściwym składnikiem - cukrem pudrem. Po wysypaniu połowy z niego na ziemię, udaje mi się wreszcie stworzyć to co chcę - Jego Wysokość - Lukier. Jestem z siebie niesamowicie dumna, kiedy babcia z podziwem podaje mi pędzelek, a ja smaruję gotowe Cuda moim gotowym Cudem tak, że aż spływa na boki. Starannie wybieram, które " z nich" - bedą uznane za Moje Wypieki :) - i te właśnie posypuję tym, co kojarzy mi się z najwspanialszymi smakami świata - pokruszoną biała i ciemną czekoladą, orzechami i kokosami. Mmm, cóż za finezja smaków..! ;)
"Na czym my je teraz podamy?" - głośno myśli moja ukochana babcia. Teraz ja się popiszę! - przynoszę laurkę zrobioną w szkole. Uśmiecha się ciepło, wyjmuje duży talerz, na nim kładzie serwetkę i moją laurkę. Tak podane zasiadają na stole i czekają, aż przyjdzie rodzina.
Dziś wiem, na czym podałabym je ja - je, czyli.. BABECZKI, oczywiście- http://szefkuchni.pl/patera-na-muffinki-warstwy-p-11.html
Chociaż, gdyby moja córka przyniosła mi laurkę z domu..
Ps. Moja Najukochańsza Babciu - dziekuje Ci za Twoje Złoto, Mirrę i Kadzidło! ...
Marshmallow  (zobacz profil)
10.09.2012 17:33 odpowiedz
Przepraszam, z rozmarzenia zapomniałam o wybraniu produktu, ze strony :) Do zrobienia ananasowca moja babcia zawsze używa dużej blachy i taką też bym wybrała: http://szefkuchni.pl/forma-do-ciasta-gleboka-p-572.html

Pozdrawiam
Marshmallow  (zobacz profil)
10.09.2012 17:28 odpowiedz
Najwspanialszym smakiem mojego dzieciństwa był babciny ananasowiec. Robiony dwa razy do roku: na Wigilię i na Wielkanoc. Jego podanie jest u nas celebrowane przez całą rodzinę jak rytuał. Trudno wytłumaczyć, co jest w nim takiego wyjątkowego. Puszysty biszkopt z kremem ananasowym i chrupiącą bezą kokosową. Wszystko jest pięknie udekorowane czekoladą i wiórkami kokosowymi. Jednak dla mnie dużo lepsze od samego ciasta, jest oczekiwanie na nie i błysk w oczach moich kuzynów, kiedy babcia podaje deser na stole :)
RedNails  (zobacz profil)
10.09.2012 17:13 odpowiedz
Dzieciństwo... Trochę czasu minęło od tych wspaniałych, beztroskich lat. Co roku na wakacjach jechałam z tatą do cioci Heli. I do jej pączków :) to był najbardziej wyczekiwany moment całych wakacji. Wiedząc, że ciocia specjalnie na nasz przyjazd przygotowuje całą masę chrupiących pączusiów, już na polnej drodze prowadzącej do jej domu miałam wrażenie, ba, ja czułam ten zapach! Czułam smalec smakowicie komponujący się z cukrem pudrem, i tą marmoladę z płatków róży, którą ciocia chowała specjalnie dla nas. Widziałam stosy pączków poukładane równiutko na białych, porcelanowych półmiskach, takich jak ten: http://szefkuchni.pl/duzy-polmisek-p-819.html
Ciocia była starszą o 10 lat siostrą Taty, który uwielbiał się z ciocią przekomarzać ;) i jednego roku, a nie zapomnę tego nigdy, bo to były wakacje tuż po mojej Komunii, Ciocia zrobiła mojemu Tacie psikusa. Jedną porcję nadziała pokrojonymi w duże kawałki... ogórkami kiszonymi :)) Ustawiła przed Tatą półmisek, na którym na samym wierzchu były jej specjalne pączki, z podwójną porcją cukru-pudru, a że Tato był wielkim łasuchem od razu wsadził całego do buzi ;) Ile potem było krzyku, śmiechu, chichotania to można sobie tylko wyobrazić ;)
Do tej pory na Tłusty Czwartek piekę Tacie specjalne pączki z kiszonymi ogórkami :)
weronika98  (zobacz profil)
10.09.2012 16:53 odpowiedz
Z dzieciństwem głównie kojarzy mi się lekko maślany i waniliowy smak kruchych ciasteczek z maszynki, które piekłam z moją babcią. Dokładny przepis nigdy nie powstał, a składniki były dodawane według 'babcinej miarki' :)
Najlepiej smakowały maczane w herbacie podczas sennych zimowych wieczorów. Zanim zostały jednak upieczone, moi bracia zjadali jeszcze surowe ciasto, ponieważ nie mogli się ich doczekać. Oczywiśie nie obyło się reprymend i ostrzerzeń przed zatruciem się ;)
Zawsze miały klasyczny kształt, który uwielbiała moja babcia. Ja za to wolałam wycinać małe kółka kieliszkami do syropów, układać je na sobie warstwami i na końcu dekorować kuleczkami z ciasta. Tak właśnie powstawały, nazywane przeze mnie 'torciki'.
Do serwowania wypieków, zawsze używałam tacki w zwierzątka, teraz mogłabym ją zamienić na http://szefkuchni.pl/taca-deluxe-p-55.html
Ach, te czasy dzieciństwa, to dopiero były pyszne smaki... ale no cóż, starość nieradość ;)

pozdrawiam gorąco
Weronika :)
uzależniona_od_słodyczy  (zobacz profil)
10.09.2012 16:27 odpowiedz
Wspomnienia z dzieciństwa …. Moja mama pod względem wypieków zawsze nas rozpieszczała. Zresztą była w tym bardzo dobra, dlatego ciężko jest jednoznacznie wybrać ten wypiek, który był najlepszy. Z czasów dzieciństwa pamiętam coniedzielny drożdżowiec ze śliwkami, bożonarodzeniowy makowiec i Wielkanocny sernik po królewsku. Ciast i ciasteczek było oczywiście bardzo dużo, ale akurat te trzy najbardziej utkwiły w mojej pamięci. W każdą niedzielę, zanim jeszcze zdążyłam otworzyć oczęta, w domu rozchodził się zapach pieczonego ciasta drożdżowego. Oczywiście ciasto, zanim się do niego dopadliśmy musiało wystygnąć, bo przecież „brzuch Was będzie bolał” – zawsze warto było czekać. Zaraz ponad przypieczonym spodem było puszyste mięciutkie ciasto drożdżowe, na nim cała masa słodkich śliwek węgierek posypanych najlepszą na świecie kruszonką. Całość tworzyła smak idealny, niezapomniany. Zupełnie jak Bożonarodzeniowy makowiec. Wilgotna rolada stworzona z biszkoptowego ciasta wypełniona makiem wielokrotnie zmielonym, z dodatkiem miodu, rodzynek, orzechów, moreli.. mmm niebo na ziemi. Na samą myśl o tym wypieku przypomina mi się jak cudownie słodki mak rozpływał się w ustach. Do przygotowania maku niewątpliwie można wykorzystać http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html , która nie tylko pomoże wymieszać idealny mak podczas gotowania, ale także ułatwi jego równomierne rozsmarowanie na biszkopcie. I ostatni, co nie znaczy, że najgorszy, sernik po królewsku. Kakaowa podstawa, na niej ser i to wszystko posypane dużą ilością startego kakaowego ciasta. Do tartego ciasta można wykorzystać http://szefkuchni.pl/tarka-do-sera-p-90.html jej kształt ułatwi rozprowadzenie czekoladowych wiórków po wszystkich zakątkach naszej blachy. Ile razy mama musiała na nas krzyczeć, żeby ciasto uchowało się do świąt… nikt nie mógł się mu oprzeć, sernik pierwszy znikał ze stołu. Dzisiaj to ja zajęłam się pieczeniem ciast: począwszy od orzechowca, słonecznikowca, Pani Walewskiej, domowego Kopca Kreta, czekoladowych babeczek z kokosową kołderką, babeczek wypełnionych budyniem, skończywszy na tortach w kształcie Zygzaka McQueen’a czy boiska piłkarskiego. Nie ośmieliłam się jednak na trzy wymienione na początku ciasta – to specjalność mojej mamy :) Specjalność, która zasługuje na to, by być krojona http://szefkuchni.pl/noz-do-krojenia-serwowania-ciasta-kolor-kosci-sloniowej-p-900.html.
gebal.joanna  (zobacz profil)
10.09.2012 15:12 odpowiedz
Nie mogłam przypomnieć sobie wypieku, który utkwiłby mi w pamięci z czasów dzieciństwa, aż do wczoraj kiedy idąc obok sklepu poczułam ten zapach. Był to zapach orzeszków mojej cioci. Miały kształt prawdziwych orzechów włoskich, nieco podobny do magdalenek: http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-magdalenek-p-257.html. Były robione na każdy mój przyjazd, w specjalnej metalowej foremce. Miały pysznie orzechowe nadzienie. Wielokrotnie próbowałyśmy z mamą powtórzyć ten smak, ale nigdy się to nie udawało.
Nie lubiłam wyjazdów w gości, bo zawsze przytulał się do mnie wieeeelki wujek (oczywiście bez żadnych podtekstów), ale smak ciasteczek co jakiś czas wspominam z przyjemnością. Mam nadzieję, że kiedyś przeszukując Moje Wypieki trafię na ten przepis i zrobię takie orzeszki moim małym kucharkom.
kachajek  (zobacz profil)
10.09.2012 15:01 odpowiedz
Moja Babcia zawsze powtarzała, że rosnę jak na drożdżach. Świeżo upieczoną pierwszoklasistkę trochę te słowa przerażały - byłam wyższa od wszystkich nowych koleżanek i kolegów. Wtedy to, w akcie desperacji (o ile desperackimi można nazwać czyny siedmiolatki), postanowiłam kategorycznie i nieodwołalnie zaprzestać jedzenia drożdżowych wypieków! Jedna tylko przeszkoda stała mi na drodze – wielkanocna baba drożdżowa. Królowa wielkanocnego stołu. Taka z grubą warstwą cytrynowego lukru i całym mnóstwem słodkich rodzynek... No cóż, królowej się nie odmawia.
Spożywanie wyżej wspomnianej to była dopiero zabawa! Najpierw powoli rozprawiłam się z lukrem. Następnie jeden po drugim, wydłubywałam rodzynki, które niezwłocznie lądowały w umorsanej i oblepionej buźce. A na koniec kwintesencja drożdżowości – wspaniałe, idealnie wyrośnięte ciasto. Bo grunt to wyczucie czasu:
http://szefkuchni.pl/magnetyczny-minutnik-kuchenny-p-231.html
A Babcia miała rację – od tamtej pory zdecydowanie podwoiłam swoją objętość ;)
chakkie  (zobacz profil)
10.09.2012 14:55 odpowiedz
Mały-duży murzynek.
Wypełnia me nozdrza cynamon
Do głowy uderza kardamon
Z imbirem walczy świadomość
Gdy wspomnę tę pyszną znajomość!
U dziadków za każdym razem
W starek kuchence z gazem
Babcia na me życzenie
Świętowała przybycie szalenie
poprzez murzynka pieczenie.
Dlaczego mały, nie duży?
Bo ciasta robiła choć sporo
zostało pół tego w kałuży
w dnie garnka z glinianą podporą.
Musiało się ciasto wystudzić
Trochę poleżakować
A gdy dzieciom udało się zbudzić, wnet biegły murzynka kosztować!
A babcia wnet przed pieczeniem
Zdziwiona naszym łaknieniem
Mówiła, że wyparowało
A czasem też się gniewała
Bo wbrew temu, co się babci zdawało
Nie raz i nie dwa po studzeniu
W garnuszku już nic nie zostało!

A taką łyżką i by się ciasto lepiej przygotowało,
i wtedy stygnące chętniej zajadało! http://szefkuchni.pl/duza-lyzka-melamina-p-66.html
10.09.2012 14:43 odpowiedz
Prawdopodobnie będę zupełnie inna od wszystkich opisanych tu komentarzy...
Moim domowym wypiekiem dzieciństwa do dziś dzień jest... Surowe ciasto przygotowywane do różnego rodzaju ciast mojej mamy! Kiedy tylko przygotowywane jest na drożdzówkę albo skubańca, zjawiam się ja : znów kilkuletnia [ mimo,że teraz już prawie 30] jak xx lat temu i podkradam to pyszne surowe ciasto po którym nigdy nie bolał mnie brzuch, a sprawiało tyle radości mimo [żartobliwego] karcenia mojej mamy :))) http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html z miski zawsze skradzione resztki, jak i z łyżki do mieszania, nie wspominając już o ugniecionym cieście które tylko chwile nie pilnowane już dostawało odcisków małych rączek a teraz już troszkę większych ;) Pozdrawiam
10.09.2012 13:54 odpowiedz
Najlepszym wypiekiem z mojego dzieciństwa jest bezkonkurencyjnie murzynek ^^ Brzmi banalnie, jednak każdy zrozumiałby mój wybór, gdyby miał możliwość przeniesienia się w czasie i zajrzenia do kuchni mojej mamy przed samymi Świętami Bożego Narodzenia - co roku na wigilijnym stole pojawiały się różne potrawy i ciasta, a wśród nich niezmiennie królował murzynek. Mama piekła go w największej blasze do ciasta, jaką miała, gdyż piekła go nieco wcześniej, a chciała, by do Wigilii przetrwało kilka kawałków :P Gdy tylko wyjmowała mąkę i kakao, przybiegałam jej pomóc w dosypywaniu składników. Murzynek z tamtych czasów był o niebo lepszy niż te, które je się teraz, bo mama nie wspomagała się mikserem, tylko sama ucierała ciasto, a piekło się ono w takim elektrycznym piecyku, który stał na podłodze. Zapach mocno czekoladowego ciasta biegał po całym domu i kusił, by jak najszybciej wyjąć wypiek i spróbować go jeszcze na gorąco. W tym czasie mama stała nad piecem i mieszała polewę czekoladową, którą później wylewała powoli na ogromne ciasto. Nie da się opisać smaku domowego murzynka mojej Mamy - mięciutkie ciasto z czekoladą na wierzchu pobudzało i zadowalało najbardziej wymagające kubki smakowe. Po każdym kawałku chciało się więcej i więcej, chociaż przepełniony żołądek wołał 'dość!'
Chciałabym sama spróbować zrobić taki właśnie murzynek Mamie w podziękowaniu za te wszystkie murzynki, które tak dobrze wspominam do dziś. Ta foremka: http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html pozwoliłaby na nadaniu ciastu kształtu, co w efekcie wyraziłoby moją wdzięczność bez słów :)
solange63  (zobacz profil)
10.09.2012 12:25 odpowiedz
smak i zapach z dziecinstwa... odpowiedz moze byc tylko jedna- CHLEB! jednak nie byle jaki chleb, bo wypiekany przez ciocie Wandzie, na prawdziwym zakwasie. Gdy bylam mala dziewczynka, zawsze zastanawialam sie, co kryje sie w sloiku, ktory stal prawie pod sufitem, na najwyzszej polce w kuchni. Byl to zakwas. Receptura banalnie prosta: maka zytnia polaczona z woda, jednak to, co dzialo sie w sloju nie bylo banalne w zadnym wypadku. Mieszanina babelkowala, rosla i wytwarzala uwielbiany i niezapomniany zapach, lekko sfermentowanych owocow. Co kilka dni Ciocia wytwarzala z tego prostego polaczenia, prawdziwe cuda. Maka, woda, sol przeobrazaly sie w jej dloniach w male dziela sztuki; bochenki o najrozmaitszych ksztaltach: okragle, podluzne, z warkoczem, czego tylko dusza zapragnela. Chleb wypiekany byl w piecu opalanym drewnem- "angielce". zapach roznosil sie po calym domu. Wszyscy z niecierpliwoscia czekali, zeby zatopic zeby w mieciutkim miazszu, otoczonym wspaniala, brazowa i nieprzyzwoicie chrupiaca skorka... najwspanialsze w tej tradycji jest to, ze ma ona swoja kontynuacje do dzis. Chleby na zakwasie wypiekala moja babcia, ciocia, a teraz robie to ja. Pomimo, ze nie mam wspanialej "angielki", a jedynie zwykly, elektryczny piekarnik, jestem w stanie odtworzyc smak z dziecinstwa. Prawdziwy chleb to bochenek, a nie dziwadla wypiekane w formach. By nadac mu pozadany ksztalt, uzywam kosza do wyrastania chleba, a w ostatniej fazie, wyrzucam ciasto na nagrzany kamien do pieczenia, dokladnie taki http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html dzieki niemu chlebek nie jest sparowany (jak we formie) i ma cudowna, chrupiaca skorke, taka sama jaka lata temu, mialy bochenki wypiekane w prawdziwych piecach, opalanych drewnem.

Jednak ostrzegam, kto raz zrobi zakwas i samodzielnie upiecze chleb, juz nigdy nie bedzie chcial kupowac "wytworow chlebopodobnych", jakie oferuja dzisiejsze piekarnie.
10.09.2012 12:02 odpowiedz
Smaki wypieków z dzieciństwa... Oczywiście wypieków babci :) A konkretnie jeden - kruchy placek z powidłem i bezą. Nigdy nie jadłam czegoś równie dobrego. Kruche ciasto na spodzie, i to tak kruche, że trudno było wyjąć kawałek aby się nie rozpadł ;) Do ciasta babcia dodawała smalcu, dzięki temu było tak pyszne i rozpływało się w ustach. Do tego ciemno złote - od żółtek z domowych jajek. Na to powidło, ale nie jakaś rzadka papka śmierdząca syntetyczną różą, tylko gęste, aromatyczne, ze śliwek węgierek, jabłek i gruszek które babcia smażyła kilka godzin. Takiego zapachu nie ma żadne kupne powidło. Na powidło piana ubita z białek i cukru, a na wierzchu utarte na zwykłej tarce, najlepiej płaskiej jak ta http://szefkuchni.pl/tarka-duze-oczka-raczka-p-93.html ciasto, takie samo jak to na spodzie. Placek bardzo prosty, babcia mówi, że dawniej jak nie było tych wszystkich śmietan, mas i polew, a ludzie byli ubodzy więc piekło się tylko takie, proste placki do których nie trzeba było kupować żadnych składników - wszystko było dostępne w gospodarstwie :) Moja kuzynka mówi na to "stary placek" dlatego, że teraz już niemal nikt takich nie piecze ;) wszyscy wolą wydziwaczać jakieś torty i inne eksperymenty, ale "nowoczesne" wypieki nie mają już tego aromatu i smaku co właśnie te "stare" :)
dagaloo  (zobacz profil)
10.09.2012 11:38 odpowiedz
Babcia zagniatała ciasto na racuchy z mąką krupczatką i serem w dużej białej misie. Smak i zapach tych racuchów to jedno z najmilszych wspomnień z dzieciństwa. Babcina kuchnia miała kremowy kredens wypełniony pojemnikmami z mąką,cukrem , olejami, przetworami (wtedy te produkty trzeba było wystać w kolejce!).Moja kuchnia też jest kremowa, lubię prosta białą porcelane a dużą porcelanową misę,idealną do zagniatania ciast ale nie tylko znalazłam w Waszym sklepie http://szefkuchni.pl/porcelanowa-miska-do-mieszania-ciasta-duza-p-799.html.
10.09.2012 10:30 odpowiedz
Placuszki chlebowe i mleko od krowy :)
Pamietam dzieciece klimaty u babci na wsi, my miastowe dzieciuchy co na kaczke wolaly wrobelek!
Codzinnie wczesnym rankiem Babcia moja ukochana wstawala jak sie to mowi wraz z kurami! I szla wydoic krowe... wracala z jeszcze cieplym mlekiem od poczciwej Krasnej i zabierala sie za przygotowanie placoszkow chlebowych, ktore byly calkiem latwe do zrobienia! Wystarczyla tylko maka woda jajko i sol, polaczyla babulinka skladniki na stolnicy wyrobila ciasto i napalila w piecu! Tak zrolowane krazki rzucala na rozgrzana kamienna plyte, ktora mozna rowniez zakupic w akcesoriach kuchennych szefa kuchni http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html i po 10 min gotowe wspaniale placuszki mozna schrupac! I oczywyscie musowo mleczko od Krasnej! Won ktora sie unosila o poranku w babcinym mieszkanku byla przecudowna do dzis dnia pamietam ten zapach i zawsze bedzie przypominal mi moja ukochana babcie i wspaniale wakacje na wsi. Pamietam rowniez moich kuzynow i braci jak wszyscy zasiadalismy przy kuchennym stole popijajac mleczko i zajadajac babcine placuszki chlebowe! Po takim sniadanku w mlecznymi wasami pod nosem bieglismy sprawdzic czy kurki zniosly jajka i czy krowka potrzebuje trawki :) Wspaniale niezapomniane przezycia, ktorch nigdy nie zapomnimy, dziekuje bardzo organizatorom tego konkursu za przypomnienie mi tych beztroskich chwil spedzonych u babci w kuchni!
rozalka_k  (zobacz profil)
10.09.2012 10:21 odpowiedz
Świst, gwizd, trzask...to banda indian na koniach z mioteł napada na pociąg...Szum, wrzask i płacz...banda rabusi zdobyła zamek z kartonu pokonując rycerza w hełmie z durszlaka...plusk, chlust i śmiech...to jednooki pirat wpadł w odmęty rzeki ...głębokiej po kolana...A gdy już wszyscy rabusie zostali pokonani, księżniczki uwolnione, a smoki przegnane wtedy można było usiąść na ganku z kubkiem mleka (takiego prosto od krowy jeszcze ciepłego, które zostawiało śmieszne wąsy) i kawałkiem babcinego ciasta drożdżowego z kruszonką. A wtedy na nowo rozpoczynały się walki, bo przecież ostatni kawałek ciasta z największą i najwspanialszą kruszonką musiał być właśnie mój, a nie moich kuzynów ... Jak na rycerzy przystało dobyliśmy mieczy http://szefkuchni.pl/silikonowa-lyzka-38-cm-p-113.html i z bojowym okrzykiem na ustach każdy z nas walczył o tą cenną nagrodę.
wiola_z  (zobacz profil)
10.09.2012 10:10 odpowiedz
Ze swojego dzieciństwa pamietam wiele przeróżnych pyszności... Jak wiele babć i moja potrafiła cudownie piec... w ciągu chwili zrobić coś, z czego zapach unosił się w całym domu... Ale jednak najlepiej zapamiętałam do dzisiaj nie to, co niebiańsko pachniało, ale to, co pięknie wyglądało... było kolorowe i smakowało pyysznie... to, co jako dziecko tak uwielbiałam... były to warstwowe galaretki, różnokolorowe i w różnych kształtach.. z dodatkiem serków, śmietany, owoców... Babcia potrafiła zrobić to po prostu bajkowo! Więc jako mała dziewczynka z jej wyrobami czułam się jak mała księzniczka! :) Jak już galarteki były gotowe, krzyczała: "Chodź koteczku... twoje ulubione słodkości są już gotowe!". A ja biegłam z rozradowaną buzią :) Dzisiaj gdyby robiła to zapewne podarowałabym jej te foremki http://szefkuchni.pl/forma-do-deserow-lub-galaretek-kot-p-212.html, aby mogła zrobić dla swojego Koteczka własnie takie galaretki :) na pewno wyszłyby cudowne!
tallulah  (zobacz profil)
10.09.2012 09:57 odpowiedz
Rozgrzany piekarnik oznajmia, że już czas... Jeszcze chwila… Tak, już możemy wyjmować ciasto. Bucha ciepłe powietrze. Babcia delikatnie umieszcza Dzieło Sztuki na stole. Udało się. Wygląda niesamowicie. Jeszcze pozostaje tylko zrobienie polewy.. niech będzie czekoladowa. Tradycji stało się zadość, seromak gotowy! Połączenie sernika z makowcem, tłustego twarogu i masy makowej z bakaliami. Biel i czerń. Najpyszniejsze ciasto świata właśnie oficjalnie rozpoczęło kolejne Święta.. Dziś pozostały tylko wycinki wspomnień. Choć wciąż szukam tego smaku mojego dzieciństwa, ideał pozostaje nieuchwytnym, magicznym, zamglonym doznaniem.. Moim pierwszym obcowaniem z kulinarnym arcydziełem, co uświadomiłam sobie dopiero po latach... Mam nadzieję, że używając formy http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html uda mi się w końcu uchwycić duszę tego ciasta..
KatarzynaJ  (zobacz profil)
10.09.2012 08:54 odpowiedz
Rogale Marcińskie!! Od urodzenia mieszkam w Poznaniu, stąd zapach tego wypieku, kojarzy mi się z dzieciństwem. Jest to regionalny wypiek, masowo jedzony 11 listopada każdego roku. Ponieważ są bardzo drogie kupowane w cukierni, pewnego roku babcia postanowiła sama zrobić. Dzień wcześniej, pomimo pluchy za oknem, zaczęłyśmy parzyć i mielić całą „wuchtę” maku. Dodałyśmy aromatyczną skórkę pomarańczową, którą babcia sama robiła, bakalie, pianę z białek. Już na tym etapie znikała jakaś ¼ masy. Była cudowna, aromatyczna, ze świeżą pomarańczą i chrupiącymi bakaliami. NIEBO!! Potem przyszedł czas na wyrobienie ciasta, a robiłyśmy to na zmianę, bo siły trochę potrzeba. W kuchni były już aromaty masy, ciepło piekarnika, nasze śmiechy i coraz więcej domowników wokół. Rozwałkowane ciasto kroiłyśmy w trójkąty, masa na środek i zawijanie Na koniec smarowanie roztrzepanym jajkiem, za pomocą: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html
i do piekarnika. Zapachu, rozchodzącego po całym domu, rogala nie umiem opisać. Zaglądanie za szybkę jak dochodzą, to były wspaniałe chwile. Upieczone, upiększałyśmy lukrem i sypałyśmy migdałami, orzeszkami. I tak na zegarze była już 3, 4 godz.. z pełnymi brzuchami i pełną satysfakcją szłyśmy spać. Niestety od kilku lat, jak babcia odeszła, nie robię już sama rogali. Nie będą już miały tamtego smaku. Ale z dzieciństwem kojarzyć będzie mi się zawsze!
joannna  (zobacz profil)
10.09.2012 00:09 odpowiedz
Z dzieciństwem najmilej kojarzy mi się pieczenie ciasteczek korzennych na Święta Bożego Narodzenia wspólnie z mamą i młodszą siostrą. Pachniało wtedy w całej kuchni cynamonem, kardamonem, imbirem i skórką suszonych pomarańczy, którą zbierało się już od końca lata i suszyło. Było przy tym tyle radości, uśmiechu na naszych twarzach. Każda z nas miała wybrane foremki do wykrajania, których tylko używała. Zawsze chciałam mieć serce i gwiazdkę. Podczas wypieku ciastek kucałyśmy przed kuchenką "Ewa" i obserwowałyśmy jak się one pieką. Po upieczeniu zabierałyśmy się za dekorację ciastek. Mama była na tyle pomysłowa, że jako pielęgniarka przynosiła nam strzykawki medyczne, które ułatwiały nam dekorację. Ciastka wyglądały przepięknie. Zawsze cała rodzina była zachwycona, zwłaszcza babcie, które zamęczane przez nas, każde ciasto podziwiały oddzielnie. Z chęcią zabrałabym się w tym roku to takiego wspólnego pieczenia ciasteczek razem z siostrą i mamą jak kiedyś. Idealna byłaby strzykawka do dekoracji ciast (http://szefkuchni.pl/strzykawka-do-dekoracji-ciast-koncowkami-p-560.html), dzięki której ciasteczka prezentowałyby się bardzo dostojnie oraz przywołałyby wspomnienia o naszych strzykawkach z dzieciństwa, które czasem robiły nam kleksy zamiast pięknych ramek i innych rysunków na cieście.
Asia
Orchidea  (zobacz profil)
09.09.2012 23:25 odpowiedz
Od dziecka uwielbiałam próbować coraz to nowych rodzajów słodyczy. Nigdy jednak nie znalazłam takiego wyrobu, którym mogłabym się objadać bez pamięci. Do czasu... ;)
Na jedną z uroczystości rodzinnych przyjechała kuzynka, która zdeklarowała się, że przyszykuje nam ciasto tak niesamowicie pyszne, że aż się uszy zatrzęsą. Jako mała, ciekawska dziewczynka, dopytywałam, jakie to będzie ciasto, o jakim smaku, czy coś co już jadłam... A kuzynka tylko odpowiedziała, że wyczaruje ciasto, którego nie trzeba piec :) Nie widziałam dokładnie co robiła, nie pachniało także niczym, bo nic się nie piekło, ale dostawałam łyżki do oblizywania przed włożeniem ich do zlewu... :) Najpierw dostałam delikatny, ciepły budyń śmietankowy, potem cooś wiśniowego z przepysznymi wisienkami(teraz już wiem, że to konfitura wiśniowa ;) ), słodziutką masę krówkową i naaajcudowniejszą - bitą śmietankę :)
Po sprzątnięciu owe cudo, którego jeden składnik był lepszy od drugiego, poszło do lodówki.
Kuzynka wyjęła je dopiero przed podaniem, schłodzone. 7 niebo w ustach :) Okazało się, że każdy ze składników przełożony był warstwą maślanych herbatników, wszystko cudnie nasiąkło i zmiękło pod wpływem temperatur i pobytu w lodówce :) Wszystkie te smaki idealnie się zgrały, ciasto rozpływało się w ustach...bita śmietana na górze ciasta wydawała się być przysłowiową ,,wisienką" na szczycie :) Ciasto było dość wysokie, więc moje (i nie tylko :) ) dziecięce, malutkie usta przyozdobione były automatycznie śmietankowymi wąsami :)
Od tamtej pory, herbatnikowy przekładaniec był i jest moim numerem jeden wśród słodkości :)
Co by się do ciasta przydało. Jest tak prościutkie, że poza składnikami przyda nam się na pewno - po prostu - blacha :) http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html
Orchidea  (zobacz profil)
09.09.2012 23:23 odpowiedz
Od dziecka uwielbiałam próbować coraz to nowych rodzajów słodyczy. Nigdy jednak nie znalazłam takiego wyrobu, którym mogłabym się objadać bez pamięci. Do czasu... ;)
Na jedną z uroczystości rodzinnych przyjechała kuzynka, która zdeklarowała się, że przyszykuje nam ciasto tak niesamowicie pyszne, że aż się uszy zatrzęsą. Jako mała, ciekawska dziewczynka, dopytywałam, jakie to będzie ciasto, o jakim smaku, czy coś co już jadłam... A kuzynka tylko odpowiedziała, że wyczaruje ciasto, którego nie trzeba piec :) Nie widziałam dokładnie co robiła, nie pachniało także niczym, bo nic się nie piekło, ale dostawałam łyżki do oblizywania przed włożeniem ich do zlewu... :) Najpierw dostałam delikatny, ciepły budyń śmietankowy, potem cooś wiśniowego z przepysznymi wisienkami(teraz już wiem, że to konfitura wiśniowa ;) ), słodziutką masę krówkową i naaajcudowniejszą - bitą śmietankę :)
Po sprzątnięciu owe cudo, którego jeden składnik był lepszy od drugiego, poszło do lodówki.
Kuzynka wyjęła je dopiero przed podaniem, schłodzone. 7 niebo w ustach :) Okazało się, że każdy ze składników przełożony był warstwą maślanych herbatników, wszystko cudnie nasiąkło i zmiękło pod wpływem temperatur i pobytu w lodówce :) Wszystkie te smaki idealnie się zgrały, ciasto rozpływało się w ustach...bita śmietana na górze ciasta wydawała się być przysłowiową ,,wisienką" na szczycie :) Ciasto było dość wysokie, więc moje (i nie tylko :) ) dziecięce, malutkie usta przyozdobione były automatycznie śmietankowymi wąsami :)
Od tamtej pory, herbatnikowy przekładaniec był i jest moim numerem jeden wśród słodkości :)
Co by się do ciasta przydało. Jest tak prościutkie, że poza składnikami przyda nam się na pewno - po prostu - blacha :) http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html
09.09.2012 22:51 odpowiedz

Najlepszy wypiek z mojego dzieciństwa? No oczywiście, że jagodzianki. Były takie słodkie i smaczne i zdrowe i słodkie. Rzekłem słodkie dwa razy? Nic nie szkodzi. Jagodzianki mogą być podwójnie słodkie. Zwłaszcza te, które powstawały w drewnianym domku na Mazurach. Prawdawni Bogowie zsyłali urodzaj, a my zbieraliśmy świeżutkie jagody i gnaliśmy z nimi prosto do cioci, która robiła z nich prawdziwe cuda. Pachniały obłędnie, smakowały cudnie i znikały z tacy szybciej niż oszczędności w Amber Gold.

Namęczyła się przy tym biedna cioca. Misa, w której wyrabiała ciasto, była metalowa, ciężka i niewygodna. Ale by jej ulżyło, gdyby miała wtedy miskę z melaminy (http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-23cm-p-970.html). Tak na nią teraz patrzę i myślę, że to niesamowite, czego te człowieki nie wymyślą.

A teraz prędko, przyznajcie mi nagrodę, zanim dotrze do Was, że to bez sensu.
laurentlaurent  (zobacz profil)
09.09.2012 22:39 odpowiedz
Najlepszy smak z dzieciństwa? Pamiętam przemykanie na paluszkach po biegnących w dół schodach i trzyosobową konspirację wykradającą ze spiżarni wszystkie składniki niezbędne do zrobienia przepysznego placka z waniliowym kremem, włoskimi orzechami i pachnącym karmelem. Jako dzieci kreatywne - moja siostra, ja i nasza starsza przyjaciółka – oprócz tego, że ciągle coś wycinaliśmy, malowaliśmy lub rzeźbiliśmy, uwielbialiśmy się wyżywać artystycznie także w kuchni (w końcu pieczenie to także sztuka). Dlaczego w takim razie robiliśmy to w ukryciu przed dorosłymi? Bo po naszych wyczynach kuchnia wyglądała jak Guernica Picassa. Mając jednak cel – jedyne w swoim rodzaju, eleganckie, pięciowarstwowe ciasto (półkruchy spód, masa waniliowa, drugi raz półkruche, znowu masa i zwieńczenie – korona z włoskich orzechów i toffee) – ich ewentualne narzekania były niczym. Nic nie zastąpi satysfakcji towarzyszącej pierwszemu gryzowi i uśmiechów przy wydłubywaniu z wierzchu placka jeszcze gorących, oblanych karmelem orzechów (okropny zwyczaj, ale wszyscy to uwielbialiśmy). Dobrze utrzymana tajemnica była wówczas wyjątkowo dużą cegiełką do naszego zadowolenia, szczególnie w połączeniu z każdorazowym zdziwieniem rodziców, gdy dopiero niepowtarzalnie słodki zapach z dolnej kuchni oznajmiał im, siedzącym piętro wyżej, że znowu coś zmajstrowaliśmy. Co przydałoby się nam do zrobienia orzechowca gdybyśmy byli dzieciakami w dzisiejszych czasach? Po pierwsze trzepaczka, na przykład taka, jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-trzepaczka-do-sosow-21-cm-p-202.html . Mieszanie gęstniejącego kremu widelcem było świetne, bo jego połowa znikała w naszych brzuchach jeszcze przed upieczeniem, ale nie uchroniło żadnego z rondelków, który wpadł w nasze ręce, przed przypaleniem się. Po drugie szpatułka: http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-metalowa-raczka-26-cm-p-164.html - byłaby idealna i do łączenia składników, i do rozsmarowywania kolejnych warstw waniliowej masy na cieście. Z reguły robiliśmy to rękami i można ją potem było znaleźć przez długi czas w wielu niekonwencjonalnych miejscach (na przykład… wszędzie). Ostatnim wybranym przeze mnie produktem jest silikonowa forma: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html . O wygodzie korzystania z silikonowych produktów nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Może z takim asortymentem nie doprowadzalibyśmy za każdym razem kuchni do kubistycznego stanu i dałoby nam to przepustkę do aneksu na pierwszym piętrze – większego i zdecydowanie wygodniejszego dla małych kucharzy.
laurentlaurent  (zobacz profil)
09.09.2012 22:20 odpowiedz
Najlepszy smak z dzieciństwa? Pamiętam przemykanie na paluszkach po biegnących w dół schodach i trzyosobową konspirację wykradającą ze spiżarni wszystkie składniki niezbędne do zrobienia przepysznego placka z waniliowym kremem, włoskimi orzechami i pachnącym karmelem. Jako dzieci kreatywne - moja siostra, ja i nasza starsza przyjaciółka – oprócz tego, że ciągle coś wycinaliśmy, malowaliśmy lub rzeźbiliśmy, uwielbialiśmy się wyżywać artystycznie także w kuchni (w końcu pieczenie to także sztuka). Dlaczego w takim razie robiliśmy to w ukryciu przed dorosłymi? Bo po naszych wyczynach kuchnia wyglądała jak Guernica Picassa. Mając jednak cel – jedyne w swoim rodzaju, eleganckie, pięciowarstwowe ciasto (półkruchy spód, masa waniliowa, drugi raz półkruche, znowu masa i zwieńczenie – korona z włoskich orzechów i toffee) – ich ewentualne narzekania były niczym. Nic nie zastąpi satysfakcji towarzyszącej pierwszemu gryzowi i uśmiechów przy wydłubywaniu z wierzchu placka jeszcze gorących, oblanych karmelem orzechów (okropny zwyczaj, ale wszyscy to uwielbialiśmy). Dobrze utrzymana tajemnica była wówczas wyjątkowo dużą cegiełką do naszego zadowolenia, szczególnie w połączeniu z każdorazowym zdziwieniem rodziców, gdy dopiero niepowtarzalnie słodki zapach z dolnej kuchni oznajmiał im, siedzącym piętro wyżej, że znowu coś zmajstrowaliśmy. Co przydałoby się nam do zrobienia orzechowca gdybyśmy byli dzieciakami w dzisiejszych czasach? Po pierwsze trzepaczka, na przykład taka, jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-trzepaczka-do-sosow-21-cm-p-202.html . Mieszanie gęstniejącego kremu widelcem było świetne, bo jego połowa znikała w naszych brzuchach jeszcze przed upieczeniem, ale nie uchroniło żadnego z rondelków, który wpadł w nasze ręce, przed przypaleniem się. Po drugie szpatułka: http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-metalowa-raczka-26-cm-p-164.html - byłaby idealna i do łączenia składników, i do rozsmarowywania kolejnych warstw waniliowej masy na cieście. Z reguły robiliśmy to rękami i można ją potem było znaleźć przez długi czas w wielu niekonwencjonalnych miejscach (na przykład… wszędzie). Ostatnim wybranym przeze mnie produktem jest silikonowa forma: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html . O wygodzie korzystania z silikonowych produktów nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Może z takim asortymentem nie doprowadzalibyśmy za każdym razem kuchni do kubistycznego stanu i dałoby nam to przepustkę do aneksu na pierwszym piętrze – większego i zdecydowanie wygodniejszego dla małych kucharzy.
a.em.wu  (zobacz profil)
09.09.2012 21:41 odpowiedz
Z wiklinowego koszyka wybiera najdorodniejsze jajka. Takie od szczęśliwych kur, o dużych pomarańczowych żółtkach. Wybija je do szklanki http://szefkuchni.pl/duza-szklanka-do-piwa-550-ml-p-976.html. Z gąszczu przyborów kuchennych wybiera rózgę http://szefkuchni.pl/ubijaczka-do-jajek-30-cm-ze-stali-nierdzewnej-p-377.html i napowietrza nią delikatnie masę. Z papierowej torby wysypuje kaskadę przezroczystych kryształków cukru. Ubija ręcznie na kremowo-biały puch.
Dźwięk metalowej rózgi obijającej się o szkło przywołuje nas do kuchni - 14 stóp zbiegających z piętra babcinego domu na kogel mogel.
Gość: ameywa
09.09.2012 21:32 odpowiedz
Domowy wypiek z mojego dzieciństwa to jabłecznik z cynamonem i kruszonką robiony przez moją babcie. Jak tylko go robiła cały dom wypełniał zapach cudowny zapach cynamonu...oj...na samą myśl aż mi się miło zrobiło :)
nat_alia  (zobacz profil)
09.09.2012 19:32 odpowiedz
Wypiek kojarzący się z dzieciństwem? Hm, niech pomyślę... Mam! Przypominam sobie moje małe ząbki, zaciskające się na ogromnym kawałku ciemnego, kakaowego ciasta z odrobiną cynamonu i maleńkie usteczka umoczone w baaardzo grubej warstwie czekoladowej polewy. Pewnie wiesz już, jakie ciasto mam na myśli? Jasne, że chodzi o murzynka! Zostałam wychowana przez Dziadków, a murzynek mojej Babci nadal jest tym najlepszym na świecie. Babcia piecze go nadal, na każdy Dzień Babci dla całej ósemki swoich wnuków. I ciasto znika w trakcie jednego popołudnia. Myślę, że z przyjemnością upiekłaby swój specjał w takiej formie - http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html . :)
Zapomniałabym wspomnieć o czymś jeszcze. Przygotowywanie ciasta te kilkanaście już lat temu nie mogło obyć się bez umorusanej kakaową masą (surową!) twarzyczki. Za każdym razem Babcia mówiła, żebym nie jadła surowego ciasta, bo rozboli mnie brzuszek. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie bolał. :p Nadal za każdym razem, gdy coś piekę, z przyjemnością wylizuję miskę po cieście. ;) Poza tym - przypominam sobie, gdy pewnego razu, kiedy Babcia przygotowywała polewę, odstawiła rondelek, aby wystygła. Gdy już była chłodna, dotarłam do kuchni przed Babcią i wsadziłam całą (!) łapkę do ciasta. Oczywiście po całej eskapadzie Dziadziuś znalazł mnie w pokoju całą w czekoladowej masie. :)
Uwielbiam te wspomnienia, dlatego z przyjemnością dzielę się nimi z Wami. :)
Kocurek  (zobacz profil)
09.09.2012 19:23 odpowiedz
Połowa lat 80, stolica Górnego Śląska. Czasy bure, smutne i trudne. Ale jest taka jedna kuchnia, w której zawsze pachnie. Kuchnia Babci Anieli, na parterze naszej kamienicy, zbudowanej przez wuja w 1939. Ta kuchnia to miejsce babci i moje, moje pierwsze wspomnienia świadomego dzieciństwa, moje kształtowanie się pamięci smaku. Tak już na zawsze. A smak? Smaków było wiele, słodkie, słone, cierpkie:) Ale tym, który jako pierwszy tłucze się w mojej głowie to smak Kołoczków:) Cóż to takiego? Nic innego jak tylko ciasto krucho-drożdżowe, dobrze schłodzone przed pieczeniem, z odrobiną tylko cukru w środku (tyle,aby drożdże pracowały) a Kołoczki były rożne: z marmoladą ( w wielkich blokach, najłatwiej zdobywalne, podejrzewam,ze bez kartek), z serem na słodko, z masą z maku. Zawsze idealne, zawsze z grubą warstwą lukru. Do dziś staramy się odtworzyć ten smak, zapach i wygląd.
Z całej tej wspaniałej kolorowości Szefa Kuchni tutaj chyba najbardziej przyda mi się waga:
http://szefkuchni.pl/waga-kuchenna-do-kg-p-555.html
Babci udawało się wszystko na oko... ja muszę dokładnie odmierzać według jej zapisków. Ale może kiedyś sama zostanę babcią i wówczas pozwolę swoim wnukom zapamiętać ten sam, babciny smak..
ticzejoszek1995  (zobacz profil)
09.09.2012 19:21 odpowiedz
Gdy przywołuje w pamięci dzieciństwa smaki ślinka napływa mi do ust.
Cokolwiek mama upichciła trafiało celnie w mój skromny gust!
Czy to torciki, bułeczki czy ciasta szybko znikały ze stołu przysmaki
Trudno się dziwić, w końcu w domku 3 żarłoki-łobuziaki.
Najbardziej jednak lubiłam święta, gdy pierniczki piekłam z nią
Dom wypełniony magii zapachem, aż chciało się krzyczeć: Wesołych Świąt!

O tak! Pierniczki pieczone w Święta Bożego narodzenia mmm pychota... Wycinanie różnych kształtów ( szczególnie serduszka przypadły mi do gustu, w końcu te święta są pełne miłości) a potem czekanie, aż mama wyjmie te brązowe, pachnące miodem cudeńka, by móc zacząć je dekorować! :) Potem kolacja wigilijna i dłuuuugo wyczekiwany moment podwieczorku w postaci pierniczków zdejmowanych z choinki oraz oczywiście prezenty!
A co do przydatnej rzeczy: http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-p-191.html te łapki byłyby bardzo pomocne, za każdym razem sparzę się wyjmując blaszki z piekarnika.. :)
ziemianka  (zobacz profil)
09.09.2012 18:58 odpowiedz
ehhh.... no i oczywiście pani roztrzepana zamiast podpisać komentarz jako ziemianka (bo przecież mam już tu konto :)) podpisała się jako gość ziemianie... na szczęście można spradzić to po IP :) mam nadzieje, że Pani Dorota weźmie moją opowieść pod uwagę, z góry dziękuje :)
marta_de  (zobacz profil)
09.09.2012 18:30 odpowiedz
Cycuszki! Stanowczo cycuszki.
Super ciasto, które kojarzy mi się z dzieciństwem i najważniejszymi, rodzinnymi chwilami.
Ostatnio, przechodząc koło cukierni, zobaczyłam podobne ciasto i aż łezka zakręciła mi się w oku! Bałam się jednak kupić go, aby nie zniszczyć pięknych wspomnień.

Kiedy byłam mała, mama robiła to ciasto na rodzinne uroczystości - święta, komunia, urodziny.
Pamiętam jak przez całą noc, zawieszona na kranie zlewu, zwisała ściereczka z serkiem. Pyszna polewa czekoladowa, którą zawsze wyjadałam. I wykończenie, w którym zawsze brałam udział - biszkopt i rodzynka.

