Witam w leniwy niedzielny poranek!

Bardzo dziękuję Wam za liczny udział w konkursie z Julią :-).

Spodobało mi się bardzo, bardzo dużo odpowiedzi, sama dowiedziałam się więcej o kuchni francuskiej, a po niesamowitej burzy mózgu wyróżniłam:

1. aaantonina

Zdecydowanie najbliższą potrawą francuską jest dla mnie quiche lorraine. Pracując jako au-pair w Paryżu dla typowej francuskiej rodziny (może nie do końca typowej, bo z tytułami szlacheckimi!) prawie co wieczór przygotowywałam kolację. Czasami tylko dla mnie i mojej podopiecznej, a czasami dla całej ośmioosobowej rodziny! Gotowałam różne dania, makarony, dania z ryżem, a od czasu do czasu także quiche właśnie, w różnych odmianach, z brokułami czy kurkami. Nie zapomnę dnia, kiedy od Pani Domu usłyszałam, że mój quiche lorraine, smakuje dokładnie tak jak powinien, i jest idealny! Nie ukrywam, że poczułam się wtedy fantastycznie! Moja paryska przygoda dobiegła już końca, jednak co jakiś odświeżam pamięć i gotuję coś z tamtego okresu. Najczęściej właśnie quiche! 🙂

2. Izzza

Najbliższy memu sercu jest mój Dziadek, który urodził się w rodzinie polskich emigrantów przed II wojną światową we Francji. Dzieciństwo i młodość spędził w Lotaryngii i wiem, że chociaż już 70 lat mieszka w Polsce to jego serce zostało tam. Dziadek nie przyrządzał zbyt wielu francuskich potraw, ale dobrze pamiętam smak ciasta "cztery ćwiartki", które pałaszowałam w dziadkowej kuchni. Nic specjalnego, ucierane ciasto, który nawet niezbyt wprawny kucharz potrafi upiec. Jednak to było coś niezwykłego, bo to było ciasto robione przez Dziadka według przepisu przywiezionego z Francji, tego kraju, o którym zawsze mówił z rozrzewnieniem i tęsknotą. Rok temu byłam w Paryżu i kiedy w jednym ze sklepików zobaczyłam "quatre quart" to aż się wzruszyłam. Nie kupiłam ciasta, bo wiedziałam, że żadne nie dorówna temu, które piekł mój Dziadek.

3. dasha

Miałam wtedy może 17 lat i praktyki w sklepie spożywczym. Pochodziłam z niezamożnej rodziny o krakowsko-lwowskich korzeniach. Nie było więc w moim domu wielkiego Świata ani wyszukanych potraw. Ot zwykła górnicza rodzina. Obok mojego sklepu w starym domu z pięknym ogrodem mieszkała nauczycielka z Warszawy. Starsza bardzo elegancka Pani z kokiem w pięknych żurnalowych ubraniach. ….Pani ta uczyła muzyki, znała angielski i francuski. Była uczestniczką Powstania Warszawskiego. Przychodziła kupować do mojego małego sklepiku bułki. Któregoś pięknego dnia odkryła we mnie talent muzyczny- ku zdumieniu moim i jeszcze większym mojej rodziny. Zaczęłam więc uczęszczać na naukę gry na fortepianie… Pewnego razu Pani ta zaprosiła mnie na podwieczorek dnia następnego. Z wypiekami na polikach nie mogłam się doczekać tego momentu. Sama myśl, ze będę jadła na wyszukanej porcelanie, w salonie pełnym starych obrazów… W sobotę przejrzałam szafę,wybrałam najładniejszą sukienkę i z wypiekami na polikach usiadłam do obiadu.Babcia w fartuchu w róże identycznym ze wzorem na ceracie kuchennego stołu postawiła obiad… Z bratem, dziadkiem i siostrą zajadaliśmy cieniutkie jak pergamin naleśniki a ja opowiadałam o zbliżającym się podwieczorku na którym miały zostać podane crepes …Cała rodzina zastanawiała się co to jest, a że były to czasy bezinternetowo-komórkowe … 

Wspólnie doszliśmy do wniosku, że na pewno będą to jakieś specjały kuchni francuskiej. No i były … Z rozpaczą w oczach, w tym pięknym salonie, na pięknym obrusie zastawionym piękną porcelaną … ujrzałam nie mniej ni więcej … naleśniki!!!!. Których sztuk 5 jak nie więcej zjadłam godzinę wcześniej :).

