Strona główna O blogu Moje książki Regulamin Kontakt Współpraca Księga gości Wersja mobilna
Polecam

Moja książka
'Moje Wypieki i Desery
na każdą okazję'

już w sprzedaży!

Notes na własne przepisy!

Aplikacja Moje Wypieki
na iPhone'a lub Androida

Kategorie
przelicznik kulinarny
przelicznik foremek
Ostatnie komentarze
Ostatnie wpisy
Newsletter
RSS
    wpisów    komentarzy
Archiwum

wtorek, 04 września 2012

Bardzo mi miło zaprosić Was dzisiaj na konkurs z szefkuchni.pl :-)

Nasz sklep jest dla tych, którzy cenią sobie użyteczność, trwałość oraz łatwość użycia akcesoriów kuchennych, ale także tych, którzy w kuchni szukają zabawy i przyjemności. Sklep szefkuchni.pl posiada w swojej ofercie produkty takich marek jak Zeal, Kilo, W&M Bartleet oraz Laguiole. Różnorodność naszej oferty potwierdza fakt, że oferujemy Państwu produkty wykonane z najwyższej jakości silikonu, melaminy, stali nierdzewnej oraz białej porcelany. Wszystkie nasze produkty pomogą Państwu nie tylko bezproblemowo przygotować dania, ale także wniosą wiele koloru i radości do Państwa kuchni. Różnorodność produktów oraz duży wybór niezbędnych akcesoriów sprawi, że gotowanie od teraz będzie czystą przyjemnością :-).

Na czym polega konkurs?

Należy odpowiedzieć na pytanie: jaki domowy wypiek z dzieciństwa (słodki lub wytrawny) możecie nazwać najlepszym? W opisie można podać smak, zapach, wygląd oraz wspomnienia, które z tym domowym wypiekiem się nam kojarzą. Dodatkowo - należy wskazać produkt ze sklepu www.szefkuchni.pl [podać link do tego produktu], który przydałby się do przygotowania tego wypieku.

Odpowiedź na pytanie konkursowe należy zamieścić na stronie mojewypieki.com, pod postem konkursowym. W konkursie mogą brać udział tylko osoby zarejestrowane na stronie mojewypieki.com (zalogowane). Jeśli nie posiadasz jeszcze konta na mojewypieki.com - możesz je założyć tutaj.

Czekają na Was piękne nagrody!

 

Nagroda za zajęcie 1 miejsca:

podłużna blacha do tarty z wyjmowanym dnem

oraz

przesiewacz do mąki i cukru

 

Nagroda za zajęcie 2 miejsca:

silikonowa foremka do ciasta serce

oraz

kuleczki obciążające ciasto

 

Nagroda za zajęcie 3 miejsca:

silikonowa forma do ciasta

oraz

nóż do serwowania tortu

 

Konkurs trwa już od teraz do 10 września (poniedziałku) włącznie.

Należy również zapoznać się z regulaminem konkursu.

 

Życzymy powodzenia!

szefkuchni.pl i Dorota (Moje Wypieki)

Wydrukuj:
  Oceń: 
Ten post nie został jeszcze oceniony.
Kategoria: Konkursy
Zobacz także:
WIELKI FINAŁ - Blog Roku 2008
WIELKI FINAŁ - Blog Roku 2008
Rozwiązanie konkursu z fartuszkoweLOVE :-)
Rozwiązanie konkursu z fartuszkoweLOVE :-)
Zdradź swój słodki sekret!
Zdradź swój słodki sekret!
Dodaj komentarz:
Pozostało znaków: 5000 
*  
Przepisz znaki z obrazka:


Komentarze (506)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6    
lifka812  (zobacz profil)
28.01.2013 20:05 odpowiedz
Mój smak dzieciństwa jest tylko jeden.Doskonale pamiętam pyszny kogel-mogel robiony przez ukochanego tatę.Był doskonale utarty, tatko był niezastąpiony nawet najlepszy mikser nigdy mu nie dorówna. Puszysty lekki deser i dwa smaki do wyboru zwykły lub z odrobiną kakao PYCHA!!!
I wystarczył kubek ,łyzeczka ,nóż tylko do rozbicia jajek i ręce taty ,które nie pozostawiły ani jednego kryształku cukru nie roztartego.Dziękuję :-)
neverland  (zobacz profil)
10.09.2012 23:53 odpowiedz
Gdy byłam dzieckiem, mój udział w pieczeniu ciast ograniczał się zwykle do znalezienia odpowiedniego przepisu i późniejszej obserwacji mamy przy pracy. Gdy byłam nieco starsza, odmierzałam mamie odpowiednie ilości, próbując pojąć, ile to właściwie jest "na oko".
Moja mama kochała i piekła głównie proste ciasta, ale zdarzało się jej pokusić na nieco bardziej wyszukane - zwykle jednak była rozczarowana ogromem pracy i "nie aż tak zachwycającym" efektem.
Ale kiedyś, w znanym Paniom "Poradniku Domowym" mama znalazła przepis na sernik - delikatna serowa masa, spulchniona jajkami i śmietanką na kruchym, jasnym spodzie i z kakaowym wierzchem. Udał się i był pyszny, został z nami na zawsze. Sernik kapitański - bardzo nam przypadła do gustu ta nazwa, przywodząca na myśl dalekie podróże, żagle wypełnione wiatrem, nieznane porty, pirackie wygłupy...
Nie potrafię nawet zliczyć, ileż to razy sernik ten pojawiał się na naszym stole, zanim, po wielu latach, wyciągając przepis z szuflady, odkryłam, że sernik w istocie zwał się kapłańskim - o tak, bardziej wyrafinowanie ale mimo wszystko, nie wiedzieć czemu, mniej szlachetnie - dlatego dla nas pozostał do dziś kapitańskim.
Był to również pierwszy wypiek, przy wykonaniu, którego spotkałam się z technologią:) tarcia kruchego, zmrożonego ciasta, stąd nieodzowna do jego wykonania jest tarka, taka jak ta: http://szefkuchni.pl/duza-tarka-piramidka-stal-nierdzewna-p-357.html.
Dacquoise  (zobacz profil)
10.09.2012 22:54 odpowiedz
Szczerze mówiąc w moim domu rodzinnym nie było tradycji wypieków. Mama gotowała (i robi to nadal!) pysznie, ale wszelkie „wypiekowe” czynności nie były jej konikiem. Najlepiej pamiętam tradycję co niedzielnego zakupu strucli serowej, jakże smacznej, ale jednak nie domowej.
To moja babcia rozpieszczała mnie i pozostałych wnuków przeróżnymi ciastami. Był i keks, i sztandarowy sernik, bez którego nie mogły odbyć się urodziny babci czy święta Bożego Narodzenia, ale osobiście jako wspomnienie z dzieciństwa najbardziej powraca do mnie murzynek – jedno z tych ciast, które swoją prostotą sprawiają, że są najsmaczniejsze. Mocno czekoladowy, wilgotny zawsze tak akurat, z rodzynkami w środku, zwieńczony polewą czekoladową, którą uwielbiałam wyjadać palcem jeszcze gdy porządnie nie zastygła.
Gdy sama rozpoczęłam kuchenną przygodę, wiele razy piekłam murzynka, ale zawsze w nim czegoś brakowało. To chyba dowód na to, jak działa magia słodkich dziecięcych wspomnień…
Aby usprawnić przygotowanie tego ciasta, ze sklepu wybrałam http://szefkuchni.pl/elastyczny-noz-do-rozprowadzania-kremow-p-121.html, wówczas polewa będzie gładka niczym tafla na jeziorze...

Gość: doran
10.09.2012 22:29 odpowiedz
Z krakowskiego mieszkania na zielony skwer nad Wisłą nie było daleko - wystarczyło zejść po schodach i wyjść z domu. Potem obok szkoły, skręcić i iść wzdłuż szpaleru drzew mijając zatopioną w trawie studnię. Do tej pory przechodząc koło niej pamiętam tamtą historię i zapach ciasta. Czując ten zapach przypominam sobie tę historię. Wrotki, niespodziewany deszcz, wyścig z siostrą. Rozbite kolano, płacz i wcześniejszy powrót do domu ze spaceru z Tatą. W domu otulający zapach ciasta i jeszcze ciepły kawałek szarlotki na pocieszenie. Wyjątkowo przed obiadem. To była (jest) mistrzowska szarlotka z delikatną pianką i kruszonką oprószoną migdałowymi płatkami. Mama piekła ciasto w prostokątnej formie ale podawała zawsze na kwadratowym białym talerzu z niebieskim kwiatowym wzorkiem. Kroiła na kwadratowe kawałki. Myślę, że kwadratowa forma silikonowa http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ułatwiłaby jej zadanie :)
ciasteczko  (zobacz profil)
10.09.2012 22:25 odpowiedz
Ktoś może powie, że to zbyt proste, może mało twórcze lub oryginalne...bardzo możliwe. Jednakże chyba całe życie będę wspominać przygotowywanie a potem wcinanie andrutów przełożonych masą krówkową/kajmakową. Jest to absolutny HIT mojego dzieciństwa! Nigdy nie zapomnę tego smaku kiedy z braćmi wyciągaliśmy andrut z lodówki (bo najlepszy zimny) i krojąc sobie paseczki zajadaliśmy póki nas brzuchy nie rozbolały. Bo ta mała słodycz wprost rozpływa się w ustach.
A ile było zabawy jak z rodzeństwem i mamą robiliśmy wafle co chwila wyjadając palcami masę krówkową z puszki :) Jedno jest pewne było pysznie!!! :D

Jeśli chodzi o sprzęt kuchenny, który nadał by się do sporządzenia tej pyszności to z pewnością nóż, którym możnaby rozsmarowywać masę na waflach:
http://szefkuchni.pl/noz-do-masla-czerwony-p-957.html