Wspomnień czar!
Kiedy wrócę do ukochanego domu rodzinnego namówię mamę na pieczenie.
Ale wcześniej, zrobię zakupy -
http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html
gosiaslo  (zobacz profil)
09.09.2012 17:43 odpowiedz
Moje wspomnienie osadzone w siermiężnych latach wczesnego PRL-u pachnie sobotnio-niedzielnymi rarytasami pieczonymi przez moją mamę. Rodzinie mojej powodziło się skromniutko: mama z trójką dzieci bohatersko starała się zapewnić nam dzieciom choć odrobinę radości: sama "produkowała" słodycze w postaci batoników, "bloku" z kawałkami herbatników i konfiturowych owoców, lizaki ...itp. Najbardziej jednak utkwiły mi w pamięci bułeczki i pierożki drożdżowe z różnym nadzieniem. Po całym tygodniu nauki i pracy w sobotę wieczorem, gdy porządki były już zrobione, a podłogi umyte i wypastowane - zaczynał się ceremoniał pieczenia. Co sobotę mama piekła bułeczki, czy pierożki z różnym nadzieniem. Najczęściej było serowe, lub dżemowe. Czasami była to kapusta, kasza gryczana lub soczewica. Od święta i "wielkiego dzwonu" był to mak wzbogacony rodzynkami, skórką pomarańczową i zapachami. Jak te bułeczki pachniały! Czekaliśmy na te bułeczki ze śliną na brodzie. Do dziś czuję zapach tych drożdżowych specjałów. Jedliśmy potem te bułeczki i mama czytała nam "na głos" Sienkiewicza, Mickiewicza, Kraszewskiego...W taki sposób mama zaszczepiała nam miłość do literatury, poezji. Daleko wyprzedzała dzisiejsze wychowanie w szacunku i miłości do książek. Sama też dzisiaj czasami piekę drożdżowe bułeczki, ale nie mają już tego smaku i zapachu. Ale to chyba normalne - TAK PACHNIE DZIECIŃSTWO. Myślą, że nie tylko mnie. :-))) Piekąc bułeczki bardzo by mi był pomocne http://szefkuchni.pl/profesjonalne-sitko-ze-stali-nierdzewnej-22-cm-p-407.html .
Pozdrawiam Wszystkich mających podobnie pachnące wspomnienia . Gosiaslo
unmissable  (zobacz profil)
09.09.2012 17:34 odpowiedz
Zawsze uwielbiałam wiśnie, ich cierpkość. W przydomowym ogrodzie mojej babci rosło kilkanaście drzew wiśni, które wczesnym latem brudziły mi język, usta i jasne koszulki. Z pełnym brzuchem, pomagałam rodzicom zbierać te bordowe cuda, które potem moja mama zamykała z cukrem w słoikach. Mijały miesiące i ciepłe dni, a wraz z nimi rozpływały się zapachy lata. Jednak każdego roku, kiedy z siostrą ubierałam choinkę, mama wyjmowała słoiczek wiśni i piekła ciasto mojego dzieciństwa - kolorowy zawrót głowy. Wszystkie składniki, od wiórek kokosowych po powidła śliwkowe, stwarzały razem eksplozję nie tylko wyrazistych smaków, ale i pięknych barw. Wiśnie rozlane na samej górze ciasta przełamują słodkość, są idealnym dopełniem, przypomnieniem upałów i ich zapowiedzią jednocześnie. Pamiętam dokładnie, jak mama zawsze cicho przeklinała blaszkę i męczyła się z wyjęciem biszkoptu, podczas gdy teraz to trudne zadanie ułatwiłaby jej silikonowa foremka, dokładnie taka jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html Po dzień dzisiejszy, kiedy wracam pociagiem do domu na Święta, a moje uszy i marzną na dworcu, wystarczy, że prprzypomnę sobie smak kolorowego zawrotu głowy i od środka, od samego żołądka i serca zaczynam czuć przyjemne ciepło, takie jakie się czuję po wypiciu ulubionej herbaty w rodzinnym gronie. Z wytęskniem czekam zimy.
werka97  (zobacz profil)
09.09.2012 17:09 odpowiedz
Niestety mój komentarz się urwał :( Dodaję ponownie :)
Smak mojego dzieciństwa to babeczki
kowalski  (zobacz profil)
09.09.2012 17:04 odpowiedz
W moim domu od zawsze pachniało ciastem drożdżowym.
Może dlatego, że mimo wszystko drożdżowiec potrzebuje tylko czas na wyrośnięcie, a moja mama potrzebowała czas na opiekę nad piątką rozbrykanych urwisów. My nigdy nie czekaliśmy aż ciasto ostygnie. Zjadaliśmy jeszcze ciepłe. Co bardzo dziwiło zaprzyjaźnionych sąsiadów, którzy zawsze czekali na zimny kawałek, może dlatego, że mają niemieckie korzenie: "Ordnung muss sein"?
Było, właściwie jest to ciasto które gości na niedzielnym stole. Gdy goście do nas przyjeżdżają zawsze czekają na drożdżówkę mojej mamy. Która dla mnie jest niedoścignionym ideałem drożdżowca. Moja mama zawsze powtarza: "ważny jest początek nie można zrobić 'na odwal' zaczynu, bo będzie to rzutowało na jakości ciasta", więc idąc zgodnie z tą myślą przydałaby się ta oto misa http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html która nie wątpliwie ułatwiłaby dojście do ideału.
eddieMK  (zobacz profil)
09.09.2012 16:59 odpowiedz
Miałam szczęście mieszkać ze swoją Babcią, która oprócz tego, że była świetną nauczycielką, to na dodatek nieziemską kucharką. Już wspomnienie Jej cudownej osoby niesie ze sobą cały kalejdoskop obrazów, na które składają się ciasta, ciasteczka, zupy, dania główne itd. .... nie wspominając o wachlarzu zapachów jakie im towarzyszą!!!
Choć wybór był trudny postanowiłam mianem najlepszego wypieku (przepraszam was Babcine pierogi ruskie-ale nie łapiecie się w kategorii) uhonorować: SZARLOTKĘ! Powiecie banał, prościzna ... ale nie zgodzę się z Wami. To właśnie prostota z jaką kojarzyły się wypieki mojej Babci, jeszcze bardziej podkreślała ich nieziemskość.
Babcina szarlotka na kruchym spodzie (zawsze posypana grubą warstwą cukru pudru), to przepyszne karmelizowane jabłka, z galaretką agrestową zamiast mąki ziemniaczanej, i aromatycznym cynamonem, zamknięta między 2 warstwami przepysznego kruchego ciasta. Ciasta, które do samego końca (czyli nawet kilka dni, jeśli udało się szarlotce tak długo przetrwać) zachowywało swoją kruchość, nie poddając się sokowi z jabłek.
Choć Babcia od ponad 2 lat już nie żyje, to do dziś patrząc na "jesienne" drzewa i ferie barw, jaką okrywają się ich liście - widzę jabłkowe nadzienie Babcinej szarlotki. Wtedy przypominają mi się oczy Babci; brązowe, gdy była smutna; bursztynowe w momencie zadowolenia; żółtawe - gdy tańczyły w nich promyczki radości.
Zapytacie o zapach? To po prostu zapach domowego ciepła, bezpieczeństwa z nutką cynamonu w tle. A smak to bajeczna słodycz złamana lekko kwaskowym posmakiem jabłek.
Powiedzcie, że teraz nie widzicie tego ciasta.
Choć jadłam już wiele szarlotek, jabłeczników, ciast z jabłkami - czy jakkolwiek by ich nie nazwać - to nigdy nie miałam okazji jeść TAK dobrej!
Znając Babcię, na pewno skorzystałaby z oferty szefkuchni.pl i wybrałaby: http://szefkuchni.pl/prostokatne-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-34-21cm-p-839.html. Byłaby zachwycona faktem, że:
1. ciasto na pewno pięknie by się upiekło, bez wykorzystania metalowej blachy,
2. nie trzeba by było go wykładać na paterę - cudnie by wyglądało na stole w ww. naczyniu porcelanowym. Wrażenie estetyczne - niepowtarzalne!
Pani Doroto, dziękuję, że dzięki Pani i organizatorom konkursu mogłam nieco inaczej niż zwykle wspominać moją Babcię!
BABCIU ... ogromnie tęsknię!!!!
magdaa.  (zobacz profil)
09.09.2012 16:41 odpowiedz
Do mojego opisu wypieku z dzieciństwa zapomniałam dodać produkt, który przydałby się do jego wypieku, a jest to http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html :) Mam nadzieje, że nic się nie stanie, że link został wysłany drugim komentarzem, po prostu się zagapiłam i skupiłam na pisaniu...
magdaa.  (zobacz profil)
09.09.2012 16:35 odpowiedz
Domowy wypiek, który najbardziej pamiętam z dzieciństwa to jabłecznik mojej kochanej mamy, który ona piecze do dziś :) Pamiętam jak zawsze go piekła, gdy jej pomagałam, a później wraz z bratem czekaliśmy niecierpliwie, aż się upiecze. Mogliśmy go zajadać nawet gdy był jeszcze gorący, choć zawsze mama powtarzała, że mamy chwile poczekać, żebyśmy się nie oparzyli. Ale nas to nie obchodziło i wcinaliśmy kawałek po kawałku :) Jego przepis jest bardzo łatwy i szybko można go zrobić, a także niewiele kosztuje. Za każdym razem był równie pyszny i doskonały. Uwielbiałam zawsze wyjadać z niego jabłka, które podczas pieczenia nabrały lekko brązowawy kolor, trochę idący w złocisty. Zawsze będę pamiętać ten smak pysznych jabłek, na delikatnym cieście z nutką cynamonu... Ja też na pewno będę go piec swoim dzieciom w przyszłości, nawet zapisałam już ten przepis w swoim zeszycie najlepszych wypieków, żeby go nigdy nie zapomnieć i móc go zrobić w każdej chwili :) Nawet dziś gdy opowiadałam mamie o tym konkursie i powiedziałam, że chce opisać właśnie to ciasto to ona zaśmiała się i powiedział, że jak byliśmy mali to razem z bratem chcieliśmy jeść tylko ten właśnie jabłecznik i zupę pomidorową :D Pozdrawiam :)
Gość: ziemianie
09.09.2012 15:39 odpowiedz
Podczas przewijania strony w dół aby dodać komentarz zauważyłam, że niektórzy pisali wręcz małe opowiadania :) Dla mnie najlepszy smak dzieciństwa to drożdżowe bułki w wykonaniu mojej Babci Reginy. Ocywiście jak dla mnie obowiązkowo z jabłkami z cynamonem. Zapach hmmm cynamon, cynamon i jeszcze raz cynamon i oczywiście cząsteczki jabłka. Małe, kwadratowe bułeczki, pozrastane bokami ze sobą... idealnie żółte od dodania duzej ilości żółtek i najlepsze kilka godzin po upieczeniu kiedy w mieszkaniu zapach bułek już zaczyna "przygasać". Szklanka mleka, bułeczka i spokojnie można zasiąść do laptopa i wybrać drobiazg, który pomoże mojej Babciu w kolejnym pieczeniu bułeczek. Trudny wybór, bo kilka rzeczy byłoby przydatnych, ale najbardziej http://szefkuchni.pl/ubijaczka-do-jajek-25-cm-ze-stali-nierdzewnej-p-380.html dlaczego? Ponieważ cały sekret puszystości, długiej świeżości i aksamitności tych bułeczek tkwi w dobrze ubitych jajkach z cukrem. Mój smak z dzieciństwa :)
09.09.2012 14:41 odpowiedz
Piernik mojej babci . Niezapomniany korzenny smak , intensywny zapach podczas pieczenia i cóż ... wspomnienia . Piekło się go zawsze w takiej foremce : http://szefkuchni.pl/keksowka-p-573.html , czyli zwykła keksówka . Babcia nie lubiła mikserów , zawsze był ktoś kto zasiadał na najważnieszym stanowisku - tego który uciera ciasto . Jest tyle przepisów na pierniki , ale to ten babci jest jedyny w swoim rodzaju . I nikomu nigdy nie wyszedł taki jak jej . Dzięki pani wskazówkom jestem najbliżej ideału i ciągle możemy się nim cieszyc przy świątecznym stole . Nawet teraz , kiedy jest przy nim o kilka osób mniej niż wtedy kiedy go poznałam ...
eddieMK  (zobacz profil)
09.09.2012 14:35 odpowiedz
Miałam szczęście mieszkać ze swoją Babcią, która oprócz tego, że była świetną nauczycielką, to na dodatek nieziemską kucharką. Już wspomnienie Jej cudownej osoby niesie ze sobą cały kalejdoskop obrazów, na które składają się ciasta, ciasteczka, zupy, dania główne itd. .... nie wspominając o wachlarzu zapachów jakie im towarzyszą!!!
Choć wybór był trudny postanowiłam mianem najlepszego wypieku (przepraszam was Babcine pierogi ruskie-ale nie łapiecie się w kategorii) uhonorować: SZARLOTKĘ! Powiecie banał, prościzna ... ale nie zgodzę się z Wami. To właśnie prostota z jaką kojarzyły się wypieki mojej Babci, jeszcze bardziej podkreślała ich nieziemskość.
Babcina szarlotka na kruchym spodzie (zawsze posypana grubą warstwą cukru pudru), to przepyszne karmelizowane jabłka, z galaretką agrestową zamiast mąki ziemniaczanej, i aromatycznym cynamonem, zamknięta między 2 warstwami przepysznego kruchego ciasta. Ciasta, które do samego końca (czyli nawet kilka dni, jeśli udało się szarlotce tak długo przetrwać) zachowywało swoją kruchość, nie poddając się sokowi z jabłek.
Choć Babcia od ponad 2 lat już nie żyje, to do dziś patrząc na "jesienne" drzewa i ferie barw, jaką okrywają się ich liście - widzę jabłkowe nadzienie Babcinej szarlotki. Wtedy przypominają mi się oczy Babci; brązowe, gdy była smutna; bursztynowe w momencie zadowolenia; żółtawe - gdy tańczyły w nich promyczki radości.
Zapytacie o zapach? To po prostu zapach domowego ciepła, bezpieczeństwa z nutką cynamonu w tle. A smak to bajeczna słodycz złamana lekko kwaskowym posmakiem jabłek.
Powiedzcie, że teraz nie widzicie tego ciasta.
Choć jadłam już wiele szarlotek, jabłeczników, ciast z jabłkami - czy jakkolwiek by ich nie nazwać - to nigdy nie miałam okazji jeść TAK dobrej!
Znając Babcię, na pewno skorzystałaby z oferty szefkuchni.pl i wybrałaby: http://szefkuchni.pl/prostokatne-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-34-21cm-p-839.html. Byłaby zachwycona faktem, że:
1. ciasto na pewno pięknie by się upiekło, bez wykorzystania metalowej blachy,
2. nie trzeba by było go wykładać na paterę - cudnie by wyglądało na stole w ww. naczyniu porcelanowym. Wrażenie estetyczne - niepowtarzalne!

Pani Doroto, dziękuję, że dzięki Pani i organizatorom konkursu mogłam nieco inaczej niż zwykle wspominać moją Babcię!
BABCIU ... ogromnie tęsknię!!!!




laureatka  (zobacz profil)
09.09.2012 14:01 odpowiedz
Nic nie zastąpi mi smaku drożdżówki. Chyba moim pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa jest krzątająca się w kuchni babcia. Zawsze z chęcią pomagałam jej wyrabiać ciasto i chociaż nie miałam tyle siły, ona udawała, że idzie mi najlepiej na świecie. Jednak moim ulubionym momentem w tej misternej pracy było siadanie na blacie stołu, w nagrzanej kuchni i - wyjadanie jeszcze nie upieczonej kruszonki!
Kiedy wstawiałyśmy ciasto do pieca, siadałam przy szybce od piekarnika i przez całą godzinę obserwowałam jak rośnie i rumieni się, nie mogąc się doczekać zjedzenia choć okruszka. Chociaż wszyscy powtarzali mi, że nie mogę jeść gorącej drożdżówki, bo rozboli mnie brzuch, babcia zawsze kroiła mi kawałek i dawała szklankę mleka do popicia, które trzymała w takim dzbanku jak ten- http://szefkuchni.pl/dzbanek-do-mleka-1100ml-p-621.html. Ten zapach roznoszący się po całym domu, wygląd i smak pozostanie mi na zawsze w pamięci. Nikt nie potrafi zrobić tak dobrej drożdżówki jak moja babcia!
Jupiter93  (zobacz profil)
09.09.2012 13:25 odpowiedz
W dzieciństwie, co roku wakacje spędzałem u swoich dziadków na wsi. Pobyt ten do tej pory kojarzy mi się z pysznym jedzeniem, naturalnymi, świeżymi składnikami oraz ciastem, które przygotowywał... mój dziadek :) Choć babcia była bezkonkurencyjna w gotowaniu, to dziadek, który tuż po wojnie pracował jako pomocnik w cukierni, miał zadatki na świetnego kucharza. Pod koniec wakacji zawsze piekł ciasto, które każdy nazwałby zwyczajną szarlotką, jednak w rzeczywistości znacznie różniło się ono od tego, do czego w rzeczywistości przywykliśmy. Przygotowanie wcale nie było trudne. Dziadek kroił kawałki chleba bez skórki w prostokąty oraz koła, następnie, za pomocą pędzelka (trochę innego od np. tego: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html), smarował je masłem oraz wykładał do wysokiej formy w kształcie cylindra (na spód koło, dookoła prostokąty, które tworzyły charakterystyczny wzór, tzw. zakładkę). Do środka mój dziadek nakładał specjalnie przygotowane nadzienie, składające się z podsmażonych jabłek wymieszanych z masą śmietanową oraz przyprawami (cynamonem, goździkami, itp.), na to kładł okrągły kawałek chleba, znów wykładał nadzienie i tak dalej, tworząc razem 3 warstwy. Forma z ciastem trafiała do pieca, a po niedługim czasie w całym domu unosił się przepyszny zapach. Gdy ciasto było gotowe i trochę ostygło, dziadek kładł na wierzch formy duży talerz i szybkim ruchem wszystko odwracał do góry dnem. Po zdjęciu formy moim oczom ukazywało się wysokie ciasto o przepięknej, przyrumienionej strukturze i zapachu najlepszych jabłek z sadu moich dziadków. Po przekrojeniu ciasta, wypływała z niego gęsta masa, którą tak bardzo lubiłem zlizywać z talerza. I choć dzisiaj, moje ciasto nie wygląda, ani nie smakuje tak dobrze jak ciasto dziadka, to bez wątpienia jest to przepis na najoryginalniejszą szarlotkę, jaką w życiu jadłem :)
cecylia  (zobacz profil)
09.09.2012 12:44 odpowiedz
Chociaż trudno wybrać jeden, bo i mama i babcie mają swoje przeboje, to smakiem dzieciństwa nazwę smak ciasta drożdżowego z owocami i kruszonką. Znikało od razu, świeże, puszyste, jeszcze ciepłe. A podczas pieczenia można było wyjadać kruszonkę lub pomagać układać owoce - najlepsze były truskawki. Kiedyś mama piekła je co tydzień w sobotę i jedliśmy je wieczorem popijającym ciepłym mlekiem. Łatwiej byłoby wyciągnąć je z silikonowej formy http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html a i mycie później byłoby prostsze.
karoina68  (zobacz profil)
09.09.2012 12:31 odpowiedz
Pamiętam jak co niedzielę na stole pojawiał się SERNIK. Ale to nie był zwykły sernik, to był sernik mojej babci :) Najwspanialszy wypiek wszech czasów! Zwarty, ciężki twaróg, a w środku pełno bakalii - rodzynek i skórki pomarańczowej. Co najlepsze nienawidziłam bakalii, zwłaszcza rodzynek :) Ale nie wyobrażałam sobie tego sernika bez bakalii właśnie, a może nie wyobrażałam sobie nie wydłubywania tych rodzynek ze środka? Sama nie wiem :) Wiem jednak, że ten sernik pyszny, oblany gęstą polewą czekoladową to z pewnością najlepszy wypiek mojego dzieciństwa. Jego dekorację bardzo ułatwi - http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-szpatulka-p-119.html. dzięki tej szpatułce polewa z pewnością da się pięknie rozsmarować po babcinym serniczku :)
werka97  (zobacz profil)
09.09.2012 12:15 odpowiedz
Smak mojego dzieciństwa? Babeczki
09.09.2012 10:53 odpowiedz
Smak z dzieciństwa - jak większość z nas wracam myślami do domu mojej babci, u której rok rocznie spędzałam z bratem wakacje, a zapach ciasta unosił się w powietrzu praktycznie codziennie.Jednak ze wszystkich wspomnień najcieplejsze, najsłodsze, gorące zaraz po wyjęciu z pieca, ale też bardzo szybko znikające było bardzo proste ciasto biszkoptowe z rabarbarem. Smak tego ciasta chodzi za mną każdego roku. Nie jest trudne do wykonania wystarczą na prawdę minimalne umiejętności. Jako przedmiot niezbędny do wykonania tego ciasta wybrałam http://szefkuchni.pl/przesiewacz-do-maki-cukru-p-546.html ponieważ nic tak nie wykańczało dzieła jak delikatna posypka z cukru pudru, która przełamywała smak rabarbaru. Myślę, że taki przesiewacz ułatwiłby babci, no i mnie choć trochę pracę.
Pozdrawiam.
Ja Sama  (zobacz profil)
09.09.2012 10:28 odpowiedz
Nie wiem czy to, o czym chcę napisać można zaliczyć do kategorii wypieku, ale... Z moim dzieciństwem zdecydowanie kojarzą mi się "ciągutki". Co to jest? Makaron z żółtym serem, przygotowany na patelni :) Danie szybkie i proste, ale i tak z siostrą zawsze miałyśmy wrażenie, że czekamy wieczność by było gotowe. Idealnie sprawdzało się w letnie popołudnia, kiedy zmęczone wracałyśmy z podwórka. Ciągutki... Do ich przygotowania, wystarczy patelnia i widelec, np. taki: http://szefkuchni.pl/widelec-pomaranczowy-p-919.html.
Pozdrawiam!
agnieszka5  (zobacz profil)
09.09.2012 08:52 odpowiedz


Ciasto Królewskie Drożdżowe


Czy to śnieg czy zawierucha
Kiedy każdy w ręce dmucha.
I już cały jest zmarznięty
Babcia jakby dla przynęty,
Drzwi do domu otwierała,
Z kuchni zapach wypuszczała.
Już z daleka wyczuwałam jej drożdżówkę
I wciskałam małą główkę
W szparę w drzwiach gdzie babcia stała
I do środka zapraszała.
Ja siadałam jak na tronie
W babci niebieskim salonie
I skuszona już wonnością,
Babcia z wielką gościnnością
Na stoliku mi stawiała kubek mleka, a do tego
Porcję ciasta drożdżowego.
Ciasto miało smak radości,
Ciepła, marzeń i miłości.
Moc kolorów w nim się skrywa
I babcina miłość żywa.
Aromatów tam bez liku,
Tak że można przy piecyku
Cały dzień u babci spędzić
Aby szarość wnet odpędzić.
Nikt na świeci tak nie piecze
Jak te nasze babcie przecie :-)

Babcia zawsze kładła swój zeszyt z przepisami na blacie kuchennym i już przy odmieżaniu pierwszych składników był cały opruszony mąką albo polany lukrem . Myślę że ten problem rozwiązałby stojak na książki http://szefkuchni.pl/stojak-na-ksiazke-kucharska-zielony-p-29.html
musajka  (zobacz profil)
09.09.2012 08:04 odpowiedz
Ulubiony wypiek z dzieciństwa? Każdy, który piekła moja mama! Uwielbiałam patrzeć i pomagać w przygotowywaniu słodkich pyszności. Najlepsze jednak w tym procesie było oblizywanie łyżki i miski :-) gdybym miała coś takiego http://szefkuchni.pl/skrobaczka-do-miski-p-145.html mogłabym z łatwością dobrać się do całej dobroci zostawionej w misce. Jestem pewna, że mój synek będzie "pomagał" mi w ten sam sposób.
Jadorna  (zobacz profil)
08.09.2012 23:07 odpowiedz
Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że dla mnie wypiekiem dzieciństwa jest babcina szarlotka - ale taka jest prawda. Kiedy zamknę oczy, widzę moją babunię przy dużym, kuchennym stole, zagniatającą kruche ciasto na najpyszniejszą szarlotkę świata. Jabłka do niej sama przynosiłam z naszego sadu. Koniecznie musiały być nasze papierówki - ogromne, białe i kruche, jakich nigdy potem już nie jadłam. Babunia kładła warstwę kruchego ciasta na sód, na to drobno pokrojone jabłka, na wierzch kolejna warstwa ciasta. Zadaniem małej mnie było zrobienie wzorków widelcem! Ciasto pieczone było w piekarniku węglowej kuchni, w prostokątnej blaszce - na przykład takiej: http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html Szarlotka znikała z talerzy natychmiast, jeszcze gorąca. Przepis na nią przechowuję do dziś, według mojej rodziny ciasto wychodzi niemal tak dobrze, jak babuni! Babunia byłaby ze mnie dumna!
MusicSpot  (zobacz profil)
08.09.2012 22:58 odpowiedz
Tak czytam te wpisy i trochę zazdroszczę. W dzieciństwie babcie (obie) mieszkały co najmniej 350 km ode mnie. Miałam dwóch braci i mamę zarobioną po uszy. Nie pamiętam smaku wypieków mamy, choć na hasło "białkowiec" usłyszane ostatnio cos tam mi zaświtało. Moja mama skupiała sie raczej na głębokich talerzach i widelcach niż paterach :-( Do dzisiaj pamiętam pewien sezon na naszej działce, na której wyjątkowo obrodziły kabaczki. Mieliśmy więc kabaczki w plastrach panierowane, kotlety z kabaczków, leczo koabaczkowe, sałatki z dodatkiem kabaczków i brakowało tu chyba tylko babeczek kabaczkowych ;-).
Z ciastem mam jedno ale za to niezwykle wyraźne wspomnienie: ciasto "Fale Dunaju". To był przepis który mama dostała bodajże od kogos bo pamiętam jak tłumaczyła mi co to jest Dunaj. Najadłam się tego ciasta i strasznie się pochorowałam. Mama przestraszona że to jakiś nieświerzy składnik spowodował moją niestrawność wyrzuciła wszystko co jeszcze zostało. Do dzis nie jestem pewna czy to ja i moje łakomstwo czy wina starego jajka :-) A piekła na blasze podobnej do tej: http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html
Gość: TheDoliouse
08.09.2012 22:31 odpowiedz
Najbardziej z dziecięcych lat utkwił mi w pamięci smak orzechowca... Trzy warstwy ciasta, przekładane masą grysikową lub kawową (koniecznie na maśle, w żadnym wypadku na margarynie) i powidłami śliwkowymi, a na wierzchu warstwa karmelizowanych orzechów... Tak to było to.. orzechy, które bardzo hojnie rodziło wielkie drzewo, często przerabiane były na taki oto orzechowiec. Pamiętam jak dostawałam po łapach za wyskubywanie wyskubywanie orzeszków z wierchu, albo wyjadania po kryjomu masy... Masy - takiej prawdziwej, robionej na masełku, w glinianej makutrze, ukręconej tradycyjnie drewnianą pałką. Pamiętam, że podczas wchodzenia do domu, gdy mama piekła ten placek od razu uderzał w nas przepiękny zapach miodu, orzechów i ciepłego ciasta... Do jego przygotowania bardzo przydałaby mi się duża, solidna blacha, z której łatwo dałoby się wyciągnąć upieczone warstwy ciasta. http://www.szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html .
08.09.2012 21:55 odpowiedz
Mmm... Zaczęłam myśleć, jaką potrawą się tu z Wami podzielić, i zatopiłam się we wspomnieniach. Kiedy myślę, czym pachniało moje dzieciństwo, na pierwszy plan stanowczo wysuwa się zapach lasu i rozgrzanej słońcem łąki. A zaraz potem pojawia się zapach kuchni mojej babci. Do tej pory jest to dla mnie miejsce magiczne, bo choć spod babcinej ręki wychodzi już mniej kulinarnych arcydzieł niż kiedyś, to kuchnia wciąż wygląda tak samo, jakby czas się tam zatrzymał, i przekraczając jej próg zawsze czuję się jak mała dziewczynka.

Jest wiele potraw, które mogłabym tu opisać. Bo był makowiec pełen bakalii i magiczna szafka, w której babcia trzymała czekoladę, a my zakradaliśmy się , żeby choć odrobinkę uchylić drzwiczki i podkraść choć jednego cukierka. Były pierogi z jagodami. Pamiętam, jak kiedyś urządziliśmy sobie zawody z kuzynem, kto zje ich więcej. Zjedliśmy chyba po piętnaście, a reszta rodziny chodziła głodna, bo pochłonęliśmy większą część ich porcji!

Jednak rzeczą, którą najmilej wspomina, jest tak zwany „lodowiec”. Deser, który udawał się tylko, jeżeli był przygotowany z „prawdziwych” jajek, i z mleka od „prawdziwej krowy”. Teraz ciężko o takie produkty, więc sekret „lodowca” powoli odchodzi w niepamięć… Kto raz go spróbował, na zawsze pozostawał jego wielbicielem. Smakował jak lody, ale choć był trzymany w lodówce, nigdy nie twardniał, nigdy też nie rozpływał się, tylko utrzymywał jedyną w swoim rodzaju kremową konsystencję. Z wierzchu zawsze posypany drobniutko startą czekoladą, był obiektem pożądania wszystkich dzieci w rodzinie, wyproszony na wszystkie święta i urodzinowe przyjęcia.

Myślę, że idealnie wyrównany nożem do rozprowadzania kremów (http://szefkuchni.pl/elastyczny-noz-do-rozprowadzania-kremow-p-121.html), idealnie by się prezentował na takiej patrze: http://szefkuchni.pl/patera-do-ciasta-p-827.html.

Ech, wyobraziłam sobie właśnie kawałek, na porcelanowym talerzyku, jak u babci. To były czasy!
08.09.2012 20:55 odpowiedz
Zdecydowanie moim najmilszym wspomnieniem dzieciństwa jest smak „dukátových buchtiček s krémem lub šodó”, które są w Czechach bardzo popularne nie tylko jako deser. Małe “buchty” z cista drożdżowego pływające w budyniu waniliowym lub kremu z wina białego. http://laskominyodmaryny.blogspot.cz/2012/09/dukatove-buchticky-se-sodo-verze-pro.html

Idealnie nadawała by się do przygotowania kremu ubijaczka do jajek http://szefkuchni.pl/ubijaczka-do-jajek-30-cm-ze-stali-nierdzewnej-p-377.html.
malvish21  (zobacz profil)
08.09.2012 17:03 odpowiedz
Kiedy osiem lat temu rozpoczelam swoje dorosle zycie, i wyjechalam z kraju ojczystego, nie przypuszczalam ze tak bardzo bede tesknic za rodzinnym domem
Zwlaszcza latem to uczucie jest zdecydowanie najdotkliwsze, powracaja wtedy wspomnienia z dziecinstwa, te najbardziej slodkie, bezstroskie i owocowe!

Moje najdrozsze wspomnienie dzieciństwa to ciasto mojej Babci. Przepis pochodzi ze starodawnego kalendarza, takiego, z ktorego kazdego ranka wyrywalo sie date dnia poprzedniego. To ciasto godnie reprezentowalo zasoby naszego ogrodu – zaczynalo sie od czerwcowych czeresni i truskawek, lipcowych czerwonych i czarnych porzeczek, wisni i jagod, a konczylo na wczesno-jesiennych gruszkach i sliwkach.

Pamietam jak Babcia pozwalala mi sobie pomagac a ja drzalam na mysl ze nie uda mi sie dokladnie oddzielic bialek od zoltek! Stopniowo pozwalala sobie pomagac coraz wiecej i wiecej, az w koncu upieklam swoje pierwsze samodzielne ciasto. I nawet teraz, kiedy latem przyzjezdzam z wizyta do domu rodzinnego, wszystko zaczyna sie od tego ciasta.
Najprostsze ciasto z owocami, a dzieki wspomnieniom najlepsze i niepowtarzalne.

Jeszcze 7 dni i bede w domu.. I juz w myslach wspominam przepis jak starego przyjaciela i szykuje moja miske do mieszania ciasta od Szefa Kuchni (http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html) do akcji:

‘Topimy 25 dag masla/margaryny
Studzimy
Ubijamy piane z czterech bialek
W trakcie ubijania dodajemy niepelna szklanke cukru,
na koncu zotlka…….’
08.09.2012 16:57 odpowiedz
Najlepszy wypiek mojego dzieciństwa to niezaprzeczalnie drożdżowe bułeczki mojej babci.
Do ich przygotowania z pewnością niezastąpiona byłaby duża blacha do pieczenia, im większa tym lepsza, bo każda dodatkowa bułeczka to jeden powód do uśmiechu -
http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html.
Mama i ciocie wiele razy próbowały upiec je z tego samego przepisu, lecz nigdy nie udawało im się stworzyć podobnych :). Niezastąpiony był ser własnej roboty, mleko prosto od krowy i jajka świeżo przyniesione z kurnika. A przede wszystkim brakowało im uśmiechu przeznaczonego wyłącznie dla wnucząt, opiekuńczości i radości z życia mojej wyjątkowej babci.
Każdej niedzieli nasza duża rodzina ( dziadkowie mają siedmioro dzieci i kilka razy więcej wnucząt ;) ) przyjeżdżała na wieś, by porozmawiać delektując się ciepłymi, świeżo upieczonymi, pachnącymi domem rodzinnym, szczęściem i beztroską bułeczkami delikatnie oprószonymi cukrem pudrem. Kilka blach tych cudownie delikatnie rozpływających się w ustach wypieków podawanych było koniecznie z gorącą herbatą z domowym owocowym syropem.
Tego roku w jesienno-zimowe wieczory znów będę z melancholią wspominała czasy bułeczkami z serkiem pachnące :)
08.09.2012 16:53 odpowiedz
Przydałaby się ta szatkownica do pokrojenia jabłek na bardzo cieńkie plastry http://szefkuchni.pl/przyrzad-do-krojenia-warzyw-p-97.html .Smak dzieciństwa to dla mnie wspomnienie z lat 80-ch ubiegłego wieku. Zdecydowanie jest nim strudel z jabłkami w wykonaniu mojej Prababci. Plaster takiego strudla na talerzu to wiele warstw niemożliwie cieniutkiego ciasta, a pomiędzy nimi dużo jabłek, zapach wanilii i cynamonu. Najlepszy był ciepły, parujący w towarzystwie kubka kakao - gotowanego na mleku. To wspaniałe wspomnienie - wiele razy próbowałam upiec go po śmierci Prababci, ale jak dotąd nie udało mi się odtworzyć tego smaku.
08.09.2012 16:39 odpowiedz
Zdecydowanie strudel z jabłkami pieczony przez ukochaną Prababcię w latach 80-ch ubiegłego wieku:) Plaster takiego strudla na talerzu to wspaniałe cienkie warstwy ciasta, a między nimi dużo jabłek, cynamon, wanilia i delikatna słodycz. Oczywiście najlepiej smakował jeszcze ciepły i parujący... Najlepiej z ciepłym kakao -takim gotowanym na mleku. Po śmierci Prababci próbowałam wiele razy odtworzyć ten smak, ale niestety, jak dotąd się nie udało.
08.09.2012 16:19 odpowiedz
moim ulubionym wspomnieniem bylo ciasto mojej babci czekoladowe,zawsze lubilam zapach czekolady i jej wypieku,i teraz sama zawsze pieke to samo ciasto dla moich dzieci ,uwielbiaja je.http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
anka1388  (zobacz profil)
08.09.2012 15:53 odpowiedz
Według mnie najlepszy wypiek z dzieciństwa to biszkopt mojej mamy przekładany kresem budyniowym z galaretką na wierzchu. :) Domowe wypieki były u mnie w domu raczej rzadkością. Każde ciasto było bardzo długo wyczekiwane. Pamiętam, że zawsze szalałam z radości jak widziałam, że mama włączyła piekarnik i zabierała się za ubijanie jajek.. Oczywiście we wszystkim wtedy chciałam jej pomóc! Najbardziej jednak uwielbiałam wyjadać resztki w miski ( podobnej do tej : http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html). Chociaż mama zawsze mówiła, że to nie zdrowo i nie powinno się jeść nieupieczonego biszkoptu to i tak w końcu ulegała moim ciągłym namowom. Biszkopt zawsze wysoko wyrastał (obserwowałam zaciekle przez szybkę piekarnika) oraz pachniał tak, że aż tata przybiegał ze swojego warsztatu szczęśliwy, że zaraz będzie można go zjeść. ;) zazwyczaj jeszcze przed przełożeniem kremu kawałka biszkoptu już brakowało. Szybko znajdował się z moich i taty ustach. Najdłużej trzeba było czekać na galaretkę, ale było warto! Wszystko razem prezentowało się cudownie ! taki prosty (nie wymyślmy) wypiek a sprawiał tak wielką radość, że ciężko mi to opisać... Tradycja pozostała i choć teraz ja piekę to ciacho z przepisu mojej mamy to zawsze razem z tatą wyjadamy i z miski i tuż po upieczeniu ;)
biedroneczka  (zobacz profil)
08.09.2012 15:47 odpowiedz
Andruty z masą kakaową autorstwa mojej mamy, tak... to jest smak dzieciństwa, który wspominam do dziś i staram się robić je jak najczęściej. Są niezwykle delikatne, masa bardzo pulchna, a przede wszystkim mleczna. Kiedyś nie było w sklepach wafelków, a jak już się trafiały to z nadzieniem czekoladopodobnym ... Dlatego też moja mama zawsze piekła dla nas łakocie, a jak robiła andruty, to znikały błyskawicznie :) Zresztą dziś jest podobnie ...
Jeśli chodzi o artykuł ze sklepu, to w mej kolekcji nie mam jeszcze takiej oto formy: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html - myślę, że to idealna forma do pieczenia ciast przekładanych :)
08.09.2012 14:07 odpowiedz
Moim smakiem (ulubionym deserem) z dzieciństwa nie jest żadne wyszukane ciasto, nie jest to nawet wypiek. Za to jest to coś co sprawiało nam dzieciakom ogromną radość. Śliczny, kolorowy pucharek galaretki !!!... te 30 late temu było to dla mnie jak teraz najlepszy słodycz ze sklepu. Najlepszy z odrobiną bitej śmietany i lekko oprószony starta na tarce czekoladą ( o ile takowa akurat była w domu;)). Już sobie wyobrażam co to była by za radość gdybym wtedy miała taką świetna formę do galaretki w kształcie kotka http://szefkuchni.pl/forma-do-deserow-lub-galaretek-kot-p-212.html.....dzieciaki pękły by z zazdrości :)
łasilopka  (zobacz profil)
08.09.2012 13:56 odpowiedz
Jednym z wypieków przypominających mi dzieciństwo jest ciasto z borówkami = jagodami. Za każdym razem, gdy na placu widzę sprzedawane na litry borówki przypomina mi się jego maślany smak, lekko krucha konsystencja, soczystość borówek i mocno chrupiąca kruszonka z kryształkami cukru połyskującymi na wierzchu niczym drobniutkie świecidełka, które lubi każda mała dziewczynka. Przypominają mi się również zabawne fioletowe usta i języki oraz lekko niebieskie zęby, które oglądałyśmy z siostrami w lustrze po zjedzeniu tego wyśmienitego ciasta. Myślę, że do tego wypieku przydałaby się sylikonowa forma do pieczenia http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html, a także miseczka do zrobienia ciasta i pysznej kruszonki http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html.
08.09.2012 12:05 odpowiedz
Dla mnie dzieciństwo kojarzy się z moim ukochanym ciastem - Karpatką. Od kiedy pamiętam każdy dźwięk miksera dobiegający z kuchni powodował ekscytację tym, że może właśnie mama przygotowuje kolejną porcję. Lubiłam wpatrywać się w powierzchnię rosnącego ciasta, kiedy wygrzewało się w piekarniku i podziwiać jak wybrzuszają się coraz to nowe "górki" - im więcej, tym więcej frajdy.

Ale największą przyjemnością był oczywiście karpatkowy krem - zawsze czekałam z niecierpliwością, aż mama pozwoli mi zjeść krem pozostały w misce i na łopatkach miksera - jaka to była uciecha. A gotowa karpatka? Długo nie wytrzymywała - pamiętam, że musiałam co chwila biegać do kuchni, otwierać lodówkę i uszczknąć paluszkiem choćby odrobinę kremu!

Karpatka jest w 100% smakiem mojego dzieciństwa, dlatego teraz też od czasu do czasu staram się (już samodzielnie) ją przygotować. To taki mój cukierniczy wehikuł do czasów młodości;)

Myślę, że przy przygotowaniu karpatki przydałby mi się przesiewacz do mąki i cukru http://szefkuchni.pl/31-przesiewacz-do-cukru-maki-p-544.html.
08.09.2012 11:14 odpowiedz
Dzieciństwo kojarzy mi się z w wieloma smakami i zapachami - szczególnie słodkimi, wypełniającymi całe mieszkanie. Smaki nie do odtworzenia nawet przez najlepszych kucharzy czy piekarzy, które potrafiła wyczarować tylko babcia. Pamiętam wiele smakołyków od najprostszych-smażony chleb z cukrem przez budynie z domowymi sokami, fantastyczne kogle-mogle(nie wiem jak radziłam sobie ze zjadaniem sporych ilości bardzo słodkiego deseru), gotowane cukierki z mleka i cukru i wyjątkowy, świąteczny piernik przekładany domowymi powidłami, którego smak można było poczuć tylko raz do roku. Na pewno bardzo dobrą pomocą w jego pieczeniu byłaby silikonowa, kwadratowa forma do ciasta- http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html .
08.09.2012 10:58 odpowiedz
Moja mama zawsze z rozczuleniem wspomina zdarzenie, które wprawiało w zdumienie jej koleżanki z pracy. Ponieważ było nas w domu dużo(3 dzieciaków), a ja byłam najstarsza, do mnie należała organizacja wolnego czasu rodzeństwu. Kiedyś było to o tyle utrudnione, że były 2 programy telewizyjne i 0 komputerów. Pewnego wakacyjnego dnia wpadliśmy więc na pomysł, aby przywitać powracających z pracy rodziców zapachem świeżo upieczonego sernika. Kiedy mama zadzwoniła do nas z pracy z pytaniem "co porabiacie?" usłyszała "pieczemy sernik!". Zupełnie niezrozumiała dla nas była reakcja pełna przerażenia. Teraz lepiej to rozumiem - wszyscy mieliśmy poniżej 10 lat. Wbrew obawom mamy wszystko dobrze się skończyło. Sernik wyglądał wspaniale, pachniał słodko wanilią, nie muszę zamykać oczu żeby poczuć na nowo jego wyjątkowy smak. Jako dziecko najbardziej lubiłam zanurzone w delikatnej, twarogowej masie słodkie rodzynki. Dzisiaj pewnie obawy mamy były by mniejsze, gdybyśmy mogli skorzystać z http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ,która pozwoliłaby w sposób łatwiejszy i bardziej bezpieczny upiec ciasto.
08.09.2012 09:07 odpowiedz
W moim rodzinnym domu na przedmieściach często gościły na stole różne wypieki, a wśród nich ten jedyny, mój ulubiony - sernik pieczony z rodzynkami. Jako, że byłam jednym z nielicznych amatorów tego sernika wśród domowników, zazwyczaj posiadałam największy udział w jego konsumpcji. Czasem miałam wrażenie, że mama piecze go wyłącznie dla mnie. Wypiek nieskomplikowany, bo bez spodu, po prostu masa serowa z rodzynkami, ale mimo wszystko było w nim coś niezwykle majestatycznego. Można by rzec, że pałaszowanie każdego kawałka było swego rodzaju celebracją. Z wierzchu delikatnie przyrumienione, wewnątrz wilgotne, ale jednocześnie lekkie ciasto rozpływało się w ustach. Nie można również zapomnieć o aromatycznej wanilii i miękkich rodzynkach stanowiących serce całej tej słodyczy. Ciasto ujęte w klasyczną, okrągłą formę (zupełnie jak ta - http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html) zachwycało swą prostotą. Nie jadłam go dobrych parę lat, warto by było cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie ten wspaniały smak.
Gość: kejtkejt
08.09.2012 09:00 odpowiedz
Smak mojego dzieciństwa to przepyszna "chałupka" robiona przez moją mamę zamiast paschy na Wielkanoc. Przepis na to cudeńko był ściśle tajny, a mama robiła chałupkę pod osłoną nocy, żeby żadne z nas nie dopatrzyło się składników i tajemnej procedury. Po śmieri mamy odnalazłam ów przepis, był on jednak napisany niesamowitym szyfrem, z mnóstwem nieścisłości tak, aby tylko mama wiedziała o czym mowa. Po kilku podejściach metodą prób i błędów odszyfrowałam recept, jednak już nigdy chatka nie smakowała jak spod ręki mistrzyni. Mama prócz warzonej śmietany z jajkami i innych składników musiała dodawac coś jeszcze - może mnóstwo miłości i odrobinę typowej dla niej nutki tajemniczości?
Do podania deseru służyła nam stara, plastikowa tacka, sfatygowana przez lata. Teraz widzę, że idealna do tego celu byłaby malaminowa tacka w urocze groszki : http://szefkuchni.pl/tacka-na-kanapki-groszki-melamina-p-38.html
08.09.2012 08:30 odpowiedz
Smakiem dzieciństwa jest dla mnie smak czekoladowego murzynka. Zarówno babcia jak i moja mama robiły go w ten sam tradycyjny sposób. Na same wspomnienia juz czuję zapach roztapianego w garnku masła, słyszę dosypywany cukier i gotującą się mieszankę z kakaem. Najlepszym momentem w przygotowaniu murzynka był moment studzenia masy kakaowej, jeszcze przed dodaniem mąki. Zawsze skradałam się do kuchni i palcem wyjadałam masę czekoladową:-) Dlatego też najlepszą rzeczą w murzynku jest przenikliwy czekoladowy smak i wspaniała polewa czekoladowa. Z podanej strony wybrałabym kubek do mieszania ciasta: http://szefkuchni.pl/kubek-do-mieszania-ciasta-20-cm-p-44.html
08.09.2012 00:03 odpowiedz
Gdy tylko przeczytałam o tym konkursie, w głowie pojawiło mi się pewne wspomnienie z dzieciństwa. No może, nie wspomnienie, a cały szereg wspomnień związanych z moją babcią.
To był taki pewien rytuał. We wtorki do szkoły przychodził po mnie mój dziadek Józek, czekał na mnie w szatni, a potem małym czerwonym fiacikiem jechaliśmy do domu. Tam, co tydzień w takim samym porządku wykonywałam ustalone czynności, zawsze tak samo. Najpierw zdejmowałam buty, potem kładłam w przedpokoju plecak i dopiero wtedy wołałam: ,,Dzień dobry, babciu!” Odwracałam się i w tym samym momencie zza starej przedpotowej patelni odwracała się moja babcia. Wyprostowana, w błękitnej koszuli, mój ówczesny symbol elegancji i szyku, babcia, która miała krwistoczerwone włosy, usta pociągnięte ciemną szminką i zarysowane czarna kredką brwi. Uśmiechała się do mnie szeroko i obdarzała przelotnym całusem, by za chwilę znów zająć się skwierczącą patelnią. Zaczynałyśmy rozmowę. Gdy ja z przejęciem opowiadałam jej, co ciekawego wydarzyło się w szkole, ona co chwila strofowała mnie, bym nie podchodziła za blisko patelni, bo rozgrzany tłuszcz może pryskać. I pryskał, a jakże! Ale to i tak nie powstrzymywało mnie od stania przy kuchence, wdychania wspaniałego aromatu i przede wszystkim rozmów z babcią.
Aż w końcu nadchodził ten czas, gdy pyszne placki z jabłkami były gotowe. Drożdżowe, pachnące, parzące. Posypane gęsto cukrem, trzeszczącym w zębach (nie cukrem pudrem, to nie jest to samo!) rozpływały się w ustach. To była poezja. Ten zapach i smak placków przyrządzanych prze babcię Gienię.
Placki z tego przepisu są wspaniałe, robi je moja ciocia i moja mama, umiem je zrobić i ja, ale żadna partia brązowych placuszków nie smakuje tak bosko, jak smakowały placki mojej babci. To już nie jest to samo. To już nie jest ten klimat wtorkowych południ, gdy pochłaniałam placki, nie martwiąc się o kalorie i beztrosko myśląc o kolejnym cudownym dniu w szkole. Już nie otaczają mnie ci sami ludzie.
Ale mimo wszystko mam nadzieję, że za wiele, wiele lat moja wnuczka będzie z równym przejęciem wspominała placki z jabłkami, posypane cukrem: ,,Takich dobrych placków to nie robi nawet moja mama!”.
Myślę, że do przygotowania tych słodkości najbardziej przydałaby się porządna tarka. Tarka mojej babci była stara, pordzewiała i szalenie niewygodna. Jej tępość odrobina wynagradzał tylko napis ,,Kasia” przy uchwycie:).
http://szefkuchni.pl/tarka-pojemnikiem-dozownikiem-p-91.html
07.09.2012 23:06 odpowiedz
Było chłodne wrześniowe popołudnie. W koronach drzew tańczył delikatny jak na tę porę roku wiatr. Nadal świeciło słońce, które nie pozwalało zapomnieć o odchodzącym lecie, ale w powietrzu było czuć już jesienną aurę...