Od tego czasu minęło ponad 20 lat. Już nie ma wśród nas Ukochanej Babci i Dziadka, rodzeństwo rozpierzchło się po całym Świecie, a ja robię nadal CREPES wg babcinego przepisu … I zawsze uśmiecham się do nich jak do najbardziej wykwintnego dania na Świecie. Bo jest smakiem i wspomnieniem najszczęśliwszych chwil dzieciństwa.
P.S. 
Talentu do gry na fortepianie jednak nie miałam 🙂

4. kiva_tytto

Moja pierwsza myśl – quiche z porami! Nie znoszę porów, ale ta potrawa kojarzy mi się z letnim obozem we Francji, na którym byłam w liceum. Grupa 15-16 latków z Polski i Francji, kemping, kuchnia polowa w wielkim namiocie i dyżury w kuchni. Serwowali nam francuskie specjały, m.in wspomniany quiche. Pamiętam, że zjadłam tylko ciasto, starannie wydłubując pory (które stanowiły 3/4 całej potrawy). Pierwszy raz usłyszałam wtedy, ze istnieje coś takiego, jak quiche. I on właśnie, mimo niechęci do pora, kojarzyć mi się będzie już zawsze z latem w Masywie Centralnym, ze wspaniałymi ludźmi, których wtedy poznałam, z pierwszą miłością i pierwszymi rozczarowaniami, z wygłupami i śmiechem do bólu brzucha. Francuski urok, ot co! 🙂 

5. Topinambur

Będąc dwukrotnie w Paryżu nie czułam zachwytu, czekałam na motyle w brzuchu, albo jakieś chociaż miłe zakątki, które mnie zachwycą,wzruszą…nie było ich. Dzisiaj wiem, że po prostu nie byłam tam z właściwą osobą. Dla ukochanego, który rozświetlił moje życie i sprawił, że widzę je w innych barwach często przygotowuję zupę cebulową. Ta prosta i rozgrzewająca francuska potrawa sprawia, że zawsze widzę uśmiech na jego twarzy, a kiedy nie gotuję jej długo, słyszę: "może byś ugotowała w końcu cebulową?" 🙂 Polecam dla wszystkich zakochanych. M.

 

Jeszcze raz bardzo dziękuję :-).

dorota

Przeglądaj wpisy po składnikach:
Dziękuję za zamieszczenie komentarza.

Wszystkie komentarze czytam, choć niestety, nie dam rady na wszystkie odpowiedzieć. Zanim zamieścisz pytanie upewnij się czy nikt nie zadał podobnego (ułatwi Ci to wyszukiwarka zamieszczona w komentarzach). Komentarze z linkami mogą nie zostać opublikowane.

Autorka bloga

Opublikowano 35 komentarzy
Szukaj w komentarzach:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


Dopuszczalny format: JPG, PNG, GIF. Maksymalny rozmiar pliku: 2 MB.

  1. Zwycięzcom gratuluję bardzo bardzo 😉 Ja sama chętnie zgarnęłabym taką książkę, aczkolwiek z kuchnią francuską to ja mam jedynie tylko tyle wspólnego, co ciasto z marketu, bo prawdziwego boję się zrobić, zbyt skomplikowanie dla mnie brzmi 😀 Tak też nawet nie pisałam, bo co miałabym napisać? ;D A co do osób rozczarowanych… cóż, trzeba się pogodzić z przegraną 😉 Za długie wypowiedzi? Widocznie dla takich opisów da się zmienić regulamin 😉 Czasem człowiek pisze nie chcąc pominąć niczego istotnego, prosto z serca i samo tak z siebie wychodzi, że jest tego dużo. Gdyby uciąć te wszystkie nagrodzone prace , po 1. nic byśmy z nich nie wiedzieli, po 2. nie poznalibyśmy pięknych historii związanych z kuchnią francuską 😉

  2. No nie! 😀 Chciałam wziąć udział w konkursie, ale za nic w świecie nie przychodziła mi do głowy żadna z francuskich potraw, którą szczególnie lubię. Postanowiłam odpuścić sobie udział, bo nie chciałam zmyślać. A tutaj patrzę – zupa cebulowa! Jak ja mogłam o niej zapomnieć? Uwielbiam zupę cebulową, mimo, że nienawidzę, jak potoki łez wylewają się z moich oczu podczas jej przygotowywania. Gratuluję wygranym 🙂