Och, ale to piękne wspomnienia, chyba musze zrobić jutro te wafle i poczuć jeszcze raz ten sam smak w ustach :D
10.09.2012 22:17 odpowiedz
Mam 29 lat i od prawie 3 jestem uzależniona. Od blogów kulinarnych, wypróbowywania nowych przepisów, szukania nieznanych mi dotąd połączeń smakowych. Moi rodzice często zastanawiają się po kim to mam, bo jak zgodnie twierdzą, na pewno nie wyniosłam pasji do gotowania z domu rodzinnego. Fakt. Oboje ciężko pracowali i gotowanie było tylko po to, aby dzieci nie biegały głodne. Miało być szybko, tanio i prosto.
Ale jest jeden taki obrazek z dzieciństwa... Kuchnia w naszym małym mieszkaniu, za oknem ciemno, grudzień. Wszyscy jesteśmy razem, mama wydaje polecenia, ja z siostrą czekamy na kruszonkę ,a tato siedzi z wielką glinianą miską na kolanach i szpatułką podobną do tej: http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html , tyle że drewnianą, wyrabia drożdżowe ciasto. Pachnie wanilią, my dzieciaki mamy rumieńce na policzkach od nagrzewającego się piekarnika, a tato pokazuje nam po czym poznać, czy ciasto jest już dobrze zagniecione. Mówi się, że szczęście to tak naprawdę tylko pojedyncze chwile. To był właśnie taki moment.
Z perspektywy czasu wiem, że to nie mógł zawsze być grudzień, pewnie czasami za oknem świeciło słońce, a miska, cóż... stoi nadal na szafie u rodziców i rozmiar ma co najmniej standardowy. Lecz jakie to ma znaczenie ... ? Wszak dzieciństwo to nie zdjęcie cyfrowe, ale takie wywołane z kliszy, trochę nieostre, z przekłamanymi kolorami. Takie, do którego się wraca po zapadnięciu zmroku w zimowe wieczory.
skarbonka  (zobacz profil)
10.09.2012 22:07 odpowiedz
Nie pamiętam dobrze mojego dzieciństwa, nie pamiętam zabawek, bajek, nie pamiętam jak spędzłam czas z kuzynami abo dziećmi z sąsiedztwa. Nie pamiętam, nie wiem dlaczego, nie wiem czy to dobrze czy źle.
Przypominają mi się jedynie zapachy i smaki. Proste składniki, ale za to jaki efekt, ta naturalność dalej mnie zachwyca. Chociaż tak na prawdę doceniam ją dopiero teraz.
Koktajl z truskawek - jego picie z grubego ceramicznego kubka to była jakby ceremonia. Klasyczne ciasto z jabłkami, oczekiwanie na pierwszy kawałek było tak trudne gdy w całym domu roznosił się zapach cynamonu. Ciasto drożdżowe starszej sąsiadki, jego tekstura, zachwyt po każdym kęsie.
Jednak gdybym miała wybrać ten jeden najważniejszy wypiek byłaby to karpatka. Ciasto, które jako mała dziewczynka nazwałam "ziemniaczkami", dalej tak nazywamy z mamą. Później jego kształt, za każdym razem inny, zadziwiał mnie. Przepyszny krem, ze sprawdzonego przepisu mamy. Dla mnie ideał. Zawsze było jej za mało.
Pamiętam gdy podczas przygotowywania starałyśmy się wybrać z miski każdą odrobinkę cista, teraz wiem, że wystarczyłby jeden gadżet (http://szefkuchni.pl/skrobaczka-do-miski-p-145.html) by tego problemu uniknąć ;)
Hmm, powspominałam trochę a w lodówce mam, na szczęście, wszystkie składniki na ciasto kruche, na stole jabłka z sadu... Idę zrobić jabłecznik! :)
10.09.2012 21:36 odpowiedz
Smaki dzieciństwa są różne. Ile dzieci, tyle wspomnień smakowych. Siedząc teraz i próbując wybrać najlepszy smak dzieciństwa, wracam myślami kilkanaście lat wstecz. Widzę kilkuletnią Asię, która nie odstępowała Mamy na krok. Siadała na swoim królewskim krzesełku w kuchni i obserwowała poczynania kulinarne Mamy. Jako jedynaczka, mój głos był bardzo znaczący w kuchni, Tata się nie liczył, bo był w mniejszości;). Mama bardzo lubiła i nadal lubi piec słodkości. Teraz obie wymieniamy się nowymi przepisami i próbujemy samodzielnie stworzyć to, co druga poleciła. Jednak nie o tym mowa! Po biciu się w myślach, co mam wybrać, padło na MURZYNKA! Ten smak najbardziej mi przypomina beztroskie dzieciństwo, które stworzyła mi Mama. Przez całe dzieciństwo byłam przekonana, że Mama zanurza w cieście czekoladę. Jednak, kiedy z obserwatora, awansowałam na pomocnika, wiedziałam już, że to nie czekolada, ale kakao sprawia, że mogę ciasto wyjadać w formie płynnej. Do dzisiaj tak robię (właśnie włożyłam murzynka do piekarnika ). Gdy Mama łączyła pierwsze składniki i rozpływały się pod wpływem temperatury, kręciłam się wokół kuchenki, by wdychać czekoladowe zapasy i mając nadzieję, że gdy Mama odwróci się na moment, będę mogła zanurzyć palec w gorącej mazi i ze smakiem oblizać. Najchętniej bym wyjadała łyżką zawartość garnka, gdybym tylko mogła. Gdy maź się chłodziła w misce z zimną wodą, kilkakrotnie odwiedzałam wannę, pod pretekstem, by sprawdzić, czy wszystko jest OK. z ciastem .Po pełnym napięciu czekaniu na gotowość płynu kakaowego, Mama szykowała http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html i dodawała brakujące produkty, mieszając dokładnie http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-szpatulka-p-119.html. Po stwierdzeniu, że wszystko jest dobrze wymieszane, Mama pozwalała mi spróbować, czy ze smakiem jest wszystko dobrze. A ja z uśmiechem na twarzy oblizywałam usta i zanurzałam łyżeczkę w kakaowym cieście, by rozpływać się nad przepysznie słodkim smakiem, który wypełniał buzię. Do dziś pamiętam, jak czekałam w kolejce, by oblizać miskę po cieście, gdy Mama wykładała na http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html. Maź smakowała kakaem i mąką. Kilka razy próbowałam włożyć głowę do miski podczas wyjadania resztek, ale się nie zmieściła. Chociaż i tak próbowałam dalej! Ciasto było już w piekarniku i 30minut czekania. Mama sprawdzała raz po raz http://szefkuchni.pl/patyczek-do-sprawdzania-ciasta-serce-p-255.html , czy z konsystencji płynnej zrobiła się stała. Natomiast ja przynosiłam sobie poduszkę i siadałam przed piekarnikiem, by wszystko mieć pod kontrolą. Za każdym razem, gdy Mama otwierała piekarnik, w mieszkaniu roznosił się słodki zapach murzynka. Na samą myśl, aż ślinianki szybciej pracują. Tata wracając w pracy, czuł na korytarzu zapach słodkiego kakaa i polewy czekoladowej, którą Mama sama robiła, rozpuszczając czekoladę z odrobiną mleka . Mniam! Gdy minęło programowe 30minut, Mama wyciągała ciasto http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-ludzik-p-190.html i przenosiła na ozdobny talerz, by porządnie to wyglądało. Następnie kroiła na równe trzy kawałki http://szefkuchni.pl/noz-do-krojenia-serwowania-ciasta-ciemnorozowy-p-899.html i serowała nam na talerzyki, byśmy w końcu mogli posmakować słodkiego szaleństwa dla podniebienia. Właśnie wyciągnęłam swoje ciasto, posmakowane i jest dobre. Nie tak pyszne jak Mamy, ale Kuba jest zadowolony!:). Nie obyło się bez strat, zdążyłam się poparzyć, ale żyję i zadawalam się murzynkiem. Uśmiecham się na same wspomnienia przygotowania, krzątaniny kuchenne i ukochanej Mamy, która uczyniła ze zwykłego pieczenia, prawdziwą przeprawę przez przeszkody!
10.09.2012 21:11 odpowiedz
wypiek, który pamiętam z dzieciństwa jest autorstwa mojej babci - domowa prostokątna "pizza" na grubym drożdżowym spodzie, z czerwoną papryką, podsmażoną cebulką, pieczarkami i żółtym serem w plastrach. najpiękniejszy w tym był czas oczekiwania na wyjęcie z piekarnika wypełniony aromatem pieczonych warzyw i bąbelkującego sera.
do przygotowania pizzy przydatna byłaby prostokątna forma http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html by wypiek miał perfekcyjny równy kształt.
krejzikuki  (zobacz profil)
10.09.2012 21:09 odpowiedz
Pamiętam jak dzisiaj niedzielne popołudnia gdy mama przygotowywała ciasto na kołaczki. Ciasto po wyrobieniu musiało wypłynąć na powierzchnię wody, w której się znajdowało przez jakiś czas - dla mnie i mojej siostry były to niemiłosiernie ciągnące się minuty :-) Jednak wycinanie radełkiem kawałków ciasta, czy nakładanie dżemu albo budyniu było wtedy dla nas prawdziwą frajdą! Zawsze piekłyśmy po kilka blach, dlatego takie silikonowe maty http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html byłyby dla nas wybawieniem. Dzieciństwo minęło (stanowczo zbyt szybko!), ale symbol niedzieli w moim domu nigdy się nie zmieni :-)
marysbieg  (zobacz profil)
10.09.2012 21:06 odpowiedz
Długo zastanawiałam się, który z domowych smakołyków, łakoci, wypieków jest tym "naj" i doszłam do wniosku, że ten którego zapach roznosił się jeszcze przed drzwiami wejściowymi do domu, wodząc za nos do kuchni. Moja mama była i jest mistrzem drożdżowych wypieków, a takie właśnie bułeczki z jagodami obsypane kruszonką do tej pory zmieniają nas (już dorosłych) w dzieci gdy za każdym razem ignorujemy ostrzeżenie "poczekajcie aż wystygną, bo będą Was boleć brzuchy". A żeby się mniej przypalały i przyklejały do blachy to zaradziłaby silikonowa mata do pieczenia (http://szefkuchni.pl/silikonowa-mata-do-pieczenia-p-230.html).
10.09.2012 20:54 odpowiedz
Gdy myślę o najlepszym wypieku z mojego dzieciństwa, przed oczami widzę jagodzianki mojej mamy. Kiedy byłam mała, co roku w początkach lipca wybieraliśmy się całą rodziną do lasu na jagody. Po powrocie było lepienie pierogów z jagodami oraz wyczekiwane przeze mnie przez cały rok pieczenie jagodzianek. Nigdy nie zapomnę tych chwil gdy razem z siostrą kucałyśmy w kuchni, obserwując jak w piekarniku podłużne bułki jagodowe rosną i rumienią się. Zapach pieczonego ciasta drożdżowego rozchodził się po całym domu. Czasem jagodzianki pękały, a ciemny i słodki sok jagodowy wylewał się i przywierał do blachy, powodując trudne do usunięcia plamy. Teraz mycie po pieczeniu ułatwia zastosowanie nieprzywieralnej tacki – siatki (http://szefkuchni.pl/nieprzywieralna-tacka-siatka-24-37-cm-p-513.html, http://szefkuchni.pl/nieprzywieralna-tacka-siatka-33-40-cm-p-512.html). W tamtych czasach konieczne było długotrwałe namaczanie i szorowanie blaszek po każdym pieczeniu. Najtrudniejsze było wyczekiwanie, aż jagodzianki wystygną i nałożony na nie lukier zastygnie – zawsze ten czas przeciągał się dla mnie w całe godziny… Jednak smak połączenia drożdżowego ciasta i świeżych owoców jagód wynagradzał moje „cierpienia”.
Tradycja rodzinnego pieczenia jagodzianek przetrwała do dzisiaj. I mimo iż uwielbiam piec, przygotowanie słodkich bułek z jagodami zawsze pozostawiam mojej mamie – potrafi je zrobić najlepiej na świecie.
p_aulin_a  (zobacz profil)
10.09.2012 20:42 odpowiedz
Smak który do dziś kojarzy mi się z domem- proste- tartaletki z masą śmietankowo-nutellową:)! Do ich upieczenia z pewnością przydadzą się- http://szefkuchni.pl/kuleczki-obciazajace-ciasto-700g-p-542.html
julaa99  (zobacz profil)
10.09.2012 20:17 odpowiedz
Tych dni trudno zapomnieć,
truskawkowego zapachu wspomnień,
gdy na targ jechało się z mamą,
by kupić truskawki do ciasta z pianą.
Najpyszniejsze ciasto na świecie,
to takie, gdzie głównym składnikiem jest miłość i serce.
Takie właśnie mama piekła,
o zapachu rozkoszy nieba.
Ciasto kruche, owoce, kruszonkę i pianę,
przydałoby się wyłożyć na silikonową formę.
http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html



colorfulhead  (zobacz profil)
10.09.2012 19:48 odpowiedz
W domu zawsze gotowała mama. Tata zrobił obiad tylko raz. Wystarczyło, żebyśmy wszyscy zapamiętali go aż do teraz. W kuchni pachniało rozgrzanym piekarnikiem aa my z niecierpliwością czekaliśmy, aż tata wyciągnie blachę. Na każdy talerz trafiło gorące, parujące zawiniątko z ciasta francuskiego. Gdy się je rozkroiło ze środka wypłynął roztopiony żółty ser, który otaczał zwykłą, prostą... parówkę. Wszystko to polane keczupem pozostało w naszych głowach jako najlepszy obiad dzieciństwa. Tak jak mówiłam - tata zrobił obiad tylko raz, dlatego to danie nigdy więcej nie wróciło na stół. Może warto przypomnieć o nim rodzicom...? Pamiętam jeszcze, że nie obyło się bez oparzonych tacinych palców, dlatego przydałyby mu się silikonowe łapki ze sklepu szefkuchni.pl http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-p-191.html :D
kbartosz  (zobacz profil)
10.09.2012 19:37 odpowiedz
Zapomniałam dołączyć linka!
Zdecydowanie do wypieku potrzeba miski :) Taka - http://szefkuchni.pl/kubek-do-mieszania-ciasta-20-cm-p-44.html sprawdziłaby się idealnie!

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkim wszystkiego dobrego!
kbartosz  (zobacz profil)
10.09.2012 19:36 odpowiedz
Z dzieciństwem kojarzy mi się najbardziej murzynek mojej mamy! Uwielbiałam kiedy go piekła! Mięciutki, wilgotny, delikatny, oblany pyszną czekoladową polewą! Zawsze jedzony paluchami, na samym końcu jadłam to co najlepsze kawałek ciasta z polewą czekoladową, która rozpuszczała się zostawiając ubrudzone paluchy, które można było jeszcze oblizywać! Zapach pieczonego murzynka pozwala wrócić pamięcią do chwil najpiękniejszych z dzieciństwa! Chwil kiedy beztrosko biegaliśmy od rana do wieczora po dworzu. Chwil kiedy w sierpniowe południe przy świecącym słońcu padał ciepły deszcz, chwil kiedy ściągaliśmy buty i biegaliśmy boso po trawie! Chwil kiedy można było wrócić do domu, zobaczyć mamę w kuchni, zostać przez nią przytulonym i ucałowanym w czoło! Dla mnie murzynek to synonim szczęścia i miłości! Synonim matczynej miłości i ciepła domowego ogniska!
10.09.2012 19:17 odpowiedz
Jako dziecko często zostawałam z babcią, bo mama długo pracowała. Bardzo lubiłam ten czas, moja babcia opowiadała mi historie "jak ona była młoda", czytała wiersze (Mickiewicza, do tej pory potrafię wyrecytować połowę "powrotu taty" :)) i oczywiście gotowała dla mnie- uwielbiałam jej frytki z kotletem mielonym- wszystko zawsze przygotowywała sama i tylko jedną rzecz ze mną gotowała- zupę zacierkową. Siadałyśmy przy stole, ona obierała warzywa, ja wrzucałam je do garnka i "dokładnie szorowałam" rączkami, babcia kładła zupę na kuchenkę i kiedy zupa się gotowała, my robiłyśmy zacierki, tzn. babcia zacierki, a ja kotki, pierścionki, serduszka i kwiatki, ludki i wszystko co mi przyszło do głowy. Kiedy wszytskie moje ciastowe dzieła ugotowane w zupie, babcia łowiła je łyżką i czajmowało jej to dużo czasu, pewnie gdyby miała taką łyżkę-cedzak ( http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-lyzka-cedzak-p-118.html ) wszystko poszłoby zdecydowanie sprawniej. Zupa zawsze była pyszna!

PS: Pani Doroto, dziękuję za ten konkurs (i nawet jeśli nie wygram) to dzięki Pani przypominałam sobie jak fajnie było być dzieckiem, gotującym dzieckiem- jutro na obiad będzie zacierkowa!

Pozdrawiam
Kasia
kasia1987  (zobacz profil)
10.09.2012 18:24 odpowiedz
Mnie czasy dzieciństwa kojarzą się niezmiennie z dwoma ciastami - szarlotką mamy oraz ciastem drożdżowym babci. Mama piekła swoją szarlotkę zawsze na sobotę i niedzielę, i to co tydzień. Ale bez względu na częstotliwość jej występowania każdy z domowników czekał z niecierpliwością na ciasto, które nigdy się nie nudziło i smakowało zawsze jak najlepszy tort świata. Bo też to nie była zwykła szarlotka, lecz szarlotka od serca. Mama sama ją stworzyła, a ja dziś kontynuuję tradycję jej wypieku. Jabłka - starte i obowiązkowe przesmażane z cukrem oraz z galaretką - tworzyły niezapomniany duet z cynamonem. Na warstwie jabłek kolorowo mieniała się natomiast ubita na puch śmietana z białek z dodatkiem owocowego kisielu. Wszystko zaś pokrywało starte w figlarne prążki kruche ciasto. Nierzadko bywało, że szarlotka nie mieściła się w blasze! Szarlotka mamy już zawsze będzie występować w moim osobistym segregatorze z przepisami pod nazwą "Szarlotka Jadzi":) W jej przygotowaniu z pewnością pomocna będzie tarka z pojemnikiem i dozownikiem: http://szefkuchni.pl/tarka-pojemnikiem-dozownikiem-p-91.html pomoże przy tarciu jabłek oraz kruchego ciasta, no i sprawi, że obędzie się bez bałaganu:) A drożdżowe ciasto babci wyrabiane jej ręką na makowiec czy drożdżówkę z owocami i kruszonką zawsze najlepiej będzie smakowało w postaci jeszcze surowej, ukradkowo wykradane spod lnianej ściereczki, pod którą wyrastało:)
10.09.2012 17:45 odpowiedz
Z niecierpliwością czekałam na tę chwilę - mąka biała jak cukier puder, myliła mi się z nim za każdym razem, kiedy to nadchodziło moje wielkie zadanie - lukrowanie. Babcia nigdy się nie złościła - uśmiechała się ciepło ze słowami: popróbuj przed dodaniem.. Jej sprawne ręce szybko przesiewały mąkę, dodawały jajka, ugniatały orzechy, migdały. Na górnej półeczce leżały Skarby Smaku i Zapachu - tak je nazywała. Wtedy myślałam że kardamon, wanilia i cynamon są cenniejsze od złota, brylantów i rubinów. Mogłabym przysiąc, że po ich dodaniu misa z ciastem zaczynała skrzyć jak najcenniejszy kruszec. W dodatku pachnący słodkim cukierkiem, za sprawą czarnych drobinek - lodami waniliowymi, cynamonu - ciepłym piernikiem..Kiedy już, już myslałam że nic więcej dodawac nie będziemy - babcia z uśmiechem wyjmowała czekoladę. No tego już za wiele! Ja najpierw muszę spróbowac - czekolady oczywiście .. :)
Ps. dziś wiem że to ja byłam sprawca za małej jej ilości w cieście..
Babcia sprytnie sięgała po tajemną broń - ciepłe mleko zmieszane z kakao. Nadrabiałyśmy zaległości! Jeszcze tylko szczypta soli.. Ach, bo zapomnimy! - mówiła - rodzynki! .. Cały dom pachniał korzennym ciastem, a moja mentorka jawiła mi się jako najznakomitsza cydotwórczyni. Wydawało mi się wówczas, że potrafi stworzyć coś z niczego - i tak tez było. Z kilku składników tworzyło się - w moim mniemaniu - arcydzieło. Pachniało słodyczą, ciepłem, uroczo drażniło nozdrza małej dziewczynki, niecierpliwie czekającej na wyjęcie tego cuda z piecyka.
Jeszcze chwila, uważaj bo się oparzysz - to ja zaglądałam co chwilę przez szybkę.
Nastała chwila wyjmowania foremek - "bez pracy nie ma kołaczy" , tak mówiła. A że foremki były stare, ciężkie, metalowe - trochę się napracowałyśmy. "Trzeba było posmarować większą ilością masła" - cicho mruczała pod nosem, a ja notowałam w pamięci, żeby nastepnym razem zabłysnąć tajemna wiedzą przypominająca o "posmarowaniu większą ilością masła" - czego? Foremek oczywiście, ale wówczas tego jeszcze nie wiedziałam.
Nastała chwila lukrowania. Babcia od tego momentu pozwalała mi samej stworzyć 'coś z niczego'. Tworzyłam zatem. Mąka plus woda. Próbuję - krzywię się z obrzydzeniem. "Mówiłam żebyś najpierw próbowała" - uśmiecha się do mnie i podaje słoiczek z właściwym składnikiem - cukrem pudrem. Po wysypaniu połowy z niego na ziemię, udaje mi się wreszcie stworzyć to co chcę - Jego Wysokość - Lukier. Jestem z siebie niesamowicie dumna, kiedy babcia z podziwem podaje mi pędzelek, a ja smaruję gotowe Cuda moim gotowym Cudem tak, że aż spływa na boki. Starannie wybieram, które " z nich" - bedą uznane za Moje Wypieki :) - i te właśnie posypuję tym, co kojarzy mi się z najwspanialszymi smakami świata - pokruszoną biała i ciemną czekoladą, orzechami i kokosami. Mmm, cóż za finezja smaków..! ;)
"Na czym my je teraz podamy?" - głośno myśli moja ukochana babcia. Teraz ja się popiszę! - przynoszę laurkę zrobioną w szkole. Uśmiecha się ciepło, wyjmuje duży talerz, na nim kładzie serwetkę i moją laurkę. Tak podane zasiadają na stole i czekają, aż przyjdzie rodzina.
Dziś wiem, na czym podałabym je ja - je, czyli.. BABECZKI, oczywiście- http://szefkuchni.pl/patera-na-muffinki-warstwy-p-11.html
Chociaż, gdyby moja córka przyniosła mi laurkę z domu..
Ps. Moja Najukochańsza Babciu - dziekuje Ci za Twoje Złoto, Mirrę i Kadzidło! ...
Marshmallow  (zobacz profil)
10.09.2012 17:33 odpowiedz
Przepraszam, z rozmarzenia zapomniałam o wybraniu produktu, ze strony :) Do zrobienia ananasowca moja babcia zawsze używa dużej blachy i taką też bym wybrała: http://szefkuchni.pl/forma-do-ciasta-gleboka-p-572.html