- Cóóóóóóórciuuuu - dobiegał głos z kuchni - No kochanie, przyjdź na chwilę!
- Idę mamo, już idę!
- Nie biegaj po domu! - strofowała mama - I włóż kapcie! A zresztą... Wychodzimy zaraz, wkładaj buty, płaszczyk i czapkę.
- Okej! - ucieszyła się mała Karolinka - Już się ubieram. A dokąd idziemy?
- Do cioci, na pierwsze jabłka tej jesieni. I czapkę włóż! - przypomniała mama.
- Ale maaaaamoooooo...
I wyszły. Ledwo opadłe liście szeleściły pod stopami, pachniało jesienią...

- Mamo, mamo, patrz jakie wielkie jabułko znalazłam!
- Ty bułko, ty bułko - śmiała się mama - Słonko, mówi się "jabłko", nie "jabułko"! Bardzo ładne, zbieraj więcej, zrobimy z nich coś pysznego!

Tak też się stało. Po powrocie do domu, mama zajęła się obieraniem jabłek i przygotowaniami do zrobienia "czegoś pysznego"...

- Mamooooo, a co robisz? Mogę pomóc? Prooooszę!
- Oczywiście, słoneczko. Wkładaj fartuszek! Zaraz zobaczysz, co zrobimy, to niespodzianka! A może zgadniesz? - odparła mama, podając córeczce granatowy fartuszek w białe kwiatuszki. - Podaj mi, proszę, jajka z lodówki.
Mama wsypała do miski mąkę, cukier i proszek do pieczenia. Dodała jajka.
- Podasz mi jeszcze masło i śmietanę? Są w lodówce.
- Tak jest, kapitanie! - ucieszyła się Karolinka. W końcu mogła poczuć się jak prawdziwa dorosła gospodyni!
Mama przygotowała ciasto, po czym włożyła je do lodówki. Jabłka wrzuciła do garnka i postawiła na gazie. Posypała cukrem i cynamonem.
- Ale ładnie pachnie, mamoooo! No powiedz mi, co to?
- Robimy szarlotkę, słonko!

Gdy ciasto znalazło się w piekarniku, w calym domu zaczęło pachnieć kruchym wypiekiem z lekką nutą cynamonu i delikatnie kwaskowym aromatem jabłek ze zdziczałego drzewka. Zaczął zapadać zmrok, za oknem lekko siąpił deszcz, a w mieszkaniu... W mieszkaniu było przytulnie, woń stygnącej szarlotki wypełniała każdy kąt.

- Maaamo, mogę już spróbować? Już nie jest gorące, mówię ci!
- No dobra. Ukroję ci kawałek. Proszę bardzo! - rzekła mama podając dziewczynce kawałek.
- Aleee dobraaa, a będę mogła jeszcze?
- Hej hej, młoda damo, nie można jeść tyle naraz! Brzuszek Cię rozboli!
- Ale maaaaamoooooo...

Szarlotka zawsze wychodziła wspaniała. Słodka, ale wyczuwalnie kwaskowa dzięki nieco kwaśnym jabłkom. Kruche ciasto wręcz rozpływało się w ustach. Duże ilości cynamonu sprawiały, że niesamowicie pachniało. Cynamon to chyba jedyna taka przyprawa, której nigdy nie jest za dużo...

EPILOG: Duża już Karolinka nadal uwielbia szarlotkę! Wspominając z nostalgią dzieciństwo, zapragnęła ją upiec również dzisiaj. Wedle starego maminego przepisu... I znowu wyszła cudowna, aromatyczna i tak pyszna, że gdyby nie te paskudne kalorie, to zjadłaby ją całą naraz! Do upieczenia tego cuda, z pewnością przydałaby się duuuuża blacha, taka jak na przykład ta: http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html
Pieczenie małej szarlotki po prostu nie ma sensu - znikałaby w sekund pięć! Przygotowanie ciasta ułatwiłoby na pewno to: http://szefkuchni.pl/przesiewacz-do-maki-cukru-p-546.html
A, że szarlotka najlepiej smakuje z gorącą herbatą, to warto byłoby i ją podać należycie, może być w takiej filiżance: http://szefkuchni.pl/filizanka-do-kawyherbaty-300-ml-czerwona-p-825.html
karoolka  (zobacz profil)
07.09.2012 22:58 odpowiedz
Mój ulubiony wypiek z dzieciństwa to najzwyklejsze w świecie kruche ciasteczka pieczone tylko raz w roku, na święta. Kilka dni przed Wigilią mama nie miała już wymówek i niestety musiała się godzić na przynajmniej dwugodzinne obleganie kuchni przez dwie małe istoty (a później kolejne dwie, kiedy to trzeba było te ciastka udekorować! :)), które, muszę przyznać, mistrzami w pieczeniu nie były. Chwała jej za tę jej anielską cierpliwość, gdy musiała patrzeć, jak powoli kuchnia przeradza się w pobojowisko, ale miała nas na dwie godziny z głowy! :) Najbardziej z tym szczególnym wypiekiem kojarzą mi się oczywiście foremki do wykrawania ciastek http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-okragla-czerwona-p-235.html, gdyż przyznaję, trochę gwiazdorzyłam i nie chciałam robić nic poza właśnie wykrawaniem ciastek (przecież ciasto wałkować może siostra). Wspominam ten czas z łezką w oku, bo już teraz rzadko zdarza nam się spotkać i pobawić trochę w kuchni (a moja mama kolejnego ciasta na żyrandolu by już chyba nie zniosła). Chociaż były ciastka bez żadnych udziwnień, to były to najlepsze smakołyki na świecie- bo jedzone z satysfakcją, że się je samemu stworzyło!
07.09.2012 21:58 odpowiedz
Smak dzieciństwa, zawsze będzie do mnie wracał w cieple słonecznych promieni, w szumie wiatru w łanie zboża, zapachu jabłek w sadzie i we wspomnieniach uśmiechu mojej Babci…
Choć pamięć ulotną jest, to wciąż czuję smak i zapach drożdżowych jabłeczników mojej Babci, które piekła w piekarniku wielkiej kaflowej kuchni opalanej węglem.
Mogłabym zamknąć oczy i zobaczyć jej wprawne ręce zagniatające ciasto, poczuć aromat rozchodzący się po całym domu i poznawać wciąż od nowa ten niezapomniany smak, smak którego tak bardzo mi brakuje.
Gdybym choć raz mogła wrócić do tych chwil ulotnych, tak niewinnych i pięknych. Do czasu letnich wakacji spędzanych u Babci, wakacji które zawsze były radosne, szalone, wyjątkowe, które smakowały drożdżowym jabłecznikiem zapijanym kubkiem mleka.
Teraz pozostały mi wspomnienia, wspomnienia za które jestem wdzięczna mojej Babci.
Może idealizuję swój smak dzieciństwa, może to upływ czasu i tęsknota za tym co minęło sprawia że tak bardzo za nim tęsknię. Oddałabym wszystkie ciasta świata za kawałek jabłecznika upieczonego dłońmi mojej kochanej Babci…
Zastanawiałam się nad produktem który przydałby się Babci do przygotowania owego najlepszego wypieku mojego dzieciństwa.
Obejrzałam wiele użytecznych i pięknych rzeczy. Zapewne ułatwiłyby Jej pracę. Sama wybrałabym dla niej taki oto przesiewacz:
http://szefkuchni.pl/31-przesiewacz-do-cukru-maki-p-544.html
Pamiętam jak Babcia przesiewała mąkę na wielkim sicie fornierskim. Dzisiaj zgrabnie i szybko mogłaby przesiać ją dzięki takiemu przesiewaczowi.
Drożdżowy jabłecznik mojej Babci jest dla mnie najlepszym smakiem jaki pamiętam z dzieciństwa, a wspomnienie to sprawia że uśmiecham się i czuję że moje dzieciństwo było szczęśliwe, bo miałam taką wspaniałą i zdolną Babcię:)
07.09.2012 21:55 odpowiedz
Smakiem mojego dzieciństwa są niepodważalnie racuszki drożdżowe mmmm… pycha! Racuchy, które łączą pokolenia, bo nie tylko ja je wspominam z dzieciństwa ale moja mama i babcia również. Przeważnie racuszki podawane są na święta, lecz u mnie odwrotnie, gdy pojawiały się na stole to właśnie było święto ;) Zawsze przygotowywałam je razem z babcią, która odwiedzała mnie kilka razy do roku. Gdy przyjeżdżała, wiedziałam ze za chwilę po całym domu będzie się roznosił piękny zapach placuszków. Z babcią nazywałyśmy je pampuchami, choć teraz już wiem że pampuchy to te na parze. Jednak spotkałam się z jeszcze inną nazwą używaną na Kaszubach, o której przeczytałam w pewnej książce kucharskiej, czyli ruchanki ;) Ich nazwa pochodzi od "ruszenia" drożdży, na których są robione. Można je przygotowywać również z owocami, np. jabłkami, lecz ja uwielbiałam zwykle, posypane cukrem pudrem. Racuchy są takie mięciutkie i puszyste, że trudno nie zjeść kolejnego, a ja najbardziej lubię takie prosto z patelni, kiedy są jeszcze cieplutkie. Niestety szybko znikają z talerza..:) Smakiem i wyglądem przypominają troszeczkę pączki. Racuchy to dla mnie wspomnienia dzieciństwa, i choć nie są zbyt zdrowe, sięgam po nie z przyjemnością. Są naprawdę łatwe w przygotowaniu, dlatego zachęcam wszystkich którzy nie robili racuszków, spróbujcie a na pewno nie pożałujecie!:)
Bardzo przydatnym produktem do naszych pysznych racuszków był by silikonowy cedzak do ich wyławiania z tłuszczyku:)
http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-lyzka-cedzak-p-118.html
Pozdrawiam serdecznie i życzę smacznego:)
marta-83  (zobacz profil)
07.09.2012 21:20 odpowiedz
Babcie, ach te Babcie. Medal im za te wszystkie szarlotki, serniki, chlebki, bułeczki, kluski, naleśniki i inne pyszności, dzięki którym tak miło wspominamy nasze dzieciństwo. I ja nie będę oryginalna i jako najpyszniejszy wypiek wybiorę właśnie te babcine jagodzianki. Ach, jak one pachniały! Jagodowo, letnio, wakacyjnie. Borówki zbieraliśmy z Babcią w lesie ja i mój brat, parę kilometrów od domu. A nie było łatwo wyciągnąć Babcię do lasu. Bo wiadomo, Babcia jak to Babcia, zawsze coś robiła i czasu nigdy nie miała. Ale jak w końcu go znalazła to wybieraliśmy się całą trójką do lasu niosąc ze sobą słoiki i garnuszki. A potem było wielkie zagniatanie, czekanie aż ciasto wyrośnie, lepienie bułeczek, znowu czekanie aż wyrosną, potem do piekarnika aż w końcu bułeczki trafiały do wielkiej miski a z niej jeszcze gorące (pomimo protestów Babci) do naszych brzuchów. A ile było przy tym śmiechu i zabawy, podjadania borówek i "srogiej" miny Babci.
Dlatego ze wszystkich akcesoriów wybrałam matę silikonową http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html niezawodną jak dla mnie do pieczenia nie tylko jagodzianek ale ciastek, rogalików czy babeczek. Niech to będzie taki mój medal dla Babci.
Machura  (zobacz profil)
07.09.2012 20:57 odpowiedz
Gdy mam sięgnąć pamięcią i przypomnieć sobie smak mojego dzieciństwa, to zdecydowanie jest to smak domowego biszkoptu z jabłkami. Pewnie niektórym wyda się zbyt banalny...Dla mnie jednak nieodzownie łączy się ze wspomnieniem sadu obok domu (który już niestety nie istnieje, a gdy drzewa były ścinane, z moich oczu bezwarunkowo ciekły łzy), z którego zbierałam papierówki (to drzewo też było niezwykłe, ponieważ na jednej z jego gałęzi zawieszona była huśtawka, która umilała czas najpierw w młodości mojej mamy a potem jej dzieci, między innymi mnie;)). Podczas przygotowywania tego ciasta rozchodził sie niezwykły zapach jabłek obtoczonych grubo w cynamonie...Babcia miała ulubiony nożyk do obierania i krojenia jabłek, ale myślę, że z tym przyrządem byłoby znacznie łatwiej :) http://szefkuchni.pl/przyrzad-do-krojenia-jablek-p-139.html mmm...A smak...delikatny, mięciutki biszkopt na swojskich jajkach z kwaskową nutą jabłek, które podczas pieczenia lekko się "rozpadały" w cieście. Coś niesamowicie smakowitego. Dziś nie ma już sadu, nie ma jabłoni więc niestety jest to tylko miłe wspomnienie dziecięcych, beztroskich lat. Dlatego miło jest mi podzielić się nim z Wami...
Pozdrawiam serdecznie!
kate871021  (zobacz profil)
07.09.2012 19:54 odpowiedz
Smaki dzieciństwa kojarzą mi się zawsze i niezmiennie ze spotkaniami całej rodziny przy jednym stole, wspólne biesiadowanie, radość przebywania wśród bliskich i smak ciocinego Metrowca. Metrowca którego pochłanialiśmy za jednym razem, starczało jedynie po 2 kawałki na osobę gdyż była nas taka ilość. Często stół był rozkładany na polu pod drzewami jabłoni bo nasza liczna rodzinka nie mieściła się w kuchni (zliczając dziadków, ciocie z wujkami i kuzynostwo od strony taty było nas wtedy 30 osób). Oczywiście do przygotowania tego przepysznego Metrowca cioci która jest niezastąpiona w jego wypiekaniu (choć powoli udaje mi się ją dogonić za Twoją pomocą Dorotko :)) przydałaby się waga http://szefkuchni.pl/waga-kuchenna-do-kg-p-555.html by mogła bez problemu i niepewności odmierzyć wszystkie składniki.
Nigdy nie zapomnę tych szczęśliwych lat dzieciństwa gdy rodzina spotykała się razem i cieszyła się swoim towarzystwem.
Dziękuję za przywrócenie mi tych wspomnień :)
07.09.2012 19:47 odpowiedz
Hmmm,
Domowy wypiek mojego dziecinstwa to wypieki mojej Babci. Wiem, wiem kazdy ma Babcie ktora byla najlepsza na swiecie i w dodatku gotowala najpyszniejsze smakolyki. No wiec ja tez mialam taka Babcie. Miala na imie Weronika i kochalam ja okropnie mocno. Tesknie za nia, bo teraz piecze, gotuje i spiewa mojemu Dziadkowi tam na Gorze :)

No wiec wracajac do smaku to oprocz takich ‘zwyklych’ (choc w wykonaniu Babci bardzo niezwyklych) przysmakow jak: pierogi z kasza gryczana, lazanek z kapusta czy niesamowitch paczkow czy zwyklych biszkoptow robila najpyszniejszy na swiecie przekladaniec.
Nietylko wygladal rewelacyjnie – rowniutenki z pieknymi brzegami z takiej foremki http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html
Ale jak on smakowal! Mam w glowie jego obraz i jak tylko sobie o nim pomysle slinka cieknie mi na sama mysl :)

Na Boze Narodzenie nie bylo osoby, ktora by byla najedzona na tyle, zeby nie wcisnac chociaz dwoch kawaleczkow. Miodowe placki idealne, nie za suche przekladane lekko kwaskowata masa z kaszy mannej na zmiane z powidlami sliwkowo-agrestowymi. Calosc posypana bielutenkim cukrem pudrem. Mmmm pycha :) a ten zapach to czysta poezja. Caly dom pachnial tak, ze czlowiek przestepujac prog stawal sie glodny w sekunde, a i slinotoku powstrzymac nie mogl :)

Tak to smak mojego dziecinstwa… tesknie za nim. Kiedys postaram sie sama upiec ten magiczny przekladaniec moze w takiej wlasnie foremce? :)
07.09.2012 19:43 odpowiedz
Hmmm,
Domowy wypiek mojego dziecinstwa to wypieki mojej Babci. Wiem, wiem kazdy ma Babcie ktora byla najlepsza na swiecie i w dodatku gotowala najpyszniejsze smakolyki. No wiec ja tez mialam taka Babcie. Miala na imie Weronika i kochalam ja okropnie mocno. Tesknie za nia, bo teraz piecze, gotuje i spiewa mojemu Dziadkowi tam na Gorze 

No wiec wracajac do smaku to oprocz takich ‘zwyklych’ (choc w wykonaniu Babci bardzo niezwyklych) przysmakow jak: pierogi z kasza gryczana, lazanek z kapusta czy niesamowitch paczkow czy zwyklych biszkoptow robila najpyszniejszy na swiecie przekladaniec.
Nietylko wygladal rewelacyjnie – rowniutenki z pieknymi brzegami z takiej foremki http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html
Ale jak on smakowal! Mam w glowie jego obraz i jak tylko sobie o nim pomysle slinka cieknie mi na sama mysl 

Na Boze Narodzenie nie bylo osoby, ktora by byla najedzona na tyle, zeby nie wcisnac chociaz dwoch kawaleczkow. Miodowe placki idealne, nie za suche przekladane masa z kaszy mannej na zmiane z powidlami sliwkowo-agrestowymi. Calosc posypana bielutenkim cukrem pudrem. Mmmm pycha  a ten zapach to czysta poezja. Caly dom pachnial tak, ze czlowiek przestepujac prog stawal sie glodny w sekunde, a i slinotoku powstrzymac nie mogl 

Tak to smak mojego dziecinstwa… tesknie za nim. Kiedys postaram sie sama upiec ten magiczny przekladaniec moze w takiej wlasnie foremce? 
11.09.2012 18:04 odpowiedz
przepraszam, ale zdaje sie ze mi sie niechcacy wpis wkleil dwa razy, a to dlatego ze mi sie komputer rozmarzyl o moim przekladancu ;) pozdrawiam
07.09.2012 18:26 odpowiedz
Najwspanialsze moje wspomnienie to przygotowania do pieczenia rogalików z marmoladą które robiła moja mama i babcia zapach roznosił się po całym domu i podjadanie rogalików zaraz po wyciągnięciu z piekarnika jeszcze gorące coś wspaniałego cała rodzina zbierała się do pomocy a jest nas sporo w domu. A przydała by mi się taka fajna forma do robienia tortów które wspominam z mojego dzieciństwa moja babcia takie roniła w formie serduszka a takiej formy nie mam http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html
optyczna  (zobacz profil)
07.09.2012 18:00 odpowiedz
W odpowiedzi na pytanie pojawiło się wspomnienie, TEGO zapachu, TEGO smaku, TEJ konsystencji. Czy to były biszkopciki pieczone na szybko przez Mamę? Czy to poranne pachnące bułeczki? Czy to robiony mozolnie przez Babcię tort? Nie... To nie to. Co łączyło w sobie aromat jesiennych jabłek, prawdziwego kakao i odrobiny cynamonu? Co zawsze pachniało delikatnie przypalonym brzegiem świadczącym o wiecznym roztargnieniu? Co zawsze było pyszne, niezależnie czy rano, czy wieczorem, czy kilka dni po upieczeniu? Wiem! Ciasto o niezbyt wdzięcznej nazwie: salceson. Było to jedyne ciasto w repertuarze kulinarnym mojego Taty. Zawsze smakowało znakomicie, mimo że Tata twierdził, że nie umie piec i zawsze na złość, zapominał o nim, licząc, że się spali i już nigdy nie będzie musiał się imać kuchennych wyzwań Mamy. Ale ciasto nigdy się nie poddawało. Zawsze było wyśmienite. Wilgotne, pachnące jabłkami, z delikatnym czekoladowym posmakiem. Jak tylko je sobie przypomniałam, natychmiast zapragnęłam je upiec, do czego na pewno przydałaby mi się nietłukąca się miska http://szefkuchni.pl/kubek-do-mieszania-ciasta-20-cm-p-44.html w której mogłabym zmiksować wszystkie, pachnące dzieciństwem składniki :)
lanvinka  (zobacz profil)
07.09.2012 16:25 odpowiedz
Najlepszy czas dzieciństwa – spędzony wśród domowników, koszy pełnych jabłek i złocistych liści.
Najlepszy SMAK dzieciństwa bez wątpienia szarlotka na kruchym i delikatnym cieście autorstwa mojej mamy – najbardziej utalentowanego cukiernika na świecie, wprawdzie okrzykniętego przeze mnie, brata choć również bez cienia zastanowienia przez wszystkich kosztujących. Szarlotka… o cukrowym posmaku, słonecznym kolorze jak skórka jabłka. Orzeźwiająca z grubo tartymi ręcznie jabłkami, dokładnie na takiej tarce http://szefkuchni.pl/tarka-duze-oczka-raczka-p-93.html i pachnąca dojrzałym latem. Kwaśna i słodka, ogrzewająca podniebienie, prosto z kaflowego pieca i ten rozkwitający zapach mocno przenikający powietrze. Dobrze pamiętam tamte lata…
Gość: wiesiach
07.09.2012 15:44 odpowiedz
Na wspomnienie wypieku z dzieciństwa jawi mi się widok pięknie zaśnieżonej okolicy i kłębiących milionów płatków śniegu w powietrzu. Najbardziej widoczne były pod oświetlającą ulicę latarnią. Mogłam stać godzinami i obserwować, co ten miękki, delikatny puszek śniegowy wyprawiał. Drogą przejeżdżały sanie zbierając z domów blaszki ciast. Spokojnie sunęły do piekarni i znikały w mroku. Jak ja czekałam kiedy one wrócą. Najważniejsze, żeby złapać w zmarznięte ręce kawałek ciasta drożdżowego. Ależ ono było dobre, pachnące, cudowne… jeszcze cieplutkie.
Moja mama nie była mistrzynią wypieków, ale to co wyczarowała było mistrzostwem świata i kulinarnym cudem. Bardzo jej za to dziękuję.

http://szefkuchni.pl/kuleczki-obciazajace-ciasto-sloik-p-543.html
Dorisss1985  (zobacz profil)
07.09.2012 15:01 odpowiedz
Moje smaki do dzieciństwa to przepyszne pierogi z truskawkami podawane w przedszkolu, gdy pojawiały się w menu każdy liczył na dokładkę, to także pachnący cukrem waniliowym ciepły placek drożdżowy z sezonowymi owocami, do tego szklanka mleka i było się w raju, nie mogę zapomnieć o pajdzie chleba z masłem i solą albo miodem lub powidłami najlepiej smakowała po całym dniu zabaw na dworze. By przygotować moją potrawę z dzieciństwa ze sklepu szefkuchni.pl wybrałabym silikonową kwadratową forma do ciasta http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html. Smakiem dzieciństwa była też czerwona oranżada w butelce tzw. JAŚ orzeźwiająca w gorące dni, spożywana od razu po zakupieniu, obowiązkowa na Pierwszej Komunii Św., pozostawiająca czerwone kółeczko wokół ust.
07.09.2012 14:02 odpowiedz
Moim ulubionym wypiekiem z dzieciństwa jest domowa szarlotka mojej babci. Była w tym mistrzynią ! Swoją szarlotkę robiła tylko na wyjątkowe: imieniny, urodziny, święta wielkanocne lub Boże Narodzenie. Wszyscy z naszej rodziny, kiedy tylko przyjeżdżali, pytali, czy będzie podana nasza ulubiona szarlotka. Kiedy miałam 7 lat babcia pierwszy raz poprosiła mnie o pomoc w przyrządzeniu ciasta. Dała mi do ręki nóż i ok. 2kg jabłek. Musiałam je obierać i kroić, ale wtedy była to dla mnie wielka przyjemność, ponieważ wiedziałam, co z nich będzie. Po wstawieniu ciasta do piekarnika, zawsze siedziałam przyglądałam się, jak pięknie się rumieni. Już wtedy czułam słodki zapach jabłek i cynamonu. Kiedy szarlotka była wyjęta z piekarnika, zawsze byłam troszeczkę rozzłoszczona, że muszę czekać, aż wystygnie, ponieważ nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu poczuję ten wyjątkowy smak. Ciasto było kruche, a jabłka wyśmienite, lekko kwaskowate, ale także słodziutkie. Moja babcia do tej pory robi tę szarlotkę, a ja jej nadal pomagam. Cała nasza rodzina jest zakochana w babci wypiekach, ale ta szarlotka jest najlepsza. Ciasto jest bardzo łatwe do przyrządzenia, ale ma niepowtarzalny smak, który zapamiętuje się na długie lata. Ciasto można robić na normalnej blaszce do pieczenia lub na formie do tart, np. : http://szefkuchni.pl/okragla-forma-do-tarty-26-cm-p-868.html Zastanawiam się nawet nad kupnem nowych foremek dla babci, na pewno by się ucieszyła :)
elkaa13  (zobacz profil)
07.09.2012 13:33 odpowiedz
Smak i zapach mojego dzieciństwa, to ciasteczka imbirowe - brzmi banalnie, ale cóż nigdy nie zapomnę jak babcia zagniatała i wałkowała ciasto, a potem wycinałyśmy różne kształty, w zależności od pory roku. No i ten niezwykle aromatyczny zapach, który unosił się w kuchni, gdy ciastka się piekły, a potem odgłos chrupania podczas konsumpcji. No i jeszcze ozdabianie ciastek lukrem (w okresie Bożo- Narodzeniowym)... uczyniło to moje dzieciństwo naprawdę kolorowym :)
To babcia zaraziła mnie miłością do imbiru i korzennych przypraw, a teraz ja chciałabym te miłość do aromatycznych wypieków przekazać córce więc jako produkt, który przydałby się do przygotowania ciastek wskazuję foremki w kształcie serc
http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozne-kolory-p-232.html, dlatego, że moja 20 miesięczna córcia jako jeden z pierwszych wyrazów powiedziała "serce", a wycinając tymi foremkami te aromatyczne ciasteczka na pewno zachowałaby te wspomnienie na dłuuugo.
07.09.2012 13:06 odpowiedz
To zawsze jest tak samo: pierwsze pociągnięcie nosem i już wiem, co to za zapach. To mojej Mamy sernik na herbatnikach: ciasto, które jest wyznacznikiem i kwintesencją wszystkich świąt i uroczystości. Niby taki prosty: na dole herbatniki, w środku gotowana masa serowa z bakaliami, na wierzchu domowej roboty polewa czekoladowa (można by ją nakładać taką szpatułką: http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-szpatulka-p-119.html), posypane posypką. To ciasto jest tak wyjątkowe i doskonałe, że zastąpiło tort weselny na moim ślubie, gdzie z wiórków kokosowych moja Mama usypała ten sam rysunek, który był na naszych zaproszeniach...
Gość: paulinka91
07.09.2012 12:48 odpowiedz
Drożdżówki z truskawkami i kruszonką mojej babci.Najlepsze na świecie,cieplutkie pachnące truskawkami i tak mięciutkie ,ze rozpływały się w ustach a do tego szklanka mleka lub kakao hmmmm......
Do przygotowania ich przydałaby się http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html
smyqula  (zobacz profil)
07.09.2012 12:47 odpowiedz
Jak byłam mała moja Mama często śpiewała: "u Babci jest słodko, świat pachnie szarlotką". Ale to nie u mojej Babci, a u mojej Mamy pachniało tym ciastem. Zwłaszcza jesienią, kiedy dojrzały antonówki, a później szare renety. Woń kruchego ciasta, podprażonych jabłek, cynamonu i wanilii wypełniała kuchnię i rozlewała się na całe mieszkanie. A blaszka ciasta, podobna do tej: http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html znikała w okamgnieniu. Podobnie dziś pachnie w moim domu, ponieważ nie ma nic lepszego niż tradycyjna, polska szarlotka.
07.09.2012 12:06 odpowiedz
jaki domowy wypiek z dzieciństwa (słodki lub wytrawny) możecie nazwać najlepszym?
Jaki? Było ich wiele, gdyż w naszym domu zawsze unosił się zapach pieczonego ciasta. Jednak tym, który na zawsze pozostanie dla mnie w pamięci były pierniki. Zapach korzennych przypraw z zagniecionego surowego, a później pieczonego ciasta okrywał cały dom i wówczas już się wiedziało, że za parę tygodni... święta.
Teraz aby kontynować tradycję domu wypełnionego zapachem świątecznych pierników, zawsze w pierwszym tygodniu grudnia wraz z moją córcią, przyjaciółką i jej dzieciakami zabieramy się do ich produkcji (tak produkcji, bo zanim je polukrujemy część ich będzie zjedzona przez małe łakomczuchy), gdzie dziaciaki wykorzystałyby http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-gwiazdka-rozne-kolory-p-234.html
:)
Ma_niusia  (zobacz profil)
07.09.2012 11:44 odpowiedz
Nigdy nie przepadałam za słodkościami (smaku nie lubię, choć uwielbiam je piec dla Rodziny!!!) więc z dzieciństwa najlepiej wspominam nie żadne ciasto, a... PASZTET wypieku mojej śp. Babci Jadzi! Pieczony najczęściej 2-3 razy w roku, tylko na święta i wielkie okazje, na długie godziny napełniał cały dom aromatem i ciepłem! Pamiętam babcię krzątająca się, doprawiającą, czasami dziadka zatrudnianego do mielenia - wtedy jeszcze ręczną, na korbę! - maszynką mięs na pasztet, dodatki różnych warzyw i ogromną ilość liści laurowych i ziela angielskiego, którymi Babcia nadawała pasztetowi aromat przyciągający do kuchni całą rodzinę :-) Skrupulatne wzorki wyciskane łyżką na powierzchni pasztetu przed wsadzeniem do piekarnika i długie podglądanie jak się tam rumieni! Babcia Jadzia była moją pierwszą nauczycielką w kuchni, moim mentorem i mistrzynią. Nigdy jej nie dorównam, choć próbuję od lat ;-) Obie mamy w kuchni jedna cechę wspólna - w każda potrawę wkładamy nasze serce. Tak, ten PASZTET z sercem ;-) najlepiej zapamietałam! Do jego przygotowania mógłby się przydać młynek do pieprzu: http://szefkuchni.pl/mlynek-do-pieprzu-p-6.html
aby jak najlepiej doprawić :-)
07.09.2012 11:32 odpowiedz
Kiedy byłam zupełnie mała, dużo czasu spędzałam u babci na wsi. Pamiętam jak przez mgłę rytuał wypieku chleba. Babcia w wielkim wiadrze zagniatała ciasto. Sprężysta masa stawałą się coraz bardziej lśniąca, a bąbelki powietrza wtłaczane energicznymi ruchami raz po raz pękały. Moją ulubioną częścią było formowanie chlebów i różnego rodzaju bułek i bułeczek. Spod ręki babci, wychodziły zgrabne bohenki i kajzerki, a na moje życzenie także bułki w kształcie warkocza. W końcu nadchodziła część, w której mogłam pomóc - małym pędzelkiem smarowałam wszystko roztrzepanym żółtkiem i posypywałam makiem. Potem babcia wkładała wszystko do wielkiego, starego, nagrzanego pieca i po chwili zapach wypieków coraz intensywnej roznosił się po całym domu, a ja siedziałam na ławce i grzałam ręce na gorących kaflach z niecierpliwością czekając na moment kiedy będę mogła spróbować ciepłej, chrupiącej, złocistej bułeczki.

Dziś wiele ludzi wraca do tego wspaniałego zwyczaju pieczenia chleba. Gdybym sama zaczęła piec chleby, użyłabym tego http://szefkuchni.pl/profesjonalny-silikonowy-pedzelek-p-155.html pędzelka.
agnes0204  (zobacz profil)
07.09.2012 10:48 odpowiedz
W czasach kiedy czekolada była luksusem najbardziej utkwił mi w pamięci smak domowej czekolady. Nie wiem czemu, ale kilkakrotnie próbowałam powtórzyć ten przepis i....smak nigdy nie był taki jak zapamiętany. Mieszankę masła, kakao i mleka w proszku mogłabym dziś schłodzić w formie do tarty http://szefkuchni.pl/okragla-forma-do-tarty-23-cm-p-619.html dla estetycznego podania. Ale prawie 30 lat temu moja mama robiła ją w czym popadło. A kiedy dostałam pierwszy w życiu kalendarz adwentowy z zagranicy :) przez dobrych kilka miesięcy po świętach upychaliśmy czekoladową masę w plastikowej foremce po kalendarzu. Cena czekolady niewielka, ale czas oczekiwania na niedzielny przysmak i wreszcie moment wyjęcia z formy - bezcenne.
07.09.2012 10:13 odpowiedz
Pierwsze co przychodzi mi do głowy do oponki mojej Babci ale to nie wypiek więc następnym ulubionym wspomnieniem jest sernik na ciemnym spodzie z ciemną kruszonką :) Moja Babcia przygotowała go bardzo często, nie tylko od święta a ja w dzieciństwie uwielbiałam się nim zajadać. Kilkukrotnie chciałam odtworzyć jego smak ale niestety nie wyszedł mi taki sam. Babci nie ma już z nami więc nie mam jak zapytać o przepis a jej zeszyty gdzie zapisywała wszystkie receptury, zabrała powódź :( Dobrze, że dobre wspomnienia te smakowe i nie tylko zapisują się gdzieś w głowie i na pewno ich nie stracimy :)
Sernik był dość wysoki więc do jego wykonania byłaby potrzebna głęboka blacha http://szefkuchni.pl/forma-do-ciasta-gleboka-p-572.html
Pozdrawiam :)
kaiserka  (zobacz profil)
07.09.2012 09:30 odpowiedz
Myśląc o swoim dzieciństwie od "kuchni" pierwsze miejsce wśród pysznych wspomnień bez wahania oddaję ciastu drożdżowemu. W różnych jego odsłonach: maleńkich rogalików z powidłami, opasłych rolad z kakaem albo makiem, czy też żółciutkich bułek drożdżowych z kruszonką posmarowanych domowej roboty masłem, które nieodłącznie towarzyszyły wakacjom spędzanym u babci na wsi. Wyznam szczerze - kocham zapach ciasta drożdżowego. Również w jego wytrawnej wersji. Bo pizza też przywołuje miłe wspomnienia z dzieciństwa. Pierwszą pizzę zjadłam w domu, upiekła ją mama według przepisu cioci z USA. Było to na początku lat dziewięćdziesiątych. Podeszłam do niej z rezerwą i ostrożnością typową dla dziecka - niejadka. Szybko jednak pizza zyskała pozycję naszego ulubionego piątkowego obiadu. Oboje z bratem ze wzruszeniem wspominamy tamte czasy: piątek po szkole, godz. 17 - ulubiona bajka "He-Man", nasze radosne okrzyki "Na potęgę Posępnego Czerepu, mocy przybywaj!", no i ona... pachnąca, chrupiąca, "amerykańska" pizza...:-)
Wtedy nasze pizze miały kształt prostokątnej blachy do pieczenia ciast, teraz pieklibyśmy je na takim cudeńku z akcesoriami: http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html
07.09.2012 08:55 odpowiedz
Moje wspomnienia z dzieciństwa i najwspanialszy smak wiąże się z jesiennymi jabłkami zapiekanymi pod kruszonką. Moja mama niestety posiada anty talent do pieczenia ale potrafiła od czasu do czasu zrobić nam niespodziankę i stworzyć małe cudo. Do dziś pamiętam jesienny krajobraz za oknem, liście kasztanowca w ogrodzie oraz mnie szukająca kasztanów w czerwonej spódniczce w kratę i prążkowanych rajstopach. Pamiętam też wspaniały zapach cynamonu oraz jabłek wydobywający się z piekarnika. Wspaniały smak i radość mojej mamy - bezcenne. Do dziś wspominam ten wspaniały dzień, najpiękniejszy ze wszystkich :)
Poniższe naczynie idealnie się nadaje na to wspaniałe danie :)
http://szefkuchni.pl/duze-naczynie-porcelanowe-do-pieczeni-p-682.html
07.09.2012 00:29 odpowiedz
Sernik, tylko sernik!
Jedyne ciasto, do którego zrobienia poganiam mamę. Jedyne ciasto, które mogę jeść bez opamiętania. Ciężkie i jednocześnie delikatne. Takie... gładkie. To słowo najlepiej opisuje sernik, jak dla mnie. I koniecznie bez rodzynek, taki robi moja mama. Najlepszy! Odcinałam sobie zawsze cały pasek z blachy zamiast kostki ciasta :) Mogłabym go jeść na śniadanie, obiad... Do znudzenia, ale wykluczam znudzenie czymś tak dobrym ;)
Do jego zrobienia użyłabym http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html. Zrobić małą porcję to grzech :)
sarka162  (zobacz profil)
06.09.2012 23:37 odpowiedz
Temat konkursu bardzo ciekawy a dla mnie wybitnie. z racji, że w połowie płynie we mnie Polska krew wychowywałam się na kuchni mieszanej . Jednak nic tak nie pobudza moich ślinianek do pracy jak wspomnienia wakacji spędzonych u babci, polskiej babci z tradycyjnymi obiadami i deserami czyli tym czego na codzien nie miałam. Duża, oświetlona i stara kuchnia , stara lecz piękna. miała swój klimat. wakacyjny ciepły poranek i od przebudzenia zapach który wkradał sie przez mały nosek przeszywając całe ciało aż do stóp - drożdże. coś cudownego. Ja jako mały pomocnik wszędzie wtykałam swoje tece zazwyczaj po to żeby coś podjeść nie po to żeby pomóc ale to cieszyło. Najlepszy etap podczas przygotowywania ciasta drożdżowego? mleko w którym zatopione były drożdże. nie wiem czemu ale zawsze zbierałam łyżeczką piankę która wytworzyła sie na wierzchu. bąbelki i uczucia lepsze niż po wypiciu oranżady. ciasto w formie http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html i wtedy była kolej na " moją robotę " czyli rozkładanie owoców i kruszonki której połowa lądowała w mojej buzi. moment wstawienia do piekarnika i wyczekiwanie cały czas obserwując ciasto które rośnie, rumieni się, cudo. moment wyciągnięcia ciasta i oczekiwanie aż wystygnie wydawały się wiecznością. i wreszcie nastała ta chwila dostałam swój kawałek ciasta wraz ze szklanką jeszcze ciepłego prawdziwego mleka od krowy. Tak wygląda wspomnienie mojego wypieku z dzieciństwa, mam nadzieję, że chociaż w minimalny sposób uda mi się kiedyś odtworzyć takie coś dla swoich dzieci bądź wnuków.
06.09.2012 23:23 odpowiedz
Pierwszy raz daję komentarz na Pani stronie, Pani Doroto i myślę, że dlatego ten jest pierwszy, ponieważ czytając ten post o konkursie zapachniało mi ciastem mojego Dziadka. :)
Prawie za każdym razem gdy przyjeżdżaliśmy w odwiedziny do Babci i Dziadka na wieś, Dziadek piekł to ciasto. Był to biszkopt posypany cukrem kryształem od razu po wyjęciu z prodiża. W sezonie letnim Dziadek dodawał do niego papierówki z drzewa, które do tej pory rośnie na polu za domem i chociaż jest już w środku całe spróchniałe, rok w rok daje owoce, najlepsze jakie w życiu jadłam.
Biszkopt był pyszny, chociaż bardzo słodki, ponieważ warstwa cukry na wierzchy była dość pokaźna, a Dziadek cukru do ciasta też nie żałował (myślę, że byłoby mu łatwiej wymierzyć z takimi miarkami http://szefkuchni.pl/melaminowe-kubki-do-mierzenia-zestaw-p-64.html niż znaną powszechnie miarą „na oko” :) ). Pachniał wanilią, a najpiękniejsze było właśnie to, że to Dziadek sam go dla nas robił. Później, kiedy już dopadła go choroba i nie miał siły, kazał Babci piec, ale to już nie było to samo. Mimo, że mówił jej co i jak zawsze coś nie wychodziło…
Niestety Dziadka już nie ma z nami, ale wspomnienia o nimi i jego cieście zostaną.
karola_km  (zobacz profil)
06.09.2012 23:08 odpowiedz
-Mamo, no mamo, kiedy koniec? Kiedy koniec?
- Nie patrz, jak sroka w gnat, bo nie wyjdzie!
- A nie da się jakoś szybciej? Mamooo nooooo....
- Poczekaj sprawdzę. Jeszcze z dziesięć minut, musisz wytrzymać.
- O, nie... A czujesz jak już pachnie? No zajrzyj, może już!
- Karola...

Tego typu rozmowy toczyły się zawsze między mną a moją mamą przed szybą piekarnika, kiedy wewnątrz w ceramicznej foremce http://szefkuchni.pl/duze-naczynie-do-zapiekanek-typu-pie-p-678.html dopiekał się ryż z jabłkami. Mama wyganiała, a to odrobić lekcje, a to zająć się czymkolwiek, byleby nie plątać się pod nogami. Ale aromat pieczonych jabłek i cynamonu, dodatkowo wymieszany ze specyficznym słodkim i delikatnym zapachem ryżu na mleku powodował, że mój ściśnięty żołądek nie dawał wówczas myśleć absolutnie o niczym.
06.09.2012 22:55 odpowiedz
Moja babcia, jak cała moja rodzina, pochodziła z chłopskiej rodziny z ziemi przemyskiej. Była kobietą rozsądną, twardą, zahartowaną przez życie i nie bojącą się żadnej pracy. Do samej śmierci była w stanie zawstydzić swoją wytrzymałością młodszych od niej przy ciężkich robotach w polu. Jej popisowym wypiekiem było wszystko co z ciastem drożdżowym, a szczególnie tradycyjny piróg kresowy.

Dzisiaj ciasto drożdżowe można robić w najróżniejszych maszynach, Tupperware’ach i innych bajerach. Babcia Mieczysława nie musiała stosować takich handicapów. Jej ręce były idealnie stworzona do tego typu pracy – cała babcia miała figurę i karnację jak mocny powróz a w rękach, chudych i węźlastych jak liny okrętowe, miała tyle siły, że gdy wyrabiała ciasto to robiła to do tego momentu „aż samo odchodziło od ręki”. Pamiętam, że można było je przyłożyć do czoła i nie zostawiało żadnych śladów. I to bez podsypywania mąką!