  3. Gratuluję twórczości laureatom konkursu ;)! A przy okazji prosiłabym Panią Doris, aby następnym razem sprecyzowała w regulaminie słowo;"krótko", gdyż chyba rozumiem je w inny sposób, nie wiem jak reszta. Pozdrawiam

  4. Muszę przyznać, że oprócz wspaniałej kucharki, jesteś wspaniałą pisarką! 🙂 Opowieść o Eleganckiej Pani i jej crepes brzmi jak kawałek świetnej powieści 🙂 Brawo!
    Last but not least: gratulacje dla wygranych!

  5. Gratuluję wygranym, szczególnie dasha wzruszyła mnie swoją wypowiedziom aż coś na kształt łez zakręciło mi się w oczach:) A wczoraj wieczorem smażąc crepes dla moich córek cierpliwie uczyłam je wymawiać nazwę tego niezmiernie wyszukanego dania kuchni francuskiej (tak na wszelki wypadek, żeby wiedziały co jedzą będąc we Francji. Kiedyś. Mam nadzieję:)

  6. Gratuluję zwycięzcom, szczególnie właśnie DASHA, to jej tekst podobał mi się najbardziej. I niezmiernie się cieszę, że wygrali inni, bo Mój Ukochany Mąż i tak mi kupi tę książkę. :))

  7. Gratulacje zwycięzcom:). Sądzę, że jest to dobry wybór. Te wypowiedzi, które wybrała Pani Dorotka są na prawdę genialne i nie dziwię się, dlaczego nie wygrałam;) Nie zrażajmy się, kiedyś nam się uda! Nie ma co marudzić i narzekać, skoro i tak to nic nie zmieni, na następny raz trzeba się bardziej postarać!;) Ja już z niecierpliwością czekam na kolejny konkurs!

  8. Och, jakie irytujące są te "rozczarowane" komentarze…
    Nie można po prostu napisać, że gratuluje się zwycięzcom i pomyśleć" może następnym razem się uda?". Odrobinę empatii…

  9. Ja również gratuluje zwycięzcom 🙂
    Każdy kto bierze udział w konkursie liczy na wygraną, jej brak zwykle wiąże sie z rozczarowaniem, ale dlaczego od razu "plumkać" i marudzić?
    Pani Doroto ja mam nadzieję że Pani nie zniechęci się i będzie nadal organizować konkursy 🙂

  10. Jeszcze się taki nie narodził, który by wszystkim dogodził! Dorotko, przepiękne odpowiedzi wybrałaś, a ja choć nie brałam udziału w konkursie, jestem tymi odpowiedziami oczarowana. Zwłaszcza historią o crepes, która wywołała gigantyczny uśmiech na mojej twarzy :)))
    Pięknego dnia życzę!

  11. Gratuluję zwycięzcom, a Pani Dorocie życzę sporo cierpliwości, bo już się zaczynają kwęki i jęki. Co było zresztą do przewidzenia. Przegrywanie z klasą to jednak duża sztuka.

  12. No właśnie krótko to krótko, a można było dużo lepiej. Inaczej człowiek pisze gdy ma napisać krótko, a inaczej kiedy może się rozpisać. Trochę to niesprawiedliwe….

    1. Już się przyzwyczaiłam, że zawsze jest niesprawiedliwie.. Szkoda, że ksiażek do rozdania nie było 500. Droga MM18, Twoja wypowiedź była tylko o 1 zdanie krótsza niż Topinambur. Naprawdę, niesprawiedliwie?

      1. I to nie jest żal do Ciebie Dorotko, tylko do siebie, że mogłam jak inne osoby pominąć regulamin i Twoją sugestię że ma być krótko i napisac dużo, a o wiele ładniej być może. To nie chodzi o wygraną tylko o to że niektórzy zostali bez szans trzymając się tego o co prosiłaś 🙁

        1. Skoro Topinambur był tylko o jedno zdanie dłuższy od Twojej wypowiedzi, a jednak wygrał, to może przyjmij do wiadomości, że jednak nie długość wypowiedzi miała znaczenie. Chyba że na serio uważasz, że akurat to jedno zdanie więcej napisałabyś powalające na kolana…trochę dystansu by się przydało.