Pozdrawiam
Marshmallow  (zobacz profil)
10.09.2012 17:28 odpowiedz
Najwspanialszym smakiem mojego dzieciństwa był babciny ananasowiec. Robiony dwa razy do roku: na Wigilię i na Wielkanoc. Jego podanie jest u nas celebrowane przez całą rodzinę jak rytuał. Trudno wytłumaczyć, co jest w nim takiego wyjątkowego. Puszysty biszkopt z kremem ananasowym i chrupiącą bezą kokosową. Wszystko jest pięknie udekorowane czekoladą i wiórkami kokosowymi. Jednak dla mnie dużo lepsze od samego ciasta, jest oczekiwanie na nie i błysk w oczach moich kuzynów, kiedy babcia podaje deser na stole :)
RedNails  (zobacz profil)
10.09.2012 17:13 odpowiedz
Dzieciństwo... Trochę czasu minęło od tych wspaniałych, beztroskich lat. Co roku na wakacjach jechałam z tatą do cioci Heli. I do jej pączków :) to był najbardziej wyczekiwany moment całych wakacji. Wiedząc, że ciocia specjalnie na nasz przyjazd przygotowuje całą masę chrupiących pączusiów, już na polnej drodze prowadzącej do jej domu miałam wrażenie, ba, ja czułam ten zapach! Czułam smalec smakowicie komponujący się z cukrem pudrem, i tą marmoladę z płatków róży, którą ciocia chowała specjalnie dla nas. Widziałam stosy pączków poukładane równiutko na białych, porcelanowych półmiskach, takich jak ten: http://szefkuchni.pl/duzy-polmisek-p-819.html
Ciocia była starszą o 10 lat siostrą Taty, który uwielbiał się z ciocią przekomarzać ;) i jednego roku, a nie zapomnę tego nigdy, bo to były wakacje tuż po mojej Komunii, Ciocia zrobiła mojemu Tacie psikusa. Jedną porcję nadziała pokrojonymi w duże kawałki... ogórkami kiszonymi :)) Ustawiła przed Tatą półmisek, na którym na samym wierzchu były jej specjalne pączki, z podwójną porcją cukru-pudru, a że Tato był wielkim łasuchem od razu wsadził całego do buzi ;) Ile potem było krzyku, śmiechu, chichotania to można sobie tylko wyobrazić ;)
Do tej pory na Tłusty Czwartek piekę Tacie specjalne pączki z kiszonymi ogórkami :)
weronika98  (zobacz profil)
10.09.2012 16:53 odpowiedz
Z dzieciństwem głównie kojarzy mi się lekko maślany i waniliowy smak kruchych ciasteczek z maszynki, które piekłam z moją babcią. Dokładny przepis nigdy nie powstał, a składniki były dodawane według 'babcinej miarki' :)
Najlepiej smakowały maczane w herbacie podczas sennych zimowych wieczorów. Zanim zostały jednak upieczone, moi bracia zjadali jeszcze surowe ciasto, ponieważ nie mogli się ich doczekać. Oczywiśie nie obyło się reprymend i ostrzerzeń przed zatruciem się ;)
Zawsze miały klasyczny kształt, który uwielbiała moja babcia. Ja za to wolałam wycinać małe kółka kieliszkami do syropów, układać je na sobie warstwami i na końcu dekorować kuleczkami z ciasta. Tak właśnie powstawały, nazywane przeze mnie 'torciki'.
Do serwowania wypieków, zawsze używałam tacki w zwierzątka, teraz mogłabym ją zamienić na http://szefkuchni.pl/taca-deluxe-p-55.html
Ach, te czasy dzieciństwa, to dopiero były pyszne smaki... ale no cóż, starość nieradość ;)

pozdrawiam gorąco
Weronika :)
uzależniona_od_słodyczy  (zobacz profil)
10.09.2012 16:27 odpowiedz
Wspomnienia z dzieciństwa …. Moja mama pod względem wypieków zawsze nas rozpieszczała. Zresztą była w tym bardzo dobra, dlatego ciężko jest jednoznacznie wybrać ten wypiek, który był najlepszy. Z czasów dzieciństwa pamiętam coniedzielny drożdżowiec ze śliwkami, bożonarodzeniowy makowiec i Wielkanocny sernik po królewsku. Ciast i ciasteczek było oczywiście bardzo dużo, ale akurat te trzy najbardziej utkwiły w mojej pamięci. W każdą niedzielę, zanim jeszcze zdążyłam otworzyć oczęta, w domu rozchodził się zapach pieczonego ciasta drożdżowego. Oczywiście ciasto, zanim się do niego dopadliśmy musiało wystygnąć, bo przecież „brzuch Was będzie bolał” – zawsze warto było czekać. Zaraz ponad przypieczonym spodem było puszyste mięciutkie ciasto drożdżowe, na nim cała masa słodkich śliwek węgierek posypanych najlepszą na świecie kruszonką. Całość tworzyła smak idealny, niezapomniany. Zupełnie jak Bożonarodzeniowy makowiec. Wilgotna rolada stworzona z biszkoptowego ciasta wypełniona makiem wielokrotnie zmielonym, z dodatkiem miodu, rodzynek, orzechów, moreli.. mmm niebo na ziemi. Na samą myśl o tym wypieku przypomina mi się jak cudownie słodki mak rozpływał się w ustach. Do przygotowania maku niewątpliwie można wykorzystać http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-26-cm-p-143.html , która nie tylko pomoże wymieszać idealny mak podczas gotowania, ale także ułatwi jego równomierne rozsmarowanie na biszkopcie. I ostatni, co nie znaczy, że najgorszy, sernik po królewsku. Kakaowa podstawa, na niej ser i to wszystko posypane dużą ilością startego kakaowego ciasta. Do tartego ciasta można wykorzystać http://szefkuchni.pl/tarka-do-sera-p-90.html jej kształt ułatwi rozprowadzenie czekoladowych wiórków po wszystkich zakątkach naszej blachy. Ile razy mama musiała na nas krzyczeć, żeby ciasto uchowało się do świąt… nikt nie mógł się mu oprzeć, sernik pierwszy znikał ze stołu. Dzisiaj to ja zajęłam się pieczeniem ciast: począwszy od orzechowca, słonecznikowca, Pani Walewskiej, domowego Kopca Kreta, czekoladowych babeczek z kokosową kołderką, babeczek wypełnionych budyniem, skończywszy na tortach w kształcie Zygzaka McQueen’a czy boiska piłkarskiego. Nie ośmieliłam się jednak na trzy wymienione na początku ciasta – to specjalność mojej mamy :) Specjalność, która zasługuje na to, by być krojona http://szefkuchni.pl/noz-do-krojenia-serwowania-ciasta-kolor-kosci-sloniowej-p-900.html.
gebal.joanna  (zobacz profil)
10.09.2012 15:12 odpowiedz
Nie mogłam przypomnieć sobie wypieku, który utkwiłby mi w pamięci z czasów dzieciństwa, aż do wczoraj kiedy idąc obok sklepu poczułam ten zapach. Był to zapach orzeszków mojej cioci. Miały kształt prawdziwych orzechów włoskich, nieco podobny do magdalenek: http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-magdalenek-p-257.html. Były robione na każdy mój przyjazd, w specjalnej metalowej foremce. Miały pysznie orzechowe nadzienie. Wielokrotnie próbowałyśmy z mamą powtórzyć ten smak, ale nigdy się to nie udawało.
Nie lubiłam wyjazdów w gości, bo zawsze przytulał się do mnie wieeeelki wujek (oczywiście bez żadnych podtekstów), ale smak ciasteczek co jakiś czas wspominam z przyjemnością. Mam nadzieję, że kiedyś przeszukując Moje Wypieki trafię na ten przepis i zrobię takie orzeszki moim małym kucharkom.
kachajek  (zobacz profil)
10.09.2012 15:01 odpowiedz
Moja Babcia zawsze powtarzała, że rosnę jak na drożdżach. Świeżo upieczoną pierwszoklasistkę trochę te słowa przerażały - byłam wyższa od wszystkich nowych koleżanek i kolegów. Wtedy to, w akcie desperacji (o ile desperackimi można nazwać czyny siedmiolatki), postanowiłam kategorycznie i nieodwołalnie zaprzestać jedzenia drożdżowych wypieków! Jedna tylko przeszkoda stała mi na drodze – wielkanocna baba drożdżowa. Królowa wielkanocnego stołu. Taka z grubą warstwą cytrynowego lukru i całym mnóstwem słodkich rodzynek... No cóż, królowej się nie odmawia.
Spożywanie wyżej wspomnianej to była dopiero zabawa! Najpierw powoli rozprawiłam się z lukrem. Następnie jeden po drugim, wydłubywałam rodzynki, które niezwłocznie lądowały w umorsanej i oblepionej buźce. A na koniec kwintesencja drożdżowości – wspaniałe, idealnie wyrośnięte ciasto. Bo grunt to wyczucie czasu:
http://szefkuchni.pl/magnetyczny-minutnik-kuchenny-p-231.html
A Babcia miała rację – od tamtej pory zdecydowanie podwoiłam swoją objętość ;)
chakkie  (zobacz profil)
10.09.2012 14:55 odpowiedz
Mały-duży murzynek.
Wypełnia me nozdrza cynamon
Do głowy uderza kardamon
Z imbirem walczy świadomość
Gdy wspomnę tę pyszną znajomość!
U dziadków za każdym razem
W starek kuchence z gazem
Babcia na me życzenie
Świętowała przybycie szalenie
poprzez murzynka pieczenie.
Dlaczego mały, nie duży?
Bo ciasta robiła choć sporo
zostało pół tego w kałuży
w dnie garnka z glinianą podporą.
Musiało się ciasto wystudzić
Trochę poleżakować
A gdy dzieciom udało się zbudzić, wnet biegły murzynka kosztować!
A babcia wnet przed pieczeniem
Zdziwiona naszym łaknieniem
Mówiła, że wyparowało
A czasem też się gniewała
Bo wbrew temu, co się babci zdawało
Nie raz i nie dwa po studzeniu
W garnuszku już nic nie zostało!

A taką łyżką i by się ciasto lepiej przygotowało,
i wtedy stygnące chętniej zajadało! http://szefkuchni.pl/duza-lyzka-melamina-p-66.html
10.09.2012 14:43 odpowiedz
Prawdopodobnie będę zupełnie inna od wszystkich opisanych tu komentarzy...
Moim domowym wypiekiem dzieciństwa do dziś dzień jest... Surowe ciasto przygotowywane do różnego rodzaju ciast mojej mamy! Kiedy tylko przygotowywane jest na drożdzówkę albo skubańca, zjawiam się ja : znów kilkuletnia [ mimo,że teraz już prawie 30] jak xx lat temu i podkradam to pyszne surowe ciasto po którym nigdy nie bolał mnie brzuch, a sprawiało tyle radości mimo [żartobliwego] karcenia mojej mamy :))) http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html z miski zawsze skradzione resztki, jak i z łyżki do mieszania, nie wspominając już o ugniecionym cieście które tylko chwile nie pilnowane już dostawało odcisków małych rączek a teraz już troszkę większych ;) Pozdrawiam
10.09.2012 13:54 odpowiedz
Najlepszym wypiekiem z mojego dzieciństwa jest bezkonkurencyjnie murzynek ^^ Brzmi banalnie, jednak każdy zrozumiałby mój wybór, gdyby miał możliwość przeniesienia się w czasie i zajrzenia do kuchni mojej mamy przed samymi Świętami Bożego Narodzenia - co roku na wigilijnym stole pojawiały się różne potrawy i ciasta, a wśród nich niezmiennie królował murzynek. Mama piekła go w największej blasze do ciasta, jaką miała, gdyż piekła go nieco wcześniej, a chciała, by do Wigilii przetrwało kilka kawałków :P Gdy tylko wyjmowała mąkę i kakao, przybiegałam jej pomóc w dosypywaniu składników. Murzynek z tamtych czasów był o niebo lepszy niż te, które je się teraz, bo mama nie wspomagała się mikserem, tylko sama ucierała ciasto, a piekło się ono w takim elektrycznym piecyku, który stał na podłodze. Zapach mocno czekoladowego ciasta biegał po całym domu i kusił, by jak najszybciej wyjąć wypiek i spróbować go jeszcze na gorąco. W tym czasie mama stała nad piecem i mieszała polewę czekoladową, którą później wylewała powoli na ogromne ciasto. Nie da się opisać smaku domowego murzynka mojej Mamy - mięciutkie ciasto z czekoladą na wierzchu pobudzało i zadowalało najbardziej wymagające kubki smakowe. Po każdym kawałku chciało się więcej i więcej, chociaż przepełniony żołądek wołał 'dość!'
Chciałabym sama spróbować zrobić taki właśnie murzynek Mamie w podziękowaniu za te wszystkie murzynki, które tak dobrze wspominam do dziś. Ta foremka: http://szefkuchni.pl/silikonowa-foremka-do-ciasta-serce-p-263.html pozwoliłaby na nadaniu ciastu kształtu, co w efekcie wyraziłoby moją wdzięczność bez słów :)
solange63  (zobacz profil)
10.09.2012 12:25 odpowiedz
smak i zapach z dziecinstwa... odpowiedz moze byc tylko jedna- CHLEB! jednak nie byle jaki chleb, bo wypiekany przez ciocie Wandzie, na prawdziwym zakwasie. Gdy bylam mala dziewczynka, zawsze zastanawialam sie, co kryje sie w sloiku, ktory stal prawie pod sufitem, na najwyzszej polce w kuchni. Byl to zakwas. Receptura banalnie prosta: maka zytnia polaczona z woda, jednak to, co dzialo sie w sloju nie bylo banalne w zadnym wypadku. Mieszanina babelkowala, rosla i wytwarzala uwielbiany i niezapomniany zapach, lekko sfermentowanych owocow. Co kilka dni Ciocia wytwarzala z tego prostego polaczenia, prawdziwe cuda. Maka, woda, sol przeobrazaly sie w jej dloniach w male dziela sztuki; bochenki o najrozmaitszych ksztaltach: okragle, podluzne, z warkoczem, czego tylko dusza zapragnela. Chleb wypiekany byl w piecu opalanym drewnem- "angielce". zapach roznosil sie po calym domu. Wszyscy z niecierpliwoscia czekali, zeby zatopic zeby w mieciutkim miazszu, otoczonym wspaniala, brazowa i nieprzyzwoicie chrupiaca skorka... najwspanialsze w tej tradycji jest to, ze ma ona swoja kontynuacje do dzis. Chleby na zakwasie wypiekala moja babcia, ciocia, a teraz robie to ja. Pomimo, ze nie mam wspanialej "angielki", a jedynie zwykly, elektryczny piekarnik, jestem w stanie odtworzyc smak z dziecinstwa. Prawdziwy chleb to bochenek, a nie dziwadla wypiekane w formach. By nadac mu pozadany ksztalt, uzywam kosza do wyrastania chleba, a w ostatniej fazie, wyrzucam ciasto na nagrzany kamien do pieczenia, dokladnie taki http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html dzieki niemu chlebek nie jest sparowany (jak we formie) i ma cudowna, chrupiaca skorke, taka sama jaka lata temu, mialy bochenki wypiekane w prawdziwych piecach, opalanych drewnem.