Cienkie ciasto drożdżowe a w nim zamknięte pyszne, pikantne i niesamowicie sycące nadzienie z kaszy gryczanej, smażonej cebulki i ziemniaków; kiedy jeszcze ciepły wyjeżdżał z piekarnika (porcja była duża, robiona w blasze takich rozmiarów jak ta http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html a może nawet większej) biliśmy się z rodzeństwem o pierwszy kawałek a mama musiała nas odganiać ręcznikiem jak natrętne muchy („NIE WOLNO JEŚĆ GORĄCEGO BO BĘDZIE WAS BRZUCH BOLAŁ!”). A kiedy pierwszy ciepły prostokąt, posolony i posmarowany domowym masłem, wędrował do ust… Pycha. To jest smak mojego dzieciństwa.
06.09.2012 22:52 odpowiedz
Rzeczą, która od razu przychodzi mi na myśl po przeczytaniu pytania konkursowego są niezaprzeczalnie "orzechy" z nadzieniem kakaowym... Smak dzieciństwa, robiła je babcia razem z mamą. Połówki "orzeszków" wypiekane w specjalnej metalowej patelni do orzechów, następnie wypełniane i sklejane masą kakaową, z dodatkiem pokruszonych ciasteczek :) Cudo! Kojarzą mi się najbardziej z zimą i Gwiazdką - z oknem śnieg, w domu zapach choinki i wypieków, ale zawsze poza piernikiem, w moim brzuszku królowały orzeszki :) Nieziemski zapach, wilgotne kakaowe wnętrze.. Mogliśmy ich z bratem zjeść setki :)
Rzeczą, która mogłaby pomóc jest elastyczna łyżka - http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-lyzka-p-117.html. Mogłaby posłużyć do wypełniania orzeszków nadzieniem :)
gabkaaa  (zobacz profil)
06.09.2012 22:30 odpowiedz
COTYGODNIOWE STARCIE Z ŻĄDNYMI CUKRU DZIEĆMI

Miejsce akcji: kuchnia
Czas: lata 90'
Bohaterowie: mała Gabka, Mama.

- Mamuś co pieczesz?
- Placka...
- Ale jakiego?
- Dobrego. Pleśniak to będzie
- Mniam, lubię pleśniaka!
(Pac, po łapkach)
- Nie podjadaj mi surowego ciasta! Podaj mi lepiej powidła z lodówki.
- Mamuś, nie ma powideł w lodówce....
- Jak to nie ma? (sprawdza) NO NIE MA! Kurczę, te dzieci zjedzą wszystko co jest
słodkie! I to bez ostrzeżenia!
- No nie bądź zła...
- Trudno, zrobimy z dżemem agrestowym. Ale za to zetrzyj mi ciasto na
wierzch.
- Czym?
- Jak to czym? Tarką z dużymi oczkami. O, tą:
http://szefkuchni.pl/tarka-duze-oczka-raczka-p-93.html

(40 minut później)

- Mniam, jak pachnie (skubie)
- Zostaw, jeszcze gorące, będzie Cię brzuch bolał!
- Oj mamuś, nie będzie...


I tak przez kolejne lata, Gabka śniła po nocach o "Pleśniaku", jego kruchym spodzie, delikatnej, słodkiej bezie, kwaskowym dodatku dżemu lub powideł oraz o skorupce z kruchego ciasta na wierzchu. Ciasta w dwóch smakach i kolorach: naturalnym i kakaowym. "Pleśniak" zawsze pachniał domem i dzieciństwem. I tak zostało do teraz :)

THE END
ardnaskela  (zobacz profil)
06.09.2012 22:27 odpowiedz
Wpadłam przypadkiem, po przepis na tęczowy tort. Przeczytałam zadanie konkursowe z ciekawości i dostałam natychmiastowego ślinotoku. A wszystko za sprawą maminego murzynka. Zawsze asystowałam przy przygotowywaniu i zawsze wyciągałam palcem ciasto z garnka, takiego brązowego z uchem... Nie raz i nie dwa słyszałam, że będzie mnie bolał brzuch, ale na szczęście nigdy nie bolał. Podejrzewam, że to za sprawą wyjadanej później po kryjomu polewy czekoladowej, która czekała w małym garnuszku na upieczenie się ciasta. Jak to mówią, dwa minusy dają plus ;) Do tej pory, nawet gdy piekę sama, odczekuję kilkanaście minut, żeby "wykraść" sobie tę zastygniętą warstwę, która robi się na jej wierzchu. Był kiedyś w domu zakraplacz do polewy, szklany, i się stłukł...sam! przysięgam!:) Od tego czasu mama radzi sobie bez niego, co nie jest najwygodniejsze.... Ucieszyłaby się z nowego. http://szefkuchni.pl/pompka-do-rozprowadzania-sosu-lub-tluszczu-p-162.html
patusia1223  (zobacz profil)
06.09.2012 22:13 odpowiedz
Oj, doskonale pamiętam te czasy. Kiedy zazwyczaj szykowała się jakaś rodzinna impreza, imieniny, urodziny,czy święta od razu biegłam do babci i był to doskonały czas,aby przygotować popisowy sernik. Ciasto to jest sprawdzone od ponad 20 lat! Moja babcia, pracując w piekarni nauczyła się robić takie pyszności, które teraz goszczą na naszych stołach i dogodzą podniebienią. Zaczynałyśmy od przygotowywania ciasta kruchego. Kiedy pytałam babcię : ile tej mąki, cukru... babcia odpowiadała : syp na oko, tak aby było dobrze ;) Obecnie nie mam takiego wyczucia dlatego chętnie skorzystałabym z pomocy tej wagi http://szefkuchni.pl/waga-kuchenna-do-kg-p-555.html . Kiedy masa serowa była już gotowa ciasto " lądowało " do piekarnika. W tym czasie dziadek rozpoczynał swoją rolę, mianowicie odmierzał czas pieczenia :). Nigdy nie zdarzyło się aby ciasto było spalone. :) W kuchni pachniało przepięknie. W trakcie pieczenia robiłyśmy czekoladową polewę- pychota! Po dwóch godzinach skosztowałam sernika, który jak zawsze był pyszny. Delikatny maślany i kruchy spód doskonale komponował się z masą serową i polewą. Do dzisiaj robię ten sernik ale zazwyczaj sama. Mimo, że przepis jest ten sam to nie smakuje tak jakby był robiony przez moją babcię. Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia :)
Zołza__  (zobacz profil)
06.09.2012 22:08 odpowiedz
Smak dzieciństwa? Zdecydowanie baba gotowana. Robiła ją moja babcia, teraz robi ją moja mama. Zawsze dekoruje stół wielkanocny. Nie potrzeba nic więcej. Baba jest słodka w smaku, a jednocześnie jej słodycz jest lekko zdominowana dzięki gorzkiej czekoladzie, która zdobi jej wierzch. Do rozprowadzenia jej idealnie będzie pasować łopatka do rozprowadzania kremów http://szefkuchni.pl/elastyczny-noz-do-rozprowadzania-kremow-p-121.html. Baba ma wspaniały waniliowy zapach, który unosi się zaraz po jej przekrojeniu. Żeby nie zepsuć tego efektu można podać ją dzięki szpatułce z silikonu, która nie zostawia i nie zabiera smaku http://szefkuchni.pl/noz-do-serwowania-tortu-p-240.html. Cudowny smak dzieciństwa... Zawsze z niecierpliwością czekam aż nadejdzie świąteczny czas. Czas krojenia baby gotowanej...
madzia.g  (zobacz profil)
06.09.2012 22:07 odpowiedz
Pamiętam jak Prababcia rozkładała stolnice na wygasłym piecu, wyrabiała i wałkowała ciasto na amoniaczki. Później wykrawała z niego foremką duże kwiatki (prawie takie same jak foremką do wykrawania ciastek kwiatek ze sklepu szefkuchni.pl, z tym, że te foremki Prababci były metalowe i raczej monochromatyczne:), następnie wycinała w nich na środku małe okrągłe dziurki naparstkiem.

Prababcia smarowała nieupieczone ciastka roztrzepanym białkiem i posypywała cukrem z kryształkami. Kiedy byłam mała zwykły cukier zawsze wydawał mi się zbudowany z setek tysięcy kryształków, nie był taki miałki jak teraz. Później ciasteczka piekła w prodiżu, ciekawe czy ktoś jeszcze pamięta co to takiego, u mnie w domu stoi już dawno na strychu:) Po prostu Prababcia nie miała piekarnika. Te ciastka zawsze na nas czekały w specjalnym schowku, popakowane w grube materiałowe lub foliowe woreczki, przewiązane tasiemką zrobioną przez rozdarcie kawałka jakiegoś materiału.

W domu u Prababci wszystko miało swój zapach. Krzesło pachniało krzesłem, stary kafelkowy piec pachniał drzewem i dymem, a czekolada zawsze była schowana w lodówce i tak zmarznięta, że nie można jej było ugryźć, ale to nas nigdy nie powstrzymywało przed zjedzeniem jej. Podobnie było z amoniaczkami. Ciasteczka przechodziły zapachem Prabacionego domu, nawet po pewnym czasie woreczek w którym były ciastka pachniał Prababcią:)

A smak? Nigdy nie mogłam pojąć dlaczego te ciasteczka nazywają się amoniaczki, ja w nich czułam tylko przyjemny słodki ciasteczkowy smak, były niezwykle kruche, grube, ale kruche i puszyste, delikatne i lekkie. Najlepiej smakowały zanurzane wieczorem w świeżym, jeszcze ciepłym, pachnącym mleku:)

Poniżej wklejam link, do foremek do wykrawania ciastek - kwiatuszek (różne kolory), o których pisałam wcześniej:
http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-kwiatuszek-rozne-kolory-p-239.html

Pozdrawiam m.
06.09.2012 21:33 odpowiedz
Podczas rodzinnych spotkań, najczęściej przy świątecznym stole, moja mama wspomina pierwsze pieczone przeze mnie ciasto. Obowiązkowo dzieje się tak jesli na stole pojawia się babka.
Dawno, dawno temu piekarnik gazowy nie działał dobrze i ciasta w moim domu piekło się w piekarniku kuchenki "angielki". Miałam jakies 6-7 lat i postanowiłam upiec pierwsze w życiu ciasto. Tym pierwszym ciastem była babka piaskowa. Przepis znalazłam w zeszycie mamy. Podejść do ciasta było trzy, wszystkie tego samego dnia. Pierwszą babkę zjadły kury, bo zapomniałam do niej dodać cukru. Druga spaliła się na węgielek - ogień w piecu był za duży. Trzecia była właściwa-pięknie wyrośnięta, cudnie pachnąca i bardzo smaczna. Przyznać jednak muszę, że ognia w piecu pilnowała mama (miała z tego mojego pieczenia wiele radości i przyjemności). Przez ładnych kilka lat było to moje ciasto popisowe, którym zajadała się cała rodzina. Teraz, po wielu latach, chętnie upiekłabym je mojemu mężowi wykorzystując taką foremkę http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html
06.09.2012 21:31 odpowiedz
M oje myśli
O d razu kierują się na wieś gdzie
J ako dziecko jeżdziłam co wakację
ni E zapomne nigdy wołania cioci która zostawiała nam przed stodołą

W yśmienite drożdzowe bułeczki
m Y ślami próbuję przypomnieć sobie ich smak
P amiętam ich kształt zapach
I najlepszą konfiturę truskawkową
ni E zapomne nigdy tych ogromnych truskawek i naszej radości
K iedy je jedliśmy
I żebym mogła znów poczuć się jak dziecko

S ięgnąc musiałabym po
Z nakomitą silikonową formę
http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
E nergicznie wymieszać potrzebne składniki i upiec te bułeczki
F aktem niestety jest że przepisu cioci nie posiadam

K orzystam jednak z przepisów z tej strony i one pozwalają mi poczuć znów się dzieckiem
U śmiechnąc się znów jak kiedyś
CH wytając garściami tą chwilę
N ie zwracać uwagi na kalorie problemy troski
I być po prostu szczęśliwą od tak ....

L
06.09.2012 21:29 odpowiedz
Najlepsze ciasto jakie pamiętam z dzieciństwa to Izaura. Czyli ciemny, bardzo kakaowy, miękki spód, a na nim warstwa twarogu, polewa czekoladowa i obowiązkowo posypka. Takie połączenie murzynka z sernikiem. Pachniało zawsze aromatem rumowym i wiórkami kokosowymi. Do spodniej warstwy moja mama najpierw gotowała czekoladę -do dziś nie wiem jak, ale pamiętam, jak ucierała ją drewnianym tłuczkiem (taki kijek z kulą na końcu - nie wiem czy można to jeszcze gdzieś kupić, może na jakimś targu). Część tej czekolady była odstawiana na polewę, a do reszty mama dodawała mąkę i wylewała na blachę wysmarowaną masłem i obsypaną bułką tartą (blacha musiała być duża, jak ta: http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html ze względu na proporcje w przepisie i oczywiście smak ciasta. Było tak pyszne że każda blacha była na nie za mała:) ). Na ciemny spód dodawało się masę twarogową. Biały ser przemielony 3 razy przez maszynkę wymieszany z żółtkami, pudrem i wiórkami kokosowymi. I to wszystko razem do pieca. Potem obowiązkowo polewa czekoladowa, która była odlana na początku i kolorowa posypka (takie małe patyczki). Mimo, że mama czasem krzyczała, ciasto jedliśmy jeszcze lekko ciepłe (najlepsze).
Do dziś jak mama pyta jakie ciasto upiec, odpowiadam: Izaurę i przypominam sobie smak dzieciństwa.
emerald  (zobacz profil)
06.09.2012 21:06 odpowiedz
Wracając wspomnieniami do lat dzieciństwa na pierwszą myśl nasuwają mi się Święta Bożego Narodzenia. Ten smak i aromat wszystkich pyszności przygotowanych razem z mamą i siostrą(aż mi miło robi się na sercu). Większości osób kojarzą się one z zapachem pierników unoszących się z całym domu lub makowcami przesiąkniętymi rumem i bakaliami. Ja również się nimi zajadałam. Jednak dla mnie wtedy królowały kruche, złociste rurki nadziewane delikatną, puszystą, waniliową masą. Czasem z czekoladową niespodziankę, czasem bez. Bywały różne polane czekoladą, posypane gruba ilością cukru pudru. Jednak zawsze smakowały wspaniale. Ciasto było idealne kruche, rozpływające się w ustach, a masa ... hm... marzenie. Pamiętam jak zawsze z siostrą przy nadziewaniu rurek, podkradałyśmy dyskretnie masę paluszkami:).
Nie wiem czemu jednak ostatnimi laty tradycja robienia ich zanikła w moim domu.
Wiem jedno, że na przyszłe święta na pewno wrócę smakiem do lat dzieciństwa.
Zatracona we wspomnieniach, zapomniałabym o podaniu produktu:)
Bez wątpienia była by to kratka pod gorące naczynia: http://szefkuchni.pl/kratka-pod-gorace-naczynia-extra-duza-deluxe-p-287.html. Taki niepozorny przedmiot, ale bardzo potrzebny. Ja wykorzystywałabym go do studzenia moich wypieków.
Jest wielofunkcyjny, a to najbardziej lubię w przedmiotach.
06.09.2012 21:05 odpowiedz
Smakiem dzieciństwa jak dla mnie jest to zwykłe "drożdżowe z posypką" albo jak to się u nas na śląsku mówi "kołocz z posypką".
Kojarzy mi się ono z dzieciństwem ponieważ gdy mama go piekła ja byłam "drugą kucharką" która pomagał - znaczy wyjadała wszystko z każdej miski z jakiej się dało :D najważniejsza jest posypka (masło + cukier + mąka) oczywiście najlepsza była przed poukładaniem jej na ciasto, gdy tylko mama nie patrzyła od razu odrywało się kawałek i wcinało.
Oczywiście po włożeniu ciasta do pieca, zapach który rozchodził się w domu był niesamowity, obłędny, gdy go czułam, czekałam aż będzie gotowe i jeszcze ciepłe zjeść popijając mlekiem.
Smak... to dopiero był raj dla podniebienia, maślany smak posypki, ciepłe ciasto drożdżowe coś nierealnego, abstrakcyjnego !!!
Nawet teraz gdy wracam do domu i czuję zapach dobiegający z kuchni, dokładnie ten zapach z dzieciństwa, wiem że jestem w moim domu, w tym którym się wychowałam, w tym w którym jest najlepszy na świecie "kołocz z posypką" mojej mamy :D

ten produkt ułatwił by przekładanie ciasta drożdżowego z miski na blachę: http://szefkuchni.pl/mini-skrobaczka-do-miski-p-254.html
Chocolatik  (zobacz profil)
06.09.2012 20:54 odpowiedz
Zazwyczaj, gdy nadeszła ta upragniona chwila i wreszcie podróż do małego domku dziadków na wsi dobiegła końca, był już wieczór. Mała dziewczynka, zmęczona podróżą niedługo później zasypiała. Rano budził ją zapach cynamonu. Tak, to babcia piekła swoją słynną szarlotkę. Rozbudzona już Julcia wbiegała do kuchni. Pierwsze pytanie, jakie padało z jej ust to: "Kiedy będzie gotowe?". Odpowiedź zazwyczaj jej nie satysfakcjonowała. Bo jak babcia może jej kazać jeszcze ponad 15 minut na ulubione ciasto? Żeby zabić jakoś czas, dziewczynka wychodziła na dwór pobawić się ze zwierzętami lub pohuśtać na zawieszonej na konarach starego orzecha huśtawce. Po kilkunastu minutach z domku wychodziła staruszka z dwoma dużymi kawałkami szarlotki, każdy na oddzielnym, pięknym, porcelanowym talerzyku w róże. Jeden podawała uśmiechniętej dziewczynce, zaś drugi zabierała ze sobą na ławeczkę pod jabłonką. Chwilę później dołączała do niej wnuczka. Długo rozmawiały i dokładały kolejne kawałki. Wtedy budziła się powoli reszta rodziny. Po wejściu do malutkiej kuchni każdy starał się zlokalizować źródło jabłkowo-cynamonowego zapachu. Gdy wreszcie się udało nikogo nie dziwił brak ponad połowy blaszki ciasta. Od razu było wiadomo, że się spóźnili, mała Julcia była tam wcześniej! Dzięki dwóm największym "pożeraczkom" szarlotki każdemu został już tylko maluteńki kawałek. A biedna babcia będzie musiała upiec ciasto także na podwieczorek. Co tym razem? Znów szarlotka ze świeżymi jabłkami prosto z sadu oraz bezą, a to wszystko pod pierzynką z kruszonki? A może teraz murzynka lub zwykłe, drożdżowe z owocami? Nie wiadomo, babcia coś wymyśli. Ale tym razem dziewczynka, o imieniu Julia jej pomoże. Lubiła, lubi i będzie lubić gotować. Do końca świata i jeden dzień dłużej!
Wiele razy próbowałam odtworzyć ten smak, ale mimo przepisu od babci (która na szczęście jeszcze żyje, więc dane jest mi rozkoszować się jej smakołykami) u mnie w domu nigdy nie wychodzi tak dobra. U niej i z jej pomocą owszem. Ale w domu smak jest podobny, aczkolwiek nie identyczny. Może to wina jabłek, które nie są zrywane chwilę przed zrobieniem szarlotki, ale kupione na targu lub przywiezione ze wsi poprzedniego dnia? A może innych składników? Albo nowego piekarnika, miksera lub ubijaczek i innych sprzętów zamiast starych, sprawdzonych i niezawodnych? Chociaż to pewnie po prostu ta atmosfera przytulnego domku na wsi, której nie da odtworzyć się nawet w najpiękniejszym mieszkaniu w mieście.
Myślę jednak, że upieczenie idealnej szarlotki, takiej jaką piekła moja babcia byłoby łatwiejsze z tą formą: http://szefkuchni.pl/kwadratowe-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-28-cm-p-836.html
Poza tym naczynie z linku pięknie prezentowałoby się na stole, więc mogłabym śmiało zapraszać znajomych na kawę i kawałek ciasta.
06.09.2012 20:46 odpowiedz
Kuchnia mojego dzieciństwa jest nieodwołalnie połączona z domem moich dziadków – trafiałam do nich każdego dnia po szkole. Było mnie słychać już na schodach, a do mieszkania wpadałam zawsze z tym samym okrzykiem: „Babciu, jeść!”. Jak każde dziecko przekładałam smak słodki nad słony więc idąc pod babcinym oknem miałam nadzieję ‘wyniuchać’ coś z dodatkiem cukru. Najczęściej udawało się to w piątki, wtedy na stole królowały naleśniki, leniwe pierogi, ryż z cynamonem oraz – moje ulubione – placuszki z jabłkami. Cieplutkie, złociste, doprowadzające do szaleństwa zapachem jabłek i cynamonu... Pamiętam dziadka siedzącego przy kuchennym stole, obierającego jabłka – wtedy nie było takich obieraczek jak ta: http://szefkuchni.pl/obieraczka-dostosowujaca-sie-do-dloni-p-98.html i dziadkowi szło to nadzwyczaj wolno – albo to dla mnie czas zwalniał z powodu grających kiszek ;) Apetyt miałam zawsze wilczy, wydawało mi się, że nawet taka miska pełna ciasta http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-23cm-p-970.html nie podoła i nie uciszy burczącego brzucha. W końcu – dźwięk ciasta skwierczącego na patelni, rozkoszny zapach placuszków rozchodzący się po domu… Kiedy cukier puder lądował na stole wiadomo było, że obiad już blisko. Należało wtedy szybko skończyć zupę i czekać na niebo w gębie… ;)
06.09.2012 19:54 odpowiedz
Jednym z najcudowniejszych wspomnień z dzieciństwa jest pieczenie drożdżowego ciasta z moją mamą. Nawet teraz uśmiecham się na samą myśl o tym, jak w obszernych fartuchu w drobne kwiatki drewnianą łychą wyrabia ciasto, posypuje je porzeczkami i agrestem, a następnie przykrywa owoce kołderką ze słodkiej kruszonki. Smak ciepłego ciasta upieczonego z miłości nie sposób zapomnieć. Gdybym potrafiła upiec to ciasto tak dobrze jak mama chciałabym, aby miało kształt serca: http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html
Sarenka  (zobacz profil)
06.09.2012 19:44 odpowiedz
Z dzieciństwa pamiętam jak często w sobotę mama piekła Murzynka. Pamiętam jak czekałam aby moc wyskrobać garnek z resztek surowego ciasta, jak mama przelała je już do tortownicy. To surowe ciasto było takie pyszne :) Mama używała garnka do wymieszania ciasta (pewnie dlatego, ze na początku trzeba rozpuścić margarynę z cukrem, wodą, kakaem i dopiero do ostudzonego ciasta dodać make z proszkiem i jajka). I dlatego tez to garnek był przez mnie wyskrobywany, a nie np. miska :) Do wymieszania ciasta (nie tylko tego :)) przydatna byłaby miska http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html. Od tych sobotnich wypieków mamy zaczęła się moja przygoda w kuchni ze słodkościami. Właśnie ten Murzynek był pierwszym ciastem jakie sama upiekłam :)
szmilka  (zobacz profil)
06.09.2012 19:35 odpowiedz
Najlepszy wypiek dzieciństwa? Ciasteczka "Kocie oczka" - kruche ciasto, słodko-kwaśne nadzienie z dżemu porzeczkowego domowej "roboty", oprószone cukrem pudrem . A do wykonania takich ciasteczek niewątpliwie przydałyby się foremki do wycinania: http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-okragla-rozne-kolory-p-233.html :))
kiniaczek  (zobacz profil)
06.09.2012 19:02 odpowiedz
Smakiem, który najlepiej pamiętam z dzieciństwa, jest murzynek mojej cioci... Jak dziś pamiętam ten głęboko czekoladowy smak, lekko wilgotne ciasto posypane cukrem pudrem... Oraz mały wypadek gdy pomyliłyśmy cukier z solą! :) Przyjeżdżałam do niej i od razu zabierałyśmy się za robienie ciasta, oczywiście przy użyciu najlepszych na świecie powideł domowej roboty mojej prababuni. Kuzyni podjadali ciasto zanim jeszcze trafiło do piekarnika. Cudowny zapach od którego aż ciekła ślinka roznosił się prędko po całym domu, a gdy ciasto było już gotowe, nie zdążyło dobrze ostygnąć a już znikało bez śladu. Dziś robię to ciasto sama, a żeby trochę urozmaicić stary dobry przepis upiekłabym je w silikonowej foremce w kształcie serca - http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html i podała mojemu Ukochanemu, aby też mógł skosztować tych pyszności :)
06.09.2012 18:42 odpowiedz
Charakterystyczny zapaszek przypalonych ciasteczek wydobywający się z archaicznego gazowego piekarnika mojej babci. Ciasteczek wyciskanych przez ustrojstwo montowane do maszynki do mięsa. Oczekiwanie na swoją kolej przy kręceniu korbką maszynki. Babcia w wykrochmalonym fartuchu i chustce na głowie. Okruchy wspomnień z dawien dawna, tak jak okruchy ciasteczek. Babciu, teraz mogłabyś używać specjalnej maty http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html i już nie musiałabyś się martwić, że znów będzie trzeba skrobać blaszki. Mam nadzieję, że dali Ci tam "na górze" porządną kuchnię i gdy się spotkamy, znów coś razem upichcimy.
sweethappiness  (zobacz profil)
06.09.2012 18:11 odpowiedz
najlepiej wspominam murzynka mamy. pamiętam jak jego słodki, czekoladowy zapach unosi się po domu. Ciasto zawsze było lekkie i puszyste, przełożone domową marmoladą z brzoskwiń. Nigdy nie zapomnę smaku czekolady i brzoskwiń zmieszanego razem w tej idealnej kompozycji. Często pomagałam mamie mieszać składniki, a później wylewać ciasto na blachę. Myślę, że idealna do tego była by ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html forma. Pamiętam też, że po włożeniu ciasta do piekarnika niecierpliwie czekałam aż będzie gotowe i zaglądałam do środka co jakiś czas żeby zobaczyć czy urosło..
06.09.2012 18:11 odpowiedz
MIODOWNIK, bo Święta Bożego Narodzenia bez miodownika są gorsze nić bez choinki.

Już od dzieciństwa i tak co roku,
tuż przed Wigilią dotrzymuję w kuchni mamie kroku.
Lepię pierogi, kompot gotuję,
miodownika z utęsknieniem wyczekuję.
Od lat ten sam, najlepszy, wspaniały,
smak sernika jest niebywały!
Ciasto jego kruche, z miodem więc złociste,
wonią swoją kusi, toż to oczywiste.
Ser w sam raz słodki, z dodatkiem budyniu, gotowany,
gęstnieje bardzo szybko dlatego pod czujnym okiem mamy
stoję nad garnkiem z łyżką drewnianą i mieszając energicznie
wysłuchuję (nie do końca cierpliwie) "uważaj bo spalisz garnek" powtarzanego notorycznie.
Kiedy ser jest już gotowy razem z mamą wspólnie działamy,
trzy ostudzone placki w czystej foremce gorącą masą zalewamy.
Na końcu rozpuszczoną czekolądę po wierzchu rozprowadzamy
i tak przygotowane ciasto w kuchni przy otwartym oknie do ostygnięcia zostawiamy.
A poniewaz pieczemy go tylko w okresie Świąt Bożego Narodzenia,
miodownik bardziej niż piernik czy makowiec cieszy nasze utęsknione podniebienia.

Z uwagi na to, iż placki niezwykle łatwo (bo jakżeby inaczej) połamać można podczas wyciągania z blaszki, nieoceniona podczas pieczenia byłaby pomoc tej oto silikonowej foremki http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html

Pozdrawiam
06.09.2012 18:09 odpowiedz
Kiedy wspominam dzieciństwo, to widzę siebie ubraną w żółtą sukienkę, niebieski sweterek, ciepłe rajstopy i ulubione czerwone lakierki. Siedząc na drewnianym krześle z przejęciem machałam nogami, patrząc jak Babcia wyciąga mąkę, cukier, mleko i drożdże. Szybko zeskoczyłam i podeszłam do Babci, która zaczęła podgrzewać mleko na drożdżowy rozczyn. "Wyciągnij proszę miskę na ciasto.. Tą porcelanową." Z radością stanęłam na krześle, ale już po chwili moją radość przyćmiło skupienie, malujące się na mojej twarzy, podczas wyciągania tej dużej ("Nie takiej dużej", powiedziałaby Babcia) miski. Moje małe rączki delikatnie położyły ją na blat. Miska, w której Babcia wyrabiała ciasto była z białej porcelany (oraz była bardzo podobna do tej: http://szefkuchni.pl/porcelanowa-miska-do-mieszania-ciasta-srednia-p-798.html). Babcia szybko wrzuciła podgrzane mleko, rozpuszczone z cukrem drożdże, oraz mąkę. Z zapałem zapytałam "Babciu, mogę pomieszać, proszę!". Kiedy tylko usłyszałam potwierdzającą odpowiedź, od razu zabrałam się za mieszanie. Starałam się robić to dokładnie, ale później Babcia przemieszała raz jeszcze, żeby nie było żadnych grudek. Odstawiła miskę na najwyższe kuchenne szafki i przykryła ściereczką. W tym czasie przygotowałyśmy resztę składników, wyciągając je z kuchennych kredensów. Babcia chwyciła mnie za rękę i powiedziała "Ubierz butki, pójdziemy po jajka do kurnika oraz po dwa słoiczki jagód. Zostanie trochę słodkiego soku, więc rozrobię ci go z wodą, będziesz miała pyszny soczek jagodowy do picia. Chcesz?" - zapytała, a ja pokiwałam głową. Ubrałam więc buty i nałożyłam sweterek i poszłam z Babcią do kurnika. Wzięłyśmy trzy jajka, po drodze wstępując do spiżarni po jagody. Kiedy wróciłyśmy do domu, Babcia ściągnęła miskę z rozczynem. Z przejęciem zajrzałam do środka. Byłam zaskoczona kiedy zobaczyłam, że "ta brązowa masa urosła". Babcia uśmiechnęła się i dodała pozostałe składniki. Przez kilkanaście minut wyrabiała ciasto na stolnicy, potem uformowała kulę i włożyła do miski, po czym ponownie przykryta miska zawędrowała na szafkę. "Chodź, teraz ciasto urośnie, a my pójdziemy do ogródka, a później weźmiemy trochę jabłek ze spiżarni". Wyszłyśmy więc we dwie. Jesienny wiatr owiewał mi buzię, jakby był wspomnieniem po moich ulubionych owocach: truskawkach, malinach, jagodach. Ale Babcia umiała zatrzymać czas! Przecież oto w środku jesieni ciasto drożdżowe rośnie, by upiec z niego przepyszne jagodzianki. Trzymając Babcię za rękę, spacerowałam po ogródku, powoli nie spiesząc się i obserwując każdy obiekt zainteresowania z niebywałą dokładnością. Tak upłynęła godzina. Wróciłyśmy do domu, babcia odsączyła jagody od soku, po czym sok przelała do dzbanka i odstawiła na stół. Wzięła misę z ciastem, uśmiechając się, kiedy wydałam okrzyk zachwytu. Podzieliła je na szesnaście części (wtedy nie szesnaście, tylko "dużo kawałków ciasta") po czym każdą nadziewała jagodami. Ułożyła je na prostokątnej blasze, przykryła i włączyła piekarnik. Po dwudziestu minutach wyciągnęła kruszonkę, którą zrobiła rano "kiedy jeszcze mnie nie było", posypała nią jagodzianki i włożyła do piekarnika. Usiadłam więc przed piekarnikiem i spoglądając na zegarek (z którego jeszcze zbyt dobrze nie umiałam korzystać) wyczekiwałam na wypiek. "Chodź, nie siedź tak przed piekarnikiem, bo nie wyrosną. Rozrobiłam ci soku, weź szklankę to ci naleję." - powiedziała, a ja powtarzając "Soku, soku, soku" popędziłam w jej kierunku z największą szklanką jaką udało mi się znaleźć. Po kilkunastu minutach Babcia wyciągnęła jagodzianki. Pięknie wypieczone, z błyszczącą skórką i chrupiącą kruszonką trafiły na deskę. "Babciu, a czemu one się tak błyszczą?" - zapytałam. "Bo posmarowałam je jajkiem i mlekiem" - odpowiedziała, ale ja z oburzeniem dodałam "Ale ja tego nie widziałam, jak smarowałaś". "No już dobrze, dobrze. Nie smuć się. Jak ostygną, to spróbujesz, a teraz naleję ci mleka". Siedziałam i z niecierpliwieniem kręciłam się na krześle ile tylko mogłam. Zapach ciasta drożdżowego i słodkich jagód roznosił się w całym domu. Po kilkunastu minutach ("to nie było kilkanaście minut, tylko wieczność!") Babcia wręczyła mi jedną, największą jagodziankę. Szybko ugryzłam najlepszą jagodziankę na świecie! Pyszne, pulchne i mięciutkie ciasto wraz z chrupiącą kruszonką i słodkimi jagodami. Uwielbiałam mieć fioletowy język, ręce, mogłam nawet ubrudzić najlepszą i najładniejszą sukienkę, byle by tylko spróbować tych najlepszych jagodzianek!
06.09.2012 17:19 odpowiedz
Postawię na najbardziej rodzinny wypiek- bożonarodzeniowe pierniczki, więc… cofnijmy się w czasie. Jest zimna, grudniowa niedziela, za oknem śnieg sypie jak szalony, nikomu o zdrowych zmysłach nie chce się wyściubić nosa na mróz, nic tylko wskoczyć w gruby sweter, wełniane skarpety i zakopać się z książką pod kocem. Jednak w pewnym niedużym mieszkanku na drugim piętrze nikomu nie w głowie zimowe rozleniwienie. W jednym pokoju wariują cztery rozwrzeszczane i rozchichotane dziewczynki, w drugim urzędują równie głośni dorośli. Ale… wraz z pojawieniem się dna w kubku kawy zaczyna się magia. Cztery żywiołowe dziewczynki siedzą wokół wielkiego, drewnianego stołu i jak zaczarowane czekają na zagniecenie piernikowego ciasta. Gdy tylko nikt nie patrzy niektóre małe paluszki pchają się do słoika z miodem, podczas gdy inne robią dziury w kuli aromatycznego, brązowego ciasta. Wreszcie ciasto zostaje rozwałkowane i do pracy przystępują małe kuchareczki wraz z całym arsenałem foremek: serduszkami http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozne-kolory-p-232.html, gwiazdkami http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-gwiazdka-rozne-kolory-p-234.html, kwiatuszkami http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-kwiatuszek-rozne-kolory-p-239.html i całym mnóstwem innych. Z piekarnika wychodzą oddziały gorących piernikowych ludzików, mikołajów i aniołków, a stolnica ustępuje miejsca miseczkom z kolorowymi lukrami, orzechami, rodzynkami, cukierkami, wiórkami kokosowymi i suszonymi owocami. Wyobraznia małych dekoratorek nie zna granic, tak samo jak ich łakomstwo. W końcu po co myć rączki po słodkim lukrze skoro można je oblizać? Po kilku godzinach zachwycone i dumne cukierniczki podziwiają swoje małe dzieła, a dwie skonane mamy patrzą to na swoje brudne, polukrowane córki, to na kuchnię wyglądającą jak po przejściu huraganu i szczerze zastanawiają się nad zatrudnieniem ekipy sprzątającej. W końcu uśmiechają się i mówią „Musimy to powtórzyć za rok”.
I tak powtarzamy to co rok, chociaż ani ja ani moje siostry już nie jesteśmy dziewczynkami. Teraz czekamy na nowe pokolenie kuchcików. Jednak w dalszym ciągu nie możemy się oprzeć podjadaniu lukru:)
ptysiek  (zobacz profil)
06.09.2012 17:11 odpowiedz
Ciastem mojego dzieciństwa jest zdecydowanie jabłecznik mojej mamy. Moja babcia nigdy nie pozwalała w kuchni niczego dotykać mojej mamie tylko można jej było patrzeć i w ten sposób się uczyć. Więc jak mama dorosła i poznała swojego męża ( a mojego tatę) sama się musiała nauczyć piec i gotować. Ten jabłecznik "stworzyła" metodą prób i błędów aż znalazła przepis idealny. Do tej pory pamiętam jak wracałam zmęczona i załamana ze szkoły z ciężkim plecakiem, a już w progu drzwi było czuć jabłkami i cynamonem. A kiedy się go jadło to dosłownie rozpływało się w ustach. Lubię ciasta, staram się wszystkiego próbować ale nic we wszechświecie nie będzie dla mnie nigdy lepsze niż jabłecznik mamusi :) On zawsze poprawiał mi humor, a wystarczyło tylko poczuć zapach. I choć wiele razy mama próbowała mnie nauczyć piec to ciasto, ono nigdy nie było tak idealne jak jej... Może to dlatego, że w każdym kęsie tego ciasta był kawałek jej :)
A do jego wypieku nadawało by się idealnie http://szefkuchni.pl/patyczek-do-sprawdzania-ciasta-serce-pokrowcem-p-266.html . Jako, że patyczek jest w kształcie serca, a serce moja mama na pewno wkładała całe do pieczenia jabłecznika. :)
niekiedy  (zobacz profil)
06.09.2012 16:51 odpowiedz
smak dzieciństwa? zdecydowanie zebra. czasy były siermiężne, a nasze (moje i Mamy) sobotnie pieczenie niczym kuchenne akrobacje. kiedy wysiadł nam mikser, mieszadło mocowałyśmy w wiertarce :) nie miałyśmy piekarnika tylko prodiż, który pod koniec pieczenie trzeba było otwierać i dopiekać spód na odwróconej do góry nogami pokrywie położonej na solidnym garnku. mimo to Mama potrafiła wyczarować w kuchni pyszności. zebra to ciasto, którego przygotowania nie mogłam się nadziwić :). przede wszystkim jak żadne inne, które wówczas znałam, wymagało dodatku oranżady, poza tym mieszane było w dwóch miskach (oddzielnie część jasna i kakaowa), łączone poprzez wlewanie na zmianę po łyżce z każdego koloru i ten efekt końcowy po przekrojeniu! czysta magia. dzieciństwa oczywiście :). był jeszcze jeden rytuał - niecierpliwe sprawdzanie czy już się upiekło. i ginąca nam ciągle "zaderka". zdecydowanie przydałby nam się taki piękny patyczek:

http://szefkuchni.pl/patyczek-do-sprawdzania-ciasta-serce-pokrowcem-p-266.html

jejku, jak to wszystko dzisiaj nierzeczywiście brzmi!
Jeż Europejski  (zobacz profil)
06.09.2012 16:32 odpowiedz
Na hasło 'wypiek dzieciństwa' moja odpowiedź może być tylko jedna - murzynek mojej babci. Szczerze mówiąc, nie pamiętam ani tego, jak wyglądał, ani jak smakował. Pamiętam za to, że kiedy ciasto już się piekło, zawsze dostawałam do oblizania wielką drewnianą łyżkę i zieloną, emaliowaną miskę i chowałam się z nimi pod stół kuchenny, żeby mama się nie dowiedziała (nie pozwalała mi jeść surowego ciasta, za to babcia owszem :). I właśnie takie resztki surowego, murzynkowego ciasta, którymi zajadałam się pod stołem, są dla mnie smakiem dzieciństwa! Mam zeszyt z przepisami babci, także odtworzenie babcinego murzynka dla moich dzieci w przyszłości nie powinno stanowić problemu. Ale za to zamiast drewnianej łyżki, wypadałoby użyć czegoś nowocześniejszego - http://szefkuchni.pl/nylonowa-lyzka-30-cm-p-416.html
06.09.2012 16:31 odpowiedz
Jako małe dziecko nie mogłam doczekać się świąt ciotka z Niemiec przysyłała kakoa i rodzynki a moja mama czarodziejka piekła murzynka.
Gdy wstawiała cisto do piekarnika to nie mogłam się napatrzeć przez szklane drzwiczki kiedy urośnie, potem gdy już je wyjmowała nie mogłam doczekać aby wystygło, by móc poczuć je w swoich ustach, zapach rozchodziła się po całym mieszkaniu, ślina w ustach już czuła smak, choć język mi uciekał, a małe rączki nie mogły dosięgnać pyszności. Potem mamuśka polewała cisto przygotowaną wcześniej czekoladową polewą, któa ociekała po cieście w majestatyczny sposób. A potem jak już ciasto było gotowe to słyszałam tylko siadamy do kolacji, moja pragnienie ciasta było tak wielkie że własnie tego jednego dnia w roku zjadałam wszystko co mi nałożono na talerz tylko poto by uczcić to przejedzenie rozpływającym się w ustach czekoladowym ciastem, którego choć byłam objdzona chciałabym zjeść nieskończone ilości by móc nasycić moje wszelkie zmysły. Poczuć jak czekolada roztapia się na moich ustach to bezcenne wspomnienie.
Rytuał przygotowywania wypieku był dość czasochłonny i potrzeba było wielu sprzętów do jego zrobienia, ja zawsze uwielbiałam ten, który doprowadzał mnie do wymarzonej mety -czyli pan widelczyk do ciasta we własnej osobie :) http://szefkuchni.pl/widelczyk-do-ciasta-zestaw-szt-drewnianej-tacce-kolorow-p-897.html
Kedziorek  (zobacz profil)
06.09.2012 16:29 odpowiedz
Mój smak ciasta z dzieciństwa to Pleśniak mojej mamy, przy którym zaczęły się moje kulinarne podboje. Pleśniak..słodko-kwaśny i rozpływający się w ustach..z chrupiącą kruszonką na wierzchu i pyszną chmurką piany z białek, którą zawsze ubijałam ja. Tak trudno opisać ten niebiański smak.. Już nigdy nie udało mi się znaleźć przepisu, z którego wyszedł by taki sam Pleśniak, a recepture na tamten mama zabrała ze sobą zbyt młodo odchodząc z tego świata...
Zapewne ta foremka spodobała by się mamie i Pleśniak pięknie by się w niej prezentował http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html
06.09.2012 15:57 odpowiedz
Najlepszy, najsmaczniejszy i najbardziej sentymentalny wypiek z dzieciństwa ? To 'mamusiny' murzynek! Nikt go tak nie robi jak ona. Chociaż najlepszą częścią dla mnie było 'wylizywanie' miski po lejącym cieście. To dopiero była frajda. I tyle bitew stoczonych z siostrą o to, która dzisiaj dostąpi zaszczytu wyczyszczenia miski. Do dzisiaj nie potrafię zapomnieć tego zapachu i smaku upieczonego, jeszcze gorącego ciasta, które zawsze musiałam podkraść z formy nawet pod groźbą kary. Był tego naprawdę wart! A dzisiaj z chęcią do tego wypieku użyłabym kwadratowej formy ( http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ). Gdybym tylko taką miała pieczenie byłoby jeszcze przyjemniejsze i z chęcią bym się z Wami podzieliła... gdybym miała stuprocentową pewność, że jeszcze ciepłego sama bym nie zjadła. ;)
paulinam  (zobacz profil)
06.09.2012 15:41 odpowiedz
gdy zamykam oczy widzę moja rodzinę siedzącą w ogródku u ciotki grażyny. jest lipcowe popołudnie. powietrze pachnie ogrodem, kwiatami , pomidorami i ogórkami , tata z wujkiem szykują grilla, mama z ciotka siedza na leżakach wystawiaja buzie do słonka, moi kuzyni jak zawsze się wygłupiaja a ja z moimi kuzynkami kłócimy sie o kolejke na huśtawce, zawieszonej na starej jabłonce. stolik ugina sie od smakołyków. jest świeży chleb, ogórki małosolne, zimny kompot, mięsko w marynacie, które czeka na wrzucenie na ruszt i jest ono , moje ulubione, jedno jedyne!! ucierane ciasto z czerwonymi porzeczkami i lekko ciągnąca bezą na wierzchu. ten smak , ten zapach. lekko słodki spód, kwasne jak diabli porzeczki ( które kilka godzin wcześniej obrywałyśmy z krzaka) i słodka , rumiana ciągnąca w środku, a krucha na zewnątrz beza. tak , to jest smak mojego dzieciństwa!!! to ciasto jedzone koniecznie w ogródku, w cieniu rozłożystej śliwy lub na upragnionej huśtawce pod jabłonką.
wiele raz próbowałam je zrobic ale nie smakuje tak jak lata temu. wiem ,że bedę dalej próbowała, a pomocna mi bedzie kwadratowa forma do ciasta http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
Dąbrownik  (zobacz profil)
06.09.2012 15:21 odpowiedz
W domu zawsze gotowała babcia. Ziemniaki w mundurkach wyjadane z wielkiego gara, smażone jajka z mąką (przepyszny wynalazek babci, nie do podrobienia), warzywa z ogrodu opłukane w zimnym strumieniu wody z najprawdziwszej studni no i drożdżak... z węgierkami lub jagodami przyniesionymi z lasu... Słodki, mięciutki i pulchny, na którego dmuchało się żeby już ostygł, żeby można było go jak najszybciej zjeść (mama krzyczała, że będzie bolał brzuch!), żeby umazać buzię owocami a nosem zdmuchnąć cukier puder z powierzchni ciasta. Babcia zawsze piekła drożdżak w starej blasze, wykładanej papierem śniadaniowym, którego brak najczęściej okazywał się w momencie wyrastania ciasta:) Jako najmłodszej to właśnie mi przypadał "zaszczyt" pojechania rowerem do sklepu po papier. Dziś sprawę ułatwiłaby silikonowa forma http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html A ja mogłabym wówczas poświęcić się zaglądaniu pod ściereczkę i sprawdzaniu czy to już...
Kokosanka  (zobacz profil)
06.09.2012 14:42 odpowiedz
Sernik! Niby zwykły ale jednak nie do końca. Z racji tego, że moja mama jest lekarzem rzadko bywała w domu i piekła ciasta właściwie wyłącznie w okresie świątecznym więc czekało się na nie bardziej niż na prezenty. Najlepszy był sernik wiedeński z wiejskiego twarogu (przywożonego od babci) przecieranego prze drobne sito. Tak, przecieranego a nie mielonego. Zabierało to niesamowitą ilość czasu i energii ale efekt.... powalający. Zwarty, ciężki a jednocześnie kremowy, z dużą ilością rodzynek, coś niesamowitego.

http://szefkuchni.pl/profesjonalne-sitko-ze-stali-nierdzewnej-22-cm-p-407.html - takie sito nadałoby się idealnie do tego sernika
grabosia1  (zobacz profil)
06.09.2012 14:27 odpowiedz
Z dzieciństwem przypomina mi się zapach drożdżowca. Ciasto zapomniane często przez nowoczesne panie domu, ale dla mnie jest ikona cukiernictwa. Jest dla mnie wyjątkowym wypiekiem ponieważ pieczony był tylko na święta, kiedy tata był w domy, ponieważ niezbędne były silne męskie ręce do wyrobienia ciasta. Zasiadał przed wielką blaszana michą, a mama wrzucała kolejne składniki.. Mama dbała o ciepło i dobra atmosferę, ponieważ przekonana jest, że kłótnie dają jedynie zakalca.... Kiedy wracałam poźnym popołudniem ze szkoły czułam słodki zapach wszędzie unoszącego się drożdżowca. Kiedy był jeszcze ciepły mój brat wyjadał kruszonkę, ja jednak nie miałam tak silnej woli i jeszcze ciepły mimo krzyków babci, że będzie bolał mnie brzuch, kroiłam i zjadałam z mlekiem... brzuch jednak nigdy nie bolał ;) Do tej pory gdy wracam na święta czuje już w drzwiach zapach drożdżowca i wiem że zaczyna się magiczny czas!
rajska mieszanka  (zobacz profil)
06.09.2012 14:15 odpowiedz
Mam jedno bezcenne wspomnienie z dzieciństwa, związane z osobą najważniejsza w moim życiu, czyli moim tatą. Był kucharzem-amatorem, ale dla małej dziewczynki, jaką wtedy byłam, stał się prawdziwą gwiazdą kuchni! We wczesnych latach 90-tych robił ze mną po powrocie z przedszkola babeczki z rodzynkami w niewielkich formach z pofalowanej blachy, babki wyrastały na proszku i były bardzo słodkie. Samo ciasto miało słomkowy kolor i tylko gdzieniegdzie widoczne były ciemne plamki rodzynek. Pamiętam, że w całym domu pachniało wspaniałym ciastem, delikatnym i puszystym, czekałam cierpliwie aż wyjdą z piekarnika i będę mogła dostać kawałek ciepłego(jeszcze parującego) ciasta z ulubionymi rodzynkami. Przypominam sobie, że największym wyzwaniem było podzielenie ciasta i przełożenie go do foremek, dzisiaj mogłabym użyć z powodzeniem takiej szpatułki, ale kiedyś ich nie było:
http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html
ciotka_imogena  (zobacz profil)
06.09.2012 14:10 odpowiedz
Z dzieciństwa najmilej wspominam drożdżowe ciasto z jabłkiem mojej Babci :) Towarzyszyło mi ono o każdej porze roku, bo Babcia póńym latem szykowała prazoną antonówkę do słoików. Nie było nic milszego niż podwieczorki z kubkiem herbaty i ciepłym jeszcze ciastem. Słodycz jabłek, chrupiaca maslana posypka i lukrowa polewa sprawiały, że czułam się jak Niebie :) A czego użyłabym do tego wypieku? MOże to zabrzmi dziwnie ale widelca (np. http://szefkuchni.pl/widelec-kolor-kosci-sloniowej-p-922.html) Babcia nauczyła mni, że aby ciasto drożdżowe nie "napuchło" brzydko w piecu nalezy je własnie ponakłuwać przed nałożeniem masy jabłkowej :) Chyba zaraz skoczę wyrabiać drożdżowe ciasto... ;)
boobook  (zobacz profil)
06.09.2012 14:01 odpowiedz
Smak dzieciństwa to smak pysznej jedynej prawdziwej szarlotki pieczonej przez moją babcię... Tylko ona umiała takie piec. Zawsze gdy kończyło się lato (ot tak jak dziś), kiedy pod antonówką zalegały w ogrodzie stosy jabłek, dom pachniał cynamonem, a w kuchni aż biało było od mąki. Dziś na pewno do jej przesiania babcia używałaby takiej przesiewaczki http://szefkuchni.pl/31-przesiewacz-do-cukru-maki-p-544.html. W ogóle dziś łatwiej by się jej piekło. Mogłaby utrzeć jabłka na takiej tarce http://szefkuchni.pl/duza-tarka-piramidka-stal-nierdzewna-p-357.html, a wszystko zważyć na tej wadze http://szefkuchni.pl/waga-kuchenna-p-229.html. Chociaż... babcia zawsze robiła wszystko na oko. Może dlatego jej szarlotka była tak wyjątkowa, niepowtarzalna, lekko kwaskowa od antonówek, cudownie aromatyczna od cynamonu. A ciasto do dziś paniętam jak nakłuwała je widelcem, wykladała na tę największą kwadratową blachę "piekarnikową", a potem drewnianym patyczkiem sprawdzała czy już się upiekło. Szkoda że nie miała takiego patyczka http://szefkuchni.pl/patyczek-do-sprawdzania-ciasta-serce-pokrowcem-p-266.html... Jeszcze na ciepło sypałyśmy wszystko cukrem puderem i chociaż mama krzyczała że jeszcze gorąca, nikt jej nie słuchał...
A najlepsze były w niej te ciepłe, kruche brzegi...
boobook  (zobacz profil)
06.09.2012 14:00 odpowiedz
Smak dzieciństwa to smak pysznej jedynej prawdziwej szarlotki pieczonej przez moją babcię... Tylko ona umiała takie piec. Zawsze gdy kończyło się lato (ot tak jak dziś), kiedy pod antonówką zalegały w ogrodzie stosy jabłek, dom pachniał cynamonem, a w kuchni aż biało było od mąki. Dziś na pewno do jej przesiania babcia używałaby takiej przesiewaczki http://szefkuchni.pl/31-przesiewacz-do-cukru-maki-p-544.html. W ogóle dziś łatwiej by się jej piekło. Mogłaby utrzeć jabłka na takiej tarce http://szefkuchni.pl/duza-tarka-piramidka-stal-nierdzewna-p-357.html, a wszystko zważyć na tej wadze http://szefkuchni.pl/waga-kuchenna-p-229.html. Chociaż... babcia zawsze robiła wszystko na oko. Może dlatego jej szarlotka była tak wyjątkowa, niepowtarzalna, lekko kwaskowa od antonówek, cudownie aromatyczna od cynamonu. A ciasto do dziś paniętam jak nakłuwała je widelcem, wykladała na tę największą kwadratową blachę "piekarnikową", a potem drewnianym patyczkiem sprawdzała czy już się upiekło. Szkoda że nie miała takiego patyczka http://szefkuchni.pl/patyczek-do-sprawdzania-ciasta-serce-pokrowcem-p-266.html... Jeszcze na ciepło sypałyśmy wszystko cukrem puderem i chociaż mama krzyczała że jeszcze gorąca, nikt jej nie słuchał...
A najlepsze były w niej te ciepłe, kruche brzegi...
Tashmine  (zobacz profil)
06.09.2012 13:58 odpowiedz
Czy w obecnych czasach wysokiej technologii ktoś jeszcze pamięta o kamionkowych makutrach? Ja wciąż pamiętam..
Dzieciństwo upłynęło mi w ubogiej, wielodzietnej rodzinie. Moja mama piekła tylko od święta. Nie dlatego, że jej się nie chciało, czy nie miała czasu – była przecież bezrobotna – ale dlatego, że nie mogliśmy sobie pozwolić na takie przyjemności. Jednakże gdy święta się zbliżały, pieczenie stawało się czynnością rytualną. Cały dom wypełniały niesamowite zapachy wydobywające się nie z piekarnika elektrycznego, a bratrury. Zwodzona przez owe wonie, przybiegałam w te pędy z podwórza do kuchni, by pomóc w świątecznych wypiekach. Mama sadowiła mnie wówczas na ławie i podawała starą makutrę, w której ucierałam ciasto za pomocą drewnianej pałki. I choć ręce bolały, choć było ciężko, była to moja ulubiona czynność w przygotowaniach do świąt.
W pamięć zapadła mi szczególnie babka piaskowa z kandyzowaną skórką pomarańczy, którą zawsze piekłyśmy na święta wielkanocne. Po dziś dzień pamiętam ten bajeczny zapach cytrusów.. Obłędnie pyszne, sprężyste i żółciutkie dzięki swojskim jajom ciasto polane lukrem cytrynowym.. Mama musiała chować gotową już babkę co roku w innym miejscu, by nikogo nie kusiło do uszczknięcia sobie kawałka. A gdy nadchodziła Wielka Sobota, udawałam się z koszykiem do kościoła, by poświęcić pokarmy. Wówczas dumnie stałam przekonana, że każdy czuje ten niesamowity zapach skórki pomarańczowej, przez co wszystkim cieknie ślinka.
I choć lubiłam wszystkie mamine wypieki, ten zawsze był na pierwszym miejscu, bo radował nie tylko podniebienie.
Kilka lat temu, mama przez nieostrożność rozbiła wiekową makutrę. Myślę, że niezgorzej spisałaby się miska do mieszania ciasta z melaminy, o ta: http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html Z pewnością o wiele lżejsza i trwalsza. Nie sprawiałaby również kłopotu przy ręcznym zmywaniu naczyń w porównaniu do wnętrza makutry pokrytego rowkami, w których za każdym razem gromadziło się ciasto..
Martynix  (zobacz profil)
06.09.2012 13:54 odpowiedz
Zdecydowanie najlepszym i najbardziej z dzieciństwa było wybitnie niesamowite ciasto drożdżowe mojej prababci...
Wyrabiała je bardzo starannie, a potem piekła trzy blachy: jeden sernik, jeden makowiec i jedno z samą kruszonką ( i tutaj na pewno przydałaby się jej taka oto blaszka http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html, a nawet trzy :})
No i ten zapach pieczonego ciasta drożdżowego rozchodzący się po całym domu, warowanie pod piekarnikiem i pochłanianie jeszcze ciepłego (i groźby prababci, że będą nas bolały brzuchy!) mięciutkiego, rozpływającego się w ustach ciacha na huśtawce w ogrodzie z kubeczkiem prawdziwego, świeżego mleka... Nie zapomnę nigdy tamtych smaków i zapachów! Aż mnie chęć naszła :}
06.09.2012 13:16 odpowiedz
Najlepszy wypiek mojego dzieciństwa to zdecydowanie ciastka kruche z cukrem! Ale nie takie jak się kupuje w sklepie, te były o niebo lepsze - pulchne, mięciutkie i okropnie się kruszące...
Zabawa zaczynała już się w trakcie pieczenia, gdy podawałam wszystkie składniki. Do dziś jest mnóstwo śmiechu i babcia wspomina rozmowę jaka się odbywała za każdym razem:
- Teraz podaj amoniak.
- To co śmieldzi?
- Też, ale dzięki temu są te Twoje bąbelki.
- Aha, to mozie być.
Po czym z odpowiednią miną podawałam nieszczęsny składnik.
Do moich zadań należało także wycinanie ciasteczek. Wybór miałam ograniczony, bo była tylko foremka w kształcie tzw. katarzynki, a gdy zaczęłam się domagać, że chcę inną babcia do repertuaru dołączyła szklankę i powstawały ciastka kółka. Na koniec przed włożeniem do piekarnika posypywałam je cukrem na wierzchu.
Sam spoób konsumpcji to był mój mały rytuał składający się z dwóch etapów: przygotowanie do jedzenia i wreszcie jedzenie...
Najpierw segregowałam ciastka według kształtów, w międzyczasie wybierając te najbardziej obsypane cukrem. Zjadałam w pierwszej kolejności, jak to mówiłam, "ocukrzone", a potem wybierałam jeden wzór i układałam od najjasniejszych do najbardziej spieczonych.
Gdy już w końcu byłam gotowa aby zacząć jeść - zlizywałam z góry kryształowe słodkości, następnie wkładałam kawałek do buzi i czekałam, aż pod wpływem śliny sam się rozpadnie - wtedy czułam wspomniane wyżej bąbelki jak wylatywały z środka. Co prawda nikt w domowników nie miał zielonego pojęcia o co mi z tym chodzi, ale na pytanie dlaczego jem w taki sposób te ciastka odpowiedź zawsze brzmiała z poważną miną:
- Bo wtedy cuje bąbelki.
Jak wiadomo z pewnych nawyków dzieciństwa nigdy się nie wyrasta i patrząc na ofertę szefakuchni.pl do wykonania kruchych ciasteczek idealnie nadawałyby się foremki:
http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-okragla-rozne-kolory-p-233.html
http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozne-kolory-p-232.html
http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-gwiazdka-rozne-kolory-p-234.html
http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-kwiatuszek-rozne-kolory-p-239.html
Mogłabym segregować ciasteczka już nie tylko według kształtu, ale także wielkości - ileż frajdy. Dodatkowo foremki są różnokolorowe, więc zabawa zaczynałaby się już przy ich wycinaniu. :)
malutka6  (zobacz profil)
06.09.2012 12:24 odpowiedz
Podobno smaki i zapachy pamięta się zawsze. To jedne z naszych pierwszych doznań zmysłowych. Obrazy się zacierają, ale nos zawsze rozpozna coś, z czym kiedyś miał już do czynienia. Pierwszy, intensywny zapach z dzieciństwa jaki zapamiętałam, to był zapach "całusków"- malutkich pierniczków, pieczonych na Boże Narodzenie. Mam może 4-5 lat. Stoję w wąskiej kuchni. Głowa ledwie wystaje mi ponad blat, oczy są na poziomie stolnicy. Z rozgrzanego piekarnika bucha ciepło. Patrzę jak mama zagniata ciasto, doprawie je miodem i przyprawam, wycina i piecze ciasteczka do późnej nocy. Rano budzi mnie odurzający zapach. Pierniczki są mocno doprawione: imbir, cynamon, gałka muszkatołowa. Nie znam jeszcze tych nazw, ale znam już smak- czubek języka lekko drętwieje od korzeni. Kedy miałam 17 lat mama zmarła po ciężkiej chorobie. Wciąż przechowuję jej przepis na "całuski" i piekę ciasteczka tak często, jak tylko mam na nie ochotę, a zazwyczaj są lekarstwem na chandrę. Rozchodzący się po mieszkaniu zapach budzi moje najwspanialsze wspomnienia, sprawia, że robi mi się cieplej na sercu. Jest jak pogłaskanie po dłoni, jak przytulenie. Jak kiedyś u mamy w kuchni, czuję miłość i rodzinną jedność. To można poczuć tylko w domu...

http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozowa-p-238.html
ANIAMYSZA  (zobacz profil)
06.09.2012 12:19 odpowiedz
Moje dzieciństwo to ciągłe niedobory składników na ciasta. Mąka i masło , cukier na kartki. Nie było tylu wymyślnych słodyczy. Nawet lizaków. Jednak mój tata wymyślił sposób i na to.Topił cukier z odrobiną tłuszczu na patelni i robił na pyszne lizaki. Teraz nazwałabym je karmelkowymi :)
Jak ostygły brałyśmy do rąk piękne , bursztynowe tafle i zajadałyśmy się nimi. Gdyby tata żył pewnie wykorzystałby foremki silikonowe http://szefkuchni.pl/silikonowa-tacka-do-mrozenia-porcji-rozowa-p-170.html o różnych kształtach żeby stworzyć dla swych córeczek niesamowite lizaki :)
medea_uk  (zobacz profil)
06.09.2012 12:14 odpowiedz
dlaczego nie ma mojego wpisu?
Gość: rosa06
06.09.2012 12:10 odpowiedz
Tylko moja mama potrafi piec prawdziwe, polskie serniki. Puszyste, pelne bakalii i skorki pomaranczowej, polane czekolada.Kiedy bylam dzieckiem prosilam, aby piekla je co tydzien. Nie potrafilam sie oprzec temu smakowi i zadne ciasto nigdy nie pobilo smaku sernika mojej mamy. Kiedy je piekla ( a robi to do dzis) w calym domu rozchodzil sie rozkoszny zapach wanilii, a ja pozniej z niecierpliwoscia czekalam kiedy wreszcie bede mogla sprobowac pierwszego kawalka.Sernik zawsze goscil w naszym domu jako ciasto na szczegolne okazje. Byl obecny w wielu waznych dla mnie uroczystosciach i zawsze przypomina mi beztroskie dziecinstwo. Sernik mojej mamy to ciasto, ktorego smak zapamietam do konca zycia.
Do upieczenia tego pysznego ciasta przydalaby mi sie ta oto forma: http://szefkuchni.pl/silikonowa-okragla-forma-do-ciasta-niska-20-cm-p-260.html
iwand71  (zobacz profil)
06.09.2012 12:05 odpowiedz
No i tak się zanurzyłam we wspomnieniach że zapomniałam podać linka z produktem ze strony szefkuchni.pl, co jest wymaganiem konkursowym. Jest sposób by to jakoś naprawić?
W każdym razie, produktem który posłużyby mi zapewne do zrobienia podobnych bułeczek, choć pewnie nie takich samych, bo takich samych się nie da, byłaby forma do bułeczek http://szefkuchni.pl/forma-do-buleczek-p-571.html.
Mam nadzieję, choć nie ma zdjęcia :-)

iwand71  (zobacz profil)
06.09.2012 11:55 odpowiedz
Moja mam nie umiała piec. To znaczy umiała bo piekła, różnych różności wciąż próbowała, a jak jej jakieś ciasto wyszło to robiła je co tydzień aż do buntu rodziny które miała już dość na przykład sernika gotowanego. Sernik owszem, moje ciasto nad ciastami, król królów, miód na języku, ale ten był wyjątkowo przebrzydły. No, może nie był, ale po tylu razach... mógł się stać. Tak więc, gdyby to był konkurs na najbardziej wstrętne ciasto dzieciństwa, to byłby właśnie ten sernik. Ale konkurs jest o czymś zupełnie odwrotnym i kiedy tylko o tym myślę, jedno przychodzi mi na myśl, zawsze i niezmiennie - bułki z makiem cioci Zosi.
Ciocia Zosia była siostrą mojego dziadka. Dziadka nie pamiętam, zmarł przed moimi narodzinami, za to ciocia Zosia, to był KTOŚ! Mieszkała na wsi, tej samej z której pochodzi moja mama i w dzieciństwie co tydzień jeździliśmy na tę wieś, nie tylko w odwiedziny, bo zawsze coś było do zrobienia, jak to na wsi, a moi rodzice bardzo lubią wieś i pomagać też lubią. Rodzice więc zawsze coś mieli do roboty na tej wsi, czy to w polu, ogrodzie czy sadzie, a my dzieci - to co dzieci lubią robić najbardziej, czyli ganianie z patykami, łażenie po drzewach, obżeranie się jabłkami prosto z sadu, wożenie kurczaczków i kaczuszek w wózku dla lalek... A potem ciocia Zosia wołała wszystkich do domu. Czy na obiad czy na kawę - nie pamiętam, ale pamiętam ten zapach świeżych drożdżowych bułeczek, słodki, zniewalający, rzucający na kolana, przy którym milkną wszelkie waśnie, raduje się dusza a serce rośnie. Bułeczki, a raczej bułki, były wielkie (a może tylko mnie się tak wydawało z dziecięcej perspektywy), cieplutkie i przepyszne. Gdyby nie były z makiem, to rozpływałyby się pewnie w ustach, ale trzeba było przecież pogryżć ten mak, mięciutki, wilgotny, z waniliową nutką. A potem zaśmiewaliśmy się wszyscy widząc jeden u drugiego czarne owódki maku między zębami.
U cioci Zosi były zawsze jakieś pyszności - jagodzianki, bułki z serem i tysiąc innych przepysznych wypieków, ale te makowe były moje ulubione. Ciocia Zosia już dawno nie żyje, ale ten zapach i smak kojarzyć mi się zawsze będzie z pogodnym dniem spędzonym na wsi, rubasznym śmiechem cioci i słowami - Masz Dociu, jedz póki ciepłe...
medea_uk  (zobacz profil)
06.09.2012 11:51 odpowiedz
Najmilszymi wspomnieniami z dziecinstwa sa wlasnie weekendy spedzone z mlodszym rodzenstwem i rodzicami w kuchni! Kazdy w czyms zawsze pomagal :) Moze to dziwne, ze pamietam takie rzeczy, ale bardzo wyraznym wspomnieniem jest pieczenie torta dla mojego mlodszego brata z tata. Czekalismy wtedy na niego i moja mame, az przyjada ze szpitala. Nie moglam sie doczekac, az zobacze pierwszy raz braciszka. Wtedy pomagalam tacie wbijac jajka, a mialam 3 latka :) ... Rodzice zawsze duzo piekli, szczegolnie mama zaskakiwala nas za kazdym razem innym wypiekiem :) Aleeee moim NAJUKOCHANSZYM i najmilej wspominanym jest Herman zwanym tez chlebem z Watykanu. Jedna ze swoich czesci ciasta dala nam moja chrzestna. Pierwszego dnia tata powiedzial nam, ze Hermanem trzeba sie opiekowac jak rodzice nami i trzeba cos zrobic zeby nas polubil :) . Smialismy sie z tego, ale z ciekawosci zrobilismy jak tata mowil i zaczelismy rozmawiac z Hermanem, a on po jakims czasie zaczal odpowiadac nam bombelkami . Alez bylismy zadowoleni. Herman nie lubi kontaktu z metalem wiec mieszalismy go drewniana lyzka, ale ta rowniez byla by odpowiednia http://szefkuchni.pl/klasyczna-silikonowa-lyzka-25-cm-p-105.html . Pamietam, ze po kryjomu nawet gralam mu na flecie :) . Moja siostra mu spiewala, a braciszek pokazywal swoje zabawki :) Herman lezal w makutrze, ale wygodna dla niego bylaby rowniez taka porcelanowa miska :) http://szefkuchni.pl/porcelanowa-miska-do-mieszania-ciasta-duza-p-799.html Po kilku dniach mieszania i spiewania :) mozna bylo dodac mleko i cukier. Pozniej trzeba bylo podzielic ciasto na 4 czesci i 3 z nich rozdac rodzinie lub przyjaciolom :) mmmmmmmm nigdy nie zapomne tego zapachu! Cos pieknego! Na koniec tata ucieral nasza czesc z maka i proszkiem do pieczenia. Ja oczywiscie z rodzenstwem wszystko musielismy nadzorowac hihi, mysle ze sie dobrze spisalismy bo Hermanek wyrosl piekny i duzy!!! :D...No i zajadanie pieknie wyrosnietego ciasta ahhhh :) tylko czekam, az moj synek podrosnie i napewno mu przedstawie Hermana! Kuba ma dopiero roczek, ale juz niedlugo bedzie razem z mamusia wbijal jajeczka ;)
Fajnie jest sobie powspominac, mam dopiero 25 lat i jestem pewna ze za 10 lat bedzie jeszcze fajniej opowiadac dzieciaczkom :)
06.09.2012 11:49 odpowiedz
Moim ulubionym ciastem z dzieciństwa jest ciasto dość powszechnie znane, pod różnymi nazwami, spotkałam się już z plackiem Zagłoby, Królewskim, Cudakiem - u nas w domu nazywane było po prostu Miodownikiem.
Pyszne, cienkie, miodowe blaty, przełożone dżemem brzoskwiniowym oraz kremem, którego jednym ze składników była kasza manna. Polane pyszną polewą czekoladową, posypane wiórkami kokosowymi bądź też z wierzchu pokryte karmelizowanymi orzechami włoskimi... aż się rozmarzyłam i chyba należałoby niebawem upiec :-)
Najgorsze było to, że ciasto najlepiej smakowało, jak się "przegryzło" i postało nieruszone chociaż dobę... to wyczekiwanie było baaaaardzzzzzzoooooo trudne :-) Ale było warto!
Z racji tego, że blaty dość ciężko wyjmuje się z foremki tak, aby się nie połamały, to zawsze piekła je moja mama, a teraz przeważnie ja, na blaszce odwróconej do góry dnem - aby jedynie blat zsunąć, a nie wyjmować z formy... Ale uważam, że idealnym rozwiązaniem byłoby wykorzystanie do tego przepisu prostokątnej formy do tart z wyjmowanym dnem http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html dzięki temu nie trzeba by było "kombinować", żeby blaty się nie połamały...
plinky-plonky  (zobacz profil)
06.09.2012 11:45 odpowiedz
Smak dziecińtwa? Hmm, kto dorastał jak ja w latach 80tych, zapewne zna ten smakołyk, hehe... najlepsza na świecie kanapka z wiejskim chlebkiem prosto z piekarnika, upieczonym przez babcię, polana kwaśną śmietaną i posypana grubym cukrem. Chlebek miał chrupiącą, błyszczącą skórkę, rozchodził się od niego zapach zakwasu żytniego, a wszytko co w domu żyło i było poniżej 10 lat biegło z kwikiem do kuchni... Ten chlebek był kwadratowy o dziwo, bo wyrastał w babci ulubionym, starym koszu na ziemniaki, mnie do niego przydałaby się zapewne taka forma http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html. Kiedy teraz sama go piekę i czuję ten zapach w kuchni, mam ochotę natychmiast zdjąć obcasy i wdrapać się na okoliczne drzewa, poczym ubabrać się w przydrożnych kałużach i wrócić do domu na wieczorynkę!
ANIAMYSZA  (zobacz profil)
06.09.2012 11:44 odpowiedz
Moje dzieciństwo to ciągłe niedobory składników na ciasta. Mąka i masło , cukier na kartki. Nie było tylu wymyślnych słodyczy. Nawet lizaków. Jednak mój tata wymyślił sposób i na to.Topił cukier z odrobiną tłuszczu na patelni i robił na pyszne lizaki. Teraz nazwałabym je karmelkowymi :)
Jak ostygły brałyśmy do rąk piękne , bursztynowe tafle i zajadałyśmy się nimi. Gdyby tata żył pewnie wykorzystałby foremki silikonowe http://szefkuchni.pl/silikonowa-tacka-do-mrozenia-porcji-rozowa-p-170.html o różnych kształtach żeby stworzyć dla swych córeczek niesamowite lizaki :)
Magda76  (zobacz profil)
06.09.2012 11:42 odpowiedz
Bardzo przyjemnie się czyta wszystkie wpisy. Są wyjątkowo ciepłe i rodzinne. Dużo w nich wspomnień chwil wspólnie spędzonych z mamami, babciami i najbliższymi sercu osobami. Rodzice nigdy nie okazywali mi uczuć. Nic szczególnego, podobnie jak w wielu innych domach. Do dziadków jeździliśmy rzadko, ot takie kurtuazyjne wizyty. Na przywitanie babcia zawsze mnie przytulała. Stałam wtedy jak sparaliżowana. Babcia wiedziała, że uwielbiam czekoladę. W sklepach była nie do zdobycia. Robiła małe, czekoladowe kuleczki. Przekraczając próg od razu czułam, że na mnie czekają. Nie lubiłam się dzielić. Chowałam się w kącie i szybko sama wszystkie zjadałam. Babcia się na mnie nie gniewała. Nie podnosiła na mnie głosu. Zawsze była ze mnie dumna. Umarła nagle. Na pogrzebie nie płakałam. Na 20 lat całkowicie wyparłam ją z pamięci. Prawie nie pamiętam zapachu tych babcinych kulek. Ale chyba nie tak trudno je zrobić? Trochę masła, mleka, kakao, cukru, spora ilość mleka w proszku. Wszystko razem podgrzać, zarobić, uformować kulki i obtoczyć w cukrze pudrze lub wiórkach kokosowych.
Fajny konkurs. Nie tylko dla nagród, lecz dla wspomnień, refleksji z dzieciństwa, najbardziej beztroskich i ulotnych dni. Może i dla mnie nadszedł czas by przypomnieć sobie czym tak na prawdę pachniały babcine pralinki? Bo zapachy i smaki to taki jakby klucz do mocno zakurzonych drzwi, za którymi znajdują się miejsca i chwile mocno wyblakłe lub te całkiem już zapomniane.
http://szefkuchni.pl/miska-na-zupe-lew-350-ml-p-612.html , tak wiem, że jest to miska na zupę. Ja znalazłabym dla niej inne zastosowanie. Wypełniłabym ja całą czekoladowymi kulkami tak, by wszyscy mi bliscy, razem ze mną mogli się cieszyć ich wyglądem i smakiem.
06.09.2012 11:34 odpowiedz
Wypiek mojego dzieciństwa to bez wątpienia drożdżowe bułeczki z jabłkami. Robiła je moja babcia i przekazała tą wiedzę mojej mamie. Do dziś zapach drożdży jest jednym z moich ulubionych i przywołuje wspomnienia mamy robiącej rozczyn i nas dzieciaków zerkających co jakiś czas pod lnianą ściereczkę w celu sprawdzenia, czy ciasto wyrasta. Gdy ciasto wyrastało kroiło się drobno jabłka do nadzienia i mieszało z cynamonem. Po wyjęciu wyrośniętego ciasta z miski http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-23cm-p-970.html formowało się bułeczki i nadziewało jabłkami. Następnie bułeczki układało się na blaszce, smarowało jajkiem i wkładało do piekarnika. Wówczas po całym domu unosił się cudowny zapach pieczonego drożdżowego ciasta i jabłek. Latem braliśmy upieczone już bułeczki wieczorem do ogrodu i jedliśmy przy akompaniamencie świerszczy. Zimą bułeczki jedliśmy w salonie przy kominku obowiązkowo z kubkiem gorącego mleka. I nawet dziś, choć jestem już dorosła, gdy przyjeżdżam do rodzinnego domu mama przygotowuje owe bułeczki, a ja przez chwilę czuję się jak mała dziewczynka.
jamargaretka  (zobacz profil)
06.09.2012 11:33 odpowiedz
Było takie ciasto zwane pychotka. puszysty biszkopt i czekoladowy, delikatny jak pianka krem z rodzynkami. całość posypana wiórkami kokosowymi. to było prawdziwe niebo w gębie więc jako dziecko zamiast pychotka mówiłam "mamo upiecz ciasto niebo". byłam święcie przekonana ze to anielski wypiek.

ciasto ładnie by wyglądało na tace http://szefkuchni.pl/duza-tacka-groszki-melamina-p-40.html
06.09.2012 11:23 odpowiedz
Wypiek, który najlepiej pamiętam z dzieciństwa, to miodowe kruche ciasteczka, których ogromne ilości moja mama przygotowywała na Boże Narodzenie, gdyż wtedy zwykle zjeżdżała się do naszego domu cała rodzina, by wspólnie świętować. Ciasteczka były płaskie, ciemne i słodkie, jednak z wyczuwalną korzenną nutą. W dniu pieczenia w całym domu czuć było piękny zapach gorącego miodu. Ciastka w pierwszej chwili były twarde i chrupiące, jednak ja lubiłam je najbardziej po kilku dniach, kiedy to rozmiękły trochę i rozpływały się w ustach, szczególnie, gdy wcześniej zostały zamoczone w gorącej herbacie. Były tak smaczne, że niewiele ich tak naprawdę miało okazję doczekać samych Świąt - znikały jedno po drugim z piwnicy w niewyjaśnionych okolicznościach ;). Wprawdzie ciasteczka te w moim domu zawsze były okrągłe, wykrawane przy pomocy szklanki, jednak dziś do ich wykonania skorzystałabym z foremek w różnych kształtach. Można by nawet ozdobić nimi choinkę, używając na przykład tego zestawu akcesoriów: http://szefkuchni.pl/zestaw-do-wykrawania-ciasteczek-p-554.html. Natomiast, gdy kiedyś dorobię się małych pociech, to na pewno będą miały one dużo radości z przygotowywania opisanych słodkości przy pomocy tych foremek: http://szefkuchni.pl/zestaw-do-pieczenia-dla-dzieci-p-979.html. Z ciasteczkami tymi wiąże się jedno zabawne wspomnienie. Któregoś roku jako mała, nieuświadomiona jeszcze dziewczynka, postanowiłam (wzorem dzieciaków ze świątecznych filmów) zostawić kilka takich ciastek pod choinką dla Świętego Mikołaja. Kiedy nikt nie patrzył, wsunęłam słodkości pod gałązki i czekałam aż przyjdzie Mikołaj. Po jakimś czasie pod choinką zagęściło się od prezentów i z zadowoleniem zauważyłam, że ciasteczek już nie ma tam, gdzie je zostawiłam. Spodziewałam się, że Mikołaj je zabrał i byłam z siebie bardzo dumna. Niestety okazało się, że ciastka zostały niechcący przesunięte daleko w kącik za choinką i schowały się tam. Zapewne dlatego Święty ich nie zauważył :D. Zostały znalezione dopiero długo po Świętach, kiedy rozbieraliśmy choinkę. Gdy przyznałam się, że to ja je tam zostawiłam, dostałam niezłą burę od mamy za marnowanie jedzenia.
Miłość w brzuchu mam  (zobacz profil)
06.09.2012 11:17 odpowiedz
Może nie będę oryginalna w moim wyborze, bo ciasto którego smak, zapach i wygląd do dziś wywołuje u mnie burczenie w brzuchu to nie żadne pychotki, delicje czy królewce, ale najzwyklejszy makowiec. No może nie taki zwykły bo piekła go moja babcia - niezwykła kobieta i mistrzyni domowych ciast, tortów i ciasteczek, znana i podziwiana w całej okolicy. Jako dziecko byłam pod jej opieką, a ponieważ nigdy nie miała czasu na to by mnie zabawiać byłam zawsze blisko niej i pomagałam jak potrafiłam.
U babci nie można było udawać że się coś robi. Bez miksera i jemu podobnych udogodnień trzeba było gnieść, ucierać i ubijać wszystko dokładnie jak się patrzy. Masy miały być puszyste bez jednej nieroztartej grudki masła, piana sztywna, aż miska mogła stać do góry dnem pół dnia, a ciasta tak zagniecione, że po upieczeniu rozpływały się w ustach.
Przepisy z jej starego prostego zeszytu, do których rysunki jak ubierać torty robił dziadek , były skarbnicą, ale jej tajemnic wcale nie strzegła. Dzieliła się wiedzą i doświadczeniem ze wszystkimi.
Wracając do makowca to do dziś żadne Święta nie mogą się bez niego obejść. Drożdżowe ciasto w które zawija się masę makową z rodzynkami i skórką cytrynową jest najlepsze w świecie. Nie jadłam w żadnej cukierni równie dobrego. Babci pewnie łatwiej by było rozprowadzać masę taką szpatułką http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatula-metalowa-raczka-26-cm-p-165.html. Pamiętam jeszcze blaszki w których piekły się te ciasta. Wąska keksówka z zaokrąglonymi bokami i rowkami, które przypominały mi harmonijkę. Nie ma już tej blachy i nie ma babci. Ciasto nie zawsze takie wychodzi jak pamiętam z dzieciństwa. Tamto pozostanie niedoścignionym wzorem.
pawulina  (zobacz profil)
06.09.2012 11:10 odpowiedz
Był wczesny letni poranek, miałam wtedy 5-6 lat, ale pamiętam to, jakby to było wczoraj. Obudziły mnie wpadające przez okno promienie słońca i... wspaniały zapach pieczonego ciasta. Wstałam z łóżka, małe bose stópki dotknęły jeszcze zimnej podłogi, wiedziały dokąd się kierować – do babcinej kuchni pełnej magii i słodkości. Przeszłam przez skąpany w złocie pokój kierując się do wąskiego korytarzyka, tutaj zapach był wręcz odurzający. Delikatnie otworzyłam białe kuchenne drzwi, ciche skrzypnięcie zdradziło moją obecność. „Witaj wnusiu, zjesz kawałeczek drożdżówki?”.
Tak... babcina drożdżówka... taka ze słodką kruszonką, pieczona w czterech różnych wersjach: z konfiturą, z rodzynkami, bez dodatków i z jabłkami. Moją ulubioną jest ta ostatnia. Jabłuszka posypane cynamonem, rozpływające się w ustach, ukryte w mięciutkim drożdżowym cieście. Kiedy byłam dzieckiem największą frajdę sprawiało mi wyjadanie słodkiej kruszonki, która pozostawała na talerzu lub na blaszce. Formą, która przydałaby się do pieczenia tego ciasta jest http://szefkuchni.pl/kwadratowe-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-28-cm-p-836.html , babcia zawsze używa starych, metalowych blaszek, chciałabym jej kiedyś podarować piękne porcelanowe naczynie do wypieków.
Lata mijają, wszystko się zmieniło, ja dorosłam, ale jedna rzecz pozostała niezmienna – przepyszna drożdżówka mojej babci, chociaż pieczona już nie tak często, zawsze jest wspaniałym ukoronowaniem dnia. Drożdżówka o smaku dzieciństwa, o smaku letniego poranka, o smaku miłości :)
Magutka  (zobacz profil)
06.09.2012 11:08 odpowiedz
Ten konkurs przywołał we mnie miłe wspomnienia z dzieciństwa:) Jak każde dziecko zawsze nie mogłam doczekać się wakacji ale nie dlatego, że kończyła się nauka, ale dlatego, że wyjeżdżałam do babci. A tam zawsze witał mnie od progu cudowny słodki zapach pieczonych przez moją babcie KOŁACZY:))) Uwielbiałam zajadacie takie cieplutki, prosto z pieca (jeszcze takiego gdzie paliło się drewnem) kołacze. Pamiętam że zawsze pomagałam babci wyrabiać ciasto, dodawać do ciasta ser i smarować kołacz białkiem przed włożeniem do pieca. Zawsze smarowałyśmy go pędzlem do golenia, a teraz wiem że przydał by się nam do tego http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzel-popart-p-207.html. Ten konkurs przywołał we mnie miłe wspomnienia, tym bardziej że niedawno miną rok jak babcia zmarła. Od tych wspomnień aż mi łza w oku się zakręciła.
06.09.2012 11:01 odpowiedz
S zampansko
E kscytujacy
R ozkosznie
N iebianski
I
K ochany...

to smak dziecinstwa wyrobu mojej Niesamowitej Mamy ktory do dzis jest w moim sercu i juz na zawsze tam pozostanie...A sernik doskonale sprawdzic taka sliczna szpilka z serduszkiem- http://szefkuchni.pl/szpilka-do-sprawdzania-ciasta-ze-stali-nierdzewnej-p-381.html



ulcia26  (zobacz profil)
06.09.2012 10:52 odpowiedz
Dzieciństwo kojarzy mi się z babcia i zawsze z nią mi się będzie kojarzyć dziś już niestety jej nie ma. Ale pamiętam jej wypieki z ciasta drożdżowego było to pyszniutkie ciasto drożdżowe z kruszonką którą wyjadałyśmy zawsze z kuzynkami gdy babcia piekła drożdżowe a później już robiła ją ze sporej porcji.A zapach jaki się unosił w czasie pieczenia był cudowny. Pamiętam również kluski na parze które nie koniecznie lubiana robić ale co ona dla Nas wtedy nie robiła.Spędzałam tam cudowne chwile z swego dzieciństwa Dziś w tym zabieganym naszym życiu cudownie było by wrócić do tych czasów...
http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
06.09.2012 10:42 odpowiedz
Gdy byłam mała, najpyszniejszym ciastem na świecie był dla mnie ambasador. Uwielbiałyśmy go razem z siostrą. Mimo że domowe wypieki gościły u nas często, mama piekła go tylko od święta. Pewnie dlatego wydawał nam się taki wyjątkowy.
Nie jadłam ambasadora od lat. Dziś zresztą raczej by mnie nie zachwycił: jest to ciasto biszkoptowe przełożone maślanym kremem wymieszanym z kolorowymi galaretkami pokrojonymi w kostkę. Z wierzchu oblany polewą czekoladową. Ta feeria barw i faktur to dla dziecka nie lada gratka. Ciasto cieszyło oczy. Miękki, delikatny biszkopt to doskonała baza dla kremowej masy, której słodycz równoważą kwaskowate galaretki. Czekoladowe wykończenie przełamuje nieco mdłe smaki.
Do przygotowania ciasta przydałby się zestaw miarek - gwarancja, że odpowiednie proporcje zostaną zachowane: http://szefkuchni.pl/zestaw-lyzek-miarka-oraz-kubkow-miarka-p-549.html
nilka20  (zobacz profil)
06.09.2012 10:31 odpowiedz
Wspominając lata dziecięcej sielanki i zabawy w kuchni w wakacyjne popołudnia u babci, pamiętam słodki zapach kruszonki, smak puszystego ciasta mmmmm... aż mi ślinka cieknie na samą myśl. Moja babcia robiła najlepszą w świecie drożdżówkę jaką jadłam choć mam bardzo "cukierniczą" rodzinę:) to nikt lepszej nie robi. Swego czasu gdy razem z bratem bardzo chcieliśmy pomóc w wyrabianiu ciasta tak się siłowaliśmy kto ma je wyrobić, że niechcący ulubiona makutra babci łącznie z ciastem wylądowała na podłodze... Oj pamiętam jaki był nasz płacz, że nam się oberwie ale na szczęście babcia postanowiła że zrobimy drugą i tak nam się upiekło :)
Do dziś mi się łezka kręci jak sobie o tym myślę, zwłaszcza jak staram się odwzorować ową drożdżówkę, co prawda babci już z nami nie ma ale jak ją robię to czuje się tak jak bym znów była dzieckiem, a babcia w myślach mówi mi co teraz trzeba zrobić, jak ucierać jajka, jak wlewać roztopione masło... efekt jest że ciasto jest owszem bardzo smaczne ale tamta drożdżówka smakowała o niebo lepiej..
Dziś zamiast tradycyjnej blaszki smarowanej masłem jak to robiła moja babcia upiekła bym ją w formie silikonowej takiej jak ze sklepu szefkuchni.pl http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html W sumie jedyne czego nie lubiłam w tym pomaganiu to smarowanie blaszki i tłustych rąk za każdym razem, dlatego sama wykładam blaszkę papierem do pieczenia, ale znając zalety form sylikonowych to zdecydowanie użyła bym jej w tej pogoni za wspomnieniami. Pozdrawiam
świeżynka  (zobacz profil)
06.09.2012 08:52 odpowiedz
Od razu po rozpoczęciu czytania tego posta na myśl przyszedł mi murzynek, hmmm pamiętam go bardzo dokładnie; ten czas oczekiwania na niedzielę aby cudowny, lekko piernikowy zapach znów wypełnił cała kuchnię. Z pieczeniem związany był cały "rytuał", poczynając od przygotowania składników (nawiasem mówiąc, gdy któregoś składnika zabrakło, nie było problemu, aby "zasuwać" 2 km do sklepu:)), gotowanie masy, a najgorsze to oczekiwanie, aż wystygnie... każdy z nas zaglądał "czy już". I ten zapach pieczonego murzynka w prodiżu, bo tylko taką możliwość mieliśmy w tamtym czasie - nie do opisania... A sam smak - niebiański, jeszcze ciepły polewaliśmy czekoladową polewą i zajadaliśmy się tak jakby ktoś miał nam to zaraz zabrać. Pychota. Chyba już wiem co jeszcze dzisiaj upiekę:) i w prawdzie na podanej stronce nie znalazłam prodiżu, więc muszę mamę odwiedzić i poszperać za starym, na pewno jeszcze działa, to myślę, że wspaniale ten właśnie murzynek zaprezentuje się na tej właśnie paterze http://szefkuchni.pl/patera-do-ciasta-p-827.html. Już nie mogę doczekać się tego efektu pozostałych ciemno kakaowych okruszków na takiej nieskazitelnie białej paterze.
Gość: cynusia
06.09.2012 08:41 odpowiedz
Jeśli dzieciństwo... to oczywiście długie wakacje na wsi u dziadków i salceson upieczony przez babcię... koniecznie z winnymi jabłuszkami i posypane cukrem pudrem z odrobiną cynamonu... pychota w swojej prostocie :)) Wilgotne ciasto, kwaskowe kawałki owoców i ten aromat... Już czuję zapach tych słodkości... mmmmmm gdyby jeszcze zostało upieczone w tej formie: http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html , to nie zmarnowałby się nawet okruszek!!!
06.09.2012 08:27 odpowiedz
Tak jakoś wyszło, że jestem dzieckiem mojej babci. W tym sensie, że zawsze było mi u niej lepiej niż w domu z rodzicami i rodzeństwem. To była - i do tej pory jest - 'moja' babcia. Nigdy nie chciałam od niej wracać, to u niej było najciekawiej, to ona zabierała mnie ze sobą do pracy w bibliotece, zaraziła miłością do książek, języka polskiego, wreszcie gotowania i pieczenia. Zawsze było u niej dobre jedzenie i zawsze robiła nam to, na co mieliśmy ochotę - do tego stopnia, że przed przyjazdem dzwoniliśmy do niej i składaliśmy zamówienie, jakie chcemy obiady i jakie ciasta. Bo ciasto u babci było zawsze. Ale to, co wspominam najlepiej, to babciny chleb. Może dlatego, że piekła go dość rzadko, co nadawało mu wyjątkowości. Wstawała raniutko, zagniatała drożdżowe chlebowe ciasto, czasem z czerstwego pieczywa, czasem z dodatkiem ziemniaków, a gdy my wstawaliśmy, po domu roznosił się niesamowity zapach... Niepowtarzalny. Nie spotkałam go nigdzie indziej, nawet we własnej kuchni, gdy już sama robiłam chleb według receptury babci. Tylko u niej pachniał tak kusząco. Dodatkowo z kuchni rozchodziło się przyjemne ciepło, podczas gdy w całym domu panował chłód, bo nikt jeszcze nie rozpalił w piecu. Nie mogłam się doczekać śniadania - ten chleb najlepiej smakował jeszcze lekko ciepły, z masłem. Nic więcej do jedzenia mogło nie istnieć. Sprężysty, delikatnie wilgotny miąższ, który nigdy się nie kruszył, i chrupiąca skórka. Chleb znikał błyskawicznie.