Jednak ostrzegam, kto raz zrobi zakwas i samodzielnie upiecze chleb, juz nigdy nie bedzie chcial kupowac "wytworow chlebopodobnych", jakie oferuja dzisiejsze piekarnie.
10.09.2012 12:02 odpowiedz
Smaki wypieków z dzieciństwa... Oczywiście wypieków babci :) A konkretnie jeden - kruchy placek z powidłem i bezą. Nigdy nie jadłam czegoś równie dobrego. Kruche ciasto na spodzie, i to tak kruche, że trudno było wyjąć kawałek aby się nie rozpadł ;) Do ciasta babcia dodawała smalcu, dzięki temu było tak pyszne i rozpływało się w ustach. Do tego ciemno złote - od żółtek z domowych jajek. Na to powidło, ale nie jakaś rzadka papka śmierdząca syntetyczną różą, tylko gęste, aromatyczne, ze śliwek węgierek, jabłek i gruszek które babcia smażyła kilka godzin. Takiego zapachu nie ma żadne kupne powidło. Na powidło piana ubita z białek i cukru, a na wierzchu utarte na zwykłej tarce, najlepiej płaskiej jak ta http://szefkuchni.pl/tarka-duze-oczka-raczka-p-93.html ciasto, takie samo jak to na spodzie. Placek bardzo prosty, babcia mówi, że dawniej jak nie było tych wszystkich śmietan, mas i polew, a ludzie byli ubodzy więc piekło się tylko takie, proste placki do których nie trzeba było kupować żadnych składników - wszystko było dostępne w gospodarstwie :) Moja kuzynka mówi na to "stary placek" dlatego, że teraz już niemal nikt takich nie piecze ;) wszyscy wolą wydziwaczać jakieś torty i inne eksperymenty, ale "nowoczesne" wypieki nie mają już tego aromatu i smaku co właśnie te "stare" :)
dagaloo  (zobacz profil)
10.09.2012 11:38 odpowiedz
Babcia zagniatała ciasto na racuchy z mąką krupczatką i serem w dużej białej misie. Smak i zapach tych racuchów to jedno z najmilszych wspomnień z dzieciństwa. Babcina kuchnia miała kremowy kredens wypełniony pojemnikmami z mąką,cukrem , olejami, przetworami (wtedy te produkty trzeba było wystać w kolejce!).Moja kuchnia też jest kremowa, lubię prosta białą porcelane a dużą porcelanową misę,idealną do zagniatania ciast ale nie tylko znalazłam w Waszym sklepie http://szefkuchni.pl/porcelanowa-miska-do-mieszania-ciasta-duza-p-799.html.
10.09.2012 10:30 odpowiedz
Placuszki chlebowe i mleko od krowy :)
Pamietam dzieciece klimaty u babci na wsi, my miastowe dzieciuchy co na kaczke wolaly wrobelek!
Codzinnie wczesnym rankiem Babcia moja ukochana wstawala jak sie to mowi wraz z kurami! I szla wydoic krowe... wracala z jeszcze cieplym mlekiem od poczciwej Krasnej i zabierala sie za przygotowanie placoszkow chlebowych, ktore byly calkiem latwe do zrobienia! Wystarczyla tylko maka woda jajko i sol, polaczyla babulinka skladniki na stolnicy wyrobila ciasto i napalila w piecu! Tak zrolowane krazki rzucala na rozgrzana kamienna plyte, ktora mozna rowniez zakupic w akcesoriach kuchennych szefa kuchni http://szefkuchni.pl/duzy-kamien-do-pizzy-nozem-kolkiem-p-529.html i po 10 min gotowe wspaniale placuszki mozna schrupac! I oczywyscie musowo mleczko od Krasnej! Won ktora sie unosila o poranku w babcinym mieszkanku byla przecudowna do dzis dnia pamietam ten zapach i zawsze bedzie przypominal mi moja ukochana babcie i wspaniale wakacje na wsi. Pamietam rowniez moich kuzynow i braci jak wszyscy zasiadalismy przy kuchennym stole popijajac mleczko i zajadajac babcine placuszki chlebowe! Po takim sniadanku w mlecznymi wasami pod nosem bieglismy sprawdzic czy kurki zniosly jajka i czy krowka potrzebuje trawki :) Wspaniale niezapomniane przezycia, ktorch nigdy nie zapomnimy, dziekuje bardzo organizatorom tego konkursu za przypomnienie mi tych beztroskich chwil spedzonych u babci w kuchni!
rozalka_k  (zobacz profil)
10.09.2012 10:21 odpowiedz
Świst, gwizd, trzask...to banda indian na koniach z mioteł napada na pociąg...Szum, wrzask i płacz...banda rabusi zdobyła zamek z kartonu pokonując rycerza w hełmie z durszlaka...plusk, chlust i śmiech...to jednooki pirat wpadł w odmęty rzeki ...głębokiej po kolana...A gdy już wszyscy rabusie zostali pokonani, księżniczki uwolnione, a smoki przegnane wtedy można było usiąść na ganku z kubkiem mleka (takiego prosto od krowy jeszcze ciepłego, które zostawiało śmieszne wąsy) i kawałkiem babcinego ciasta drożdżowego z kruszonką. A wtedy na nowo rozpoczynały się walki, bo przecież ostatni kawałek ciasta z największą i najwspanialszą kruszonką musiał być właśnie mój, a nie moich kuzynów ... Jak na rycerzy przystało dobyliśmy mieczy http://szefkuchni.pl/silikonowa-lyzka-38-cm-p-113.html i z bojowym okrzykiem na ustach każdy z nas walczył o tą cenną nagrodę.
wiola_z  (zobacz profil)
10.09.2012 10:10 odpowiedz
Ze swojego dzieciństwa pamietam wiele przeróżnych pyszności... Jak wiele babć i moja potrafiła cudownie piec... w ciągu chwili zrobić coś, z czego zapach unosił się w całym domu... Ale jednak najlepiej zapamiętałam do dzisiaj nie to, co niebiańsko pachniało, ale to, co pięknie wyglądało... było kolorowe i smakowało pyysznie... to, co jako dziecko tak uwielbiałam... były to warstwowe galaretki, różnokolorowe i w różnych kształtach.. z dodatkiem serków, śmietany, owoców... Babcia potrafiła zrobić to po prostu bajkowo! Więc jako mała dziewczynka z jej wyrobami czułam się jak mała księzniczka! :) Jak już galarteki były gotowe, krzyczała: "Chodź koteczku... twoje ulubione słodkości są już gotowe!". A ja biegłam z rozradowaną buzią :) Dzisiaj gdyby robiła to zapewne podarowałabym jej te foremki http://szefkuchni.pl/forma-do-deserow-lub-galaretek-kot-p-212.html, aby mogła zrobić dla swojego Koteczka własnie takie galaretki :) na pewno wyszłyby cudowne!
tallulah  (zobacz profil)
10.09.2012 09:57 odpowiedz
Rozgrzany piekarnik oznajmia, że już czas... Jeszcze chwila… Tak, już możemy wyjmować ciasto. Bucha ciepłe powietrze. Babcia delikatnie umieszcza Dzieło Sztuki na stole. Udało się. Wygląda niesamowicie. Jeszcze pozostaje tylko zrobienie polewy.. niech będzie czekoladowa. Tradycji stało się zadość, seromak gotowy! Połączenie sernika z makowcem, tłustego twarogu i masy makowej z bakaliami. Biel i czerń. Najpyszniejsze ciasto świata właśnie oficjalnie rozpoczęło kolejne Święta.. Dziś pozostały tylko wycinki wspomnień. Choć wciąż szukam tego smaku mojego dzieciństwa, ideał pozostaje nieuchwytnym, magicznym, zamglonym doznaniem.. Moim pierwszym obcowaniem z kulinarnym arcydziełem, co uświadomiłam sobie dopiero po latach... Mam nadzieję, że używając formy http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html uda mi się w końcu uchwycić duszę tego ciasta..
KatarzynaJ  (zobacz profil)
10.09.2012 08:54 odpowiedz
Rogale Marcińskie!! Od urodzenia mieszkam w Poznaniu, stąd zapach tego wypieku, kojarzy mi się z dzieciństwem. Jest to regionalny wypiek, masowo jedzony 11 listopada każdego roku. Ponieważ są bardzo drogie kupowane w cukierni, pewnego roku babcia postanowiła sama zrobić. Dzień wcześniej, pomimo pluchy za oknem, zaczęłyśmy parzyć i mielić całą „wuchtę” maku. Dodałyśmy aromatyczną skórkę pomarańczową, którą babcia sama robiła, bakalie, pianę z białek. Już na tym etapie znikała jakaś ¼ masy. Była cudowna, aromatyczna, ze świeżą pomarańczą i chrupiącymi bakaliami. NIEBO!! Potem przyszedł czas na wyrobienie ciasta, a robiłyśmy to na zmianę, bo siły trochę potrzeba. W kuchni były już aromaty masy, ciepło piekarnika, nasze śmiechy i coraz więcej domowników wokół. Rozwałkowane ciasto kroiłyśmy w trójkąty, masa na środek i zawijanie Na koniec smarowanie roztrzepanym jajkiem, za pomocą: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html
i do piekarnika. Zapachu, rozchodzącego po całym domu, rogala nie umiem opisać. Zaglądanie za szybkę jak dochodzą, to były wspaniałe chwile. Upieczone, upiększałyśmy lukrem i sypałyśmy migdałami, orzeszkami. I tak na zegarze była już 3, 4 godz.. z pełnymi brzuchami i pełną satysfakcją szłyśmy spać. Niestety od kilku lat, jak babcia odeszła, nie robię już sama rogali. Nie będą już miały tamtego smaku. Ale z dzieciństwem kojarzyć będzie mi się zawsze!
joannna  (zobacz profil)
10.09.2012 00:09 odpowiedz
Z dzieciństwem najmilej kojarzy mi się pieczenie ciasteczek korzennych na Święta Bożego Narodzenia wspólnie z mamą i młodszą siostrą. Pachniało wtedy w całej kuchni cynamonem, kardamonem, imbirem i skórką suszonych pomarańczy, którą zbierało się już od końca lata i suszyło. Było przy tym tyle radości, uśmiechu na naszych twarzach. Każda z nas miała wybrane foremki do wykrajania, których tylko używała. Zawsze chciałam mieć serce i gwiazdkę. Podczas wypieku ciastek kucałyśmy przed kuchenką "Ewa" i obserwowałyśmy jak się one pieką. Po upieczeniu zabierałyśmy się za dekorację ciastek. Mama była na tyle pomysłowa, że jako pielęgniarka przynosiła nam strzykawki medyczne, które ułatwiały nam dekorację. Ciastka wyglądały przepięknie. Zawsze cała rodzina była zachwycona, zwłaszcza babcie, które zamęczane przez nas, każde ciasto podziwiały oddzielnie. Z chęcią zabrałabym się w tym roku to takiego wspólnego pieczenia ciasteczek razem z siostrą i mamą jak kiedyś. Idealna byłaby strzykawka do dekoracji ciast (http://szefkuchni.pl/strzykawka-do-dekoracji-ciast-koncowkami-p-560.html), dzięki której ciasteczka prezentowałyby się bardzo dostojnie oraz przywołałyby wspomnienia o naszych strzykawkach z dzieciństwa, które czasem robiły nam kleksy zamiast pięknych ramek i innych rysunków na cieście.
Asia
Orchidea  (zobacz profil)
09.09.2012 23:25 odpowiedz
Od dziecka uwielbiałam próbować coraz to nowych rodzajów słodyczy. Nigdy jednak nie znalazłam takiego wyrobu, którym mogłabym się objadać bez pamięci. Do czasu... ;)
Na jedną z uroczystości rodzinnych przyjechała kuzynka, która zdeklarowała się, że przyszykuje nam ciasto tak niesamowicie pyszne, że aż się uszy zatrzęsą. Jako mała, ciekawska dziewczynka, dopytywałam, jakie to będzie ciasto, o jakim smaku, czy coś co już jadłam... A kuzynka tylko odpowiedziała, że wyczaruje ciasto, którego nie trzeba piec :) Nie widziałam dokładnie co robiła, nie pachniało także niczym, bo nic się nie piekło, ale dostawałam łyżki do oblizywania przed włożeniem ich do zlewu... :) Najpierw dostałam delikatny, ciepły budyń śmietankowy, potem cooś wiśniowego z przepysznymi wisienkami(teraz już wiem, że to konfitura wiśniowa ;) ), słodziutką masę krówkową i naaajcudowniejszą - bitą śmietankę :)
Po sprzątnięciu owe cudo, którego jeden składnik był lepszy od drugiego, poszło do lodówki.
Kuzynka wyjęła je dopiero przed podaniem, schłodzone. 7 niebo w ustach :) Okazało się, że każdy ze składników przełożony był warstwą maślanych herbatników, wszystko cudnie nasiąkło i zmiękło pod wpływem temperatur i pobytu w lodówce :) Wszystkie te smaki idealnie się zgrały, ciasto rozpływało się w ustach...bita śmietana na górze ciasta wydawała się być przysłowiową ,,wisienką" na szczycie :) Ciasto było dość wysokie, więc moje (i nie tylko :) ) dziecięce, malutkie usta przyozdobione były automatycznie śmietankowymi wąsami :)
Od tamtej pory, herbatnikowy przekładaniec był i jest moim numerem jeden wśród słodkości :)
Co by się do ciasta przydało. Jest tak prościutkie, że poza składnikami przyda nam się na pewno - po prostu - blacha :) http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html
Orchidea  (zobacz profil)
09.09.2012 23:23 odpowiedz
Od dziecka uwielbiałam próbować coraz to nowych rodzajów słodyczy. Nigdy jednak nie znalazłam takiego wyrobu, którym mogłabym się objadać bez pamięci. Do czasu... ;)
Na jedną z uroczystości rodzinnych przyjechała kuzynka, która zdeklarowała się, że przyszykuje nam ciasto tak niesamowicie pyszne, że aż się uszy zatrzęsą. Jako mała, ciekawska dziewczynka, dopytywałam, jakie to będzie ciasto, o jakim smaku, czy coś co już jadłam... A kuzynka tylko odpowiedziała, że wyczaruje ciasto, którego nie trzeba piec :) Nie widziałam dokładnie co robiła, nie pachniało także niczym, bo nic się nie piekło, ale dostawałam łyżki do oblizywania przed włożeniem ich do zlewu... :) Najpierw dostałam delikatny, ciepły budyń śmietankowy, potem cooś wiśniowego z przepysznymi wisienkami(teraz już wiem, że to konfitura wiśniowa ;) ), słodziutką masę krówkową i naaajcudowniejszą - bitą śmietankę :)
Po sprzątnięciu owe cudo, którego jeden składnik był lepszy od drugiego, poszło do lodówki.
Kuzynka wyjęła je dopiero przed podaniem, schłodzone. 7 niebo w ustach :) Okazało się, że każdy ze składników przełożony był warstwą maślanych herbatników, wszystko cudnie nasiąkło i zmiękło pod wpływem temperatur i pobytu w lodówce :) Wszystkie te smaki idealnie się zgrały, ciasto rozpływało się w ustach...bita śmietana na górze ciasta wydawała się być przysłowiową ,,wisienką" na szczycie :) Ciasto było dość wysokie, więc moje (i nie tylko :) ) dziecięce, malutkie usta przyozdobione były automatycznie śmietankowymi wąsami :)
Od tamtej pory, herbatnikowy przekładaniec był i jest moim numerem jeden wśród słodkości :)
Co by się do ciasta przydało. Jest tak prościutkie, że poza składnikami przyda nam się na pewno - po prostu - blacha :) http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html
09.09.2012 22:51 odpowiedz

Najlepszy wypiek z mojego dzieciństwa? No oczywiście, że jagodzianki. Były takie słodkie i smaczne i zdrowe i słodkie. Rzekłem słodkie dwa razy? Nic nie szkodzi. Jagodzianki mogą być podwójnie słodkie. Zwłaszcza te, które powstawały w drewnianym domku na Mazurach. Prawdawni Bogowie zsyłali urodzaj, a my zbieraliśmy świeżutkie jagody i gnaliśmy z nimi prosto do cioci, która robiła z nich prawdziwe cuda. Pachniały obłędnie, smakowały cudnie i znikały z tacy szybciej niż oszczędności w Amber Gold.