Tak jest do tej pory. Babcia nadal od czasu do czasu piecze chleb. Największą radość sprawia nam wszystkim, gdy nadchodzi weekend lub święta, jedyny sklep w jej wsi jest zamknięty, a nam kończy się pieczywo. Wtedy babcia zabiera się do przygotowania chleba, jaki znam z dzieciństwa. I znów jadam go z samym masłem. Po co psuć ten niepowtarzalny, delikatny smak jakimiś dodatkami... Zdecydowanie przydatne do wypieku tego chleba byłyby silikonowe formy do pieczenia chleba - http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-chleba-900g-p-253.html - największe, jakie są, żeby babcia piekła duuuże chleby. W końcu i tak zawsze jest ich za mało... ;)
Gość: Lucylla1
06.09.2012 08:19 odpowiedz
Krajobrazy dzieciństwa przewijają się we wspomnieniach każdego z nas. W moich wspomnieniach jest pachnąca latem i rozgrzana słońcem łąka , płynąca rzeka, koloru zielonych wodorostów, ogród przy domku mojej ukochanej Babci w którym jadaliśmy podwieczorki. Do tych wspomnień dochodzi także smak zrobionych przez babcię placków ziemniaczanych, posypanych cukrem, a do tego kawa zbożowa z mlekiem. Och jakże ucieszyłaby się moja Babcia z takiego właśnie mlecznika w kształcie krowy http://szefkuchni.pl/dzbanuszek-ksztalcie-krowy-p-634.html .
Mlecznik wyglądał by jeszcze ładniej w babcinej drobnej ręce, przyozdobionej jedynie obrączką od kochającego ją ponad życie mojego Dziadka. Pamiętam jej uśmiech i dobre oczy, przy niej każdy wnuk czuł się wyjątkowym wnukiem, a jest nas sporo.
karlacolumna  (zobacz profil)
06.09.2012 08:13 odpowiedz
Parowańce, czyli bułeczki na parze z jagodami:) Robił je dziadziuś Edzio, a babcia Zofia dyrygowała:) Niesamowity smak...Kiedy odrywałeś kęs puszystego, drożdżowego ciasta i zanużałeś się w jagodowym świecie...Niebo w gębie. Dziadkowie przygotowywali bułeczki na ściereczce bawełnianej zawieszonej nad garnkiem. Dziś przydał by się z pewnością http://szefkuchni.pl/nakladka-do-gotowania-na-parze-ze-stali-nierdzewnej-duza-p-533.html.
Gość: beata_maria
06.09.2012 03:36 odpowiedz
Dziś 6 września moje imieniny. Pamięcią wracam do tych które były kilkadziesiąt lat temu. Zawsze w ten dzień gdy wracałam ze szkoły w kuchni mojej Buni czkało na mnie najpyszniejsze ciasto na świecie. Nie wiem jaka jest jego nazwa , w moim rodzinnym domu nazywaliśmy je "plackiem z budyniem". Pachnące miodem cienkie placuszki (było ich chyba 5 ) były przekładane gorącym budyniem waniliowym do którego była dodawana cała kostka masła. Po całej nocy leżenia w spiżarce ciasto było mięciutkie,słodkie i pachnące wanilią jak cała kuchnia Buni.Ciasto podane na takim talerzyku byłoby czymś cudownym. http://szefkuchni.pl/talerz-ksztalcie-muszli-p-653.html Prawda babuniu że chciałabyś mieć taką zastawę?
gnusiek  (zobacz profil)
06.09.2012 01:16 odpowiedz
Napoleonka -ciasto, które mnie zachwyciło w dzieciństwie i uwielbiam do dziś. Wygląda i smakuje wspaniale. Pieczone przez moją mamę co roku na święta stworzyło nową świecką tradycję;) Przepis wydaje się banalny i prosty: należy 5 kruchych placków przełożyć masą budyniową. A jednak tylko ten kto piekł wie jakiej wprawy trzeba nabrać by placki się nie rozwaliły przy zdejmowaniu z blachy. Są niesamowicie kruche(Taka tacka wiele by ułatwiła: http://szefkuchni.pl/nieprzywieralna-tacka-siatka-24-37-cm-p-513.html )Potem już jest z górki. Aby tylko nie przypalić masy:) Ciasto dobrze "przegryzione", odpowiednio schłodzone a serwowane z filiżanką dobrej herbaty jest po prostu przepyszne! Używając dziecięcego języka powiedziałabym że jest jak kaczuszka:): bo mięciutkie i żółciutkie no i nie możesz się mu oprzeć:)
wiśnia.m  (zobacz profil)
06.09.2012 00:24 odpowiedz
"PĄCZKI" mojej Babci TAAAAAAAAAAAAK!!!! to naprawdę było cudo, przynajmniej dla mnie. Kiedy tylko Babcia się za nie zabierała Dziadek pomstował, że obiadu nie będzie tylko jakieś odgrzewki z wczoraj. Tak pieczenie pączków zabierało cały dzień, a Babcia traktowała to tak samo poważnie jak pieczenie chleba. Zaraz po usmażeniu świeżutkie i pachnące jeszcze gorące obtoczone w cukrze pudrze to wszyscy się na nie rzucali rozpływały się w ustach po prostu. Babcia nigdy nie robiła ich z nadzieniem zawsze były puste i na trzy gryzy ale za to robiła je w ilościach hurtowych aby dla wszystkich wnucząt starczyło... a gdy już wszyscy się najedli to i tak zostawało jeszcze z nawiązką, potem stały w kredensie i o każdej porze dnia i nocy można było po nie sięgać dla mnie najpyszniejsze były po dwóch, trzech dniach lekko czestwawe. Prosiłam wtedy Babcię o kubek mleka ale takiego prawdziwego prosto od krowy i sobie je w nim maczałam, smakowały niesamowicie, zjadałam je na kilogramy. Teraz ciężko o taki smak słodkości domowych bo nie tylko umiejętności mojej Babci miały tu znaczenie ale też składniki z jakich je robiła, wszystko miała swoje może oprócz drożdży i nic już nigdy mi nie smakowało tak jak u Babci. Co do akcesoriów to myślę, że to http://szefkuchni.pl/profesjonalne-sitko-ze-stali-nierdzewnej-20-cm-p-406.html by ją ucieszyło. Już widzę jak potrząsa nim nad jeszcze gorącymi pączkami i uświetnia je białym jak śnieg cukrem pudrem:)
06.09.2012 00:18 odpowiedz
O raju! Ile tu wpisów! Prawdę mówiąc, spędziłam pół wieczoru czytając te wspaniałe wspomnienia. To niesamowite jakie miejsce w naszym życiu zajmuje jedzonko :) I każdy ma swoją historię...
U mnie też jest babcia i jest dziadek i jest wieś! Pamiętam jak co dwa tygodnie (jak się udało, to co tydzień) odwiedzałam z rodzicami moich dziadków na wsi. Ile ja mogłam mieć wtedy lat? Z 10? Jakoś tak... Dziadkowie mieszkali jeszcze w takiej chałupce, wprawdzie starej, ale już z takiej ogromnej cegły. Wchodziło się bezpośrednio do kuchni i wtedy czuło się tylko TEN zapach - zapach drożdżowca! Kuchnia była naprawdę malutka, rzec by można - klitka, i to chyba jeszcze potęgowało ten aromat. Główne miejsce w kuchence zajmował piec i to właśnie stamtąd wychodziły te pyszności. Babcia była mistrzynią drożdżowca, a dziadek największym jego wielbicielem. Śmiem twierdzić, iż babcia nie zostałaby żoną dziadka, gdyby nie ten jej specjał! Najśmieszniejsze w tym wszystkim było to, że dziadek zaposiadał wtedy tylko dwa zęby, jeden na górze, drugi na dole ;P I pamiętam jak wcinał tego drożdżowca zagłębiając w niego te zębuchy! Kruszonka leciała wszędzie gdzie popadło. Oczywiście do placka dopadaliśmy jak jeszcze był ciepły, więc niejednokrotnie bolały brzuchy, oj bolały :) Aż się sama do siebie uśmiecham na tamte wspomnienia...
W przeciwieństwie do babci jestem kuchennym beztalenciem... Dlatego przeglądając te produkty, szukałam po prostu klasycznej blachy do ciasta i wyszło mi na to: http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html

Pozdrawiam wszystkich i życzę powodzenia :)
Honorka  (zobacz profil)
06.09.2012 00:14 odpowiedz
Zastanawiając się nad odpowiedzią na to pytanie, wróciłam pamięcią do mojego dzieciństwa, które spędziłam w spokojnej wiosce w centralnej Polsce. Ot zwykła wioska – jest remiza strażacka, jeden sklep spożywczy, przystanek PKS. Wieczorem słychać tylko wiatr i szczekanie psów. Najgłośniej tych na łańcuchach – barbarzyński zwyczaj. Mamy rok 1995. Ja mam 10 lat. Wracam do domu po lekcjach. A szkoła była w miejscu magicznym – podstawówka pośrodku parku w czarującym pałacyku. Jest zimno, mgła zaś pozwala widzieć na 1,5 m. Boję się aut, idę więc błotnistym poboczem. Po 20 minutach dochodzę do domu, a po przejściu progu już czuję ciepło oraz ten charakterystyczny zapach...
Nie wiem, czy mogę nazwać to wypiekiem, ale właśnie to jest ZAPACH MOJEGO DZIECIŃSTWA - smażony chleb z cukrem. Okoliczna piekarnia po dziś dzień piecze – teraz dopiero to rozumiem – ten luksusowy wręcz chleb; ciężki, pszenno-żytni, naturalny, sycący. Rodzice zawsze przed rozpoczęciem nowego bochenka robią na nim nożem znak krzyża. Kiedy po tygodniu chleb nie był zjedzony, nie można było go wyrzucić - czerstwy mama kroiła na kromki, ja z bratem namaczaliśmy w zwykłej wodzie, a potem mama smażyła na oleju roślinnym. Później razem posypywaliśmy to zwykłym cukrem. Przepyszne – w myśl zasady „im prościej, tym smaczniej”. A do tego kakao – nie żadne tam Nesquiki – mleko od krowy sąsiada, gorzkie kakao i cukier.
Nie chodziło oczywiście tylko o smak. Właściwie przede wszystkim chodziło o celebrację. Byliśmy wtedy jeszcze wszyscy, tzn. rodzice z dwójką dzieci oraz rodzicami taty i to tata właśnie zawsze jako pierwszy dostawał swoja porcję, potem dziadkowie, dzieci i mama – jak to Matka Polka – na końcu. Nie było ekskluzywnych akcesoriów – chleb moczony w zwykłej, emaliowanej misce, smażony na 20-letniej, babcinej patelni, obracany na drugą stronę aluminiowym widelcem… Czy ktokolwiek zwracał na to uwagę? Oczywiście NIE! Było sielankowo!
Dziadkowie już odeszli na zawsze, a ja i brat wyprowadziliśmy się z rodzinnego domu. Czasem mam wyrzuty sumienia wiedząc, że rodzice czują się samotni, a wszystko, co mogę zrobić, to czasem do ich zatelefonować, a kiedy przyjeżdżam, to jak najwięcej z nimi rozmawiać i usmażyć ciągle tak samo smakujący chleb. I nawet kiedy przyrządzę sobie to danie u siebie, używając dobrej jakościowo patelni, kładąc kromki na pięknie prostych porcelanowych talerzach (np. takich: http://szefkuchni.pl/duzy-talerz-p-806.html), to mimo iż jest miło, to i tak nie będzie to tym samym. Ba – żaden tam croissant z cafe au lait nie może się z tym równać, ze SMAKIEM MOJEGO DZIECIŃSTWA. Ot banał, ale dopiero teraz, będąc dorosłą kobietą widzę, jak dużo moi rodzice dla mnie robili i wciąż robią. A wyjaśnienie ewentualnych kłótni i innych nieporozumień jest proste – to wszystko było z miłości do mnie. Jak będę nieć kiedyś dzieci, to chciałabym być dla nich co najmniej taka, jak są moi rodzice dla mnie.

Pani Dorotko, nie chodzi już o te nagrody, mogę sobie przecież to kupić, chodzi o to, abyśmy wszyscy docenili to, czego kupić nigdy się nie da. Abyśmy docenili dzieciństwo, jakie dali nam nasi rodzicie. Niezastąpieni. Nieidealni, ale dla nas najlepsi.
05.09.2012 23:28 odpowiedz
Kiedy byłam małą dziewczynką na wakacje jeździłam do Babci, która mieszka w wiosce, na jednym z krańców Polski, w której od zawsze był jeden jedyny sklep, na który mówili „Klub”. Wiedziałam, że jak pojadę do Babci, to przez ten tydzień czy 2 będę jeść same pyszności. To dla mnie Babcia specjalnie robiła pierogi z płuckami, po które musiała jechać do miasta, czy rosół z dużą ilością lanego ciasta. Były też rogaliki drożdżowe z jagodowym nadzieniem. To z nimi najbardziej kojarzą mi się beztroskie wakacje u Babci. Wtedy jeszcze nie interesowało mnie pieczenie, ani gotowanie, ale ten obrazek zapamiętam do końca życia.
Babcia miała małą kuchnię, do tego bez okna. Po prawej stronie od wejścia stał ogromny piec, opalany drzewem, na którym babcia gotowała. Nie miał on piekarnika, dlatego Babcia zaopatrzyła się w przenośny, elektryczny piecyk. Na czas pieczenia wyjmowała go nie wiadomo skąd i stawiała na schodku który prowadził do kuchni, obok masywnych i ciężkich drzwi, pomalowanych na niebiesko. Gdy tylko zaczynałam czuć w powietrzu drażniący kubki smakowe zapach pieczonego, drożdżowego ciasta to zawsze przybiegałam do kuchni i patrzyłam jak babcia ustawia blachy z rogaliczkami do wyrośnięcia i zazwyczaj podnosiłam ścierkę, żeby zobaczyć jak rośnie ciasto. Babcia nigdy nie krzyczała, ani nie wyganiała mnie z kuchni. Później dostawałam miskę, z którego mogłam wylizać resztki jagodowego soku, który jagody puściły w międzyczasie.
Gdy rogaliki się upiekły Babcia polewała je lukrem i przystrajała kolorową posypką w kształcie patyczków. Później pakowała kilka rogalików na styropianową tackę i mówiła, że pójdziemy nad wodę. Nad tamtejszą rzeką przesiadywali ludzie z całej wioski, rozkładałyśmy z Babcią koc, a później szłam pływać. Gdy wracałam zziębnięta, mokra i wyczerpana, Babcia wyciągała rogaliki i dawała mi jednego, a że obok siedzieli jej sąsiedzi to i ich częstowała. Wtedy byłam o to strasznie zazdrosna, bo to ja chciałam zjeść te wszystkie rogaliki, bo to były rogaliki mojej Babci, ale z czasem zrozumiałam, dlaczego tak robiła. Po prostu pieczenie było dla niej przyjemnością, które karmiło nie tylko jej ciało, ale i duszę, dlatego pragnęła podzielić się tym uczuciem z ludźmi, którzy ją otaczali i im także sprawić przyjemność…

Myślę, że babci przydałby się ten produkt http://szefkuchni.pl/nieprzywieralna-tacka-siatka-33-40-cm-p-512.html
Nie musiałaby tracić czasu na smarowanie blachy.
Allicya  (zobacz profil)
05.09.2012 23:26 odpowiedz
Początek grudnia, zapach zimy zaczyna unosić się w powietrzu; wówczas w domu rodzinnym rozpoczynało się oczekiwanie na święta Bożego Narodzenia a wszystko przez tradycyjne pieczenie pierniczków na 3 tygodnie przed...to tradycja, którą zapoczątkowała moja mama... a teraz ja kontynuuję ją z moimi dziećmi:) (a i nieraz babcia już piekła je z wnukami:) Pyszne korzenne pierniczki z baaardzo dużą ilością miodu z pasieki mojego dziadka! Wspaniały aromat przypraw unoszących się w powietrzu...najbardziej lubię topić wszystkie składniki w garnku niezbędne do wykonania ciasta!To niepowtarzalne ciepło i zapach...po prostu otula! jak najmilszy sweter w zimowy wieczór!
Wycinanie pierniczków zawsze było najwspanialszą zabawą oraz niesamowitym czasem spędzonym z mamą:)...a następnie skrupulatne układanie ich w puszkach i oczekiwanie na moment aż zmiękną. Od tej chwili wydawało się, że kuchnia cały czas pachnie cynamonem i atmosferą świątęczną! i tylko czeka w pełnej gotowości na Wigilię...ale właśnie to oczekiwanie na wspólne rodzinne święta kocham najbardziej...to dążenie daje mi najwspanialsze przeżycia i zawsze najmocniej będzie mi się kojarzyć z dzieciństwem:)
A tuż przed Wigilią frajda lukrowania i zdobienia pierników z mamą, która co jakiś czas szykowała nam nową porcję lukru...zdobienie tradycyjnie pędzelekiem http://szefkuchni.pl/profesjonalny-silikonowy-pedzelek-p-155.html oraz obsypywanie posypką:)
Z wiekiem , pierniczkami zaczęłam obdarowywać najbliższych...zawsze z tym samym skutkiem - każdy jest wniebowzięty takim podarkiem - bo właśnie takie prezenty zwykłe-niezwykłe sprawiają największą przyjemność!
05.09.2012 23:02 odpowiedz
Mamo, mogę jeszcze kawałek...? Mam 8 lat, siedzę na schodach przed domem babci w jednej ręce trzymam kubek z mlekiem (którym dzielę się po równo z kotami ;)) a w drugiej ręce trzymam...słodki, wilgotny, kakaowy, dopiero upieczony kawałek MURZYNKA...i do tego ta czekoladowa polewa...Niebo w gębie! Ech, cudowne lata beztroski, kiedy jedynym zmartwieniem było ukrycie przed mamą obdartych kolan...Dość tych wspomnień, biegnę do kuchni upiec murzynka w pięknej czerwonej formie ( http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html), dla mojej córeczki...
05.09.2012 22:36 odpowiedz
Kiedy myślę o smaku dzieciństwa, na usta ciśnie mi się jedno słowo: drożdżówka. Jakże przepyszne, proste ciasto, a wymagające włożenia sporej dozy serca i pracy w jego przygotowanie. Dlatego drożdżówka była robiona u mnie zawsze rytualnie- przez obojga rodziców. Jak byłam małą dziewczynką, lubiłam siadać sobie przy stole i patrzeć, jak mama przygotowuje drożdże, a tata w tym czasie uciera jajka na przepyszny kogel-mogel, który czasem pozwolił mi podkraść łyżeczką, gdy mama nie patrzyła. Potem mama dodawała produkty do tej puszystej, żółtej masy, którą tata z zapałem mieszał przez dłuższą chwilę. Ciasto koniecznie musiało być doskonale ubite, by było jak najbardziej puszyste, a więc trzeba było do tego silnej, męskiej ręki :) Na koniec ja zawsze dostawałam tłuczek do oskubania z ewentualnych resztek masy, ciasto przykrywano ściereczką i odstawiano w ciepłe miejsce. Ale ja, jako osoba mało cierpliwa, zawsze podbiegałam, by sprawdzić "jak rośnie", a przy okazji podjadałam palcem w pośpiechu ten rarytas (smak surowego ciasta drożdżowego, zjadanego wprost z garnka jest moim typowym wspomnieniem dzieciństwa :)) Kruszonka musiała mieć koniecznie jak największe kawałki i musiało być jej dużo na powierzchni masy. Drożdżówka pieczona była zawsze w największej blaszce, jaką posiadaliśmy w domu. Ta idealnie by się do tego sprawdziła: http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html
Ciasto krojone było zawsze ciepłe (choć pół kruszonki zdążyłam już dawno zjeść, zaraz po wyciągnięciu z piekarnika :), a jako małe dziecko konsumowałam je (koniecznie z zimnym mlekiem) według odpowiedniego schematu: najpierw kruszonka, potem ewentualne owoce, spieczone boki, a na sam koniec najlepsze- puszysty, miękki środek. Niezapomniany smak, zapach, ale też tradycja. Co tydzień w soboty musiało być to ciasto, nasze rodzinne ciasto, gdzie każdy z domowników miał wkład w jego przygotowanie.
ciasteczkowy potwór  (zobacz profil)
05.09.2012 22:24 odpowiedz
Ciasta które najwyraźniej utrzymują się w mojej dziecięcej pamięci to ciasta pieczone przez ciocię Jolę. Piekła zwykłe, domowe ciasta - drożdżowe, piaskowe które smakowały dla mnie i siostry jak torty w najlepszej cukierni. Przypominam sobie historię pewnego piegusa, który stał na lodówce. Tego dnia ja i siostra, próbowałyśmy dogadać z kotem cioci, Klakierem. Klakier jednak zbyt intensywnie (jak na nasz gust) wyraził chęć zaprzyjaźnienia się, dlatego przerażone uciekłyśmy przed nim na stół w kuchni... z którego dobrze było widać stojącego na lodówce piegusa. Należy jeszcze dodać że Klakier był malutkim czarnym kotkiem i cała rodzina przez miesiąc śmiała się z naszej ucieczki na stół :) Ciasta cioci jadłyśmy prostą metodą: otrzymany kawałek wpychałyśmy od razu (i w całości) do buzi. Może gdybyśmy miały wtedy taki ładny zestaw widelczyów: http://szefkuchni.pl/widelczyk-do-ciasta-zestaw-szt-drewnianej-tacce-kolorow-p-897.html jadłybyśmy ciasta bardziej kulturalnie? i nie znikałyby od razu, tylko zostawały chwilę dłużej ;)
kasia90010  (zobacz profil)
05.09.2012 22:10 odpowiedz
Najlepszy wypiek mojego dzieciństwa? Chyba nie potrafiłabym wybrać... Chociaż moja mama piekła kilka placków na krzyż, każdy był wyjątkowy. Najwspanialsze było to, że jako dziecko nie przejmowałam się figurą, więc pochłaniałam każdy słodki wypiek jaki wpadł w moje ręce. Beztroskie lata życia w kalorycznej nieświadomości :) Najbardziej utkwiły mi w pamięci cynamonowe ciasteczka w kształcie gwiazdek (http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-gwiazdka-zolta-p-236.html), które robiłam z mamą i małą siostrzyczką na każde święta, ale nie jestem pewna, czy ze względu na smak, czy też frajdę spowodowaną uczestniczeniem w ich przygotowaniu, bo jak wiadomo - wszystko, w co włoży się odrobinę serca, smakuje wyjątkowo.
m4rtuska  (zobacz profil)
05.09.2012 22:04 odpowiedz
W moim rodzinnym domu w kuchni zdecydowanie króluje mama. Moi dwaj bracia i tatko zdecydowanie trzymają się z daleka. Dlatego też jak tylko pojawił się ten konkurs od razu przyszły mi na myśl faworki... Nie wiedzieć czemu jak tylko padało hasło "faworki" cała rodzinka jednoczyła siły w kuchni i zaczynaliśmy działać. Oczywiście każdy miał swoje zadanie, ja jako najstarsza siostra sprawdzałam czy mamy wszystkie składniki, tata długo i cierpliwie wyrabiał ciasto. Później pałeczkę przejmowała mama, która wałkowała i kroiła ciasto, a nasza gromadka wywijała ciastka, które następnie się smażyły a unoszący się zapach powodował, że dostawaliśmy z rodzeństwem ślinotoku :)) Kiedy już wszystko było gotowe siadaliśmy wszyscy razem, każdy ze swoim kubkiem mleka i całą górą ukochanych faworków, które mogliśmy zajadać do oporu :) Ten smak był wart całej pracy jaką wkładaliśmy w przygotowanie ciastek. Bardzo miło wspominam ten czas, szczególnie teraz kiedy każde z nas mieszka już osobno. I nigdy nie potrafię odmówić kiedy ktoś częstuje mnie faworkiem... :) Myślę, że do wypieków przydałaby mi się silikonowa łapka, aby uniknąć bolesnych oparzeń co niestety zbyt często mi się przydarza... http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-p-191.html
myfoonia  (zobacz profil)
05.09.2012 21:31 odpowiedz
moja słodkość z dzieciństwa to ciasto babci. Było niesamowite. Nie znam dokładnej receptury ale głównym składnikiem były białka. Ciasto było strasznie miękkie i fajnie się je żuło. Takie ciasto z niczego. Zawsze jak przyjeżdżała, a było to dość rzadko, marzyłam by upiekła swoje cudo :) Mięciutkie, gumowe, słodkie, pyszne :) A taki kształt miało ciasto....http://szefkuchni.pl/silikonowe-foremki-do-mini-chlebkow-opakowaniu-p-246.html , babci nie ma już wśród nas, ale wspomnienie tego ciasta pozostanie na zawsze :)
Nika183  (zobacz profil)
05.09.2012 21:26 odpowiedz
Hmmmm.... Wypiek, który przypomina mi dom.....? Wiecznie przypalony sernik który pomimo bardzo niskiej temperatury pieczenia zawsze wychodził mojej mamie jako "murzynek" :D. Ale co tam, wystarczyło tylko obkroić z każdej strony i było to najlepsze ciasto na ŚWIECIE :D http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html Tak, myślę że ta foremka będzie się idealnie nadawała na ten serniczek i przynajmniej do dna się spód ciasta nie przyklei :D
05.09.2012 21:25 odpowiedz
Najlepszy wypiek z dzieciństwa, przynajmniej w moim przypadku, to każdy, który wychodził z piekarnika mojej babci. Nikt nie mógł równać się z jej ciastami czy pieczeniami. Do końca życia zapamiętam ciastka wigilijne robione razem babcią. Były to najwspanialsze pierniki, jakie jadłam w życiu. Szkoda, że wtedy nie miałyśmy takich ślicznych foremek do wycinania jak np. te: http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-gwiazdka-zolta-p-236.html ale babcia radziła sobie świetnie wycinając je zwykłą szklanką.
Przygotowane odpowiednio wcześniej, polukrowane, czekały na mnie i mojego brata schowane na strychu w ogromnym słoiku. Zwykle przyjeżdżaliśmy z rodzicami kilka dni przed świętami żeby pomóc w przygotowaniach a babcia dobrze pilnowała, aby ani jeden piernik nie znikł przed uroczystą kolacją. Wymyśliła podstęp, który polegał na tym, że w jednym z pierniczków była ukryta rodzynka. Ten, kto znalazł ja w swoim ciastku, miał mieć szczęście przez cały rok. I tak po wigilijnej kolacji zaczynały się poszukiwania szczęścia ;) Ciężkie było to zadanie, bo pierniczka trzeba było jeść powoli, aby nie przeoczyć małej rodzynki. Po pierwszym gryzie miało ochotę dać za wygraną, bo smak ciastka był tak niebiański, że chciało się wsadzić całego pierniczka do ust i rozkoszować się melodią smakowych doznań na podniebieniu. Ja niestety nigdy nie znalazłam rodzynki, ale to pewnie wina wujka, który się niczym nie przejmował i wciągał całe ciastka jedno po drugim nie zważając na wyrzuty moje i brata, iż niszczy nam szansę na znalezienie szczęścia;).

Nika183  (zobacz profil)
05.09.2012 21:24 odpowiedz
Hmmmm.... Wypiek, który przypomina mi dom.....? Wiecznie przypalony sernik który pomimo bardzo niskiej temperatury pieczenia zawsze wychodził mojej mamie jako "murzynek" :D. Ale co tam, wystarczyło tylko obkroić z każdej strony i było to najlepsze ciasto na ŚWIECIE :D http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html Tak, myślę że ta foremka będzie się idealnie nadawała na ten serniczek i przynajmniej do dna się spód ciasta nie przyklei :D
05.09.2012 21:07 odpowiedz
Sernik gotowany! Najprostszy: herbatniki, serowa masa, polewa czekoladowa. Nigdy nie zapomnę jego zapachu ani smaku. To było moje pierwsze poważne, samodzielne ciasto. Pamiętam ten strach, gdy jako mała dziewczynka w o wiele za dużym fartuchu musiałam przelać gorącą masę serową do formy na ciasto. Z perspektywy czasu to wydaje się śmieszne, jak przerażał mnie ten ogromny, gorący, bulgoczący garnek - który z czasem robił się coraz mniejszy i coraz bardziej niepozorny... Potem przepis na sernik, nabazgrany na małej karteluszce, zniknął. Gdy niedawno mama go gdzieś odnalazła, od razu go zrobiłam i w kuchni, wśród tych wszystkich zapachów, znowu przypomniała mi się ta mała dziewczynka, bojąca się każdego ruchu w kuchni.
Oczywiście ta mała dziewczynka miała też wielki problem z odmierzaniem w tych magicznych gramach i mililitrach, dlatego myślę, że wtedy bardziej niż cokolwiek innego przydałby mi się ten zestaw: http://szefkuchni.pl/zestaw-lyzek-miarka-oraz-kubkow-miarka-p-549.html
05.09.2012 21:04 odpowiedz
Slodkie wspomnienie mojego dziecinstwa moze byc tylko jedno...

Za oknem szara polska rzeczywistosc "tamtych wspanialych lat" , w kuchni Mama , na srodku kuchni krzeslo , na krzesle ustawiony elektryczny prodiz, wszechobecny slodki zapach, trojka dzieci niecierpliwie czekajaca i marudzaca: -Mamo...no kiedy wreszcie to ciasto bedzie gotowe?
Uspokajajaca nas Mama, wydawalo nam sie, ze pieczenie trwa wieki...
Az w koncu kazde z nas dostawalo duza porcje ciasta, na ciemnokremowych talerzykach kupionych na wage w pobliskim SHP...
Nasze buzie palaszujace i oczy proszace o wiecej...
Mamo-dziekuje Ci za kazdego upieczonego MURZYNKA i za cierpliwosc do calej naszej trojki :)


Przeczytalam o konkursie, temat i okragla foremka
http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html , dala tylko jedno, wyzej opisane skojarzenie...
Z sentymentem pozdrawiam wszystkie roczniki od 1974-1980 :)
kochamslodkie  (zobacz profil)
05.09.2012 20:03 odpowiedz
Domowy wypiek z dzieciństwa... Wiele ich było za czasów mojego dzieciństwa, ale jeden pozostawia pewien sentyment, mianowicie drożdżowe rogaliki z marmolada. Sam zapach pieczonych słodkości stawał się niezwykle przyjemny . Nutka słodyczy w powietrzu przyprawiała lekkie burczenie w brzuchach domowników, nie wspominając już o samym pieczeniu :). Ciągle zaglądałam do piekarnika i obserwowałam jak rogaliki rumienieja i czy przypadkiem są już w zupełności gotowe. Kazda wypieczona porcja była chowana przez moja mamę do miski http://szefkuchni.pl/porcelanowa-miska-do-mieszania-ciasta-duza-p-799.html i zakrywana ściereczka, aby nikt nie pałaszował przed ukończeniem całkowitego pieczenia. Niestety, jak to bywa w domu pełnym dzieci i taty lubiącego słodycze w każdej postaci, świeżuteńki rogalik z pełną precyzja złodziejaszka, tak by mama się nie zorientowała, zabierany był z miski.
Dzisiaj mama piecze rogaliki, gdyż lubi robić to co smakuje innym :).
05.09.2012 20:01 odpowiedz
Co to jest? Słodkie, gorące, brązowe w ciemne kropki i zakręcone?

Naleśniki mojego Taty! :)

Słodkie, bo posypane cukrem.
Gorące, bo podane bezpośrednio z patelni.
Brązowe w ciemne kropki, bo pięknie przysmażone.
Zakręcone, bo podawane zawsze w formie pięknego i uśmiechniętego rulonika.

To jest zdecydowanie smak i zapach mojego dzieciństwa :) Tata obracał je na patelni jedną ręką, ja muszę jeszcze trochę potrenować. Póki co mogę posiłkować się szeroką łopatką do przewracania http://szefkuchni.pl/duza-lopatka-do-przewracania-szara-p-447.html ;)

endżin  (zobacz profil)
05.09.2012 19:48 odpowiedz
Dzieciństwo to dla mnie, dwudziestolatki jeszcze całkiem świeże wspomnienia, ale jestem przekonana, że nawet za następne dwadzieścia i więcej lat będę doskonale pamiętała maminą kuchnię - jedyną w swoim rodzaju i zawsze smaczną. Najbardziej w pamięci utkwiło mi ciasto przez moją mamę nazywane zawsze skubańcem, przez innych niekiedy pleśniakiem. Na samą myśl czuję już zapach roznoszący się po całym domu:) Dzisiaj myślę, że to dla mojej mamy taki comfort food - coś co zawsze się udaje, nie wymaga wiele czasu i pracy a smakuje przepysznie. Dlatego pojawiał się na naszym stole, gdy w przysłowiowych drzwiach stali niezapowiedziani goście, gdy nie udał się kulinarny eksperyment i trzeba było szybko czymś go zastąpić, gdy późnym wieczorem naszła nas ochota na "coś słodkiego" a w domu były tylko podstawowe produkty. Wtedy skubaniec jest jak znalazł. Lekko wilgotne ciasto na spodzie, na nim owoce -najlepiej agrest który przełamuje słodycz ciasta delikatną kwaskowością. Ale tak naprawdę sprawdzały się każde owoce, świeże i mrożone, jabłka, truskawki, śliwki. Małe kuleczki z ciemnego, kakaowego ciasta przemieszane z owocami, na wierzchu solidna warstwa delikatnej pianki z białek i znów kruszonka z jasnego i ciemnego ciasta. Genialne w swojej prostocie. Skubaniec mamy zawsze wyglądał apetycznie i cała rodzina wyczekiwała z niecierpliwością, aż ostygnie by móc się za niego zabrać :) Jako dzieciak uwielbiałam pomagać mamie gdy piekła ciasta, bo zawsze udało mi się coś skubnąć i podjeść. Prawdę mówiąc nawet dziś korzystam z chwili nieuwagi mojej mamy i podkradam z miseczki owoce przygotowane do skubańca. Mimo, że sama mam raczej tendencję do eksperymentowania w kuchni to wiele razy przyszło mi na myśl, by upiec właśnie klasycznego skubańca mojej mamy. Jeszcze nie spróbowałam, jeszcze nie jestem taka dobra jak ona i ciągle wolę być jej małym pomocnikiem przy wypiekach. Może kiedyś spróbuję z własnymi dziećmi :) Mam nadzieję, że będą to wspominały równie dobrze jak ja dziś wspominam pieczenie z moją mamą.

A co przydałoby się do upieczenia skubańca? Myślę, że pomocna byłaby silikonowa forma http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html dzięki której ciasto nie przywierałoby do ścianek ułatwiając nie tylko wyjmowanie, ale też mycie formy.
magmonba  (zobacz profil)
05.09.2012 19:29 odpowiedz
Hymmm, moje dzieciństwo to czasy komunizmu i pustych sklepowych półek. Nie było wtedy takich łakoci jak teraz. I choć niejedno wspomnienie przywodzi na myśl domowe wypieki słodkości z tamtych czasów, dziś z największym sentymentem wspominam nie ciasta lecz chleb który piekła moja babcia. Wielki bochen chleba pieczony w piecu który ledwie pamiętam. Dziś nie ma już takich pieców, ale podobno chleb pieczony na kamieniu http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html potrafi smakować równie wspaniale. Chleb krojony w ręku oparty o babciny brzuch... Jego pyszna świeża kromka z masłem, pomidorem i cebulą... Zupełnie jakby to było 100 lat temu za górami za lasami ... w leśnej chatce.
kochamslodkie  (zobacz profil)
05.09.2012 19:20 odpowiedz
Domowy wypiek z dzieciństwa... Wiele ich było za czasów mojego dzieciństwa, ale jeden pozostawia pewien sentyment, mianowicie drożdżowe rogaliki z marmolada. Sam zapach pieczonych słodkości stawał się niezwykle przyjemny . Nutka słodyczy w powietrzu przyprawiała lekkie burczenie w brzuchach domowników, nie wspominając już o samym pieczeniu :). Ciągle zaglądałam do piekarnika i obserwowałam jak rogaliki rumienieja i czy przypadkiem są już w zupełności gotowe. Kazda wypieczona porcja była chowana przez moja mamę do miski http://szefkuchni.pl/porcelanowa-miska-do-mieszania-ciasta-duza-p-799.html i zakrywana ściereczka, aby nikt nie pałaszował przed ukończeniem całkowitego pieczenia. Niestety, jak to bywa w domu pełnym dzieci i taty lubiącego słodycze w każdej postaci, świeżuteńki rogalik z pełną precyzja złodziejaszka, tak by mama się nie zorientowała, zabierany był z miski.
Dzisiaj mama piecze rogaliki, gdyż lubi robić to co smakuje innym :).
05.09.2012 18:59 odpowiedz
Wybrać jeden ukochany smak z dzieciństwa, hmm niewykonalne! Było ich wiele, ale opiszę ten, którego sama teraz nie umiem powielić lub mam opory myśląc o przygotowaniach. Gdy sięgam pamięcią wstecz z bogactwa smakowitości wypiekanych przez mamę czy też w wakacje przez babcię od razu na myśl przychodzą mi ciastka ze skwarkami. Dziwicie się? Być może:) To były naprawdę najlepsze domowe kruche ciastka, jakie jadłam do tej pory. Upieczone na rumiano, wykrawane szklanką, a teraz mogłyby być tymi pięknymi foremkami (miałabym jeszcze większą frajdę pomagając mamie)http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozne-kolory-p-232.html. Do tego szklanka letniego mleka i rozpływałam się nad talerzykiem pyszności. Przepis gdzieś przepadł, robienie domowych skwarek w mojej rodzinie praktykowane jest już tylko do domowego smalczyku. Samo przywołanie tych wspomnień i uczucia błogości sprawi, że chyba jednak jeszcze raz przeszukam domowe archiwum w poszukiwaniu utraconego smaku.
Nyna1996  (zobacz profil)
05.09.2012 18:52 odpowiedz
Moje dzieciństwo to tradycyjny wigilijny makowiec :) Ten widok mamy kręcącej mak w starej maszynce na korbkę i ja wołająca: "Teraz ja, teraz ja!" :) I ten zapach! Moim sposobem było wychodzenie na moment do innego pokoju, a potem wchodzenie z powrotem do kuchni, żeby wyraźniej poczuć zapach makowca. I uwielbiałam siedzieć przed piekarnikiem i patrzeć, patrzeć... bo, jak wiadomo, pańskie oko konia tuczy :) Smak - chyba każdy uważa, że ciasta robione przez mamę (lub babcię) są najlepsze - i ja tak samo! Mogę się założyć, że nikt nie jadł tak dobrego makowca, jak ten z mojego wigilijnego stołu ;) A co by się przydało? Maszynki na korbkę chyba nie da rady kupić, ale może chociaż dziadka do orzechów, żeby móc ładnie ozdobić makowiec orzechami włoskimi :)
http://szefkuchni.pl/nozyczki-dziadkiem-do-orzechow-p-179.html
05.09.2012 18:38 odpowiedz
Smak, zapach, wygląd najlepszego ciasta z dzieciństwa? Przepyszna szarlotka babci, która zawsze mi powtarzała, że my, kobiety, powinnyśmy starać się być jak to ciasto: słodkie (jak ciasto w smaku), piękne (jak zapach ciasta) i kuszące (jak ciasto z wyglądu)... Gdyby podać je w takiej formie http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html, możnaby dodać, że powinnyśmy mieć wielkie serce - jak kształt tego ciasta :)
05.09.2012 18:36 odpowiedz
Smakowite
Maślane
jAgodowe
śliwKowe

manDarynkowe
seZonowe
letnIe
zimowE
uCierane
jesIenne
najukochaŃsze
wioSenne
śmieTankowe
jabłkoWe
śmietAnkowe

Jest to oczywiście ciasto ucierane z owocami sezonowymi,moim zdaniem to, które najbardziej zapamiętałam z mojego dzieciństwa (i oczywiście najlepsze). Czytając przymiotniki powyżej, można odczytać właśnie to ,czym dla mnie jest to ciasto.
A oto co mogłoby mi pomóc w przygotowaniu i podaniu ciasta:
http://szefkuchni.pl/noz-do-krojenia-serwowania-ciasta-ciemnorozowy-p-899.html
05.09.2012 18:33 odpowiedz
Faworki!!! mmm. Mama wyrabiała ciasto, ja skręcałam faworki, tata smażył na smalcu i ja pudrowałam. Wspólnymi siłami tworzyliśmy najlepsze faworki na świecie. Delikatne, rozpływające się w ustach, pachnące i słodkie:) Takich faworków nie można spotkać nigdzie. Były tak pyszne że musieliśmy ich robić bardzo duże ilości ponieważ wszystkie ciotki i babcia zawsze dostawały od nas miskę takich pyszności. Myślę, że najbardziej przydatny byłby do tego cedzak: http://szefkuchni.pl/cedzak-zielony-p-475.html , ponieważ tata zawsze wyjmował pojedynczo faworki dwoma widelcami.
05.09.2012 17:56 odpowiedz
"Najłatwiejsze ciasto w świecie tak, tak, tak. Nic a nic się go nie gniecie tak, tak, tak." Będąc dzieckiem uwielbiałam tą piosenkę i teledysk gdzie pokazywali jak zrobić najprostsze ciasto w świecie. A było to ciasto ze śliwkami i kruszonką. Więc ja z pomocą mamy robiłam ciasto tak jak w piosence:) Niezapomniany smak śliwek i kruszonki na wierzchu , która była pierwsza zjadana przeze mnie, więc ciasto wyglądało na poogryzane:P mama wiedziała, że sprawcą byłam ja :D. Gusta muzyczne może troszkę mi się zmieniły, ale zamiłowanie do pieczenia i ciasta ze śliwkami NIE! To moje ulubione ciasto upiekłabym w formie:
http://szefkuchni.pl/blacha-do-tarty-wyjmowanym-dnem-20cm-cm-p-584.html
05.09.2012 17:41 odpowiedz
Pewnie to nic szczegolnego,prawie kazdy mial,badz ma babcie i mile wspomnienia zwiazane z jej wypiekami...Zawsze udane,pachnace,bez grozby zakalca ciasto wykonuja bez przepisu z kartki,bo maja wszystko w pamieci...Jako mala dziewczynka wyczekiwalam momentu,az bede mogla dzien przed Wigilia siedziec w kuchni z babcia do 3 nad ranem by przygladac sie jak piecze swoja szarlotke,krucha,pachnaca cynamonem i rodzynkami,ktorej nigdy nie zapomne,aczkolwiek tez nie powtorze,bo za kazdym razem to jednak "nie ten smak" :) Mysle,ze przydalaby sie do tego przepisu ta mala tarka http://szefkuchni.pl/mini-tarka-p-95.html ,poniewaz babcia lubila na koncu zetrzec troszke skorki z cytryny i pomaranczy na ciepla szarlotke :) Zycze wszystkim dzieciom i doroslym tak wspanialych babc i ich wypiekow,jakich ja zaznalam ;)
05.09.2012 17:33 odpowiedz
Domowe wypieki mojego dzieciństwa nie kojarzą mi się z konkretnym wypiekiem, ale z całą masą aromatycznych pyszności jakie serwowała moja mama. Szarlotka, pieczone w każde święta kocie oczka, rafaello, tradycyjny sernik, zwykła babka piaskowa czy fale dunaju już zawsze będą należały do moich ulubieńców. Zawsze byłam chętna do pomocy, i garnęłam się do kuchni choćby moja pomoc miała polegać jedynie na podawaniu wcześniej przygotowanych składników, czy na dotknięciu i delikatnym zamieszaniu jednej z mas. Od takiej szpatułki każda mała pomocniczka z pewnością nie mogłaby się oderwać, jest praktyczna i piękna http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatula-cup-cakes-p-188.html Wypieki mojej mamy zawsze były dla mnie smaczniejsze nawet od całej gamy kolorowych słodkości jakie widywałam za ladą cukierni. Aromat jaki unosił się w całym domu, był niesamowity, a gdy dziś ją odwiedzam, podczas sobotniego pichcenia słodkości, zapachy te przywołują wspomnienia z dzieciństwa.
Skyedzia  (zobacz profil)
05.09.2012 17:28 odpowiedz
Najlepszym smakiem, który kojarzy mi się z dzieciństwem, jest smak naszego domowego ciasta, które nazywaliśmy "murzynkiem", choć właściwie nie był to murzynek, jaki dzisiaj wszyscy znają. Było to ciasto na całą dużą blachę, bardzo często robione zarówno u nas, jak i u mojej babci. Dlaczego uważam to za najlepsze wypiekowe wspomnienie z dzieciństwa? Bo przepis był na tyle prosty, że nie bano się powierzyć wykonania tego ciasta nawet dzieciom. Pamiętam jeszcze, że robiliśmy je nie za pomocą miksera, ale ucieraliśmy je drewnianą kulą. Teraz czasy się zmieniły, stałam się leniwa i używam miksera :D. Poza tym ciasto jest na tyle ekonomiczne, że nikt nie bał się o ewentualne straty, gdyby się noga (a raczej: ręka) młodej kucharce powinęła ;).

Produkt przydatny do tego ciasta, to skrobaczka do miski http://szefkuchni.pl/mini-skrobaczka-do-miski-p-254.html Przydatna zawsze wtedy, gdy trzeba wygrzebać dokładnie ciasto z miski. Nie ukrywam jednak, że przy większej liczbie łakomczuchów, skrobaczka bywała zastąpiona ich palcami i dziwnym trafem ciasta było jakby mniej na blasze... ;)).
05.09.2012 17:25 odpowiedz
Moja Ś.P. Babcia piekła najlepsze na świecie ciasto drożdżowe, jako, że miała 4 córki, przekazała każdej z nich sekretną recepturę na to świetne ciasto. Każda z córek potrafi zrobić wyjątkowe ciasto drożdżowe, ale tylko moja Mama jest Królową tego wypieku. Potrafi sprawić, że jej ciasto drożdżowe ma magiczną moc, bo ktokolwiek spróbuje jej wypieku, od razu staje się ono ulubionym ciastem. I to właśnie takie ciasto drożdżowe, z dużą ilością owoców, kruszonki i fantazyjnymi wzorami z lukru, jest moim ulubionym wypiekiem z dzieciństwa, ale to jeszcze nie koniec;). Moja Mama, Królowa ciasta drożdżowego jest rozchwytywana we wsi, w której mieszkamy, każdy kto zna jej magiczne ciasto, zamawia u niej 2 duże blachy. Teraz kiedy sama umiem już gotować, przejęłam pałeczkę jeśli chodzi o robienie ciasta drożdżowego i cieszę się bardzo, bo chyba udało mi się przejąć również tą magiczną moc:). To jest właśnie to, ten wypiek, który krąży w mojej rodzinie od pokoleń, i który mam nadzieję, zostanie przekazany dalej, to te ciasto, na prawdziwych naturalnych składnikach, jest moim kulinarnym wspomnieniem z dzieciństwa. A ten produkt http://szefkuchni.pl/patera-do-ciasta-p-827.html byłby idealny do zaserwowania takiego ciasta, w końcu Królowa ciasta drożdżowego potrzebowałaby iście królewskiej oprawy;)
Pozdrawiam:)
Ania
05.09.2012 17:15 odpowiedz
Z dzieciństwa pamiętam murzynka, ciasto niezwykle proste do wykonania. Po przygotowaniu składników wrzuca się je wszystkie do miski - przykładowo takiej: http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html i miksuje, potem 40 min w piekarniku i gotowe. Byłam małą dziewczynką i mama piekła to ciasto baaardzo często. Jednak w pewnym momencie ciasto zaczęło smakować nieco inaczej i ... było trochę jaśniejsze niż zazwyczaj. Pisząc, że zaczęło smakować inaczej mam na myśli: zaczęło smakować tak bosko i pachnieć tak cudownie, że byłam w stanie zjeść pół blaszki (!) sama (!) Byłam mała i nie wiedziałam w czym rzecz. Dopiero po jakimś czasie okazało się, że mama zmodyfikowała przepis i zamiast kakao zaczęła dosypywać ... cynamonu, który do dziś jest moją ulubioną przyprawą.
lady_orange  (zobacz profil)
05.09.2012 16:54 odpowiedz
Moja odpowiedź będzie równie enigmatyczna jak sam wypiek. Bardzo słodki wypiek ;-)
Otóż dawno temu (chociaż prawdę mówiąc, nie AŻ tak dawno;-) ) moja Mama zwykła robić czekoladowe grzybki. Chociaż od tamtego czasu minęło ładnych parę lat, nigdy nie jadłam już tak delikatnych, czekoladowo-śmietankowo-biszkoptowych łakoci. Niejednokrotnie widywałam grzybki w cukierniach, a jakże! Nawet w udoskonalonych wersjach w postaci muchomorka czy borowika, ale żaden nie smakował jak ten mojej Mamy...