Namęczyła się przy tym biedna cioca. Misa, w której wyrabiała ciasto, była metalowa, ciężka i niewygodna. Ale by jej ulżyło, gdyby miała wtedy miskę z melaminy (http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-23cm-p-970.html). Tak na nią teraz patrzę i myślę, że to niesamowite, czego te człowieki nie wymyślą.

A teraz prędko, przyznajcie mi nagrodę, zanim dotrze do Was, że to bez sensu.
laurentlaurent  (zobacz profil)
09.09.2012 22:39 odpowiedz
Najlepszy smak z dzieciństwa? Pamiętam przemykanie na paluszkach po biegnących w dół schodach i trzyosobową konspirację wykradającą ze spiżarni wszystkie składniki niezbędne do zrobienia przepysznego placka z waniliowym kremem, włoskimi orzechami i pachnącym karmelem. Jako dzieci kreatywne - moja siostra, ja i nasza starsza przyjaciółka – oprócz tego, że ciągle coś wycinaliśmy, malowaliśmy lub rzeźbiliśmy, uwielbialiśmy się wyżywać artystycznie także w kuchni (w końcu pieczenie to także sztuka). Dlaczego w takim razie robiliśmy to w ukryciu przed dorosłymi? Bo po naszych wyczynach kuchnia wyglądała jak Guernica Picassa. Mając jednak cel – jedyne w swoim rodzaju, eleganckie, pięciowarstwowe ciasto (półkruchy spód, masa waniliowa, drugi raz półkruche, znowu masa i zwieńczenie – korona z włoskich orzechów i toffee) – ich ewentualne narzekania były niczym. Nic nie zastąpi satysfakcji towarzyszącej pierwszemu gryzowi i uśmiechów przy wydłubywaniu z wierzchu placka jeszcze gorących, oblanych karmelem orzechów (okropny zwyczaj, ale wszyscy to uwielbialiśmy). Dobrze utrzymana tajemnica była wówczas wyjątkowo dużą cegiełką do naszego zadowolenia, szczególnie w połączeniu z każdorazowym zdziwieniem rodziców, gdy dopiero niepowtarzalnie słodki zapach z dolnej kuchni oznajmiał im, siedzącym piętro wyżej, że znowu coś zmajstrowaliśmy. Co przydałoby się nam do zrobienia orzechowca gdybyśmy byli dzieciakami w dzisiejszych czasach? Po pierwsze trzepaczka, na przykład taka, jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-trzepaczka-do-sosow-21-cm-p-202.html . Mieszanie gęstniejącego kremu widelcem było świetne, bo jego połowa znikała w naszych brzuchach jeszcze przed upieczeniem, ale nie uchroniło żadnego z rondelków, który wpadł w nasze ręce, przed przypaleniem się. Po drugie szpatułka: http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-metalowa-raczka-26-cm-p-164.html - byłaby idealna i do łączenia składników, i do rozsmarowywania kolejnych warstw waniliowej masy na cieście. Z reguły robiliśmy to rękami i można ją potem było znaleźć przez długi czas w wielu niekonwencjonalnych miejscach (na przykład… wszędzie). Ostatnim wybranym przeze mnie produktem jest silikonowa forma: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html . O wygodzie korzystania z silikonowych produktów nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Może z takim asortymentem nie doprowadzalibyśmy za każdym razem kuchni do kubistycznego stanu i dałoby nam to przepustkę do aneksu na pierwszym piętrze – większego i zdecydowanie wygodniejszego dla małych kucharzy.
laurentlaurent  (zobacz profil)
09.09.2012 22:20 odpowiedz
Najlepszy smak z dzieciństwa? Pamiętam przemykanie na paluszkach po biegnących w dół schodach i trzyosobową konspirację wykradającą ze spiżarni wszystkie składniki niezbędne do zrobienia przepysznego placka z waniliowym kremem, włoskimi orzechami i pachnącym karmelem. Jako dzieci kreatywne - moja siostra, ja i nasza starsza przyjaciółka – oprócz tego, że ciągle coś wycinaliśmy, malowaliśmy lub rzeźbiliśmy, uwielbialiśmy się wyżywać artystycznie także w kuchni (w końcu pieczenie to także sztuka). Dlaczego w takim razie robiliśmy to w ukryciu przed dorosłymi? Bo po naszych wyczynach kuchnia wyglądała jak Guernica Picassa. Mając jednak cel – jedyne w swoim rodzaju, eleganckie, pięciowarstwowe ciasto (półkruchy spód, masa waniliowa, drugi raz półkruche, znowu masa i zwieńczenie – korona z włoskich orzechów i toffee) – ich ewentualne narzekania były niczym. Nic nie zastąpi satysfakcji towarzyszącej pierwszemu gryzowi i uśmiechów przy wydłubywaniu z wierzchu placka jeszcze gorących, oblanych karmelem orzechów (okropny zwyczaj, ale wszyscy to uwielbialiśmy). Dobrze utrzymana tajemnica była wówczas wyjątkowo dużą cegiełką do naszego zadowolenia, szczególnie w połączeniu z każdorazowym zdziwieniem rodziców, gdy dopiero niepowtarzalnie słodki zapach z dolnej kuchni oznajmiał im, siedzącym piętro wyżej, że znowu coś zmajstrowaliśmy. Co przydałoby się nam do zrobienia orzechowca gdybyśmy byli dzieciakami w dzisiejszych czasach? Po pierwsze trzepaczka, na przykład taka, jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-trzepaczka-do-sosow-21-cm-p-202.html . Mieszanie gęstniejącego kremu widelcem było świetne, bo jego połowa znikała w naszych brzuchach jeszcze przed upieczeniem, ale nie uchroniło żadnego z rondelków, który wpadł w nasze ręce, przed przypaleniem się. Po drugie szpatułka: http://szefkuchni.pl/silikonowa-szpatulka-metalowa-raczka-26-cm-p-164.html - byłaby idealna i do łączenia składników, i do rozsmarowywania kolejnych warstw waniliowej masy na cieście. Z reguły robiliśmy to rękami i można ją potem było znaleźć przez długi czas w wielu niekonwencjonalnych miejscach (na przykład… wszędzie). Ostatnim wybranym przeze mnie produktem jest silikonowa forma: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html . O wygodzie korzystania z silikonowych produktów nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Może z takim asortymentem nie doprowadzalibyśmy za każdym razem kuchni do kubistycznego stanu i dałoby nam to przepustkę do aneksu na pierwszym piętrze – większego i zdecydowanie wygodniejszego dla małych kucharzy.
a.em.wu  (zobacz profil)
09.09.2012 21:41 odpowiedz
Z wiklinowego koszyka wybiera najdorodniejsze jajka. Takie od szczęśliwych kur, o dużych pomarańczowych żółtkach. Wybija je do szklanki http://szefkuchni.pl/duza-szklanka-do-piwa-550-ml-p-976.html. Z gąszczu przyborów kuchennych wybiera rózgę http://szefkuchni.pl/ubijaczka-do-jajek-30-cm-ze-stali-nierdzewnej-p-377.html i napowietrza nią delikatnie masę. Z papierowej torby wysypuje kaskadę przezroczystych kryształków cukru. Ubija ręcznie na kremowo-biały puch.
Dźwięk metalowej rózgi obijającej się o szkło przywołuje nas do kuchni - 14 stóp zbiegających z piętra babcinego domu na kogel mogel.
Gość: ameywa
09.09.2012 21:32 odpowiedz
Domowy wypiek z mojego dzieciństwa to jabłecznik z cynamonem i kruszonką robiony przez moją babcie. Jak tylko go robiła cały dom wypełniał zapach cudowny zapach cynamonu...oj...na samą myśl aż mi się miło zrobiło :)
nat_alia  (zobacz profil)
09.09.2012 19:32 odpowiedz
Wypiek kojarzący się z dzieciństwem? Hm, niech pomyślę... Mam! Przypominam sobie moje małe ząbki, zaciskające się na ogromnym kawałku ciemnego, kakaowego ciasta z odrobiną cynamonu i maleńkie usteczka umoczone w baaardzo grubej warstwie czekoladowej polewy. Pewnie wiesz już, jakie ciasto mam na myśli? Jasne, że chodzi o murzynka! Zostałam wychowana przez Dziadków, a murzynek mojej Babci nadal jest tym najlepszym na świecie. Babcia piecze go nadal, na każdy Dzień Babci dla całej ósemki swoich wnuków. I ciasto znika w trakcie jednego popołudnia. Myślę, że z przyjemnością upiekłaby swój specjał w takiej formie - http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html . :)
Zapomniałabym wspomnieć o czymś jeszcze. Przygotowywanie ciasta te kilkanaście już lat temu nie mogło obyć się bez umorusanej kakaową masą (surową!) twarzyczki. Za każdym razem Babcia mówiła, żebym nie jadła surowego ciasta, bo rozboli mnie brzuszek. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek mnie bolał. :p Nadal za każdym razem, gdy coś piekę, z przyjemnością wylizuję miskę po cieście. ;) Poza tym - przypominam sobie, gdy pewnego razu, kiedy Babcia przygotowywała polewę, odstawiła rondelek, aby wystygła. Gdy już była chłodna, dotarłam do kuchni przed Babcią i wsadziłam całą (!) łapkę do ciasta. Oczywiście po całej eskapadzie Dziadziuś znalazł mnie w pokoju całą w czekoladowej masie. :)
Uwielbiam te wspomnienia, dlatego z przyjemnością dzielę się nimi z Wami. :)
Kocurek  (zobacz profil)
09.09.2012 19:23 odpowiedz
Połowa lat 80, stolica Górnego Śląska. Czasy bure, smutne i trudne. Ale jest taka jedna kuchnia, w której zawsze pachnie. Kuchnia Babci Anieli, na parterze naszej kamienicy, zbudowanej przez wuja w 1939. Ta kuchnia to miejsce babci i moje, moje pierwsze wspomnienia świadomego dzieciństwa, moje kształtowanie się pamięci smaku. Tak już na zawsze. A smak? Smaków było wiele, słodkie, słone, cierpkie:) Ale tym, który jako pierwszy tłucze się w mojej głowie to smak Kołoczków:) Cóż to takiego? Nic innego jak tylko ciasto krucho-drożdżowe, dobrze schłodzone przed pieczeniem, z odrobiną tylko cukru w środku (tyle,aby drożdże pracowały) a Kołoczki były rożne: z marmoladą ( w wielkich blokach, najłatwiej zdobywalne, podejrzewam,ze bez kartek), z serem na słodko, z masą z maku. Zawsze idealne, zawsze z grubą warstwą lukru. Do dziś staramy się odtworzyć ten smak, zapach i wygląd.
Z całej tej wspaniałej kolorowości Szefa Kuchni tutaj chyba najbardziej przyda mi się waga:
http://szefkuchni.pl/waga-kuchenna-do-kg-p-555.html
Babci udawało się wszystko na oko... ja muszę dokładnie odmierzać według jej zapisków. Ale może kiedyś sama zostanę babcią i wówczas pozwolę swoim wnukom zapamiętać ten sam, babciny smak..
ticzejoszek1995  (zobacz profil)
09.09.2012 19:21 odpowiedz
Gdy przywołuje w pamięci dzieciństwa smaki ślinka napływa mi do ust.
Cokolwiek mama upichciła trafiało celnie w mój skromny gust!
Czy to torciki, bułeczki czy ciasta szybko znikały ze stołu przysmaki
Trudno się dziwić, w końcu w domku 3 żarłoki-łobuziaki.
Najbardziej jednak lubiłam święta, gdy pierniczki piekłam z nią
Dom wypełniony magii zapachem, aż chciało się krzyczeć: Wesołych Świąt!

O tak! Pierniczki pieczone w Święta Bożego narodzenia mmm pychota... Wycinanie różnych kształtów ( szczególnie serduszka przypadły mi do gustu, w końcu te święta są pełne miłości) a potem czekanie, aż mama wyjmie te brązowe, pachnące miodem cudeńka, by móc zacząć je dekorować! :) Potem kolacja wigilijna i dłuuuugo wyczekiwany moment podwieczorku w postaci pierniczków zdejmowanych z choinki oraz oczywiście prezenty!
A co do przydatnej rzeczy: http://szefkuchni.pl/silikonowa-lapka-p-191.html te łapki byłyby bardzo pomocne, za każdym razem sparzę się wyjmując blaszki z piekarnika.. :)
ziemianka  (zobacz profil)
09.09.2012 18:58 odpowiedz
ehhh.... no i oczywiście pani roztrzepana zamiast podpisać komentarz jako ziemianka (bo przecież mam już tu konto :)) podpisała się jako gość ziemianie... na szczęście można spradzić to po IP :) mam nadzieje, że Pani Dorota weźmie moją opowieść pod uwagę, z góry dziękuje :)
marta_de  (zobacz profil)
09.09.2012 18:30 odpowiedz
Cycuszki! Stanowczo cycuszki.
Super ciasto, które kojarzy mi się z dzieciństwem i najważniejszymi, rodzinnymi chwilami.
Ostatnio, przechodząc koło cukierni, zobaczyłam podobne ciasto i aż łezka zakręciła mi się w oku! Bałam się jednak kupić go, aby nie zniszczyć pięknych wspomnień.

Kiedy byłam mała, mama robiła to ciasto na rodzinne uroczystości - święta, komunia, urodziny.
Pamiętam jak przez całą noc, zawieszona na kranie zlewu, zwisała ściereczka z serkiem. Pyszna polewa czekoladowa, którą zawsze wyjadałam. I wykończenie, w którym zawsze brałam udział - biszkopt i rodzynka.

Wspomnień czar!
Kiedy wrócę do ukochanego domu rodzinnego namówię mamę na pieczenie.
Ale wcześniej, zrobię zakupy -
http://szefkuchni.pl/standardowa-blacha-do-pieczenia-p-575.html
gosiaslo  (zobacz profil)
09.09.2012 17:43 odpowiedz
Moje wspomnienie osadzone w siermiężnych latach wczesnego PRL-u pachnie sobotnio-niedzielnymi rarytasami pieczonymi przez moją mamę. Rodzinie mojej powodziło się skromniutko: mama z trójką dzieci bohatersko starała się zapewnić nam dzieciom choć odrobinę radości: sama "produkowała" słodycze w postaci batoników, "bloku" z kawałkami herbatników i konfiturowych owoców, lizaki ...itp. Najbardziej jednak utkwiły mi w pamięci bułeczki i pierożki drożdżowe z różnym nadzieniem. Po całym tygodniu nauki i pracy w sobotę wieczorem, gdy porządki były już zrobione, a podłogi umyte i wypastowane - zaczynał się ceremoniał pieczenia. Co sobotę mama piekła bułeczki, czy pierożki z różnym nadzieniem. Najczęściej było serowe, lub dżemowe. Czasami była to kapusta, kasza gryczana lub soczewica. Od święta i "wielkiego dzwonu" był to mak wzbogacony rodzynkami, skórką pomarańczową i zapachami. Jak te bułeczki pachniały! Czekaliśmy na te bułeczki ze śliną na brodzie. Do dziś czuję zapach tych drożdżowych specjałów. Jedliśmy potem te bułeczki i mama czytała nam "na głos" Sienkiewicza, Mickiewicza, Kraszewskiego...W taki sposób mama zaszczepiała nam miłość do literatury, poezji. Daleko wyprzedzała dzisiejsze wychowanie w szacunku i miłości do książek. Sama też dzisiaj czasami piekę drożdżowe bułeczki, ale nie mają już tego smaku i zapachu. Ale to chyba normalne - TAK PACHNIE DZIECIŃSTWO. Myślą, że nie tylko mnie. :-))) Piekąc bułeczki bardzo by mi był pomocne http://szefkuchni.pl/profesjonalne-sitko-ze-stali-nierdzewnej-22-cm-p-407.html .
Pozdrawiam Wszystkich mających podobnie pachnące wspomnienia . Gosiaslo
unmissable  (zobacz profil)
09.09.2012 17:34 odpowiedz
Zawsze uwielbiałam wiśnie, ich cierpkość. W przydomowym ogrodzie mojej babci rosło kilkanaście drzew wiśni, które wczesnym latem brudziły mi język, usta i jasne koszulki. Z pełnym brzuchem, pomagałam rodzicom zbierać te bordowe cuda, które potem moja mama zamykała z cukrem w słoikach. Mijały miesiące i ciepłe dni, a wraz z nimi rozpływały się zapachy lata. Jednak każdego roku, kiedy z siostrą ubierałam choinkę, mama wyjmowała słoiczek wiśni i piekła ciasto mojego dzieciństwa - kolorowy zawrót głowy. Wszystkie składniki, od wiórek kokosowych po powidła śliwkowe, stwarzały razem eksplozję nie tylko wyrazistych smaków, ale i pięknych barw. Wiśnie rozlane na samej górze ciasta przełamują słodkość, są idealnym dopełniem, przypomnieniem upałów i ich zapowiedzią jednocześnie. Pamiętam dokładnie, jak mama zawsze cicho przeklinała blaszkę i męczyła się z wyjęciem biszkoptu, podczas gdy teraz to trudne zadanie ułatwiłaby jej silikonowa foremka, dokładnie taka jak ta: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html Po dzień dzisiejszy, kiedy wracam pociagiem do domu na Święta, a moje uszy i marzną na dworcu, wystarczy, że prprzypomnę sobie smak kolorowego zawrotu głowy i od środka, od samego żołądka i serca zaczynam czuć przyjemne ciepło, takie jakie się czuję po wypiciu ulubionej herbaty w rodzinnym gronie. Z wytęskniem czekam zimy.
werka97  (zobacz profil)
09.09.2012 17:09 odpowiedz
Niestety mój komentarz się urwał :( Dodaję ponownie :)
Smak mojego dzieciństwa to babeczki
kowalski  (zobacz profil)
09.09.2012 17:04 odpowiedz
W moim domu od zawsze pachniało ciastem drożdżowym.
Może dlatego, że mimo wszystko drożdżowiec potrzebuje tylko czas na wyrośnięcie, a moja mama potrzebowała czas na opiekę nad piątką rozbrykanych urwisów. My nigdy nie czekaliśmy aż ciasto ostygnie. Zjadaliśmy jeszcze ciepłe. Co bardzo dziwiło zaprzyjaźnionych sąsiadów, którzy zawsze czekali na zimny kawałek, może dlatego, że mają niemieckie korzenie: "Ordnung muss sein"?
Było, właściwie jest to ciasto które gości na niedzielnym stole. Gdy goście do nas przyjeżdżają zawsze czekają na drożdżówkę mojej mamy. Która dla mnie jest niedoścignionym ideałem drożdżowca. Moja mama zawsze powtarza: "ważny jest początek nie można zrobić 'na odwal' zaczynu, bo będzie to rzutowało na jakości ciasta", więc idąc zgodnie z tą myślą przydałaby się ta oto misa http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html która nie wątpliwie ułatwiłaby dojście do ideału.
eddieMK  (zobacz profil)
09.09.2012 16:59 odpowiedz
Miałam szczęście mieszkać ze swoją Babcią, która oprócz tego, że była świetną nauczycielką, to na dodatek nieziemską kucharką. Już wspomnienie Jej cudownej osoby niesie ze sobą cały kalejdoskop obrazów, na które składają się ciasta, ciasteczka, zupy, dania główne itd. .... nie wspominając o wachlarzu zapachów jakie im towarzyszą!!!
Choć wybór był trudny postanowiłam mianem najlepszego wypieku (przepraszam was Babcine pierogi ruskie-ale nie łapiecie się w kategorii) uhonorować: SZARLOTKĘ! Powiecie banał, prościzna ... ale nie zgodzę się z Wami. To właśnie prostota z jaką kojarzyły się wypieki mojej Babci, jeszcze bardziej podkreślała ich nieziemskość.
Babcina szarlotka na kruchym spodzie (zawsze posypana grubą warstwą cukru pudru), to przepyszne karmelizowane jabłka, z galaretką agrestową zamiast mąki ziemniaczanej, i aromatycznym cynamonem, zamknięta między 2 warstwami przepysznego kruchego ciasta. Ciasta, które do samego końca (czyli nawet kilka dni, jeśli udało się szarlotce tak długo przetrwać) zachowywało swoją kruchość, nie poddając się sokowi z jabłek.
Choć Babcia od ponad 2 lat już nie żyje, to do dziś patrząc na "jesienne" drzewa i ferie barw, jaką okrywają się ich liście - widzę jabłkowe nadzienie Babcinej szarlotki. Wtedy przypominają mi się oczy Babci; brązowe, gdy była smutna; bursztynowe w momencie zadowolenia; żółtawe - gdy tańczyły w nich promyczki radości.
Zapytacie o zapach? To po prostu zapach domowego ciepła, bezpieczeństwa z nutką cynamonu w tle. A smak to bajeczna słodycz złamana lekko kwaskowym posmakiem jabłek.
Powiedzcie, że teraz nie widzicie tego ciasta.
Choć jadłam już wiele szarlotek, jabłeczników, ciast z jabłkami - czy jakkolwiek by ich nie nazwać - to nigdy nie miałam okazji jeść TAK dobrej!
Znając Babcię, na pewno skorzystałaby z oferty szefkuchni.pl i wybrałaby: http://szefkuchni.pl/prostokatne-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-34-21cm-p-839.html. Byłaby zachwycona faktem, że:
1. ciasto na pewno pięknie by się upiekło, bez wykorzystania metalowej blachy,
2. nie trzeba by było go wykładać na paterę - cudnie by wyglądało na stole w ww. naczyniu porcelanowym. Wrażenie estetyczne - niepowtarzalne!
Pani Doroto, dziękuję, że dzięki Pani i organizatorom konkursu mogłam nieco inaczej niż zwykle wspominać moją Babcię!
BABCIU ... ogromnie tęsknię!!!!
magdaa.  (zobacz profil)
09.09.2012 16:41 odpowiedz
Do mojego opisu wypieku z dzieciństwa zapomniałam dodać produkt, który przydałby się do jego wypieku, a jest to http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html :) Mam nadzieje, że nic się nie stanie, że link został wysłany drugim komentarzem, po prostu się zagapiłam i skupiłam na pisaniu...
magdaa.  (zobacz profil)
09.09.2012 16:35 odpowiedz
Domowy wypiek, który najbardziej pamiętam z dzieciństwa to jabłecznik mojej kochanej mamy, który ona piecze do dziś :) Pamiętam jak zawsze go piekła, gdy jej pomagałam, a później wraz z bratem czekaliśmy niecierpliwie, aż się upiecze. Mogliśmy go zajadać nawet gdy był jeszcze gorący, choć zawsze mama powtarzała, że mamy chwile poczekać, żebyśmy się nie oparzyli. Ale nas to nie obchodziło i wcinaliśmy kawałek po kawałku :) Jego przepis jest bardzo łatwy i szybko można go zrobić, a także niewiele kosztuje. Za każdym razem był równie pyszny i doskonały. Uwielbiałam zawsze wyjadać z niego jabłka, które podczas pieczenia nabrały lekko brązowawy kolor, trochę idący w złocisty. Zawsze będę pamiętać ten smak pysznych jabłek, na delikatnym cieście z nutką cynamonu... Ja też na pewno będę go piec swoim dzieciom w przyszłości, nawet zapisałam już ten przepis w swoim zeszycie najlepszych wypieków, żeby go nigdy nie zapomnieć i móc go zrobić w każdej chwili :) Nawet dziś gdy opowiadałam mamie o tym konkursie i powiedziałam, że chce opisać właśnie to ciasto to ona zaśmiała się i powiedział, że jak byliśmy mali to razem z bratem chcieliśmy jeść tylko ten właśnie jabłecznik i zupę pomidorową :D Pozdrawiam :)
Gość: ziemianie
09.09.2012 15:39 odpowiedz
Podczas przewijania strony w dół aby dodać komentarz zauważyłam, że niektórzy pisali wręcz małe opowiadania :) Dla mnie najlepszy smak dzieciństwa to drożdżowe bułki w wykonaniu mojej Babci Reginy. Ocywiście jak dla mnie obowiązkowo z jabłkami z cynamonem. Zapach hmmm cynamon, cynamon i jeszcze raz cynamon i oczywiście cząsteczki jabłka. Małe, kwadratowe bułeczki, pozrastane bokami ze sobą... idealnie żółte od dodania duzej ilości żółtek i najlepsze kilka godzin po upieczeniu kiedy w mieszkaniu zapach bułek już zaczyna "przygasać". Szklanka mleka, bułeczka i spokojnie można zasiąść do laptopa i wybrać drobiazg, który pomoże mojej Babciu w kolejnym pieczeniu bułeczek. Trudny wybór, bo kilka rzeczy byłoby przydatnych, ale najbardziej http://szefkuchni.pl/ubijaczka-do-jajek-25-cm-ze-stali-nierdzewnej-p-380.html dlaczego? Ponieważ cały sekret puszystości, długiej świeżości i aksamitności tych bułeczek tkwi w dobrze ubitych jajkach z cukrem. Mój smak z dzieciństwa :)
09.09.2012 14:41 odpowiedz
Piernik mojej babci . Niezapomniany korzenny smak , intensywny zapach podczas pieczenia i cóż ... wspomnienia . Piekło się go zawsze w takiej foremce : http://szefkuchni.pl/keksowka-p-573.html , czyli zwykła keksówka . Babcia nie lubiła mikserów , zawsze był ktoś kto zasiadał na najważnieszym stanowisku - tego który uciera ciasto . Jest tyle przepisów na pierniki , ale to ten babci jest jedyny w swoim rodzaju . I nikomu nigdy nie wyszedł taki jak jej . Dzięki pani wskazówkom jestem najbliżej ideału i ciągle możemy się nim cieszyc przy świątecznym stole . Nawet teraz , kiedy jest przy nim o kilka osób mniej niż wtedy kiedy go poznałam ...
eddieMK  (zobacz profil)
09.09.2012 14:35 odpowiedz
Miałam szczęście mieszkać ze swoją Babcią, która oprócz tego, że była świetną nauczycielką, to na dodatek nieziemską kucharką. Już wspomnienie Jej cudownej osoby niesie ze sobą cały kalejdoskop obrazów, na które składają się ciasta, ciasteczka, zupy, dania główne itd. .... nie wspominając o wachlarzu zapachów jakie im towarzyszą!!!
Choć wybór był trudny postanowiłam mianem najlepszego wypieku (przepraszam was Babcine pierogi ruskie-ale nie łapiecie się w kategorii) uhonorować: SZARLOTKĘ! Powiecie banał, prościzna ... ale nie zgodzę się z Wami. To właśnie prostota z jaką kojarzyły się wypieki mojej Babci, jeszcze bardziej podkreślała ich nieziemskość.
Babcina szarlotka na kruchym spodzie (zawsze posypana grubą warstwą cukru pudru), to przepyszne karmelizowane jabłka, z galaretką agrestową zamiast mąki ziemniaczanej, i aromatycznym cynamonem, zamknięta między 2 warstwami przepysznego kruchego ciasta. Ciasta, które do samego końca (czyli nawet kilka dni, jeśli udało się szarlotce tak długo przetrwać) zachowywało swoją kruchość, nie poddając się sokowi z jabłek.
Choć Babcia od ponad 2 lat już nie żyje, to do dziś patrząc na "jesienne" drzewa i ferie barw, jaką okrywają się ich liście - widzę jabłkowe nadzienie Babcinej szarlotki. Wtedy przypominają mi się oczy Babci; brązowe, gdy była smutna; bursztynowe w momencie zadowolenia; żółtawe - gdy tańczyły w nich promyczki radości.
Zapytacie o zapach? To po prostu zapach domowego ciepła, bezpieczeństwa z nutką cynamonu w tle. A smak to bajeczna słodycz złamana lekko kwaskowym posmakiem jabłek.
Powiedzcie, że teraz nie widzicie tego ciasta.
Choć jadłam już wiele szarlotek, jabłeczników, ciast z jabłkami - czy jakkolwiek by ich nie nazwać - to nigdy nie miałam okazji jeść TAK dobrej!
Znając Babcię, na pewno skorzystałaby z oferty szefkuchni.pl i wybrałaby: http://szefkuchni.pl/prostokatne-porcelanowe-naczynie-do-pieczenia-34-21cm-p-839.html. Byłaby zachwycona faktem, że:
1. ciasto na pewno pięknie by się upiekło, bez wykorzystania metalowej blachy,
2. nie trzeba by było go wykładać na paterę - cudnie by wyglądało na stole w ww. naczyniu porcelanowym. Wrażenie estetyczne - niepowtarzalne!