Mgliście pamiętam tylko, że jako dziecko wchodziłam do kuchni i ogarniałam wzrokiem twórczy nieład. Mama stała przy stole i trzepała jajka widelcem. Gdyby miała takie urządzonko, byłoby jej łatwiej: http://szefkuchni.pl/silikonowa-ubijaczka-do-jajek-p-129.html. Cóż, lata '90 nie były obfite w takie cuda. Wracając jednak do tematu...! Pytałam Mamę co robi, a Mama odpowiadała: "czekoladowe grzybki!" Podskakiwałam w progu, pytałam się - zawsze - za ile będą gotowe, Mama podawała - zawsze - zdecydowanie za długi jak na dziecięcą cierpliwość czas oczekiwania, po czym znikałam w swoim pokoju, aby bawiąc się przyspieszyć bieg minut.
"Agatkooo, chodź wyliższesz miseczkę po czekoladzie!" słyszałam po godzinie, zatem zrywałam się jak szalona i pędziłam co tchu do kuchni i ze smakiem wyjadałam resztki spoglądając chciwie na rządek gotowych już grzybków, których daszki obficie polane były gorącą jeszcze czekoladą.

Ale jak Mama je robiła?
Co się działo w czasie, gdy nie było mnie w kuchni?
Ech, gdyby moja ciekawość gotowania i pieczenia obudziła się we mnie wtedy - teraz bym wiedziała. Niestety, mój spóźniony zapłon na zawsze pozbawił mnie smaku ulubionych grzybków. I chociaż pamiętam, że miały biszkoptowy trzonek, czekoladowy daszek i śmietankowe nadzienie - to pojęcia nie mam, jak Mama to robiła, że dumnie stały na półmisku i smakowały tak obłędnie.

Pozdrawiam Autorkę Bloga! ;-)
05.09.2012 16:20 odpowiedz
Zamykam oczy i widzę za oknem jesienną pogodę. Jest ciemno i pada deszcz. Siedzę z mamą w kuchni i zabieramy się za pieczenie "murzynka". Po domu unosi się zapach powideł śliwkowych i cynamonu. Miłe ciepełko bucha z nagrzewającego się piernika. Ostatni raz mieszam drewnianą łyżką składniki fioletowej masy i czekam kiedy mama pozwoli mi oblizać łyżkę. Wkładamy ciasto do piekarnika i czekamy... mama spokojnie z krzyżówkami przy stole a ja wpatrzona w szybkę piekarnika... Upieczonego "murzynka" chętnie schrupałabym za pomocą tych widelczyków http://szefkuchni.pl/widelczyk-do-ciasta-zestaw-szt-drewnianej-tacce-kolorow-p-897.html .
05.09.2012 16:06 odpowiedz
Moje dziecinstwo pachnialo dzemem z platkow rozy:) Co roku jezdzilismy do dziadkow na wies na wakacje. Ganialismy boso po lakach, wdrapywalismy sie na drzewa. Umorusani, z podrapanymi kolanami cale dnie spedzalismy na swiezym powietrzu. W domu pojawialismy sie tylko na czas posilkow. Ale kiedy babcia robila paczki, wolelismy sie zbytnio nie oddalac od domu:) Nie miala konkretnego przepisu, wszystkie skladniki dodawala "na oko". Ciasto sobie roslo pod sciereczka a my niecierpliwie zagladalismy pod nia, nie mogac sie juz doczekac, kiedy bedzie gotowe. Nastepnie babcia nadziewala je najwspanialsza na swiecie konfitura z platkow rozy (ach co to byl za smak) i smazyla. Paczki zawsze byly niezwykle puchate, z jasna obwodka wokol. Oczywiscie zjadane byly jeszcze na cieplo tak, ze konfitura wewnatrz byla tak goraca, ze parzyla w jezyk. Babcia robila zawsze niesamowite ilosci tych paczkow, ukladala je na tacach, polmiskach i czym jeszcze miala i obficie posypywala cukrem pudrem. Mysle, ze rownie pieknie prezentowalyby sie na tym naczyniu: http://szefkuchni.pl/duzy-polmisek-p-819.html. Mysle sobie jednak, ze to milosc babci do nas i jej oddanie sprawialo, ze ten z pozoru banalny wypiek, gromadzil wokol siebie kochajacych sie ludzi. Dzis babcia juz paczkow nie piecze ale nadal sprawia jej radosc dobry wypiek i ciepla herbata.
dorta79  (zobacz profil)
05.09.2012 15:59 odpowiedz
smak dzieciństwa.... i od razu wróciły wspomnienia... długo nie musiałam się zastanawiać aby opisać coś o czym zapewne nigdy nie zapomnę - w sumie są to trzy smaki ;-) niby zwyczajne a jednak niezwykłe - pierwszy to smak ciasta ucieranego - na wierzch mama wykładała ćwiartki jabłek ze skórką, obowiązkowo z aromatem pomarańczowym - tego smaku i zapachu nie da się zapomnieć - zapewne dlatego kiedy czuję zapach pomarańczowy od razu widzę oczyma wyobraźni ciasto mamy - w moim zeszycie z przepisami ma ono nazwę "Mamy najlepsze";smak numer 2 to ciasto (20 lat temu wydawało mi się najbardziej "wymyślnym" ciastem) tzw murzynek przełożony kremem z serków homogenizowanych - dostanie ich wtedy w sklepach przed świętami graniczyło z cudem - do dziś pamiętam jak z siostrami obeszłyśmy kilkanaście sklepów w poszukiwaniu serków do ciasta; no i wreszcie smak nr 3 to biszkopt przełożony masą truskawkową, na wierzchu ciasta wyłożone całe truskawki i zalane galaretką truskawkową ;-). Tych trzech smaków nigdy nie zapomnę. Myślę , że dla większości wydadzą się banalne ale dla mnie te smaki są czymś do czego powracam nie tylko w myślach ale i w praktyce.Częstując moim ciastem gości chętnie skorzystałabym z http://szefkuchni.pl/widelczyk-do-ciasta-zestaw-szt-drewnianej-tacce-kolorow-p-897.html
a.kowalczyk95  (zobacz profil)
05.09.2012 15:34 odpowiedz
Mój smak dzieciństwa to ciasto Krówka składające się z warstwy białego biszkoptu, na to masa z mleka w proszku i na wierzchu posiekane orzechy włoskie. Czemu tak je pamiętam? Jak można zapomnieć podjadanie mleka w proszku prostu z torebki i liczenie na to, aby w misce została choć odrobina masy do wyskrobania. Aaaaa....jak mogłabym zapomnieć....orzechy koniecznie z babcinego drzewa. Najlepsze! A co do przydatnej rzeczy szefakuchni to oczywiście mini skrobaczka do miski http://szefkuchni.pl/mini-skrobaczka-do-miski-p-254.html, aby nie uronić ani odrobiny masy ;D
05.09.2012 15:32 odpowiedz
Do końca życia będę pamiętać sobotnie poranki, gdy siadałam z dziadkiem w salonie i słuchałam jego opowieści o dawnych czasach. Tymczasem babcia w kuchni pracowała nad ciastem drożdżowym. Ale to nie mógł być zwykły drożdżak. Ten musiał być posypany grubą warstwą kruszonki. Słodka kruszonka babci, która zawsze była zjadana w ostatnim etapie wcinania ciasta. Pamiętam też jak przed posypaniem kruszonką babcia zawsze starannie smarowŁa ciasto jajkiem. Ona robiła to zwykłym pędzlem ze sklepu malarskiego a w dzisiejszych czasach kupiłabym jej do tego pędzel silikonowy: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html
05.09.2012 15:18 odpowiedz
Każdego roku ulubioną częścią moich wakacji był pobyt u dziadków w Lublinie. Ze szczególnym sentymentem wspominam zakupy robione z dziadkiem na targu i czas spędzany z babcią w kuchni. Smak i zapach których do dzisiaj nie umiem dokładnie odtworzyć miały robione przez babcię "cebularze" z ciasta drożdżowego z cebulką i makiem. Od kilku już lat przygotowuję je zgodnie z zapamiętaną recepturą delikatnie modyfikując proporcje tak aby uzyskać zapamiętany smak. Najbardziej lubię wyrabianie ciasta drożdżowego, co na pewno byłoby dużo łatwiejsze w takiej misie: http://szefkuchni.pl/kubek-do-mieszania-ciasta-20-cm-p-44.html, tak długo aż będzie odstawało od ręki. Po wyrośnięciu ciasta wystarczy już tylko uformować okrągłe placki, posmarować jajkiem i położyć przygotowaną wcześniej cebulkę wymieszaną z makiem. I kiedy są już upieczone cały dom wypełnia cudowny zapach... A wszyscy domownicy biegną do kuchni. Bo najsmaczniejsze są jeszcze ciepłe, wyjęte prosto z piekarnika i posmarowane masłem. A ja znowu jestem dziesięciolatką w środku lata.
elusia_r  (zobacz profil)
05.09.2012 15:17 odpowiedz
Niedzielny poranek, godzina 7:00. Z kuchni dochodzą już do nas jakieś odgłosy. To oczywiście mama, bo tata to największy śpioch na świecie. Dzielę pokój razem z moją starszą siostrą. Jest niedziela, dzień wolny od szkoły, codziennego rannego wstawania, szybkiego szykowania się i pędzenia na przystanek na autobus...chwila zastanowienia...NIE, nic nie zatrzyma nas w łóżkach, bo przecież mama robi rogaliki z domową konfiturą. Kto jej tak nie pomoże jak my. Siostra jako straszy pomocnik bierze się za rozwałkowanie ciasta. Później mama sięga po głęboki talerz, przystawia i odkraja równe okręgi. Dzieli na trójkąty. I tu do akcji wkraczam JA:) Smaruję konfiturą z malin. Zawijam i układam na blaszce wysmarowanej masłem. Ile łatwiej by było, gdybyśmy miały wtedy matę silikonową http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html. Później smaruję rozkłóconym białkiem i posypuję cukrem. Dziś użyłabym pewnie silikonowego pędzelka: http://szefkuchni.pl/maly-silikonowy-pedzelek-p-147.html, wtedy miałam zwykły jak do malowania farbą;). A później blacha do nagrzanego piekarnika i obserwujemy z wypiekami na twarzy jak rosną, rumienią się i pachną malinami i miłością mamy. Najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa to czas spędzony z mamą w kuchni. Już nie mogę doczekać się takich chwil z moją Ulcią-Szpulcią.
nikomiko2  (zobacz profil)
05.09.2012 15:17 odpowiedz
O jejku słodko gorzki smak dzieciństwa pod nazwą murzynek ,mama ciągle zapracowana a tata w delegacji więc do dzieła roztopić masło dodać kakao i cukier wystudzić dodać resztę wybełtać i piec. Zawsze odlewaliśmy pół szklanki na polewę ale nigdy nie jej nie było zjedliśmy paluchami zanim ciasto się upiekło.Szkoda że wtedy takich super blaszek nie było więc ciasto nie zawsze chciało wypaść.http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html
05.09.2012 15:16 odpowiedz
05.09.2012 15:14 odpowiedz
Najcudowniejszy wypiek mojego dzieciństwa to mazurek, jedyny godny tej nazwy... niby potrafię go zrobić, ale jakoś nigdy nie chce mi wyjść taki, jak powinien. Na kruchodrożdżowym cieście (zawsze mi draństwo za wysokie urośnie), z morelowa marmoladą (która NIE powinna wypływać bokiem), masą orzechową (tak idealnie trafić pomiędzy gorycz włoskich orzechów a słodycz cukru jeszcze mi się nigdy nie udało), z czekoladową pomada na śmietanie (która, w przeciwieństwie do mojej, jednak zdecydowanie powinna zastygać)... Ten idealny to zapach oczekiwania na Wielkanoc, na zajączka, wielki zjazd rodzinny w naszym domu i smak, którego nigdy później nie udało mi się już odtworzyć... ale w końcu się uda, moje dzieci też muszą go poznać.
I sądzę, że znakomicie wyszedłby mi, pieczony w formie na prostokątną tartę, tak, nie wychodzi mi zdecydowanie wyłącznie dlatego, że jej nie mam! :-)
05.09.2012 15:00 odpowiedz
Najlepszy wypiek z dzieciństwa jaki pamiętam to ciasto mojej cioci. Robiło się je szybko, a smakowało nieziemsko. Ciocia nazwała je ,,śmietnik'' bo wrzucała do niego to co w danym momencie miała pod ręką nadającego się do wypieku, dlatego za każdym razem smak ciacha się zmieniał - w zależności od składników. To miało kolejny plus nie dało się nim przejeść! Jedyne stałe składniki ,,śmietnika'' to pyszna chrupiąca kruszonka, dużo kakao i cudowna domowa konfitura choć jej smak również często się zmieniał :). Zapach pieczonego ciasta niósł się po całym domu, nie dając o sobie zapomnieć wygłodniałym domownikom. Zazwyczaj ,,śmietnik'' znikał zaraz po wyciągnięciu z piekarnika, jeszcze gorący. Jedzeniu tego wspaniałego wypieku towarzyszyły krzyki cioci: ,,Nie jeść gorącego ciasta nicponie, bo brzuchy was rozbolą! A jak już musicie jeść to bierzcie talerzyki bo kruszycie. O Boże jedyny co ja się z wami mam.'' Mojej cioci z pewnością przydałaby się do upieczenia śmietnika ta forma: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html Może nawet skończyłaby ze swoimi krzykami? Choć nie wiem czy bez tego elementu ciasto smakowałoby nam równie dobrze :).
SuperTurboSzefKuchni  (zobacz profil)
05.09.2012 14:45 odpowiedz
Dziecistwo? To zdecydowanie wakacje u babci. Ach, to były czasy... Dziadek urządzał nam pokój na strychu, gdzie wnosiliśmy całą masę poduszek, materacy i kocy - wiliśmy z nich gniazdka, w których spaliśmy po całym dniu biegania po babcinym ogrodzie. Do dziś pamiętam, jak z całą zgrają kuzynostwa wyjadaliśmy maliny z krzaków, goniliśmy kury i wspinaliśmy się po drzewach. W tym czasie babcia piekła nasze ulubione drożdżówki - z jagodami, które wcześniej zbieraliśmy w lesie. Pachniały... świezymi drożdżami, latem i dziecięcymi paluszkami lepkimi od przesłodkiego lukru. Były cudownie puszyste i ciepłe (nigdy nie zdążyły wystygnąć). Gdyby babcia miała taką tacę http://szefkuchni.pl/taca-groszki-melamina-p-39.html w zabawne groszki, byłoby jej dużo łatwiej ganiać za zgrają rozbieganych wnucząt.
becia_leszno  (zobacz profil)
05.09.2012 14:29 odpowiedz
Mój smak dzieciństwa? Zawsze bez zastanowienia powiem, że jest to gorący placek drożdżowy posypany cukrem i z dużą ilością kruszonki - oczywiście w wykonaniu mojej babci - nigdzie nie jadłam tak smacznego i już pewnie nie zjem. Wysoki, pachnący masłem, z chrupiącą cukrową skórką i kruszonką miejscami przypieczoną... nie da się tego opisać słowami.
Do przygotowania przydałaby sie ta forma... http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html... ciasto pięknie wyrosłoby w niej... ach zapachniało mi plackiem.
nati7777  (zobacz profil)
05.09.2012 14:27 odpowiedz
Aby objąć moje dzieciństwo zapachem i smakiem, należałoby wytężyć wszystkie zmysły do maksimum, choć i tak obawiam się, że nie oddadzą w pełni tej różnorodności.
Najbardziej pamiętam mięciutkie i puszyste pierniczki korzenne, które zapachem wtulały się w cały dom (zwłaszcza w zimie, kiedy aura na zewnątrz sprzyjała domowym posiedzeniom z kubkiem pysznej herbaty z domowym sokiem malinowym). Do wycięcia małych puszystych pierniczków, użyłabym http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozne-kolory-p-232.html, gdyż żaden pierniczek nie smakuje tak bardzo jak ten w kształcie serducha.
Dodatkowo biały jak śnieg lukier trzyma się serca o wiele lepiej niż innych klasycznych kształtów.

05.09.2012 14:27 odpowiedz
Zawsze gdy ktoś się mnie pyta jaką potrawę pamiętam najlepiej z dzieciństwa, zawsze odpowiadam PIZZA mojej Kochanej Babci. Nikt nie potrafił zrobić takiej pizzy jak ona i nikt nawet nie próbował. To dzięki niej zaczęłam podpatrywać jak się robi różne ciasta, ciasteczka i obiady. http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html cudownie byłoby podać moją malutką namiastkę dzieciństwa mojej córeczce na takiej pięknej tacy.
noaledomi  (zobacz profil)
05.09.2012 14:26 odpowiedz
Gdy myślę o wypieku z dzieciństwa przed oczyma staje mi moja babcia. Latem i wczesną jesienią piekła jedyne w swoim rodzaju jagodzianki. Niewielkie, ciasno upchnięte w "blaszce" do pieczenia. Ich zapach roznosił się po całym domu, a ja nie mogłam się doczekać kiedy babcia wyjmie je z pieca. Do końca życia nie zapomnę widoku złocących się jagodzianek, a także babci, która absolutnie zawsze siedziała przy piekarniku, bo przecież "to nie normalny piecyk tylko jakiś nowomodny wymysł i bułeczek trzeba pilnować". Zdecydowanie zapach i gorzkawy posmak jagodzianek to najlepsze wspomnienie dzieciństwa. Myślę, że gdyby babcia jeszcze żyła zdecydowanie wybrałaby http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ta formę dla jagodzianek, chodź zapewne nie obyłoby się bez narzekania na nowomodne wymysły.
05.09.2012 14:20 odpowiedz
Jedyny i niepowtarzalny smak dzieciństwa: rożki z ciasta serowego z nadzieniem z powideł śliwkowych mojej cioci. Coś co zawsze już będzie mi się kojarzyło z ciocią i jesienią.
Pamiętam jak szłam długim korytarzem u cioci w bloku ciągnąc za sobą swoją lakę i czułam ogarniający mnie zewsząd zapach. Im bliżej ciocinych drzwi tym zapcha stawał się coraz bardziej intensywny, był słodką zapowiedzią nagrody za pokonanie całego miasta.
Zapach powideł śliwkowych ponownie podgrzanych w piekarniku, trochę przypalonych tam gdzie wypłynęły z rożków. Rożki najbardziej lubiłam pochłaniać prosto z pieca, zaraz po oprószeniu cukrem pudrem, jak tylko przestały parzyć podniebienie... pamiętam to oczekiwanie, przyglądanie się, dla zabicia czasu... a każdy rożek inny, ten większy, ten mniejszy, z tamtego coś wyciekło, a ten z większą ilością cukru pudru... wreszcie smak... najpierw cieniutkie chrupiące ciasto, delikatne, a później zdecydowany smak powideł. Mogłam zjeść całą blachę, a ciocia i tak coś jeszcze znalazła i zapakowała do domu na wynos.
Pamiętam też, że rożki uwielbiały się przyklejać do blachy, teraz nie było by takiego problemu, w końcu są maty do pieczenia (http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html) !
OwocowSałateczka  (zobacz profil)
05.09.2012 14:18 odpowiedz
Najlepszym domowym wypiekiem z dzieciństwa jest bezkonkurencyjny miodownik wuzetkowy, który piekła moja mama zazwyczaj na jakieś ważne uroczystości bądź na święta. Często byłam obecna podczas przygotowania tego wspaniałego ciasta, którego aromat unosił się nie tylko w kuchni, czy pokoju jednym czy drugim lecz nawet wchodząc na klatkę schodową można było poczuć wspaniałą woń przyprawy korzennej unoszącej się w powietrzu. Po upieczeniu miodownika w prostokątnej jeszcze za tamtych czasów starej blaszce (którą teraz mogłaby zastąpić taka forma) http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
- mama zawsze odcinała brzegi ciasta po ok. 1-2cm żeby później łatwiej było wyjmować ciasto, które było przekładane kremem - odcięte brzegi dzieliła pomiędzy mnie a brata a my wcinaliśmy je z apetytem i z niecierpliwością czekaliśmy na ciąg dalszy... Następnie mama przygotowywała krem na który składało się masło, cukier puder, i serki waniliowe (serki jeszcze w tych tradycyjnych opakowaniach koloru żółtego z kwiatuszkiem wanilii:) ohh ile razy dostaliśmy po rękach delikatnie aby nie podbierać i nie wylizywać tego słodkiego białego kremu :))) Najbardziej cieszyłam się kiedy mojego brata nie było w domu wówczas miskę z pozostałościami kremu do oblizania dostawałam ja - oj jaka ja szczęśliwa byłam, że dostało mi się to co najlepsze :) Wykończeniem tego pysznego wypieku była polewa czekoladowa - garnka po polewie można było prawie nie myć bo wiadomo kto "umył" wszystkie brzegi i dno :)To tylko tylko krótki opis etapów, które najbardziej utkwiły mi w pamięci podczas przygotowania tego ciacha - a efekt końcowy i konsumpcja odbywała się zazwyczaj dnia następnego wtedy ciasto było zwarte i łatwo było je kroić na kawałeczki a jego smak czuję po dzień dzisiejszy - przepis na pobrudzonej kartce papieru trzymam wciąż w moim zeszycie kulinarnym - i również piekę te ciasto - mam taką nadzieję, że kiedyś moje dzieci równie będą sobie mile wspominać ten wypiek bo jest on tego warty :))
merlinka100  (zobacz profil)
05.09.2012 14:15 odpowiedz
Smak dzieciństwa to kombinacja dwóch zupełnie nie pasujących do siebie smaków. To pyszny, puszysty, pachnący drożdżami i kruszonką jeszcze ciepły pieróg babci a do niego bigos. Po śmierci babci nigdy już nie jadłam tak pysznego dobrego pieroga i nigdy nie jadłam go już w połączeniu z bigosem. Dziś te dwa smaki wg mnie tak do siebie nie pasują, że nie mam odwagi ich łączyć: nawet najlepszego pieroga z cukierni lub własnego wypieku i najsmaczniejszego domowego bigosu. Nic nie wróci smaku dzieciństwa. Do dziś pamiętam wygląd pieroga babci, duża blacha taka jak http://szefkuchni.pl/duze-naczynie-porcelanowe-do-pieczeni-p-682.html pełna wyrośniętego, wręcz wylewającego się ciasta po brzegi wysypanego kruszonką. Mhm, chciałoby się powrócić do tamtych lat...
05.09.2012 13:59 odpowiedz
Moja babcia jest kochana,
A dlaczego zaraz powiem.
Słyszę... krząta się od rana,
Wiem co chodzi jej po głowie.

Choć wakacje i czas błogi,
Pospać można do południa,
Już spod kołdry wstały nogi...
Co za zapach! Ach, woń cudna!

Więc do kuchni daję nura,
Wiem już co tam na mnie czeka.
To proziaków wielka góra,
Z marmoladką, szklanką mleka!

Tak wspominam czas ten ten piękny,
Gdy na kuchni drewnem grzanej,
Babci ręce placki piekły,
Proziakami śmiesznie zwane.

A proziaki to proste placki na maślance lub kefirze. Najlepsze robiła moja babcia, bo tylko ona umiała dobrać proporcje, "na oko" oczywiście. Ich tajemnica to właśnie maślanka lub kefir i tajemnicza proza... czyli zwykła soda oczyszczona :) Na południu Polski proza to dawne, chyba popularne określenie, choć spotkałam się też z określeniem prouza. Oprócz tego oczywiście mąka i cukier. Najlepsze i prawdziwe proziaki musiały być pieczone bezpośrednio na rozgrzanej blasze pieca opalanego drewnem. Można je również piec w piekarniku na suchej blasze lub jak racuchy na oleju na patelni, ale te na oleju mają inny (też niezły) smak. Próbowałam sama je zrobić (piekąc właśnie w piekarniku) i jestem już bliska ideału :) Było by mi na pewno łatwiej, gdybym miała miała do pieczenia taką matę: http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html , bo placki nie przywierałyby do blaszki.
maria.m  (zobacz profil)
05.09.2012 13:38 odpowiedz
Kruche ciasteczka, które piec nauczyła moją mamę jej babcia, a moja prababcia.
Moja mama z kolei nauczyła je piec mnie i mojego młodszego brata. Pomagaliśmy jej w pieczeniu tych pysznych ciasteczek na Boże Narodzenie. Wycinaliśmy je w świąteczne kształty, a po upieczeniu na śliczny złoty kolor posypywaliśmy cukrem pudrem. Wielokrotnie także sprawdzały się jako świetny prezent - moja mama dawała je w prezencie znajomym i członkom rodziny, a niedawno także i ja sprezentowałam je koleżankom. Ciasteczka wycinane przy pomocy takich foremek http://szefkuchni.pl/foremka-do-wycinania-ciastek-serce-rozowa-p-238.html byłyby wspaniałym prezentem na Walentynki!
05.09.2012 13:33 odpowiedz
Z dzieciństwa nie pamiętam zbyt wiele, zapewne ze względu na to, że nie upłynęło od jego zakończenia jeszcze zbyt dużo czasu. Są jednak rzeczy, które potrafią tak utkwić w pamięci, iż mimowolnie wciąż się do nich powraca. Zalicza się do nich każdy poranek, gdy aromat kakao podgrzewanego w garnuszku z masłem, cukrem i resztą składników na blok czekoladowy, unosił sie lekko po całym domu zachęcajac wszystkich domowników do powstania z łóżek. Nie było i nie ma nic lepszego, na jesienną chandrę czy mroźnie dni zimy, niż kostka przepysznego bloku z herbatnikami i bakaliami. Do dziś moim ulubieńcem w kuchni pozostało mleko w proszku. Gotową masę mama przekładała drewnianą łyżką do metalowej keksownicy, w której zastygnięty blok sprawiał niemałe problemy z wyjęciem. Przydałaby się wtedy silikonowa foremka http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html by wyjąć go z łatwością.
05.09.2012 13:05 odpowiedz
.... siedzę sobie w babcinej kuchni, jestem jeszcze tak niziutka, że nożki nie dosięgają do podłogi z normalnego krzesła - (pewnie Dziadek mnie podsadził), "pewnie jesteś głodna" - mówi Babcia i dodaje: "a ja mam tylko tą zimną babę ziemniaczaną ..." Teraz sobie myślę .... Tylko tą babę ??? Rety - ile bym teraz dała żeby ją zjeść ... Zwykła, prosta babka z tartych ziemniaków upieczona w starej formie od prodziża (dziś pewnie taka byłaby lepsza: http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html ), a w środku baby - jak mawiał Dziadek - "baba na winie" wrzucasz wszystko co ci się pod rekę "nawinie" ;-))) i kawałki boczku, i cebulka, i pokrojone warzywka z rosołu, a i kawałek rosołowego kurczaka się trafił i skwarki z odrobiną smalcu, natka pietruszki, jajka .....ehh ;-)) "Może odgrzeje Ci ją na patelnce Haniu" - pytała Babcia, "jest jeszcze trochę śmietany do polania ..." - podpowiadał Dziadek ... Niby nie było wtedy w sklepach tak wiele a we wspomnieniach tak tego dużo ... ;-)))))))
nikomiko2  (zobacz profil)
05.09.2012 12:46 odpowiedz
O jejku słodko gorzki smak dzieciństwa pod nazwą murzynek ,mama ciągle zapracowana a tata w delegacji więc do dzieła roztopić masło dodać kakao i cukier wystudzić dodać resztę wybełtać i piec. Zawsze odlewaliśmy pół szklanki na polewę ale nigdy nie jej nie było zjedliśmy paluchami zanim ciasto się upiekło.Szkoda że wtedy takich super blaszek nie było więc ciasto nie zawsze chciało wypaść.http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html
Delimamma  (zobacz profil)
05.09.2012 12:46 odpowiedz
Drożdżowe z jagodami, zupa szczawiowa, pierogi ruskie, jajecznica na śmietanie - smaki mojego dzieciństwa, jednakże niewątpliwym numerem jeden jest ciasto drożdżowe z jagodami i kruszonką. Nie powstawało tak po prostu. Moja Mama najpierw sama zbierała jagody. Podczas jednego wyjazdu potrafiła nazbierać całe wielkie wiadro. Nie powiem żebym jej w tym pomagała, wręcz przeciwnie potrafiłam jeszcze uszczuplić zbiory ;) Las to bułki z masłem i musztardą i termos z gorącą herbatą oraz obawa, że Mama gdzieś się zgubi :) Nigdy się nie zgubiła ale odeszła o wiele za wcześnie...
Moje ciasto nigdy nie będzie tak dobre jak jej ale mojej Julci bardzo smakuje, tak jak mi ciasto mojej Mamy... puszyste, intensywnie jagodowe i ogromną górą słodziutkiej kruszonki. Podaję je zawsze z zimnym mlekiem, czasami jeszcze ciepłe zanoszę córeczce do łóżka... na pięknej tacy http://szefkuchni.pl/taca-groszki-melamina-p-39.html wyglądało by idealnie :)
05.09.2012 12:39 odpowiedz
Moja babcia jest kochana,
A dlaczego zaraz powiem.
Słyszę... krząta się od rana,
Wiem co chodzi jej po głowie.

Choć wakacje i czas błogi,
Pospać można do południa,
Już spod kołdry wstały nogi...
Co za zapach! Ach, woń cudna!

Więc do kuchni daję nura,
Wiem już co tam na mnie czeka.
To proziaków wielka góra,
Z marmoladką, szklanką mleka!

Tak wspominam czas ten ten piękny,
Gdy na kuchni drewnem grzanej,
Babci ręce placki piekły,
Proziakami śmiesznie zwane.

A proziaki to proste placki na maślance lub kefirze. Najlepsze robiła moja babcia, bo tylko ona umiała dobrać proporcje, "na oko" oczywiście. Ich tajemnica to właśnie maślanka lub kefir i tajemnicza proza... czyli zwykła soda oczyszczona :) Na południu Polski proza to dawne, chyba popularne określenie, choć spotkałam się też z określeniem prouza. Oprócz tego oczywiście mąka i cukier. Najlepsze i prawdziwe proziaki musiały być pieczone bezpośrednio na rozgrzanej blasze pieca opalanego drewnem. Można je również piec w piekarniku na suchej blasze lub jak racuchy na oleju na patelni, ale te na oleju mają inny (też niezły) smak. Próbowałam sama je zrobić (piekąc właśnie w piekarniku) i jestem już bliska ideału :) Było by mi na pewno łatwiej, gdybym miała miała do pieczenia taką matę: http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html , bo placki nie przywierałyby do blaszki.
gosialita  (zobacz profil)
05.09.2012 12:38 odpowiedz
Entliczek pentliczek... po kilku godzinach przetwarzania jabłek na mus czułam się jak robaczek z wierszyka. Po głowie plątała się myśl, że powinnam upiec jakieś ciasto, ale poza tym, że wiedziałam, że NIE będzie to szarlotka, nie miałam innych pomysłów. I wtedy z koszyka na kuchennym blacie uśmiechęły się do mnie, wydymając swoje fioletowe policzki one - śliwki idealne: wielkie, słodkie i soczyste. Myśli zabłądziły do kuchni mojej mamy, w której każdej jesieni królował niepodzielnie prozaiczny placek ze śliwkami. Zrobiony z najzwyklejszego na świecie ciasta kruchego, cieniutko rozwałkowanego i ułożonego na największej dostępnej foremce (takiej, jak na przykład http://szefkuchni.pl/kwadratowe-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-28-cm-p-836.html) - ciasto szybko znikało, więc musiało być go duuużo, obłożonego hojnie połówkami śliwek, wypieczonego do cudownej chrupkości i posypanego pudrem. I ten moment, kiedy można było skosztować ciepłego jeszcze ciasta... Nie miałam już wątpliwości, co będzie na niedzielny podwieczorek :)
Milusia  (zobacz profil)
05.09.2012 12:31 odpowiedz
Ciasto "Ambasador" jak nazywała je moja babcia to uosobienie mojego dzieciństwa. Pamietam do dzis smak masy kakaowej z drobinkami czekolady, która babcia kroiła nożem, a która dziś mogłaby rozdrobnic z pomoca mini tarki http://szefkuchni.pl/mini-tarka-p-95.html. Do tego aromatyczna pachnąca wanilią jasna masa z brzoskwianiami wykładana i rozprowadzona łyżka na masie kakaowej (dziś babcia moglaby sie posłużyc szpatułka typu http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html), a wszystko ułożone na puszystym biszkopcie nasączonym syropem z brzoswiń. Ciasto pieczone było w dużej formie, ponieważ chętnych na nie było zawsze sporo. Dziś, gdy sama przygotowuje to ciasto dla mojej rodziny, mam przed oczami ten beztroski czas pachnacy wanilia i czekolada.
pucaluta  (zobacz profil)
05.09.2012 12:23 odpowiedz
Zamykam oczy i ... już czuję w ustach ten słodki smak... Taaaak, ciepłe (o zgrozo!) drożdżowe ciasto mojej kochanej Buni, nie posypywane niestety kruszonką, bo starej daty piekarnik przypalał wszystko od góry, za to posmarowane mlekiem z jajkiem, więc upieczone na złoto z chrupką skórką. Pędzlowanie ciasta szło Buni opornie, bo nie miała pędzla z prawdziwego zdarzenia. Przydałby się jej taki: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html, to by się dopiero pędzlowało! W środku mięciutkie, puszyste, jak najdelikatniejsze ciasto na świecie, z wystanymi w kolejkach sułtankami. Bunia piekła je w wielkiej formie, płasko, tak by dało się je posmarować masłem (które na gorącym cieście od razu się rozpuszczało), wziąć w rękę i hopla na podwórko! A gdy przestygło przez okno podawała mi zimne mleko i to połączenie do dziś kojarzy mi się z bezpieczeństwem, dobrocią i miłością. Patrzyłam jak wyrabiała ciasto, delikatnie i stanowczo jednocześnie. Nosiła na palcu taki pierścionek z inicjałami i zawsze cały był oblepiony tym ciastem... Teraz ja mam ten pierścionek i gdy na niego patrzę - czuję, że uśmiecha się do mnie z chmurki swojej. Pędzlowanie ciasta szło Buni opornie, bo nie miała pędzla z prawdziwego zdarzenia. Przydałby się jej taki: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html, to by się dopiero pędzlowało!
Milusia  (zobacz profil)
05.09.2012 12:18 odpowiedz
Ciasto "Ambasador" jak nazywała je moja babcia to uosobienie mojego dzieciństwa. Pamietam do dzis smak masy kakaowej z drobinkami czekolady, która babcia kroiła nożem, a która dziś mogłaby rozdrobnic z pomoca mini tarki http://szefkuchni.pl/mini-tarka-p-95.html. Do tego aromatyczna pachnąca wanilią jasna masa z brzoskwianiami wykładana i rozprowadzona łyżka na masie kakaowej (dziś babcia moglaby sie posłużyc szpatułka typu http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html), a wszystko ułożone na puszystym biszkopcie nasączonym syropem z brzoswiń. Ciasto pieczone było w dużej formie, ponieważ chętnych na nie było zawsze sporo. Dziś, gdy sama przygotowuje to ciasto dla mojej rodziny, mam przed oczami ten beztroski czas pachnacy wanilia i czekolada.
05.09.2012 12:14 odpowiedz
Moja babcia jest kochana,
A dlaczego zaraz powiem.
Słyszę... krząta się od rana,
Wiem co chodzi jej po głowie.

Choć wakacje i czas błogi,
Pospać można do południa,
Już spod kołdry wstały nogi...
Co za zapach! Ach, woń cudna!

Więc do kuchni daję nura,
Wiem już co tam na mnie czeka.
To proziaków wielka góra,
Z marmoladką, szklanką mleka!

Tak wspominam czas ten ten piękny,
Gdy na kuchni drewnem grzanej,
Babci ręce placki piekły,
Proziakami śmiesznie zwane.

A proziaki to proste placki na maślance lub kefirze. Najlepsze robiła moja babcia, bo tylko ona umiała dobrać proporcje, "na oko" oczywiście. Ich tajemnica to właśnie maślanka lub kefir i tajemnicza proza... czyli zwykła soda oczyszczona :) Na południu Polski proza to dawne, chyba popularne określenie, choć spotkałam się też z określeniem prouza. Oprócz tego oczywiście mąka i cukier. Najlepsze i prawdziwe proziaki musiały być pieczone bezpośrednio na rozgrzanej blasze pieca opalanego drewnem. Można je również piec w piekarniku na suchej blasze lub jak racuchy na oleju na patelni, ale te na oleju mają inny (też niezły) smak. Próbowałam sama je zrobić (piekąc właśnie w piekarniku) i jestem już bliska ideału :) Było by mi na pewno łatwiej, gdybym miała miała do pieczenia taką matę: http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html , bo placki nie przywierałyby do blaszki.
Elizaa1  (zobacz profil)
05.09.2012 11:59 odpowiedz
ten zapach i smak którego nigdy nie zapomnę, to bułeczki drożdżowe mojej babci, zawsze robiła ich całe mnóstwo dla wszystkich wnuków, pamiętam jeszcze jedliśmy je takie ciepłe z dżemem, niestety nikt już takich pysznych nie robi, ale ciągle próbuję i mam nadzieje, że kiedyś też zrobię je swoim dzieciom, a później wnukom:) http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html
chocolady  (zobacz profil)
05.09.2012 11:51 odpowiedz
najlepszy wypiek dzieciństwa,
ten który pamiętam od maleństwa
to biszkopt z owocami,
który nie wymaga przygotowywania nocami
jest szybki, prosty, dobrze znany,
przez wszystkich domowników kochany
receptura nie skomplikowana,
przez pokolenia przekazywana
najpierw prababcia, potem jej córka
aż do czasu, kiedy ja wyrosłam z podwórka
babcia piekła go na co dzień,
choć świąteczny czas też był tego godzien
biszkopt najlepiej smakuje z wiśniami,
choć może być także z malinami
jednak do wiśni, zwłaszcza z kompotu,
aby nie robić sobie kłopotu,
żeby zakalec nie był na palec,
babcia miała swoje siteczko,
podobne to tego: http://szefkuchni.pl/profesjonalne-sitko-ze-stali-nierdzewnej-22-cm-p-407.html małe kółeczko
na którym wiśnie zawsze leżały
i małe rączki je podkradały
a potem sprytnie na blaszkę rzucały
kiedy już ciasto piekło się w piekarniku
czas leciał wolniej na małym budziku
bo zapach wypieku był bardzo kuszący
zwłaszcza dla nosów małych brzdąców
smak tego ciasta pamiętam z dzieciństwa
choć dawno minęły czasy maleństwa
dziś razem z babcią pieczemy te cuda
kiedy dopada nas mała nuda,
albo jak wielkie święto nadchodzi
bo ono zawsze pyszne wychodzi



05.09.2012 11:50 odpowiedz
Moim wspomnieniem z dzieciństwa jest wypiek mojego dziadziusia. Kiedy przyjeżdżałam na wieś do dziadków z całą rodziną to jedno mam szczególne wspomnienie jak dziadziuś piekł babkę piaskową zapach który się unosił taki słodki, a póżniej jak upieczoną dziadziuś wyjmował babkę i kładł na stole żeby wystygła to nie mogłyśmy z siostrą się doczekać kiedy ją pokroi :) Jak trochę przestygła to posypywał cukrem pudrem i taką ciepłą nam kroił :) Tego smaku słodkiego oraz ciepłej i pulchnej babki piaskowej nie da się opisać bardzo smaczna palce lizać. :)
Do pieczenia ciasta przyda się blacha http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html
05.09.2012 11:49 odpowiedz
Pleśniak - coniedzielne ciasto pieczone przez moją babcię. Absolutny smak dzieciństwa i wakacji spędzanych na wsi. Zamykam oczy i widzę przesuwające się, pachnące obrazy: dwie kule ciasta ("zwykła" i kakaowa) chłodzące się w lodówce, słodki i trochę mdlący aromat dżemu truskawkowego, delikatna pajęczyna białka powlekająca ciasto. Babcia przeganiająca mnie od lodówki (surowe ciasto skubane umorusanymi palcami jest taaakie dobre), słońce wpadające przez okno do kuchni, pelargonie na parapecie, tykający budzik i "lato z radiem". Do ciepłego jeszcze pleśniaka była kawa zbożowa z mlekiem w blaszanym kubku. Żadne, ale to żadne ciasto nie ma takiego smaku, bo tamto miało jeszcze jeden, może najważniejszy składnik - beztroskę :)
Przyrząd - http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
05.09.2012 11:45 odpowiedz
Czasem, gdy w domu nie było nic słodkiego, mama smażyła tosty francuskie - proste, szybkie, w sam raz dla marudzących maluchów. Pokrojona czerstwa bułka, maczana w słodkim mleku i jajku, przypieczona na złocisto na klarowanym maśle, podana z cukrem, a najlepiej z domowymi powidłami - wszelkie jęki o słodycze natychmiast cichły gdy w kuchni roznosił się ciepły zapach słodkiego chleba. Taki podwieczorek najlepiej prezentował by się na kolorowych talerzykach z melaminy, odpornych na zbyt łapczywe traktowanie ;] http://szefkuchni.pl/talerz-melaminy-p-76.html
05.09.2012 11:04 odpowiedz
Biszkopt z galaretką gościł na naszym stole najczęściej. Krótkie nóżki dreptały niecierpliwie na samą myśl o wylizaniu miski, w której mama ucierała ciasto. I ten zapach roznoszący się po całym domu… Od najmłodszych lat cierpliwość nie była cnotą, której miałabym w nadmiarze, dlatego okres oczekiwania na wystygnięcie ciasta, które należało następnie pokryć kremem i zalać delikatnie gęstniejącą galaretką truskawkową, zdawał się trwać całe wieki. Biszkopt odstawiony na lodówkę nęcił zapachem, a małe gardełko nie nadążało z logistyczną organizacją nadprodukcji śliny. Żeby chociaż popatrzeć na niego z bliska… Wdrapanie się na przysunięte do lodówki krzesło sprawiło, że biszkopcik był w zasięgu wzroku i na wyciągnięcie ręki. Może by tak uskubnąć kawałeczek, chociaż ten minimalnie wystający brzeg… I stało się. Jak poszedł jeden kawałeczek, to i poszły następne. Brzeg ciasta był obskubany dookoła z niezwykłą starannością, ale nadzieja, że ta precyzja nie wzbudzi podejrzeń mamy, że z ciastem jest coś nie tak, była płonna. Małe łapki oberwały za swoją aktywność. Smak biszkoptu z dzieciństwa przypomniało mi szwedzkie ciasto z sosem waniliowym z „Moich Wypieków”. Do upieczenia biszkoptu na pewno przydałaby się silikonowa forma do ciasta http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html , szpatułka do równomiernego rozprowadzenia kremu http://szefkuchni.pl/drewniana-szpatulka-gumowym-wykonczeniem-waska-p-283.html oraz nóż do krojenia ciast http://szefkuchni.pl/noz-do-serwowania-tortu-p-240.html, chyba że ktoś preferuje ręczne obskubywanie brzegów ;-)
madziaborowska  (zobacz profil)
05.09.2012 11:03 odpowiedz
Niezapomnianym i niestety nie do odtworzenia smakiem z dzieciństwa jest mazurek mojej Babci na kruchym cieście z polewą czekoladową i bakaliami układanymi w kształcie palmy wielkanocnej. Babcia przyjeżdżała do nas co roku właśnie na Święta Wielkanocne i ja jako najmłodsza mogłam pomagać jej odmierzać składniki do przepysznego kruchego mazurka. Po upieczeniu trzeba było przygotowć polewę czekoladową z roztopionej w kąpieli wodnej czekolady z dodatkiem mleka i masła. Później razem z rodzeństwem mogliśmy układać na jeszcze nie zastygniętej polewie suszone owoce, migdały i orzechy tworząc wzór palmy. Mazurek ten był najlepszym jaki w życiu jadłam. Babcia niestety odeszla, przepis został, a na mnie spoczęło coroczne zadanie pieczenia mazurka. Niestety mimo iż podążam za wskazówkami z przepisu mazurek jeszcze nigdy nie wyszedł mi tak dobry jak ten babciny. Aczkolwiek nie poddaję się i przepisu nie zmienię. Do kolejnej próby upieczenia go przydałaby mi się kwadratowa forma taka jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
05.09.2012 10:38 odpowiedz
Ciasto drożdżowe z kruszonką, a w wersji lux z cieniutkimi strużkami cynamonu w środku; tory urodzinowe z kremem z jajek ubijanych na parze; kruche ciastka wyciskane przez aluminiową nakładkę na maszynkę; łom czekoladowy; zawijany makowiec - tak bardzo mi się kojarzy z Bożym Narodzeniem; jajka faszerowane z pieczarkami; sałatka warzywna z majonezem Winiary; babciny chleb z prawdziwego pieca popijany ciepłym mlekiem prosto od krowy - jeszcze z pianką ;-) - to wszystko mam przed oczami, gdy przypominam sobie dzieciństwo. Ale nic, absolutnie nic nie równa się domowemu advocatowi, który zbierało się palcami z dna małych kieliszków. Zastawiony, imieninowy stół i te małe, szklane naczynka, które już wkrótce będą źródłem rozkoszy, ach, może ktoś łaskawie się zlituje i pozwoli umoczyć paluszka, chociaż raz, a potem, gdy towarzystwo będzie się żegnać w przedpokoju, będzie można szaleć ile tylko resztek zostało. Jeśli było się wystarczająco szybkim i sprytnym można było jeszcze umoczyć palec w butelce - dopóki była pełna, droga to "nagrody" nie była trudna. Ten smak - cudownie słodki, z zakazanym alkoholem w tle, ten kolor, ten dreszczyk emocji, ta rzadkość okazji - nigdy potem żaden likier nie równał się gęstemu, aksamitnemu advocatowi mamy.
Gdyby był nalany do tego kieliszka: http://szefkuchni.pl/kieliszek-do-wodki-50-ml-p-971.html o ile prostsze byłby dostawanie się do nieba bram...
05.09.2012 10:38 odpowiedz
Lata 80-te, roztoczańska wieś, wakacje i najukochańsza babcia zajęta pieczeniem drożdżowych bułeczek. Pamiętam babcię pochyloną nad glinianą donicą, w której wyrabiała ciasto. Jej fartuch oprószony mąką i wnętrze drewnianego domu, które pachniało drożdżami. Potem ciasto rosło, więc – „niby” surowym głosem babcia wszystkie dzieci wypraszała z domu. Ale i tak zaglądaliśmy od czasu do czasu przez drzwi lub okna do środka. Roztaczający się wokół zapach pieczonego ciasta, natrętnie przypominał, iż zbliża się czas, kiedy do naszych rąk trafią wyrośnięte, błyszczące kule z niespodzianką, bowiem bułeczki nadziane były i konfiturą wiśniową i serem i jabłkami. Każdy z nas miał oczywiście te ulubione i bardzo nas cieszyły egzemplarze, które pękły podczas pieczenia (ku rozpaczy babci), bo od razu sięgaliśmy po właściwe, bez konieczności robienia w nich dziur palcami, aby sprawdzić z czym są. Raczej nie zdarzało się, aby bułeczki dotrwały do dnia następnego, chociaż babcia piekła kilka porcji.
Z pewnością przydałaby jej się skrobaczka do miski, aby móc z pozostałego na jej ścinkach ciasta, zrobić jeszcze jedną, pulchną kulkę. http://szefkuchni.pl/mini-skrobaczka-do-miski-p-254.html
05.09.2012 10:37 odpowiedz
Moim smakiem z dzieciństwa jest ciasto, które przygotowywała moja mam na Święta Wielkanocne - tzw. "Napoleon". Składało się z upieczonych osobno warstw ciasta przełożone kremem budyniowym. Ciasto było pieczone w Wielką Sobotę wieczorem, gdy wszystko było już gotowe. Mama co roku musiała być czujna, ponieważ ja z siostrami czyhałyśmy, aby podjeść resztki ciasta, które zostawały podczas wykrawania krążków ciasta :)) pilnie ich strzegła, ponieważ reszta ciasta po rozkruszeniu, stanowiła dekorację ciasta na wierzchu :)

Do pieczenia tego ciasta na pewno przydałby się zestaw szpatułek, którymi można by rozsmarowywać krem budyniowy: http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-szpatulka-p-119.html
05.09.2012 10:01 odpowiedz
Dzieciństwo równa się beztrosce , którą szczególnie przyjemnie wspomina się poprzez pryzmat ulubionych przysmaków pieczonych przez moją babcie. Smak , którego nigdy nie zapomnę to ciasto cytrynowiec, które babcia piekła przynajmniej raz w tygodniu i zawsze zostawał zjedzony szybciej niż powinien (; zapach gęstej cytrynowej polewy do tej pory tkwi w mojej pamięci jako przypomnienie lata spędzonego na wsi u babci i atrakcji takich jak bieganie po zbożu czy "targanie" się w sianie . Teraz z perspektywy czasu to ciasto nie wydaje mi się ani wcale wykwintne ani nie najsmaczniejsze...ale zawsze będę do niego wracać bo to najbardziej sentymentalny wypiek mojego dzieciństwa :)
a żeby babcia mogła upiec ciasto potrzebowałaby oczywiście formy do ciasta :) http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
05.09.2012 10:00 odpowiedz
Od zawsze z bratem czekaliśmy na święta: choinka, prezenty i nasz ukochany pieróg z kapustą. Najpierw bardzo starej książce kucharskiej szukaliśmy przepisu(to było nasze zadanie)- indeks i spis treści się zgubiły, trochę trzeba było się naszukać. Książka była już w kiepskim stanie, wiec przydałby się stojak http://szefkuchni.pl/stojak-na-ksiazke-kucharska-zielony-p-29.html , żeby się nie rozpadła w trakcie korzystania z przepisu. Nadzienie było ze słodkiej kapusty z suszonymi grzybami, pycha:) I tu potrzebna byłaby szatkownica http://szefkuchni.pl/szatkownica-reczna-p-364.html . Pyszne nadzienie otulone jeszcze lepszym drożdżowym ciastem i ten zapach w całym domu... Zawsze pierwszy znikał ze stołu w Wigilię.
Książka się nie rozpadła i Mama po paru latach przerwy od dwóch lat znowu piecze to cudo (ile się musieliśmy z bratem naprosić, ale warto było). W tym roku mam nadzieję, że tez będzie, żeby moja półtoraroczna córeczka mogła go posmakować, a mający się urodzić w grudniu synek poczeka rok lub dwa... Dla wnuków Babcia na pewno upiecze bez proszenia, tylko z uśmiechem na twarzy:)
Antalaja  (zobacz profil)
05.09.2012 09:32 odpowiedz
Mój smak z dzieciństwa to zdecydowanie tort orzechowy. Może brzmi zwyczajnie, ale dla mnie jest zupełnie wyjątkowy. Odkąd pamiętam babcia zawsze serwowała taki tort każdemu członkowi rodziny, który obchodził urodziny. Miałam okazję podglądać i pomagać babci przy każdym pieczonym torcie, bo mieszkałyśmy razem. Do tej pory pamiętam jak podjadałam resztki ściętego biszkoptu, który pozostał po wyrównywaniu. Niby zwykły biszkopt, a tak bardzo smakował. Do tego wylizywanie kremu maślanego, który była naprawdę maślany i tylko ja potrafiłam wyjadać go łyżeczką. I właśnie ten krem był zwieńczeniem i dekoracją tortu. I tutaj pole do popisu miał mój tata, który potrafił wyczarować piękne, maślane wzorki uwieńczone orzechem włoskim. Zawsze pomagałam tacie, aż w końcu przejęłam po nim pałeczkę. Nasza trójka była taką tortową drużyną. Niestety dzisiaj babci już z nami nie ma i nie zdążyła mi przekazać przepisu. Pozostało tylko słodkie wspomnienie urodzinowego tortu o smaku orzechów włoskich. Ale na pewno będę próbowała odtworzyć ten smak, bo warto...
A przy tych próbach na pewno przydałby mi się zestaw do dekoracji ciast:
http://szefkuchni.pl/zestaw-do-dekoracji-ciast-koncowek-p-561.html
05.09.2012 09:12 odpowiedz
Sernik z kratką Babci Frani! Był ogromny, na takiej czarnej blasze zajmującej cały piekarnik, na górze ułożone miał ukośne paski z ciasta, które tworzyły kratkę. Był bardzo słodziutki, mokry, z lukrem, beż żadnych dodatków, rodzynek, czy skórki pomarańczy, sam w sobie był taki cudowny! Nigdy już takiego nie jadłam, chociaż moja siostra robi podobny, ale to już nie to samo...

W sklepie szefkuchni.pl znalazłam wiele produktów, w które chętnie wyposażyłabym moją kuchnię, podobają mi się wszystkie słodkie, kolorowe foremki z silikonu, ale to już znam. Najbardziej jednak ujął mnie korkociąg-świnka marki KILO, jest uroczy, zabawny, a jednocześnie ma w sobie coś dostojnego, po prostu zamarzyłam, żeby był mój.
Gość: donatello
05.09.2012 08:31 odpowiedz
Kiedy zamykam oczy i cofam się dwie dekady to najlepszym ciastem, z którym mam same wspaniałe wspomnienia jest tradycyjny Murzynek mojej mamy. Pamiętam jak dziś gdy mama przesiewała mąkę do misy i śpiewała wtedy : „Pada śnieżek pada, rośnie śnieżna górka”, a ja dokańczałam- „schowaj się wróbelku bo ci zmokną piórka ”.. i tak oto przesiana mąka przykrywała czekoladowe ciasto i łączyły się składniki na murzynka. . Nie sposób nie wspomnieć tutaj o wylizywaniu misy ( np. takiejpo surowym cieście kiedy to już rosło w piekarniku.. Czekoladowy zapach unosił się po całym mieszkaniu i podnosił nam poziom hormonów szczęścia. A my z bratem zaglądaliśmy przez drzwiczki piekarnika doglądając jak ciasto rośnie w formie ( o! np. takiej http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html) Murzynek koniecznie był przełożony powidłami, usmażonymi z prawdziwych węgierek z dziadkowego ogródka a na wierzchu polany polewą czekoladową przygotowaną przez mamę.. To jest moje najwspanialsze wspomnienie …
05.09.2012 08:14 odpowiedz
Smak, zapach, wspomnienia dzieciństwa... świąteczne pierniczki. Te korzenne pychotki już zawsze będą kojarzyć mi się z cudownym dzieciństwem, ze wspólną pracą, z niecierpliwym oczekiwaniem na przyjście najpiękniejszego dla dzieci czasu - Bożego Narodzenia. Już zawsze będę pamiętać te przygotowania. Zagniatanie aromatycznego, cudownie słodkiego ciasta, oczekiwanie aż będzie ono gotowe do dalszej obróbki. I wreszcie nadchodził ten moment - godziny spędzane z mamą w kuchni na wykrawaniu, pieczeniu, podjadaniu dopiero co upieczonych ciasteczek prosto z blachy. A na koniec to, co uwielbiają wszystkie dzieci - słodki lukier, kolorowe posypki, które rozsypywały się wszędzie. I efekt - feeria barw, całe stosy ślicznych pierniczków i ten jedyny w swoim rodzaju zapach... zapach zbliżających się krok po kroku świąt. A co by się nam wtedy przydało? Na pewno na wyższy poziom zaawansowania wywindowałby nas taki zestaw - http://szefkuchni.pl/zestaw-do-piernikow-p-551.html. Dzięki niemu cały proces przygotowań byłby jeszcze przyjemniejszy.
05.09.2012 08:14 odpowiedz
Cudowny smak dzieciństwa, to pieczone przez mojego kochanego Tatkę na Boże Narodzenie ciasto drożdżowe (taki zawijaniec jak makowiec) ale z mielonymi orzechami włoskimi. Wyrabiane kochanymi cierpliwymi rękami, wspaniale wyrośnięte,pachnące ze zloto-brązową skórką, którą potem ja malowałam lukrem i posypywałam orzeszkami. Ale najważniejsze było to,że wypełnione było miłością, naszym śmiechem, po porostu szczęściem. W moim dorosłym życiu próbuje odtworzyć tamte chwile,choć Tatki już nie ma..Na pewno ucieszyłby się z silikonowej formy z której wszystko wyskakuje bez problemów. http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-chleba-900g-p-253.html
05.09.2012 07:54 odpowiedz
Wypiek mojego dzieciństwa z przepisu i wykonania mojej mamy- oto one, jagodzianki drożdżowe. Przenieśmy się w czasie: sobota, poranny wypad z mamą na targ, kupienie jagód i oczekiwanie na odpowiedź na pytanie: "Mamo co będziesz robiła z tych jagód?" -"Jagodzianki, chcesz?". Od tego momentu powstawało przyjemne napięcie, niemożność doczekania się na pyszne bułeczki. Najpierw powrót do domu, obiad- czas dłużył się w nieskończoność. Mama wyjmuje wszystkie składniki, robi rozczyn drożdżowy, później miesza wszystkie składniki w http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html. Cały czas stoję przy blacie, ledwo sięgając go czołem i patrzę jak robi małe placuszki i nakłada do środka jagody. Następnie w jej rękach w bardzo zgrabny sposób tworzy się bułeczka. Już wtedy taka pachnąca, a jeszcze surowa. I ten żal, że nie można jeść surowego ciasta. Po ulepieniu wszystkich bułeczek, smarowanie roztrzepanym jajkiem i posypywanie cukrem. I co teraz? Do piekarnika. Największa męka w oczekiwaniu. Dlaczego? To wszystko przez ten uwalniający się zapach- aromatyczny, intensywny, niezwykle przyjemny- w końcu to ciasto rosło z miłości. I te minuty, spędzone z twarzą przy szybie piekarnika. "Mamo chyba już", "Nie, jeszcze się muszą zarumienić", "Nie wytrzymam!". No ale opłacało się czekać. Bułeczki wyjęte z piekarnika przeniknęły zapachem cały dom. Każdy obecny chwyta bułeczkę, co z tego że jeszcze gorącą i zatapia w niej usta i zęby. "Pycha". Smak ciasta drożdżowego pamiętam do teraz, wyjątkowy, delikatny, rozpływający się w ustach. I na koniec wielkie mycie- buzi całej brudnej od jagód. :)
Lidsfully  (zobacz profil)
05.09.2012 02:42 odpowiedz
Choć okazja by cieszyć się jego smakiem zdarzała się tylko raz do roku, niewątpliwie najlepszym smakołykiem z dzieciństwa jest dla mnie Mazurek Wielkanocny mojej Mamy. Co najważniejsze: pieczony tylko i wyłącznie z okazji Świąt, od kiedy pamiętam, był właśnie tym smaczkiem, na który gotowa byłam czekać cały rok. Kruche ciasto otulone kwaśnymi powidłami, oblane warstwą gorzkiej czekolady i najsłodszym w świecie kajmakiem to idealne połączenie smaków, które w odpowiednich proporcjach doskonale się uzupełniają. Początkowo Mazurek piekła moja Mama, a gdy tylko wraz z bratem podrośliśmy, stało się to właśnie "naszą" wielkanocną sprawą. Do dziś dzień razem z bratem, późnym wieczorem, spotykamy się w kuchni by wspólnymi siłami przygotować najlepszy wypiek świata. A przede wszystkim by mieć przy tym dobrą zabawę. Za każdym razem gdy po raz pierwszy kosztuję wielkanocnego Mazurka czuję się jakbym nie miała lat i mogę zapomnieć o wszelkich troskach, choćby na chwilkę. http://szefkuchni.pl/kwadratowe-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-28-cm-p-836.html Porcelanowe naczynie do pieczenia to doskonała forma, w której można nie tylko upiec idealne kruche ciasto, lecz także z dumą zaprezentować je na wielkanocnym stole :).
05.09.2012 02:15 odpowiedz
Zapach dzieciństwa nieodłącznie kojarzy mi się z wyjazdami na Święta Bożego Narodzenia do rodziny mieszkającej w górach Schwarzwaldu. I tak już chyba zostanie.

Siedząc na kolanach mamy, słuchając szwargocącego języka, który mi się nie podobał i tylko tata go rozumiał, czekałam niecierpliwie na kawałek ciasta. Wszyscy wiedzieli, że dla mnie to jest główny punkt programu i w zasadzie tylko dla tego ciasta tam chciałam przyjechać. To był tort szwarcwaldzki. Babka robiła go na wiśniach w spirytusie. Był to wtedy jedyny alkohol, który w drodze wyjątku wolno było mi spożywać. Tort smakował wybornie. Rozpływał się w ustach. Czekolada, wiśnie, bita śmietana, krem… nigdy nie zapomnę tego smaku.

Jeżeli chodzi o wykonanie tortu na pewno pomocny byłby następujący sprzęt:
- http://szefkuchni.pl/zestaw-do-dekoracji-ciast-12-koncowek-p-562.html - zestaw do przyozdabiania ciast.

Stare zamczysko, ogień na kominku, ciepło, tańczące płatki śniegu za oknem, wiatr huczący w kominie, zapach świerku, dzwoneczki, „O Tannenbaum” i Schwarzwälder Kirschtorte.
mona1232  (zobacz profil)
05.09.2012 01:22 odpowiedz
blok, blok, zdecydowanie blok, chociaż nie jest to tradycyjny wypiek, to smak mojego dzieciństwa :) robiła go moja Babcia, Mama szukała TEGO przepisu, niestety bez skutku, dopiero po kilku latach TEN przepis dostałam od Teściowej :) od kilku lat robię GO moim chłopakom, ale starszy syn potrafi powiedzieć " mamo nie mów Kamili, siostra cioteczna :) bo mi zaraz przyjdzie i zeżre" :)))))))), w razie wygranej poproszę o http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html
marysow  (zobacz profil)
05.09.2012 00:56 odpowiedz
Moja mama nigdy specjalnie nie lubiła gotować ani piec, traktowała to jako konieczność. Do tej pory twierdzi, że do ciast ma dwie lewe ręce. Ale te ręce potrafiły zrobić najlepsze ciasto drożdżowe jakie jadłam. Lekkie, puszyste z cudowną kruszonką i rodzynkami. Zawsze na święta, po sprzątaniu piekła 2 blachy na raz bo jedna znikała na ciepło, obowiązkowo z mlekiem. Proste i genialne. Jak ta forma http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html , która świetnie nadałaby się do tego wypieku (a dokładniej ze cztery takie formy;). Do tej pory drożdowe to moje ulubione ciasto, choć od lat nie miałam okazji jeść równie dobrego jak to mojej mamy (już go nie piecze, niestety). Sama wielokrotnie piekłam drożdżówki ale daleko im to tej maminej sprzed lat.
rennata  (zobacz profil)
05.09.2012 00:02 odpowiedz
Domowy ... ulubiony ... i do tego z dzieciństwa? Tak, to chyba będą obwarzanki. Smak, zapach i te ręce oblepione ciastem (i nie tylko ręce :) od mieszania, wyrabiania, wałkowania a później wykrawania szklanką najpierw dużych kółek, a później małych dziurek w środku i tutaj przydałyby się kieliszek http://szefkuchni.pl/tradycyjny-kieliszek-do-jajka-p-637.html .
Smażenie należało już do mamy :)
kathleene  (zobacz profil)
04.09.2012 23:36 odpowiedz
Pamiętam jak dziś, mój dom na wsi, w którym mieszkam do dziś, obok dom naszej sąsiadki, na lekkim wzniesieniu, odgrodzony od nas starym drewnianym płotem. Jak dziś pamiętam też jej stary już nieco zachrypnięty głos: Kaśka! Chodź na babkę! Do dziś nie wiem jak to się działo, Pani Cybulska, bo tak się nazywała, miała swoje wnuki a jednak to mnie pierwszej kroiła solidny kawał świeżutkiej, jeszcze ciepłej, pachnącej, żółciutkiej babki pieczonej w prodiżu z kominem. Czasami w chustce na głowie, z którą się nie rozstawała, fartuszku i o lasce wychodziła z domu i widząc, że bawię się na podwórku podawała mi ją przez ten stary, zszarzały, drewniany płot, który po jakimś czasie rozpadł się i został zastąpiony siatką. Czasem wołała mnie do swojego domu i to była właściwie jedyna okazja, kiedy wpuszczała mnie do środka. Grzecznie przechodziłam przez swoją furtkę, żeby dróżką wzdłuż jej ogrodzenia jak najszybciej pobiec do jej domu. Czekała na mnie przy drzwiach, potem prowadziła do swojego ciemnego i trochę już podniszczonego pokoju, oświetlonego tylko małymi promykami słońca, przedostającymi się przez zasłony, oraz światłem z czarno-białego telewizora. Na podłogach były ciemnoróżowe dywany, na kanapie i krzesłach koce w przeróżnych, żywych kolorach niczym indyjskie chusty. I nawet teraz, gdy zamknę oczy, pamiętam ją pochylającą się nad fotelem, na którym leżała poduszka, na niej kuchenna, kolorowa szmatka a na wierzchu moja ulubiona, pięknie wypieczona babka w prodiżu. Dostawałam sporą część rumianego krążka i wracając do domu nigdy nie ośmieliłam się skosztować ani kawałeczka, tuliłam ją tylko mocno, żeby nie wypadła mi z rąk i wdychałam jej piękny, maślany zapach. Nigdy nie mówiłam o tym mojej babci, która przecież upiekła dla mnie mnóstwo ciast, ale nic nie mogło się równać z tą piękną, pyszną i wilgotną, pachnącą wiejskim, świeżym powietrzem i małym niby-piekarnikiem, babką. Babką od Pani Cybulskiej. I choć dzisiaj wciąż widzę jej chatę z okna, to wiem, że jej już nigdy nie zobaczę i marzy mi się upieczenie takiej babki, która mogłaby chociaż odrobinę smakować jak tamta. Ukroję sobie wtedy porządny kawałek i pójdę w to miejsce gdzie był kiedyś płot. Będę odkrajać zaśniedziałym nożem kawałki pachnącego ciasta i patrzeć na dom, w którym od dawna nikogo już nie ma…

http://szefkuchni.pl/kubek-do-mieszania-ciasta-20-cm-p-44.html
marischa21  (zobacz profil)
04.09.2012 23:28 odpowiedz
Są pewne smaki z dzieciństwa, do których bardzo chętnie powracam po wielu latach, ale wiadomo, że jak samemu próbuje się skopiować wypieki Najukochańszej osoby w życiu, czyli Mamy, to już nie smakuje tak samo. Moja Mama jest wspaniałą kucharką i wszystkie Jej ciasta uwielbiam, ale jedno jest WYBITNE!! a mianowicie kruche z malinami i bezową czapeczką, a wszystko to posypane płatkami migdałowymi. Kruche ciasto Mama piekła na prostokątnej formie tego typu http://szefkuchni.pl/okragla-forma-do-tarty-26-cm-p-868.html . Ciasto należy obciążyć, wtedy kładła ziarna fasoli ale teraz zapewne użyłaby takich kulek http://szefkuchni.pl/silikonowe-kulki-obciazajace-ciasto-p-265.html . Na podpieczony spód wykładała ugotowany budyń, rzucała maliny i wszystko to oblewała pianą z białek, które trzeba ubić z cukrem pudrem, a do przesiania używała wówczas zwykłego sitka, teraz myślę, że użyłaby http://szefkuchni.pl/31-przesiewacz-do-cukru-maki-p-544.html . Jak już wspomniałam na wierzchu spoczywały migdały.
Dziękuję Ci Dorotko, za powrót do lat beztroskich i tym samym najwspanialszych. Te lata niestety już nigdy nie powrócą, ponieważ właśnie szukam z mężem własnego kąta i takie akcesoria, które można tu wygrać na pewno by się mi przydały, abym mogła stworzyć swoim pociechom taki dom jaki stworzyła mi Mama. Miłego czytania wszystkich wspaniałych wspomnień osób biorących udział w konkursie. Trzymam kciuki za uczestników:)
AnkaSzklanka  (zobacz profil)
04.09.2012 23:18 odpowiedz
Za oknem śnieg nieziemsko odbija blask od starych latarni. Na szybach mróz uformował już przepiękne wzory. W starym radiu słychać już pierwsze świąteczne piosenki. Babcia właśnie wstawiła pełen imbryk aromatycznej herbaty z miodem i cytryną. Jest mroźno, zimno i tak cudownie bajecznie. Wszak idą Święta, a my właśnie upiekłyśmy całą masę cudownych pierników. Ich cudowny zapach ukradkiem wdziera się do mieszkań sąsiadów jakby chciały pochwalić się swoim aromatem. Są takie piękne, przybrały kształt i gwiazdki i choinki, są nawet sanie pełne prezentów i zgrabny renifer. Kolorowe. Z lukrem i czekoladą. Ich korzenny zapach powala i nie pozwala czekać do Gwiazdki. Są cudowne, najlepsze i przepysznie aromatyczne! Nie chcę innych. Takie będę robić do końca życia i nieśmiało proszę babcię, by starannie zapisała recepturę na wydartej kartce ze starego kalendarza. Są! Moje pierniki- mój smak dzieciństwa! A byłyby jeszcze piękniejsze gdyby pomógłby mi w ich wypieku właśnie taki zestaw: http://szefkuchni.pl/zestaw-do-piernikow-p-551.html
Joanna Stawska  (zobacz profil)
04.09.2012 23:04 odpowiedz
Gdy byłam małą dziewczynką, moja mama uczyła mnie piec różne ciasta. Do dzisiejszego dnia pamiętam jak po całym domu rozchodził się zapach tarty z jabłkami. Smak był zniewalający, wygląd też. Uważałam mamę za wróżkę bo wyczarowywała nam pyszne ciasta. Pamiętam jak mamie zawsze brakowało przyrządów, dziś wiem, ze z pomocą przyszedłby jej taki przesiewacz: http://szefkuchni.pl/przesiewacz-do-maki-cukru-p-546.html Ciasto do dziś gości na naszym stole wywołując na twarzy dzieci i dorosłych ogromne uśmiechy.
Kama1984  (zobacz profil)
04.09.2012 22:53 odpowiedz
Hmmm!Długo zastanawiałam się nad tym jedynym, niepowtarzalnym smakiem z dzieciństwa:
- sernik z dużą ilością sera i jajek
- sernik czarno-biały
- bananowiec
- karpatka
- pleśniak
- babka makowa,
ponieważ u nas w domu ciasto gościło co tydzień na stole i jest tak do tej pory :-)
Mój wybór jednak padł na ciasteczka a'la francuskie z cukrem. Uwielbiałam pomagać mamie w przygotowaniu ciastek: najpierw wykrajanie, potem smarowanie żółtkiem i posypywanie cukrem. Na koniec delektowanie się kruchymi ciasteczkami z dość mocno maślanym aromatem.
Do wypieku tych ciastek przydałby się:
http://szefkuchni.pl/papier-do-pieczenia-blachach-wielokrotnego-uzytku-p-579.html
04.09.2012 22:50 odpowiedz
Caly dom wypelniony zapachem drozdzowego ciasta to zdecydowanie moje najmilsze wspomnienie dziecinstwa. Smak i zapach babcinych drozdzówek z jablkami, serem, truskawkami... Najlepsze, przygotowane z miloscia i z milosci. Do dzisiaj smak i zapach drozdzowego ciasta kojarzy mi sie z domem babci, z cieplem domowego ogniska.
Pamietam, jak babcia do smarowania buleczek uzywala pedzelka z gesich piór. Ciekawe, co by powiedziala, gdybym jej sprezentowala taki oto silikonowy pedzel: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-groszki-p-196.html :) A! juz wiem! "No popatrz, czego to ludzie nie wymysla!"
izabelka25  (zobacz profil)
04.09.2012 22:46 odpowiedz
Drożdżowe Mojej Babci. Wyrośnięte dużo ponad blachę, żółciutkie od wiejskich jajek, miękkie w środku, z błyszczącą skórką. A ten wyjątkowy zapach? Roznosił się po całym podwórzu. Czy smakowało równie wspaniale na drugi dzień? Nie wiem, nigdy nie doczekało piękniejszego jutra:) Zawsze zjadaliśmy je jeszcze ciepłe, popijaliśmy zimnym wiejskim mlekiem...

Dziś upiekłabym je w tych ślicznych kolorowych mini foremkach, może coś zostałoby na jutro:)

http://szefkuchni.pl/silikonowe-foremki-do-mini-chlebkow-opakowaniu-p-246.html

Dziękuję za okazję do najpiękniejszych wspomnień:)
Aniutte  (zobacz profil)
04.09.2012 22:31 odpowiedz
Mnie ze smakiem z dzieciństwa kojarzą się przede wszystkim pierniczki pieczone przez babcię. Zwykle działo się to tuż przed świętami w godzinach wieczornych, kiedy ja już dawno powinnam była wtedy leżeć w łóżku i spać. W domu panował półmrok, a światło dawały jedynie kolorowe ozdoby choinkowe. Zapach przypraw korzennych unosił się w całym domu, a do moich uszu zawsze dochodziło krzątanie się babci, która w fartuchu dokonywała magii w kuchni. Zwykle wymykałam się z pokoju wtedy gdy pierniki wyciągane były już z piekarnika. Zapach był wtedy intensywny, głęboko korzenny i zawsze ten zapach uznawałam za taki, którymi pachną święta. No może wymieszany z zapachem świeżej, świerkowej choinki. Pierniki były jasne i ciemniejsze (z dodatkiem kakao). Były miękkie, wprost się rozpływały i wyczuwalna w nich była odrobina miodu, która dawała naturalną słodycz. Miały kształt ludzików http://szefkuchni.pl/forma-do-piernikow-p-585.html. Były to czasy kiedy na rynku nie było jeszcze takiego wyboru, dlatego pierniki zawsze kojarzą mi się właśnie z takim kształtem. Gdy babcia zauważyła, że nie śpie, przemycała mnie w kuchni, chowając przed okiem rodziców i zdobiłyśmy pierniki lukrem. Tradycyjnie ubijając białko z cukrem pudrem, a potem dodając różnokolorowych soków zagęszczonych albo innych składników. Dzięki temu pierniki były barwne, a ja cała ubabrana w klejącym się lukrze. Nie mówiąc już o tym, że wiele pierników nigdy z kuchni nie wyszło i zamiast na choince skończyło w moim brzuszku :)
futrzak  (zobacz profil)
04.09.2012 22:19 odpowiedz
"u babci jest słodko, świat pachnie..." no właśnie... nie szarlotką Moi Drodzy, kuchnia mojej babci pachniała bardzo często amoniakiem, który jest niezbędny do wypieku amoniaczków - cudownych kruchych ciastek obsypanych koniecznie grubym cukrem, który później można zlizywać. Amoniaczki były (i na szczęście wciąż są) ciastkami pieczonymi na Święta Wielkanocne i Bożego Narodzenia. Można je było upiec wcześniej, a później zamknąć w tekturowym pudełku wyłożonym szarym papierem, gdzie miały czekać na odpowiedni czas do zjedzenia, chociaż zwykle dwie łakome myszki (ja i mój tato) odkrywaliśmy j wcześniej. Przygotowywanie amoniaczków w dzieciństwie było osobistym rytuałem moim i babci. Babcia z wielkim zapałem i energią zagniatała ciasto, a później wręczała mi do ręki szklankę, którą ciasta było trzeba wykroić. Następnie, w środku robiło się dziurkę naparstkiem, ciastko smarowało jajkiem i maczało się w cukrze, który dumnie lśnił w głęboko schowanym w babcinej szafce słoiku. Później następowało pieczenie i to właśnie ten proces był najmniej przyjemny, ponieważ zapach amoniaku (a nie należy on do najprzyjemniejszych) roznosił się po całym domu. Lecz zwiastował on też zbliżające się święta!
Do przygotowania amoniaczków z proponowanego sklepu wybrałabym pędzel silikonowy do smarowania wypieków: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-groszki-p-196.html, koniecznie w kropki, gdyż gotowanie z babcią zawsze jest szalone i kolorowe!
eteoewi  (zobacz profil)
04.09.2012 22:05 odpowiedz
TORT CZEKOLADOWY mojej babci. Miałam 9 lat i pięć dni, kiedy obudził mnie cudowny zapach czekoladowej pokusy, po cichu i na paluszkach powędrowałam w stronę kuchni i ujrzałam olbrzymi, brązowy tort udekorowany krwistoczerwonymi wiśniami i bitą śmietaną... Jak można się oprzeć? Nie można! Nie mając pod ręką noża sięgnęłam po talerz i łyżkę do nakładania lodów ... i przełożyłam sobie kilka "kuleczek" tego wspaniałego wypieku :-)

To babcia wstała wcześnie, żeby zrobić niespodziankę mojemu dziadkowi z okazji jego urodzin, po jakimś czasie, wszyscy zorientowali się, że KUCHENNA MYSZ musiała wgryźć się w torcik :-)

A gdybym tak miała pod ręką http://szefkuchni.pl/noz-do-serwowania-tortu-p-240.html piękny noż do serwowania ciast...!
Hanusia  (zobacz profil)
04.09.2012 22:04 odpowiedz
Bułka drożdżowa mojej babci.... Już idąc schodami na 2 piętro wyczuwam słodko-maślany zapach, wchodzę do małego mieszkania, po prawej łazienka dalej już kuchnia, wbiegam i od razu proszę o kawałek buły. "Dzień dobry kochanie, najpierw umyj ręce" odpowiada spokojnym głosem babcia. Szybko, w podskokach wchodzę do łazienki, ślinianki już pracują tak że zalewam się śliną, a umysł już przygotowuje się na ucztę smaku. Wbiegam do kuchni, szybki test czystości rąk :)) i dostaję talerzyk z pięknie żółtym kawałkiem ciasta posmarowanym grubą warstwą świeżego masła, które babcia trzymała w maselniczce takiej jak ta: http://szefkuchni.pl/tradycyjna-maselniczka-nakrywka-p-614.html a do drugiej ręki szklanka zimnego mleka. Zanim dojdę z kuchni do pokoju odgryzam kawałek ciasta (bez użycia rąk), zasiadam do stołu i już mogę się rozkoszować smakiem, zapachem i .... tak nagle kończy się kawałek, ale zawsze babcia robiła dwie blachy tego ciasta. Mi niestety nigdy nie udało się zrobić takiego ciasta, a babcia nie ma już siły wrabiać... ah tęsknię za tym smakiem i zapachem.
04.09.2012 21:50 odpowiedz
Moje dzieciństwo od strony kuchni kojarzy mi się tylko z "kubusiem". To nie jakieś zwykłe ciasto,czy deser zapiekany w piekarniku, to poezja smaku, która powstaje dzięki dość nietypowemu połączeniu-potartych ziemniaków i śliwek węgierek ;) Wypiek ten gości w mojej rodzinie już od trzech pokoleń,przywędrował do nas z gór, czyli ukochanego rodzinnego miejsca mojej prababci. Przejdę do smaku, przy pierwszym muśnięciu tej dziwnej konsystencji (ale jakże pysznej) dosyć mocno dają się we znaki ziemniaki, ale trwa to ułamki sekundy, potem gdy już język przygniecie "kubusia" do podniebienia a śliwka puści swe soki, wydobywa się poezja smaku, gra zmysłów...
Ciężar ziemniaków i delikatność śliwek okrywam jeszcze kołderką w postaci śmietany i cukru, po zapieczeniu w piekarniku z kołderki robi się cudowna skorupka, a całość wyglądam niczym żółte niziny z czerwonymi wysepkami przykryte deszczowymi chmurami ;)
No właśnie...te boskie żółte niziny uwielbiają zaprzyjaźniać się z blachą, dlatego idealną pomocą przy przygotowaniu kubusia byłaby http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ;)
anytramunik  (zobacz profil)
04.09.2012 21:47 odpowiedz
Najsmaczniejszym wspomnieniem dzieciństwa na zawsze pozostanie drożdżowe ciasto Babci Jasi :) O dziwo, to ciasto wychodziło Jej jako jedyne, bo w innych zawsze był zakalec! Ale za to jak wychodziło... pamiętam te chwile, kiedy przyjeżdżaliśmy całą rodzinką do Babci... zapach ciasta drożdżowego czuć było już przed drzwiami, a po wejściu ten widok... stół w kuchni, na nim biały, lniany obrus, na nim równiutko poukładane drożdżowe ciasta, część zaplecione w warkocze, część z formy takiej jak ta http://szefkuchni.pl/keksowka-p-573.html. Każde z ciast tak pięknie wyrośnięte, tak cudownie zarumienione, a przede wszystkim solidnie obsypane pyszną, słodką kruszonką. Pamiętam, że takie ciasto smakowało nam najbardziej jeszcze ciepłe - zupełnie samo, bez dodatków lub odrobinę "maźnięte" świeżym, prawdziwym masełkiem. Babcia nie miała wprawdzie takich cudów jak noże do smarowania masłem z szefkuchni.pl, ale jestem pewna, że gdyby dziś mogła jakiś sobie wybrać wybrałaby ten czerwony - http://szefkuchni.pl/noz-do-masla-czerwony-p-957.html, w Jej ulubionym kolorze.
Pamiętam jeszcze, że ciasta (o ile jakieś zostały) leżały potem zawinięte w ściereczki na blaszce, na piecu kaflowym. Dzięki temu były za każdym razem ciepłe, choć oczywiście to nie to samo co takie prosto z piekarnika.
Babcia niestety nie zdążyła nauczyć mnie piec takiego ciasta, choć jestem pewna, że Jej przepis wyglądałby mniej więcej tak: "trochę mąki, trochę mleka, trochę drożdży, trochę cukru - tak żeby było dobrze pod ręką, będziesz czuła kiedy będzie dobre" :) Choć czy nawet ciasto zrobione dokładnie wg najdokładniejszego przepisu byłoby takim Babcinym? Obawiam się, że nie. Bo na pewno nikt nie wkładał tyle serca i miłości w pieczenie dla swoich wnuków jak Babcia Jasia :)
aquatone  (zobacz profil)
04.09.2012 21:43 odpowiedz
Jesień jest dla mnie najmniej przyjazną porą roku. Tu gdzie mieszkam od urodzenia- nad morzem, pogoda jest szczególnie dokuczliwa. Zamiast suchego morza wielobarwnych, złotawych liści częściej widuję się puste, szare uliczki owiane zimnym wiatrem, które rozproszyły ten jesienny śnieg gdzieś po kątach. Jest jednak coś, co sprawia że pierwsza linijka mojego tekstu nie jest do końca prawdą. Gdy byłam jeszcze mała, to właśnie jesienią moja mama miała najwięcej czasu dla domu i dla pieczenia. W ciemne jesienne wieczory, tuż przed dobranocką, piekła dla mnie kruche ciasteczka z brzoskwiniami. Z całego roku były to najbardziej magiczne dni ! Cały chłód świata odpędzał nagle ciepły strumień korzennych zapachów płynących z piekarnika. Pamiętam jak już leżałam wygodnie w fotelu, opatulona kocykiem i czekająca na bajkę oraz na kilka ciasteczek- Basieniek, bo tak je później nazwałyśmy. Pomimo że jest to prosty wypiek to już na zawsze przypadł do gustu małemu podniębieniu. Gdy teraz wracam do domu w jesienne weekendy nadal ich zapach przypomina mi moje słodkie dzieciństwo. W wieku 7 lat zaczęłam pomagać mamie w pieczeniu. Byłam jej małym " kuchcikiem" ;D . Do moich prac należało m.in. odmierzanie papieru do pieczenia na długość blachy i przyznam się że nie lubiłam tego robić, więc z pewnością przydała by nam się sylikonowa mata do pieczenia ;) . Szkoda że wtedy nie było takich praktycznych wynalazków. http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html
bettinka_89  (zobacz profil)
04.09.2012 21:39 odpowiedz
tak proste a zarazem tak smaczne były bułki na maśle które "ołma" serwowała mi na śniadanie, prosto z patelni,smakowały wyśmienicie;) z pomidorkiem prosto z ogródka a na kolacje pyszne grzanki pieczone prosto na blasze kachlowego pieca nacierane czoskiem i smarowane masłem;) do dzisiaj pamientam ten zapach i smak...co za prostota ona nigdy nie ma sobie równych a wystarczy tylko patelnia i nóż do smarowania;)
04.09.2012 21:32 odpowiedz
Mmm... Dzieciństwem zapachniało
Mąka, ser, galaretka i kakao...
To wspomnienie Orfeusza -
ciasta, które me serce rusza.
Wypiek wprost z rąk mojej mamy,
tak puszysty i wspaniały,

Ja to sobie tak wspominam
i niczego nie pomijam,
że do stołu zasiadamy
i to ciasto zajadamy.

Dziś ten przepis ja testuje
i rodzince swej serwuje.
Aby było jak matczyne
to z przepisu wszystko czynię.

Wers po wersie zaczytuję,
jeszcze tylko potrzebuję
blachy takiej właśnie o to,
teraz już ciasto będzie pychotą.!

http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html
bajuczka  (zobacz profil)
04.09.2012 21:25 odpowiedz
Moim wspomnieniem z dzieciństwa jest bardzo prosty zapach a mianowicie zapach pieczonego chleba. Tak poprostu, ale moja prababcia mimo swoich 92 lat piekła w swojej węglowej kuchni njlepszy chleb jaki w życiu jadłam. Ten jego smak prześladuje mnie do dziś, ale niestety nie umiem go odtworzyć. Chleb miał zawsze tak samo wypieczoną skórkę, która chrupała pod zębami. Nawet go nie kroiliśmy tylko rwaliśmy na kawałki. Przydałby nam się tylko nóż do masła:) http://szefkuchni.pl/noz-do-masla-limonkowy-p-956.html taki jak ten. A wspomnienie to nie jest wcale tak odległe bo jeszcze z lat 90 :)
Petronelka  (zobacz profil)
04.09.2012 21:23 odpowiedz
* * *
Zapach dzieciństwa.... smaki dzieciństwa...można powiedzieć PIERWSZE CHRUPNIĘCIE...dla mnie to z pewnością pachnący masłem i rodzynkami bardzo wysoki drożdżowiec z dużą, chrupiącą kruszonką...:))...mmmmmmm;)) prosta wykwintność;))...Najlepiej taki ledwo co upieczony przez kochaną Mamę, jeszcze cieplutki... Sam zapach od razu kusił przychodzących z przedpokoju do kuchni.
Do upieczenia ciasta idealna byłaby forma http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html , gdyż takie ''drożdżowo-kruszonkowe serducho'' nie cieszyłoby tylko podniebienie ale i oczy;)) Pozdrawiam cieplutko M.;)
* * *
miss czekolada  (zobacz profil)
04.09.2012 21:21 odpowiedz
Smak dzieciństwa to nic innego jak BLOK! ...mhhh pycha!!! Z tym smakołykiem wracam wspomnieniami do pewnej nocy gdzie z siostrą spałyśmy na balkonie,obitym kocami z góry i z boków.Letnia noc, ciemność i my z łyżeczkami wyjadające prosto z blachy niezastygniętą masę. Wiele razy robię blok, ale tamten smakował wyjątkowo...Forma silikonowa przyda sie w każdej kuchni do każdego ciasta!http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
maaary1994  (zobacz profil)
04.09.2012 21:18 odpowiedz
Moje ukochane ciasto z dzieciństwa to drożdżowiec babci. Pieczony zwykle ze śliwkami, których było pod dostatkiem, bo obok domu rósł śliwkowy sad. Babunia była prostą kobietą ze wsi, niezwykle zdolną. Ciasta niemal zawsze piekła 'na oko', do drożdżowca dodając tyle mąki 'ile ciasto weźmie'. Nie potrzebowała skomplikowanych narzędzi, wystarczyły podstawowe produkty i kilka rzeczy. Piekła zawsze w starych, solidnych blachach, jak ta: http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html . Zapach pieczonego placka jest najpiękniejszym, jaki czułam kiedykolwiek w życiu. Jako dziecko spoglądałam niecierpliwie przez szybę piekarnika, patrząc jak wyrasta ciasto. Najgorszą chwilą był moment oczekiwania, aż ciasto ostygnie. Słodki zapach rozchodził się po całym domu, drażniąc nos. Ale babcia nigdy nie pozwalała spróbować wypieku, dopóki nie ostygł, twierdząc, że mógłby mnie od tego rozboleć brzuch. Jednak gdy tylko odwracała na moment wzrok wyskubywałam słodką, wciąż gorącą kruszonkę. Żadne ciasto, jakiego spróbuję w życiu nie dorówna temu, jakie robiła babcia. Istnieje wiele wspaniałych przepisów, ale pieczeniu nie towarzyszy już ten niesamowity dla mnie rytuał. Nigdy nie zapomnę niebiańskiego smaku drożdżowca babuni. Wypiek ten jest dla mnie również szczególnie ważny, ponieważ niesie ze sobą wspomnienie o szczególnie bliskiej mi osobie.
kachade  (zobacz profil)
04.09.2012 21:17 odpowiedz
Jako dziecko byłam baaardzo wybredna, toteż cała rodzina stawała na głowie bym jadła to co oni, bez wymyślania dodatkowych potraw specjalnie dla mnie.
W mojej pamięci jest kilka takich, które otwierają wspomnienia z dzieciństwa, jednak ten wypiek cofa mnie o te dorosłe już lata.
Wypiekiem tym są najprostsze na świecie ciasteczka. Ciasteczka, co ciekawe, ze skwarek. Mama tym smakołykiem trafiła w 10, co łatwe nie było, a tu proszę taki eksperyment który zadziwił wszystkich. Pamiętam jak mama z niecierpliwością czekała na mój werdykt, czy opłaciło się ich zrobienie. A ja z oczami jak 5-cio złotówki, w garści kilka ciastek nie mogłam się im oprzeć.
Ich zapach rozpoznam chyba nawet na krańcu świata. Niektórym kojarzy się, że ciasteczka ze skwarek mogą pachnieć zupełnie inaczej one jednak roznoszą po całym domu zapach który ciężko określić, całkiem podobny do zapachu maślanych ciastek, aczkolwiek niezupełnie... w każdym bądź razie jak go poczuję to wiem, że to moje ciastka! Rozpływają się w ustach, są kruche idealnie nadające się do filiżanki kawy bądź kubka herbaty, to jak idealnie pasujące do siebie puzzle - ciastka i ciepły napój dla dorosłych (kawka), lub dla dzieci (herbatka).
Myślę, że idealne do wyrobu tych ciastek byłyby o to te foremki http://szefkuchni.pl/zestaw-do-wykrawania-ciasteczek-p-554.html ze sklepu "szefkuchni"

Najzabawniejsze jest to, że gdy dowiedziałam się o składzie ciastek lekko się zmartwiłam gdyż myślałam, że to coś nadzwyczajnego a tu proszę, coś co mamie nie przydało się w robieniu smalcu, którego nie cierpiałam :)

A o to składniki, dla ciekawych:
Składniki
30 dkg skwarek ze słoniny lub sadła,
0,5 kg mąki,
15dkg cukru,
2 jajka,
1 łyżeczka proszku do pieczenia,
1 cukier waniliowy.

Ahh.. to jest coś! :)

1 | 2    



do góry