Pani Doroto, dziękuję, że dzięki Pani i organizatorom konkursu mogłam nieco inaczej niż zwykle wspominać moją Babcię!
BABCIU ... ogromnie tęsknię!!!!




laureatka  (zobacz profil)
09.09.2012 14:01 odpowiedz
Nic nie zastąpi mi smaku drożdżówki. Chyba moim pierwszym wspomnieniem z dzieciństwa jest krzątająca się w kuchni babcia. Zawsze z chęcią pomagałam jej wyrabiać ciasto i chociaż nie miałam tyle siły, ona udawała, że idzie mi najlepiej na świecie. Jednak moim ulubionym momentem w tej misternej pracy było siadanie na blacie stołu, w nagrzanej kuchni i - wyjadanie jeszcze nie upieczonej kruszonki!
Kiedy wstawiałyśmy ciasto do pieca, siadałam przy szybce od piekarnika i przez całą godzinę obserwowałam jak rośnie i rumieni się, nie mogąc się doczekać zjedzenia choć okruszka. Chociaż wszyscy powtarzali mi, że nie mogę jeść gorącej drożdżówki, bo rozboli mnie brzuch, babcia zawsze kroiła mi kawałek i dawała szklankę mleka do popicia, które trzymała w takim dzbanku jak ten- http://szefkuchni.pl/dzbanek-do-mleka-1100ml-p-621.html. Ten zapach roznoszący się po całym domu, wygląd i smak pozostanie mi na zawsze w pamięci. Nikt nie potrafi zrobić tak dobrej drożdżówki jak moja babcia!
Jupiter93  (zobacz profil)
09.09.2012 13:25 odpowiedz
W dzieciństwie, co roku wakacje spędzałem u swoich dziadków na wsi. Pobyt ten do tej pory kojarzy mi się z pysznym jedzeniem, naturalnymi, świeżymi składnikami oraz ciastem, które przygotowywał... mój dziadek :) Choć babcia była bezkonkurencyjna w gotowaniu, to dziadek, który tuż po wojnie pracował jako pomocnik w cukierni, miał zadatki na świetnego kucharza. Pod koniec wakacji zawsze piekł ciasto, które każdy nazwałby zwyczajną szarlotką, jednak w rzeczywistości znacznie różniło się ono od tego, do czego w rzeczywistości przywykliśmy. Przygotowanie wcale nie było trudne. Dziadek kroił kawałki chleba bez skórki w prostokąty oraz koła, następnie, za pomocą pędzelka (trochę innego od np. tego: http://szefkuchni.pl/silikonowy-pedzelek-p-127.html), smarował je masłem oraz wykładał do wysokiej formy w kształcie cylindra (na spód koło, dookoła prostokąty, które tworzyły charakterystyczny wzór, tzw. zakładkę). Do środka mój dziadek nakładał specjalnie przygotowane nadzienie, składające się z podsmażonych jabłek wymieszanych z masą śmietanową oraz przyprawami (cynamonem, goździkami, itp.), na to kładł okrągły kawałek chleba, znów wykładał nadzienie i tak dalej, tworząc razem 3 warstwy. Forma z ciastem trafiała do pieca, a po niedługim czasie w całym domu unosił się przepyszny zapach. Gdy ciasto było gotowe i trochę ostygło, dziadek kładł na wierzch formy duży talerz i szybkim ruchem wszystko odwracał do góry dnem. Po zdjęciu formy moim oczom ukazywało się wysokie ciasto o przepięknej, przyrumienionej strukturze i zapachu najlepszych jabłek z sadu moich dziadków. Po przekrojeniu ciasta, wypływała z niego gęsta masa, którą tak bardzo lubiłem zlizywać z talerza. I choć dzisiaj, moje ciasto nie wygląda, ani nie smakuje tak dobrze jak ciasto dziadka, to bez wątpienia jest to przepis na najoryginalniejszą szarlotkę, jaką w życiu jadłem :)
cecylia  (zobacz profil)
09.09.2012 12:44 odpowiedz
Chociaż trudno wybrać jeden, bo i mama i babcie mają swoje przeboje, to smakiem dzieciństwa nazwę smak ciasta drożdżowego z owocami i kruszonką. Znikało od razu, świeże, puszyste, jeszcze ciepłe. A podczas pieczenia można było wyjadać kruszonkę lub pomagać układać owoce - najlepsze były truskawki. Kiedyś mama piekła je co tydzień w sobotę i jedliśmy je wieczorem popijającym ciepłym mlekiem. Łatwiej byłoby wyciągnąć je z silikonowej formy http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html a i mycie później byłoby prostsze.
karoina68  (zobacz profil)
09.09.2012 12:31 odpowiedz
Pamiętam jak co niedzielę na stole pojawiał się SERNIK. Ale to nie był zwykły sernik, to był sernik mojej babci :) Najwspanialszy wypiek wszech czasów! Zwarty, ciężki twaróg, a w środku pełno bakalii - rodzynek i skórki pomarańczowej. Co najlepsze nienawidziłam bakalii, zwłaszcza rodzynek :) Ale nie wyobrażałam sobie tego sernika bez bakalii właśnie, a może nie wyobrażałam sobie nie wydłubywania tych rodzynek ze środka? Sama nie wiem :) Wiem jednak, że ten sernik pyszny, oblany gęstą polewą czekoladową to z pewnością najlepszy wypiek mojego dzieciństwa. Jego dekorację bardzo ułatwi - http://szefkuchni.pl/elastyczna-silikonowa-szpatulka-p-119.html. dzięki tej szpatułce polewa z pewnością da się pięknie rozsmarować po babcinym serniczku :)
werka97  (zobacz profil)
09.09.2012 12:15 odpowiedz
Smak mojego dzieciństwa? Babeczki
09.09.2012 10:53 odpowiedz
Smak z dzieciństwa - jak większość z nas wracam myślami do domu mojej babci, u której rok rocznie spędzałam z bratem wakacje, a zapach ciasta unosił się w powietrzu praktycznie codziennie.Jednak ze wszystkich wspomnień najcieplejsze, najsłodsze, gorące zaraz po wyjęciu z pieca, ale też bardzo szybko znikające było bardzo proste ciasto biszkoptowe z rabarbarem. Smak tego ciasta chodzi za mną każdego roku. Nie jest trudne do wykonania wystarczą na prawdę minimalne umiejętności. Jako przedmiot niezbędny do wykonania tego ciasta wybrałam http://szefkuchni.pl/przesiewacz-do-maki-cukru-p-546.html ponieważ nic tak nie wykańczało dzieła jak delikatna posypka z cukru pudru, która przełamywała smak rabarbaru. Myślę, że taki przesiewacz ułatwiłby babci, no i mnie choć trochę pracę.
Pozdrawiam.
Ja Sama  (zobacz profil)
09.09.2012 10:28 odpowiedz
Nie wiem czy to, o czym chcę napisać można zaliczyć do kategorii wypieku, ale... Z moim dzieciństwem zdecydowanie kojarzą mi się "ciągutki". Co to jest? Makaron z żółtym serem, przygotowany na patelni :) Danie szybkie i proste, ale i tak z siostrą zawsze miałyśmy wrażenie, że czekamy wieczność by było gotowe. Idealnie sprawdzało się w letnie popołudnia, kiedy zmęczone wracałyśmy z podwórka. Ciągutki... Do ich przygotowania, wystarczy patelnia i widelec, np. taki: http://szefkuchni.pl/widelec-pomaranczowy-p-919.html.
Pozdrawiam!
agnieszka5  (zobacz profil)
09.09.2012 08:52 odpowiedz


Ciasto Królewskie Drożdżowe


Czy to śnieg czy zawierucha
Kiedy każdy w ręce dmucha.
I już cały jest zmarznięty
Babcia jakby dla przynęty,
Drzwi do domu otwierała,
Z kuchni zapach wypuszczała.
Już z daleka wyczuwałam jej drożdżówkę
I wciskałam małą główkę
W szparę w drzwiach gdzie babcia stała
I do środka zapraszała.
Ja siadałam jak na tronie
W babci niebieskim salonie
I skuszona już wonnością,
Babcia z wielką gościnnością
Na stoliku mi stawiała kubek mleka, a do tego
Porcję ciasta drożdżowego.
Ciasto miało smak radości,
Ciepła, marzeń i miłości.
Moc kolorów w nim się skrywa
I babcina miłość żywa.
Aromatów tam bez liku,
Tak że można przy piecyku
Cały dzień u babci spędzić
Aby szarość wnet odpędzić.
Nikt na świeci tak nie piecze
Jak te nasze babcie przecie :-)

Babcia zawsze kładła swój zeszyt z przepisami na blacie kuchennym i już przy odmieżaniu pierwszych składników był cały opruszony mąką albo polany lukrem . Myślę że ten problem rozwiązałby stojak na książki http://szefkuchni.pl/stojak-na-ksiazke-kucharska-zielony-p-29.html
musajka  (zobacz profil)
09.09.2012 08:04 odpowiedz
Ulubiony wypiek z dzieciństwa? Każdy, który piekła moja mama! Uwielbiałam patrzeć i pomagać w przygotowywaniu słodkich pyszności. Najlepsze jednak w tym procesie było oblizywanie łyżki i miski :-) gdybym miała coś takiego http://szefkuchni.pl/skrobaczka-do-miski-p-145.html mogłabym z łatwością dobrać się do całej dobroci zostawionej w misce. Jestem pewna, że mój synek będzie "pomagał" mi w ten sam sposób.
Jadorna  (zobacz profil)
08.09.2012 23:07 odpowiedz
Nie będę oryginalna, jeśli powiem, że dla mnie wypiekiem dzieciństwa jest babcina szarlotka - ale taka jest prawda. Kiedy zamknę oczy, widzę moją babunię przy dużym, kuchennym stole, zagniatającą kruche ciasto na najpyszniejszą szarlotkę świata. Jabłka do niej sama przynosiłam z naszego sadu. Koniecznie musiały być nasze papierówki - ogromne, białe i kruche, jakich nigdy potem już nie jadłam. Babunia kładła warstwę kruchego ciasta na sód, na to drobno pokrojone jabłka, na wierzch kolejna warstwa ciasta. Zadaniem małej mnie było zrobienie wzorków widelcem! Ciasto pieczone było w piekarniku węglowej kuchni, w prostokątnej blaszce - na przykład takiej: http://szefkuchni.pl/prostokatna-blacha-do-tart-29-cm-20-cm-p-566.html Szarlotka znikała z talerzy natychmiast, jeszcze gorąca. Przepis na nią przechowuję do dziś, według mojej rodziny ciasto wychodzi niemal tak dobrze, jak babuni! Babunia byłaby ze mnie dumna!
MusicSpot  (zobacz profil)
08.09.2012 22:58 odpowiedz
Tak czytam te wpisy i trochę zazdroszczę. W dzieciństwie babcie (obie) mieszkały co najmniej 350 km ode mnie. Miałam dwóch braci i mamę zarobioną po uszy. Nie pamiętam smaku wypieków mamy, choć na hasło "białkowiec" usłyszane ostatnio cos tam mi zaświtało. Moja mama skupiała sie raczej na głębokich talerzach i widelcach niż paterach :-( Do dzisiaj pamiętam pewien sezon na naszej działce, na której wyjątkowo obrodziły kabaczki. Mieliśmy więc kabaczki w plastrach panierowane, kotlety z kabaczków, leczo koabaczkowe, sałatki z dodatkiem kabaczków i brakowało tu chyba tylko babeczek kabaczkowych ;-).
Z ciastem mam jedno ale za to niezwykle wyraźne wspomnienie: ciasto "Fale Dunaju". To był przepis który mama dostała bodajże od kogos bo pamiętam jak tłumaczyła mi co to jest Dunaj. Najadłam się tego ciasta i strasznie się pochorowałam. Mama przestraszona że to jakiś nieświerzy składnik spowodował moją niestrawność wyrzuciła wszystko co jeszcze zostało. Do dzis nie jestem pewna czy to ja i moje łakomstwo czy wina starego jajka :-) A piekła na blasze podobnej do tej: http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html
Gość: TheDoliouse
08.09.2012 22:31 odpowiedz
Najbardziej z dziecięcych lat utkwił mi w pamięci smak orzechowca... Trzy warstwy ciasta, przekładane masą grysikową lub kawową (koniecznie na maśle, w żadnym wypadku na margarynie) i powidłami śliwkowymi, a na wierzchu warstwa karmelizowanych orzechów... Tak to było to.. orzechy, które bardzo hojnie rodziło wielkie drzewo, często przerabiane były na taki oto orzechowiec. Pamiętam jak dostawałam po łapach za wyskubywanie wyskubywanie orzeszków z wierchu, albo wyjadania po kryjomu masy... Masy - takiej prawdziwej, robionej na masełku, w glinianej makutrze, ukręconej tradycyjnie drewnianą pałką. Pamiętam, że podczas wchodzenia do domu, gdy mama piekła ten placek od razu uderzał w nas przepiękny zapach miodu, orzechów i ciepłego ciasta... Do jego przygotowania bardzo przydałaby mi się duża, solidna blacha, z której łatwo dałoby się wyciągnąć upieczone warstwy ciasta. http://www.szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html .
08.09.2012 21:55 odpowiedz
Mmm... Zaczęłam myśleć, jaką potrawą się tu z Wami podzielić, i zatopiłam się we wspomnieniach. Kiedy myślę, czym pachniało moje dzieciństwo, na pierwszy plan stanowczo wysuwa się zapach lasu i rozgrzanej słońcem łąki. A zaraz potem pojawia się zapach kuchni mojej babci. Do tej pory jest to dla mnie miejsce magiczne, bo choć spod babcinej ręki wychodzi już mniej kulinarnych arcydzieł niż kiedyś, to kuchnia wciąż wygląda tak samo, jakby czas się tam zatrzymał, i przekraczając jej próg zawsze czuję się jak mała dziewczynka.

Jest wiele potraw, które mogłabym tu opisać. Bo był makowiec pełen bakalii i magiczna szafka, w której babcia trzymała czekoladę, a my zakradaliśmy się , żeby choć odrobinkę uchylić drzwiczki i podkraść choć jednego cukierka. Były pierogi z jagodami. Pamiętam, jak kiedyś urządziliśmy sobie zawody z kuzynem, kto zje ich więcej. Zjedliśmy chyba po piętnaście, a reszta rodziny chodziła głodna, bo pochłonęliśmy większą część ich porcji!

Jednak rzeczą, którą najmilej wspomina, jest tak zwany „lodowiec”. Deser, który udawał się tylko, jeżeli był przygotowany z „prawdziwych” jajek, i z mleka od „prawdziwej krowy”. Teraz ciężko o takie produkty, więc sekret „lodowca” powoli odchodzi w niepamięć… Kto raz go spróbował, na zawsze pozostawał jego wielbicielem. Smakował jak lody, ale choć był trzymany w lodówce, nigdy nie twardniał, nigdy też nie rozpływał się, tylko utrzymywał jedyną w swoim rodzaju kremową konsystencję. Z wierzchu zawsze posypany drobniutko startą czekoladą, był obiektem pożądania wszystkich dzieci w rodzinie, wyproszony na wszystkie święta i urodzinowe przyjęcia.

Myślę, że idealnie wyrównany nożem do rozprowadzania kremów (http://szefkuchni.pl/elastyczny-noz-do-rozprowadzania-kremow-p-121.html), idealnie by się prezentował na takiej patrze: http://szefkuchni.pl/patera-do-ciasta-p-827.html.

Ech, wyobraziłam sobie właśnie kawałek, na porcelanowym talerzyku, jak u babci. To były czasy!
08.09.2012 20:55 odpowiedz
Zdecydowanie moim najmilszym wspomnieniem dzieciństwa jest smak „dukátových buchtiček s krémem lub šodó”, które są w Czechach bardzo popularne nie tylko jako deser. Małe “buchty” z cista drożdżowego pływające w budyniu waniliowym lub kremu z wina białego. http://laskominyodmaryny.blogspot.cz/2012/09/dukatove-buchticky-se-sodo-verze-pro.html

Idealnie nadawała by się do przygotowania kremu ubijaczka do jajek http://szefkuchni.pl/ubijaczka-do-jajek-30-cm-ze-stali-nierdzewnej-p-377.html.
malvish21  (zobacz profil)
08.09.2012 17:03 odpowiedz
Kiedy osiem lat temu rozpoczelam swoje dorosle zycie, i wyjechalam z kraju ojczystego, nie przypuszczalam ze tak bardzo bede tesknic za rodzinnym domem
Zwlaszcza latem to uczucie jest zdecydowanie najdotkliwsze, powracaja wtedy wspomnienia z dziecinstwa, te najbardziej slodkie, bezstroskie i owocowe!

Moje najdrozsze wspomnienie dzieciństwa to ciasto mojej Babci. Przepis pochodzi ze starodawnego kalendarza, takiego, z ktorego kazdego ranka wyrywalo sie date dnia poprzedniego. To ciasto godnie reprezentowalo zasoby naszego ogrodu – zaczynalo sie od czerwcowych czeresni i truskawek, lipcowych czerwonych i czarnych porzeczek, wisni i jagod, a konczylo na wczesno-jesiennych gruszkach i sliwkach.

Pamietam jak Babcia pozwalala mi sobie pomagac a ja drzalam na mysl ze nie uda mi sie dokladnie oddzielic bialek od zoltek! Stopniowo pozwalala sobie pomagac coraz wiecej i wiecej, az w koncu upieklam swoje pierwsze samodzielne ciasto. I nawet teraz, kiedy latem przyzjezdzam z wizyta do domu rodzinnego, wszystko zaczyna sie od tego ciasta.
Najprostsze ciasto z owocami, a dzieki wspomnieniom najlepsze i niepowtarzalne.

Jeszcze 7 dni i bede w domu.. I juz w myslach wspominam przepis jak starego przyjaciela i szykuje moja miske do mieszania ciasta od Szefa Kuchni (http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html) do akcji:

‘Topimy 25 dag masla/margaryny
Studzimy
Ubijamy piane z czterech bialek
W trakcie ubijania dodajemy niepelna szklanke cukru,
na koncu zotlka…….’
08.09.2012 16:57 odpowiedz
Najlepszy wypiek mojego dzieciństwa to niezaprzeczalnie drożdżowe bułeczki mojej babci.
Do ich przygotowania z pewnością niezastąpiona byłaby duża blacha do pieczenia, im większa tym lepsza, bo każda dodatkowa bułeczka to jeden powód do uśmiechu -
http://szefkuchni.pl/duza-blacha-do-pieczenia-p-576.html.
Mama i ciocie wiele razy próbowały upiec je z tego samego przepisu, lecz nigdy nie udawało im się stworzyć podobnych :). Niezastąpiony był ser własnej roboty, mleko prosto od krowy i jajka świeżo przyniesione z kurnika. A przede wszystkim brakowało im uśmiechu przeznaczonego wyłącznie dla wnucząt, opiekuńczości i radości z życia mojej wyjątkowej babci.
Każdej niedzieli nasza duża rodzina ( dziadkowie mają siedmioro dzieci i kilka razy więcej wnucząt ;) ) przyjeżdżała na wieś, by porozmawiać delektując się ciepłymi, świeżo upieczonymi, pachnącymi domem rodzinnym, szczęściem i beztroską bułeczkami delikatnie oprószonymi cukrem pudrem. Kilka blach tych cudownie delikatnie rozpływających się w ustach wypieków podawanych było koniecznie z gorącą herbatą z domowym owocowym syropem.
Tego roku w jesienno-zimowe wieczory znów będę z melancholią wspominała czasy bułeczkami z serkiem pachnące :)
08.09.2012 16:53 odpowiedz
Przydałaby się ta szatkownica do pokrojenia jabłek na bardzo cieńkie plastry http://szefkuchni.pl/przyrzad-do-krojenia-warzyw-p-97.html .Smak dzieciństwa to dla mnie wspomnienie z lat 80-ch ubiegłego wieku. Zdecydowanie jest nim strudel z jabłkami w wykonaniu mojej Prababci. Plaster takiego strudla na talerzu to wiele warstw niemożliwie cieniutkiego ciasta, a pomiędzy nimi dużo jabłek, zapach wanilii i cynamonu. Najlepszy był ciepły, parujący w towarzystwie kubka kakao - gotowanego na mleku. To wspaniałe wspomnienie - wiele razy próbowałam upiec go po śmierci Prababci, ale jak dotąd nie udało mi się odtworzyć tego smaku.
08.09.2012 16:39 odpowiedz
Zdecydowanie strudel z jabłkami pieczony przez ukochaną Prababcię w latach 80-ch ubiegłego wieku:) Plaster takiego strudla na talerzu to wspaniałe cienkie warstwy ciasta, a między nimi dużo jabłek, cynamon, wanilia i delikatna słodycz. Oczywiście najlepiej smakował jeszcze ciepły i parujący... Najlepiej z ciepłym kakao -takim gotowanym na mleku. Po śmierci Prababci próbowałam wiele razy odtworzyć ten smak, ale niestety, jak dotąd się nie udało.
08.09.2012 16:19 odpowiedz
moim ulubionym wspomnieniem bylo ciasto mojej babci czekoladowe,zawsze lubilam zapach czekolady i jej wypieku,i teraz sama zawsze pieke to samo ciasto dla moich dzieci ,uwielbiaja je.http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html
anka1388  (zobacz profil)
08.09.2012 15:53 odpowiedz
Według mnie najlepszy wypiek z dzieciństwa to biszkopt mojej mamy przekładany kresem budyniowym z galaretką na wierzchu. :) Domowe wypieki były u mnie w domu raczej rzadkością. Każde ciasto było bardzo długo wyczekiwane. Pamiętam, że zawsze szalałam z radości jak widziałam, że mama włączyła piekarnik i zabierała się za ubijanie jajek.. Oczywiście we wszystkim wtedy chciałam jej pomóc! Najbardziej jednak uwielbiałam wyjadać resztki w miski ( podobnej do tej : http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html). Chociaż mama zawsze mówiła, że to nie zdrowo i nie powinno się jeść nieupieczonego biszkoptu to i tak w końcu ulegała moim ciągłym namowom. Biszkopt zawsze wysoko wyrastał (obserwowałam zaciekle przez szybkę piekarnika) oraz pachniał tak, że aż tata przybiegał ze swojego warsztatu szczęśliwy, że zaraz będzie można go zjeść. ;) zazwyczaj jeszcze przed przełożeniem kremu kawałka biszkoptu już brakowało. Szybko znajdował się z moich i taty ustach. Najdłużej trzeba było czekać na galaretkę, ale było warto! Wszystko razem prezentowało się cudownie ! taki prosty (nie wymyślmy) wypiek a sprawiał tak wielką radość, że ciężko mi to opisać... Tradycja pozostała i choć teraz ja piekę to ciacho z przepisu mojej mamy to zawsze razem z tatą wyjadamy i z miski i tuż po upieczeniu ;)
biedroneczka  (zobacz profil)
08.09.2012 15:47 odpowiedz
Andruty z masą kakaową autorstwa mojej mamy, tak... to jest smak dzieciństwa, który wspominam do dziś i staram się robić je jak najczęściej. Są niezwykle delikatne, masa bardzo pulchna, a przede wszystkim mleczna. Kiedyś nie było w sklepach wafelków, a jak już się trafiały to z nadzieniem czekoladopodobnym ... Dlatego też moja mama zawsze piekła dla nas łakocie, a jak robiła andruty, to znikały błyskawicznie :) Zresztą dziś jest podobnie ...
Jeśli chodzi o artykuł ze sklepu, to w mej kolekcji nie mam jeszcze takiej oto formy: http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html - myślę, że to idealna forma do pieczenia ciast przekładanych :)
08.09.2012 14:07 odpowiedz
Moim smakiem (ulubionym deserem) z dzieciństwa nie jest żadne wyszukane ciasto, nie jest to nawet wypiek. Za to jest to coś co sprawiało nam dzieciakom ogromną radość. Śliczny, kolorowy pucharek galaretki !!!... te 30 late temu było to dla mnie jak teraz najlepszy słodycz ze sklepu. Najlepszy z odrobiną bitej śmietany i lekko oprószony starta na tarce czekoladą ( o ile takowa akurat była w domu;)). Już sobie wyobrażam co to była by za radość gdybym wtedy miała taką świetna formę do galaretki w kształcie kotka http://szefkuchni.pl/forma-do-deserow-lub-galaretek-kot-p-212.html.....dzieciaki pękły by z zazdrości :)
łasilopka  (zobacz profil)
08.09.2012 13:56 odpowiedz
Jednym z wypieków przypominających mi dzieciństwo jest ciasto z borówkami = jagodami. Za każdym razem, gdy na placu widzę sprzedawane na litry borówki przypomina mi się jego maślany smak, lekko krucha konsystencja, soczystość borówek i mocno chrupiąca kruszonka z kryształkami cukru połyskującymi na wierzchu niczym drobniutkie świecidełka, które lubi każda mała dziewczynka. Przypominają mi się również zabawne fioletowe usta i języki oraz lekko niebieskie zęby, które oglądałyśmy z siostrami w lustrze po zjedzeniu tego wyśmienitego ciasta. Myślę, że do tego wypieku przydałaby się sylikonowa forma do pieczenia http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html, a także miseczka do zrobienia ciasta i pysznej kruszonki http://szefkuchni.pl/miska-do-mieszania-ciasta-20cm-p-43.html.
08.09.2012 12:05 odpowiedz
Dla mnie dzieciństwo kojarzy się z moim ukochanym ciastem - Karpatką. Od kiedy pamiętam każdy dźwięk miksera dobiegający z kuchni powodował ekscytację tym, że może właśnie mama przygotowuje kolejną porcję. Lubiłam wpatrywać się w powierzchnię rosnącego ciasta, kiedy wygrzewało się w piekarniku i podziwiać jak wybrzuszają się coraz to nowe "górki" - im więcej, tym więcej frajdy.

Ale największą przyjemnością był oczywiście karpatkowy krem - zawsze czekałam z niecierpliwością, aż mama pozwoli mi zjeść krem pozostały w misce i na łopatkach miksera - jaka to była uciecha. A gotowa karpatka? Długo nie wytrzymywała - pamiętam, że musiałam co chwila biegać do kuchni, otwierać lodówkę i uszczknąć paluszkiem choćby odrobinę kremu!

Karpatka jest w 100% smakiem mojego dzieciństwa, dlatego teraz też od czasu do czasu staram się (już samodzielnie) ją przygotować. To taki mój cukierniczy wehikuł do czasów młodości;)

Myślę, że przy przygotowaniu karpatki przydałby mi się przesiewacz do mąki i cukru http://szefkuchni.pl/31-przesiewacz-do-cukru-maki-p-544.html.
08.09.2012 11:14 odpowiedz
Dzieciństwo kojarzy mi się z w wieloma smakami i zapachami - szczególnie słodkimi, wypełniającymi całe mieszkanie. Smaki nie do odtworzenia nawet przez najlepszych kucharzy czy piekarzy, które potrafiła wyczarować tylko babcia. Pamiętam wiele smakołyków od najprostszych-smażony chleb z cukrem przez budynie z domowymi sokami, fantastyczne kogle-mogle(nie wiem jak radziłam sobie ze zjadaniem sporych ilości bardzo słodkiego deseru), gotowane cukierki z mleka i cukru i wyjątkowy, świąteczny piernik przekładany domowymi powidłami, którego smak można było poczuć tylko raz do roku. Na pewno bardzo dobrą pomocą w jego pieczeniu byłaby silikonowa, kwadratowa forma do ciasta- http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html .
08.09.2012 10:58 odpowiedz
Moja mama zawsze z rozczuleniem wspomina zdarzenie, które wprawiało w zdumienie jej koleżanki z pracy. Ponieważ było nas w domu dużo(3 dzieciaków), a ja byłam najstarsza, do mnie należała organizacja wolnego czasu rodzeństwu. Kiedyś było to o tyle utrudnione, że były 2 programy telewizyjne i 0 komputerów. Pewnego wakacyjnego dnia wpadliśmy więc na pomysł, aby przywitać powracających z pracy rodziców zapachem świeżo upieczonego sernika. Kiedy mama zadzwoniła do nas z pracy z pytaniem "co porabiacie?" usłyszała "pieczemy sernik!". Zupełnie niezrozumiała dla nas była reakcja pełna przerażenia. Teraz lepiej to rozumiem - wszyscy mieliśmy poniżej 10 lat. Wbrew obawom mamy wszystko dobrze się skończyło. Sernik wyglądał wspaniale, pachniał słodko wanilią, nie muszę zamykać oczu żeby poczuć na nowo jego wyjątkowy smak. Jako dziecko najbardziej lubiłam zanurzone w delikatnej, twarogowej masie słodkie rodzynki. Dzisiaj pewnie obawy mamy były by mniejsze, gdybyśmy mogli skorzystać z http://szefkuchni.pl/silikonowa-kwadratowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-261.html ,która pozwoliłaby w sposób łatwiejszy i bardziej bezpieczny upiec ciasto.
08.09.2012 09:07 odpowiedz
W moim rodzinnym domu na przedmieściach często gościły na stole różne wypieki, a wśród nich ten jedyny, mój ulubiony - sernik pieczony z rodzynkami. Jako, że byłam jednym z nielicznych amatorów tego sernika wśród domowników, zazwyczaj posiadałam największy udział w jego konsumpcji. Czasem miałam wrażenie, że mama piecze go wyłącznie dla mnie. Wypiek nieskomplikowany, bo bez spodu, po prostu masa serowa z rodzynkami, ale mimo wszystko było w nim coś niezwykle majestatycznego. Można by rzec, że pałaszowanie każdego kawałka było swego rodzaju celebracją. Z wierzchu delikatnie przyrumienione, wewnątrz wilgotne, ale jednocześnie lekkie ciasto rozpływało się w ustach. Nie można również zapomnieć o aromatycznej wanilii i miękkich rodzynkach stanowiących serce całej tej słodyczy. Ciasto ujęte w klasyczną, okrągłą formę (zupełnie jak ta - http://szefkuchni.pl/silikonowa-forma-do-ciasta-20-cm-p-259.html) zachwycało swą prostotą. Nie jadłam go dobrych parę lat, warto by było cofnąć się w czasie i przypomnieć sobie ten wspaniały smak.
Gość: kejtkejt
08.09.2012 09:00 odpowiedz
Smak mojego dzieciństwa to przepyszna "chałupka" robiona przez moją mamę zamiast paschy na Wielkanoc. Przepis na to cudeńko był ściśle tajny, a mama robiła chałupkę pod osłoną nocy, żeby żadne z nas nie dopatrzyło się składników i tajemnej procedury. Po śmieri mamy odnalazłam ów przepis, był on jednak napisany niesamowitym szyfrem, z mnóstwem nieścisłości tak, aby tylko mama wiedziała o czym mowa. Po kilku podejściach metodą prób i błędów odszyfrowałam recept, jednak już nigdy chatka nie smakowała jak spod ręki mistrzyni. Mama prócz warzonej śmietany z jajkami i innych składników musiała dodawac coś jeszcze - może mnóstwo miłości i odrobinę typowej dla niej nutki tajemniczości?
Do podania deseru służyła nam stara, plastikowa tacka, sfatygowana przez lata. Teraz widzę, że idealna do tego celu byłaby malaminowa tacka w urocze groszki : http://szefkuchni.pl/tacka-na-kanapki-groszki-melamina-p-38.html

1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6    



do góry